reklama

Kresy - raj utracony czy tykająca bomba?

Hanna WieczorekZaktualizowano 
Takimi łodziami dłubankami - zwanymi duszohubkami - pływali rybacy po rzekach Wołynia
Takimi łodziami dłubankami - zwanymi duszohubkami - pływali rybacy po rzekach Wołynia Źródło: książka Feliksa Trusiewicza "Duszohubka"
Dziś w cyklu wokół 17 września 1939 roku: Mit dobrodusznego Poleszuka ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Narodowościowe ambicje, problemy społeczne, bieda tworzyły mieszankę wybuchową.

Wrocław, 16.09.2009 rok (informacja własna, Hanna Wieczorek)
Kresy Wschodnie jawią się w naszej pamięci zbiorowej jako raj utracony, kraina mlekiem i miodem płynąca. Ludzie urodzeni we Lwowie, Wilnie, Stryju czy Nowogródku wspaniale mówią o swoich rodzinnych stronach.

Maria Woś, dziennikarka Radia Wrocław, z tęsknym uśmiechem opowiada o lwowskiej kamienicy przy ulicy Dominikańskiej 9, w której mieszkała, kościele Dominikanów - przepięknej, barokowej świątyni. I wspomina, że trudno było jej się przyzwyczaić do Wrocławia:
- Te budynki z czerwonej cegły, na przykład kościół Franciszkanów, który stał się moim parafialnym. Po tym biało-złotym kościele Dominikanów we Lwowie... ta czerwona, neogotycka cegła była dla mnie czymś obcym, drażniącym.

Feliks Trusiewicz z kolonii Obórki na Wołyniu dodaje:
- Moje rodzinne strony przypominały Polesie: podmokłe, bagienne, z marną ziemią. Ludzie żyli z tej marnej ziemi, hodowli bydła i lasu. A ludzie byli dobrzy, uczciwi, uczynni, wielcy patrioci i szczerze wierzyli w Boga. W każdej polskiej kolonii stał duży krzyż. Tam odprawiano majowe i czerwcowe nabożeństwa.
Ale dodaje też, że aby zrozumieć Wołyń, trzeba wiedzieć, że żyli tam obok siebie Ukraińcy, Polacy i Żydzi.

II Rzeczpospolita miała dość wysoki odsetek (choć wcale nie najwyższy w krajach przedwojennej Europy Środkowo-Wschodniej) mniejszości narodowych. Stanowiły one około 1/3 wszystkich obywateli II RP. Szczególnie było to widoczne właśnie na Kresach Wschodnich. W województwie lwowskim mieszkało ogółem 3,128 mln osób (stan na 9.12.1931 r.). W tym Polacy stanowili 57% mieszkańców, Ukraińcy - 33%, a Żydzi - 7%.

W województwie nowogródzkim było 800 761 osób (dane z 1921 roku), w tym: 54% Polaków, 38% Białorusinów i 7% Żydów. W województwie poleskim żyło 879 400 osób (spis z 1921 roku), w tym: 63% Białorusinów/Poleszuków, 15% Polaków, 12% Żydów, 8% Ukraińców. W województwie stanisławowskim mieszkało 1 480 000 osób (rok 1931), w tym 68% Ukraińców, 23% Polaków i 7% Żydów. Województwo wileńskie zamieszkane było przede wszystkim przez Polaków (57,9%) i Białorusinów (25,7%) z niewielką domieszką Rosjan i Litwinów.
W 1931 r. województwo wołyńskie zamieszkiwało 2 085 600 osób, w tym było 68 % Ukraińców, 16,6% Polaków, 9,9% Żydów, 2,3% Niemców i 1,5% Czechów. Natomiast województwo białostockie, w 1931 roku, zamieszkiwało 1 263 300 ludzi. Najwięcej Polaków - 66,9%, potem Białorusinów - 16,3%, Żydów - 12,1% i 2,8%Rosjan.

Mniejszości na Kresach miały dość silną identyfikację narodową. W 1918 roku i Ukraińcy, i Białorusini, i Litwini dążyli do utworzenia państwa narodowego. Zresztą Ukraińcy przez dwa lata - 1918-1920 - mieli je. Później obserwowali uważnie, trochę z nadzieją, jego namiastkę, czyli Republikę Ukraińską utworzoną w ZSRR. Trzeba było mniej więcej 10 lat, by przekonali się, że sowiecki flirt z ukraińskimi dążeniami narodowościowymi skończył się na dobre.

To jednak w niewielkim stopniu poprawiło stosunki polsko-ukraińskie. W II RP Ukraińcy czuli się obywatelami drugiej kategorii. Uważali, że Polacy ograniczają swobodny rozwój ich tradycji, kultury, a na dodatek uciskają ich ekonomicznie. Skarżyli się np. że w II RP jest mniej szkół ukraińskich, niż było za czasów monarchii austro-węgierskiej. Choć, jak twierdzą niektórzy historycy, lokalne społeczności ukraińskie silnie podkreślały swoją odrębność. Miały swoje parafie, na ogół greckokatolickie, szkoły z językiem ukraińskim, świetlice i czytelnie, zespoły artystyczne oraz wzory życia społecznego. A języka ojczystego używano praktycznie przez cały czas, z wyjątkiem tych sytuacji, gdzie trzeba było załatwić sprawy urzędowe. Ukraińcy mieli także dobrze rozwiniętą i efektywną sieć spółdzielczości ukraińskiej.

Jednak to wszystko nie wystarczało. Ukraińcy oczekiwali od państwa polskiego tego, czego dostać nie mogli: autonomii. Polacy obawiali się bowiem, że będzie to pierwszy krok do dezintegracji państwa polskiego.

W porównaniu z Ukraińcami, Białorusini byli w znacznie gorszej kondycji. Nie dość, że według historyków wśród mniejszości narodowych II Rzeczypospolitej znajdowali się w najtrudniejszej sytuacji ekonomicznej i społecznej, to jeszcze na palcach jednej ręki można było policzyć w II RP szkoły powszechne i licea z językiem białoruskim (był to zdecydowany krok do tyłu, ponieważ w latach I wojny światowej podczas okupacji niemieckiej uzyskali oni możliwość kształcenia w ich języku).
Trzon mniejszości białoruskiej stanowili chłopi, którzy nie czuli się związani z odrodzonym w 1918 r. państwem polskim. Postrzegali je raczej jako siłę pilnującą interesów polskich warstw panujących, której przedstawiciele wielokrotnie poniewierali nimi, poniżali ich i dyskryminowali.

I Ukraińcy, i Białorusini źle przyjęli akcję polskiego osadnictwa wojskowego na Kresach.
Mniejszość żydowska nie miała ambicji utworzenia państwa na terenie Rzeczypospolitej. Były to jednak zamknięte społeczności (tzw. społeczności pełne, czyli posiadające odrębność i kompletność instytucjonalną) z własnymi gminami, synagogami, odrębnym językiem, szkołami i instytucjami kultury, ściśle określonymi normami postępowania i obyczajowości.

Ludność żydowska była jednak wewnętrznie zróżnicowana. Zasadnicze odmienności odnotowywano między Żydami w Galicji Wschodniej i tak zwanymi litwakami. Żydzi Galicyjscy mówili po polsku. Podczas spisów około 150 tysięcy osób deklarowało jednocześnie wyznanie mojżeszowe i język polski jako ojczysty. Natomiast litwacy, pochodzący w dużej mierze z terenów położonych w głębi Rosji, często nie mówili nawet po polsku. W kontaktach zewnętrznych posługiwali się językiem rosyjskim i dość ostrożnie patrzyli na państwo polskie.

Sytuacja mniejszości narodowych na Kresach Wschodnich dodatkowo skomplikowała się po śmierci Józefa Piłsudskiego. Po polityce, która prowadziła do zapewnienia sobie lojalności mniejszości wobec państwa polskiego, przyszedł czas na bardziej restrykcyjne działania. Po 1935 roku następcy Piłsudskiego włączyli do swojego programu pewne elementy programu narodowej endecji. Zamiast działań zmierzających do przywiązania mniejszości narodowych do państwa polskiego rozpoczęto wprowadzanie w życie programu ich asymilacji, co oczywiście wiązałoby się z utratą przez nie tożsamości narodowej i kulturowej.

Kresy były więc pod pewnymi względami tykającą bombą zegarową, która wybuchła we wrześniu 1939 roku. Jak pisze prof. Stanisław Ciesielski: "Od początków drugiej dekady września na Kresach Wschodnich na skalę wprawdzie dotąd nie w pełni rozpoznaną, ale niewątpliwie masową, dochodziło do zbrojnych - a w każdym razie z udziałem osób dysponujących bronią - wystąpień skierowanych zarówno przeciw organom i funkcjonariuszom państwa polskiego, jak i przeciw ludności. Część tych wystąpień miała bez wątpienia charakter aktów dywersji i rebelii, część to akty mordów i grabieży o podłożu czysto kryminalnym. Wydaje się zdecydowanie przesadne przypisywanie sytuacji powstałej na Kresach cech wojny domowej".

Według Ciesielskiego, "nie zostało dotąd wyjaśnione, jaką rolę odegrały w tych wydarzeniach grupy (lub poszczególne osoby) przerzucone bezpośrednio przed wybuchem wojny z terytorium ZSRR. A byłoby to istotne dla ustalenia stopnia żywiołowości i spontaniczności owych rewolt i towarzyszących im aktów przemocy - wiadomo jednak o podjęciu tego rodzaju działań i to przez grupy liczebnie pokaźne. Rozszerzenie tego rodzaju wystąpień nastąpiło po agresji ZSRR. Niektóre były tak poważne, że do ich tłumienia użyto silnych oddziałów wojska i policji, które dokonywały pacyfikacji całych wsi, rozstrzeliwując podejrzanych".

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Materiał oryginalny: Kresy - raj utracony czy tykająca bomba? - Gazeta Wrocławska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie