Król z Afryki je maliny

Grazyna Antoniewicz
Archiwum prywatne
Mieszkańcy Trójmiasta przez kilka ostatnich dni czerwca mogli podziwiać niezwykłą postać - wysokiego, postawnego mężczyznę, spacerującego ulicami Gdańska w tradycyjnym sudańskim stroju - długiej białej galabii oraz w turbanie.

Hassan Mohamed Hassan Mohamed Ahmed - bo tak brzmi jego pełne nazwisko, pochodzi z królewskiego rodu. Mieszkał niegdyś w prastarej sudańskiej wiosce El Higena, około 100 km w górę Nilu od miasta Karima. W swoich stronach znany jest przede wszystkim jako Omde, czyli Sędzia. Sędzią był jego starszy brat, ojciec i jego dziadek, a inni protoplaści naczelnikami i królami plemiennymi terenów zajmowanych przez obecne plemiona Szajgija i Monasir, które od stuleci zamieszkują brzegi Nilu na odcinku od miast Karima i Marawi aż do Abu Hamad, idąc w górę rzeki. Początki tych plemion giną w pomroce dziejów.

Czytaj też: Mała Afryka nad Motławą

Nilowe Królestwo Wysp

- Przypuszczalnie przybyli oni na te tereny w XIV wieku z północy i tu właśnie spotkali przodków Omdego, rdzennych Nubijczyków zamieszkujących to Nilowe Królestwo Wysp - opowiada dyrektor Muzeum Archeologicznego w Gdańsku Henryk Paner. - Poznałem Omdego w 1999 roku. Jego jurysdykcja obejmowała wtedy około 40 tysięcy mieszkańców Doliny Środkowego Nilu, w tym także tereny ogromnej i gęsto zasiedlonej wyspy Amri i przylegających do niej pustynnych terenów. Kiedy w 1898 roku Sudan został przekształcony w kondominium egipsko-brytyjskie, zarządzane przez Brytyjczyków, nie byli oni w stanie kontrolować tego największego kraju w Afryce.

Zawierali więc swoiste układy z królami poszczególnych plemion, na mocy których respektowali ich pozycje i przywileje w zamian za rezygnacje z buntów i powstań, a dodatkowo pozwalali im nadal sprawować sądy w tzw. mniejszych sprawach (z wyjątkiem morderstw, gwałtów, rabunków na drogach, porwań czy wykroczeń przeciwko władzy). Ten sposób rządzenia na trudnych do kontrolowania ogromnych, skalisto-piaszczystych terenach Pustyni Nubijskiej utrzymał się także po uzyskaniu przez Sudan niepodległości w 1956 roku.

Poczytaj również: Jarmark Dominikański: Afryka z Wrocławia

Zdaniem wielu badaczy, taki system sprawowania władzy, ale także zbierania podatków jest na tych terenach stosowany od czasów Królestwa Napata, które w VIII w. przed naszą erą podbiło starożytny Egipt, dając początek XXV dynastii faraonów. Nie jest więc wykluczone, iż rodowód Omdego i jego królewskiego rodu sięga czasów pierwszego tysiąclecia przed naszą erą.

Krokodyl dziesiątka

- Omde to świetny myśliwy - opowiada Henryk Paner. - Kiedyś zaprosił mnie na polowanie na dużego krokodyla, którego wypatrzono na jednej z wysepek. Taki rodzaj krokodyla nazywa się tutaj aśra, to znaczy dziesiątka, bo osiąga długość nawet 10 metrów. Zdumiałem się, kiedy Omde zabrał ze sobą tylko jeden nabój, a jeszcze bardziej kiedy na pytanie, czy nie ma ich więcej, odrzekł: "…po co więcej naboi - jest tylko jeden krokodyl…".

Hassan Mohamed Hassan Mohamed Ahmed, chociaż poluje, jednak szanuje każde życie i nie zabija bez potrzeby. Pewnego dnia odebrał miejscowym chłopcom małego ptaszka, który wypadł z gniazda, i przyniósł go do obozu gdańskich archeologów.

- Już po kilku karmieniach ptaszek, którego nazwałem Mija, czyli Stówka, przywiązał się do mnie tak bardzo, że spał, siedząc wtulony w moją szyję i ku niezadowoleniu całej ekspedycji, panoszył się na naszym stole, wybierając sobie jedzonko z dowolnej miski - wspomina dyrektor Henryk Paner. - Bardzo zdumiało to Omdego, który twierdził, że ten ptak nigdy się nie oswaja, i chyba wiedział, co mówi, żyjąc tu od pokoleń za pan brat z przyrodą.

Duchy przodków

Ale jeden z miejscowych starców znalazł wytłumaczenie: w ptakach są zaklęte duchy przodków, a przyjaźń z Miją została odebrana jako życzliwość tych duchów dla Henryka - Mudira i ludu Bolanda (Polska). Sprawa szybko się rozeszła po okolicy i ludzie przyjeżdżali z daleka tylko po to, żeby zobaczyć, jak Henryk Paner spaceruje razem z Miją na ramieniu, a on sam został uznany za osobę mającą dobre kontakty z zaświatami, co w przyszłości wielokrotnie mu się przydało.

Zobacz też: Wiatj Polsko pod równikiem

- Pewnego dnia zamknęliśmy jeszcze przed posiłkiem siatki moskitierowe, chroniące naszą prymitywną stołówkę w lepiance przed owadami - opowiada dyrektor. - Zapomnieliśmy o Mii, ale ona pamiętała o obiedzie i kilka razy atakowała bojowo te siatki, żądając dopuszczenia do wspólnej misy. To jeszcze bardziej utwierdziło miejscową ludność w przekonaniu, że nie jest to zwykłe stworzenie.

- Dlaczego otrzymała takie dziwne imię Mija?

- Bo w Sudanie "Mija fil Mija" odpowiadamy, kiedy ktoś pyta "jak leci?", i znaczy to, że jest fajnie na sto procent.

Przyjaciel Polaków

Omde ma wyjątkowe poczucie humoru i ułańską wręcz fantazję, połączoną z prawdziwie nubijską, zupełnie jak polska, gościnnością. Jeśli się przyjaźni, to na całe życie. Taką przyjaźń wielu z nas zna tylko z książek. Jest to przyjaźń, w której bez chwili wahania ryzykuje się dla przyjaciela zdrowie czy życie.

- Ale także na co dzień o nas myślał; nieraz potrafił przejechać kilka godzin do naszego pustynnego obozu, na pace ciężarówki, aby dowieźć nam trochę świeżych warzyw i owoców, tak cennych na pustyni - dodaje Henryk Paner. - Jego najmłodszy synek, który urodził się już bez domu, wczesną zimą tego roku, ma na imię Sadik - Przyjaciel. Taki jest nasz Omde - Wielki Przyjaciel Polaków i Polski.

- Jesienią 2010 roku zadzwonił do mnie jakiś Wojtek, młody Polak, który zupełnie przez przypadek zawędrował w te odległe rejony Sudanu wraz ze swoją żoną - dodaje. - Omde, kiedy usłyszał, że Wojtek jest z Polski, zapytał, czy zna Henryka Mudira (po arabsku to znaczy dyrektor) i nawet po odmownej odpowiedzi gościł ich przez prawie dwa tygodnie, bo byli z Polski.

Czytaj: Polski okręt na ratunek

Nieznana forteca

Zanim przyszła wielka woda, Hassan Mohamed Ahmed mieszkał w rejonie IV katarakty Nilu, gdzie Ekspedycja Afrykanistyczna Muzeum Archeologicznego w Gdańsku pracowała od 1996 do 2008 roku, czyli 12 lat.

Kiedy rząd Sudanu podjął decyzję o budowie nowej tamy na Nilu właśnie w rejonie IV katarakty, Muzeum Archeologiczne w Gdańsku jako pierwsze na świecie odpowiedziało na apel Sudańskiej Służby Starożytności i podjęło w tym rejonie badania ratownicze.

Zbrojny bunt

Nie wszystko jednak szło gładko. Część plemienia Szajgija i plemię Monasir nie chciały się zgodzić na wysiedlenia ze swoich rodzimych terenów, które po budowie tamy miały być zatopione. W wyniku buntu kilkakrotnie dochodziło do starć zbrojnych, a wszystkie ekipy archeologiczne zostały usunięte z rejonu ogarniętego konfliktem - wszystkie, z wyjątkiem ekipy gdańskiej, bo właśnie za gdańską ekipą ujął się - skutecznie, Omde, nie dopuszczając do jej relegowania. Oczywiście nie obyło się bez dalszych negocjacji w siedzibie buntowników na wyspie Shirri.

- To właśnie Omde uratował nam skórę w pierwszej, najbardziej niebezpiecznej fazie konfliktu - zapewnia dyrektor Paner.

A kiedy buntownicy wygonili ekipę amerykańskich archeologów, ci w środku nocy przybyli do bazy gdańskich archeologów, szukając schronienia.

- Dzięki pomocy Omdego w negocjacjach z Monasirami mogliśmy kolegom zza oceanu zaofiarować naszą gościnę i odstąpić im kawałek naszej koncesji, o czym dwukrotnie napisał nawet "New York Times" - opowiada Henryk Paner.

Wielka forteca

Omde często brał udział w pracach gdańskich archeologów, szybko się nauczył rozpoznawać i właściwie oceniać stanowiska archeologiczne. Jego wywiady z miejscową ludnością i nomadami dały w efekcie m.in. odkrycie w Redab nieznanej dotąd światu chrześcijańskiej fortecy z VI w., która ma prawie hektar powierzchni i mury oraz bastiony zachowane do wysokości 5 metrów, ale jest tak schowana w niedostępnych skałach, iż nie widać jej nawet ze 150 metrów.

- Od początku naszej znajomości Omde bardzo się interesował naszymi pracami, ponieważ fascynowało go porównanie ustnej tradycji, przekazywanej w jego rodzinie z pokolenia na pokolenie, z wynikami naszych archeologicznych i etnograficznych dociekań. On uczył się od nas, a my od niego i tak narodziła się wielka przyjaźń i wzajemny szacunek: szacunek Omde dla naszej pracy, dzięki której udało się uratować wiele pomników historii plemienia Szajgija i Monasir, i nasz szacunek dla Omdego, który kiedy już dokładnie zrozumiał sens naszych działań, potrafił jak nikt inny być naszym wybawcą w wielu trudnych, a nawet niebezpiecznych sytuacjach. Jego legendarna już wśród członków naszej ekspedycji inteligencja przyczyniła się do powiedzonka, że "…gdyby nawet spadł z poziomu swojej odwagi do poziomu swojego IQ , to i tak potrzebowałby spadochronu, żeby dotrzeć na ziemię…"

Obóz na skałach

Kiedy kończono budowę tamy, Omde, jako jeden z nielicznych, nie dał się wysiedlić ze swojej ojcowizny. Jednakże w pierwszych miesiącach 2008 roku powódź, sztucznie wywołana po zamknięciu wrót tamy, zmusiła go do ucieczki wraz z rodziną na wyżej położone tereny.
Utworzone wówczas jezioro ma około 170 km długości i ponad 700 kilometrów kw. powierzchni.
Omde stracił wówczas wszystko: palmy, ziemie uprawiane od stuleci przez jego przodków, dom swój i odziedziczony po ojcu, bydło i zbiory. Zbudował prowizoryczny obóz na wysokich skałach na brzegu utworzonego wówczas jeziora, jednak wahania poziomu wody nie dają tu szans na uprawę niegościnnych piasków, wymagających ciągłego nawadniania.

Jego cały lud został przesiedlony, a on sam jest obecnie królem bez ziemi. Zostały mu tylko rodzina i przyjaciele z Polski.

I właśnie tym przyjaciołom Omde od kilku lat wiernie towarzyszy, pomagając im i chroniąc przed tym, o czym on doskonale wie, a my często nie mamy pojęcia. Zawsze wie, kiedy się zbliża burza piaskowa, jak znaleźć przejście pośród morza skał na pustyni, którędy mogą się poruszać groźni przemytnicy, gdzie mogą być jadowite węże czy skorpiony, do kogo lepiej nie podchodzić zbyt blisko i jakich okolic unikać.

Nieufni pasterze

Dwa lata temu gdańska ekspedycja otrzymała koncesję na badania Pustyni Bayuda, leżącej pomiędzy Chartumem a tzw. Wielkim Zakolem Nilu. To obszar około 140 tys. kilometrów kw. i mimo swego położenia w centrum Sudanu- prawie nieznany, królestwo nieufnych pasterzy, dumnych i wojowniczych nomadów i dzikich zwierząt. Ale to też jest chyba część dawnego królestwa przodków Omdego. Czuje się tutaj jak u siebie i z każdym kolejnym sezonem zyskuje dla nas coraz więcej przyjaciół, którzy właśnie dzięki niemu wiedzą i rozumieją, co tutaj robimy i jakie to ma znaczenie.
- Obiecał mi kiedyś, że będzie mi towarzyszył w moich wyprawach i badaniach tak długo, jak długo będę przyjeżdżał do Sudanu - i na pewno dotrzyma słowa, bo taki jest właśnie mój Przyjaciel - Omde, Hassan Mohamed Hassan Mohamed Ahmed - wyznaje dyrektor Henryk Paner.

Woda od Allacha

Omde w czerwcu przyjechał do Gdańska na konferencję nubiologiczną. Zwiedzał Pomorze.

- Zachwycał się polami. Nie mógł zrozumieć, jak tak duże obszary mogą być uprawiane bez podlewania - opowiada Henryk Paner - bo u nich w Sudanie wszystko się nawadnia. Pompuje się wodę na odpowiednią wysokość i potem kanałami irygacyjnymi spływają na pola. Pytał, jak ta ziemia jest nawadniana. Więc odpowiedziałem, że nasza woda jest od Allacha.
Omde stwierdził, że w takim razie Polska jest krajem szczęśliwym, bo mamy wody pod dostatkiem.
Potem zachwycił się lasem, ogromem pięknych, prostych drzew, bo u nich drzewa są małe, powykręcane przez wiatr. Tylko palmy są proste i wysokie, ale to kiepski materiał budowlany.
Powiedział, że gdyby takie drzewa rosły w Sudanie, zbudowałby sobie dom jak pałac.
Zachwycił się także tym, że w lesie są grzyby, poziomki, czarne jagody, które można zebrać i jeść.
Omde to człowiek bardziej owocowy niż mięsny. Uwielbia polskie maliny, truskawki - zajadał się też czereśniami.

- Z polskich potraw na pewno smakowały mu żurek i pomidorowa - dodaje dyrektor.
Ziemie Omdego, potomka nubijskich władców, leżą tam "gdzie słońce od południa skłania się ku zachodowi, tam rozciąga się Etiopia jako ostatni z tej strony kraj zamieszkałej ziemi. Wydaje ona w wielkiej ilości złoto, olbrzymie słonie, wszelakie dzikie drzewa, heban i ludzi bardzo rosłych, bardzo pięknych i najdłużej żyjących..." pisał Herodot. Antyczni Grecy i Rzymianie pisali, że jest to "Kraina ludzi o spalonych słońcem twarzach". Ale jak widać, jest to też kraina wspaniałych ludzi o wielkich sercach.

Omde - rocznik 1965, żonaty, dziewięcioro prześlicznych, dobrze wychowanych i inteligentnych dzieci.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
BOLEK

KROL WLADYSLAW JAGIELLO TEZ JADL MALINY I JAGODY NO I CO Z TEGO REWELACJA .BANANY SA W CENIE.

Dodaj ogłoszenie