Krzysztof Juras: Emocji jak na grzybach [KOMENTARZ]

Krzysztof JurasZaktualizowano 
Nasze drużyny tydzień temu ograły swoich rywali bez większych problemów zdobywając sześć goli. W tym tygodniu już tak wesoło nie było.

Najpierw w piątek Jagiellonia Białystok rozbiła gdyńską Arkę, aplikując żółto-niebieskim aż cztery bramki.

Podopieczni trenera Grzegorza Nicińskiego zapewne jak najszybciej będą chcieli zapomnieć o potyczce z Białegostoku. Tylu błędów w grze defensywnej, ile popełnili arkowcy w piątek to już dawno nie widziałem w wykonaniu tej drużyny. Widać jaki ogrom pracy czeka sztab szkoleniowy gdyńskiego klubu, aby te mankamenty szybko wyeliminować. Być może ratunkiem byłby jakiś transfer, a może wystarczy w obrębie kadry, którą dysponuje trener zrobić roszady personalne. Z tym problemem musi się zmierzyć popularny „Nitek”, by w kolejnych meczach jego zespół nie tracił tylu goli co w piątek.

W przyszłym tygodniu Arkę czeka kolejny ciężki egzamin. Przyjeżdża Śląsk Wrocław, który jeszcze gola w rozgrywkach ekstraklasy nie stracił.

Skoro jesteśmy już przy straconych golach, to po raz pierwszy w tym sezonie piłkarze gdańskiej Lechii bramki nie stracili, ale też i nie zdobyli.

Spotkanie we Wrocławiu bardzo mi przypominało potyczkę Polska - Niemcy z meczu otwarcia mistrzostw świata w 1978 r. w Argentynie. Po tamtym spotkaniu, jak i po tym trenerzy „piali” jaki to wysoki poziom taktyczny prezentowały drużyny. No cóż, może Stefan Majewski czy Dariusz Pasieka, którzy prowadzą szkołę trenerów przy PZPN, byliby zadowoleni. Ja jednak bym wolał mniej taktyki, a więcej emocji. A tych we Wrocławiu było jak na grzybobraniu.

Z meczu zapamiętałem niewiele. Po pierwsze Marco Paixao zrobił wszystko aby trafić w Pawełka w sytuacji 200-procentowej. Po drugie o podwyższenie bicia tętna jak zwykle zadbał bramkarz biało-zielonych Vanja Milinković-Savić. Jeden z moich kolegów nazywa go “Magilla” bo przypomina mu bohatera bajek dla dzieci z lat 70. ubiegłego stulecia. W bajce dobroduszny “Magilla” często zachowywał się nieodpowiedzialnie i tak też robi Milinković-Savić. Najbardziej irytują mnie jego wyjścia poza pole karne aby dyskutować z sędzią czy też zawodnikami drużyny przeciwnej. Skoro w takim meczu Vanja był tak elektryczny, to jak będzie w derbach Trójmiasta?

polecane: Dzwonią do Ciebie te numery? Nie odbieraj!

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie