Krępa Kaszubska: Samosąd czy sąsiedzka zmowa? Czy funkcjonariusze pobili mieszkańca?

Robert Gębuś
Stanisław Polewik zarzuca funkcjonariuszom pobicie.
Stanisław Polewik zarzuca funkcjonariuszom pobicie. Robert Gębuś
Śledczy badają, czy w Krępie Kaszubskiej nie doszło do samosądu, po tym jak mieszkaniec tej wsi oskarżył funkcjonariuszy policji i straży o pobicie. Mundurowi zaprzeczają i nie wykluczają wytoczenia sprawy o pomówienie. Tłumaczą, że mężczyzna był pobity już wcześniej, a oni sami padli ofiarą sąsiedzkiej zmowy.

Prokuratura Rejonowa w Lęborku bada sprawę pobicia Stanisława Polewika, mieszkańca Krępy Kaszubskiej. Mężczyzna trafił do szpitala ze wstrząśnieniem mózgu i obrażeniami głowy. Twierdzi, że został zaatakowany przez dwóch braci. Jeden z nich jest funkcjonariuszem policji w Wejherowie, a drugi - straży granicznej w Świnoujściu.

- Badamy sprawę pod kątem pobicia człowieka przez funkcjonariuszy nie będących na służbie - informuje Jadwiga Rokicka - Ostapko, szefowa Prokuratury Rejonowej w Lęborku.

Wersję Polewika potwierdzają świadkowie zdarzenia, na posesji których doszło do incydentu. Mundurowi zaprzeczają i nie wykluczają wytoczenia sprawy o pomówienie. Tłumaczą, że mężczyzna był pobity już wcześniej, a oni sami padli ofiarą sąsiedzkiej zmowy.

- Jeśli doszło do jakiegokolwiek kontaktu, to mogło to być jedynie szarpnięcie za ubranie - mówi policjant z Wejherowa, który brał udział w zdarzeniu.

Do zajścia doszło w minioną sobotę. Wcześniej Stanisław Polewik z synem sąsiadów ciągnikiem pojechali w okolice cmentarza. Tam, jak mówi, znaleźli rower.

- Leżał przy stercie śmieci, niezabezpieczony. Chłopak go wziął, żeby go ktoś nie ukradł. Miał jechać nim do sklepu i tam powiedzieć, że ten rower znalazł w lesie i że będzie on czekał na właściciela w widocznym miejscu pod jego domem - tłumaczy Polewik. - Gdybym chciał go ukraść, to bym go przecież schował.

Rower okazał się własnością jednego z braci, których Polewik oskarża o pobicie. Mężczyźni zauważyli go i weszli na posesję Bikowskich.

- Leżałem na ziemi, naprawiałem ciągnik, kiedy znienacka poczułem uderzenie w twarz i straciłem przytomność - mówi. - Nie pamiętam dokładnie, ale chyba byłem kopany.

Stanisław Bikowski, jeden ze świadków zdarzenia, zadzwonił po karetkę. W szpitalu stwierdzono u Polewika wstrząśnienie mózgu, krwiaki oka i przedramienia, otarcia szyi. Mężczyzna zgłosił pobicie na policję.

- Policjanci ustalili, iż jedną z osób opisywanych przez zgłaszającego jest funkcjonariusz jednostki w Wejherowie - mówi Magdalena Zielke z KPP w Lęborku. - Ze względu na obowiązujące przepisy i fakt występowania w sprawie funkcjonariusza, sprawę przekazano Prokuraturze Rejonowej w Lęborku.

Policjant z Wejherowa przebywa obecnie na urlopie. Tłumaczy, że do żadnego pobicia nie doszło.
- On był pobity już wcześniej. Kiedy przyjechaliśmy, był też pijany - twierdzi. - Miał opuchliznę, na jego twarzy widać było sińce. Być może uderzył się jeszcze, kiedy wychodził spod ciągnika... cokolwiek, nie wiem. Mam pracę taką, jaką mam. Nie jestem głupi, żeby ryzykować jej utratę. Brat pojechał na grzyby i zostawił rower pod cmentarzem. Rower zniknął, a wcześniej brat widział Polewika.

Bracia - jak mówią - pojechali pod jego dom, a nie zastawszy go tam, wybrali się na posesję Bikowskich. Syn sąsiadów miał powiedzieć, że rower kazał mu zabrać Polewik. Mężczynę znaleźli pod ciągnikiem.

- Mogło dojść do szarpnięcia za kurtkę, ale to wszystko. Zauważyłem, że ma limo sprzed kilku dni. Ludzie mówili, że został pobity. Praktycznie od razu dzwoniłem na policję z informacją o kradzieży. Wtedy włączył się pan Bikowski, który zaczął krzyczeć, że go pobiliśmy - mówi policjant.

Co innego twierdzi Bikowski.
- Rozmawiałem z Polewikiem przed zajściem i nie był pobity - twierdzi Stanisław Bikowski, a Grażyna Bikowska dodaje, że widziała, jak mężczyźni go kopią. - Leżał na ziemi, a oni go kopali. Nie używali rąk, tylko go kopali. Podeszłam do nich i krzyczę: "co wy robicie? Chcecie chłopa zabić?!".

Kobieta dodaje, że funkcjonariusze wtargnęli na jej posesje bez zgody właścicieli. Policjant z Wejherowa tłumaczy, że chciał odzyskać własność. Uważa też, że sąsiedzi kłamią, żeby ich pogrążyć. - Zostaliśmy pomówieni przez środowisko patologiczne, bo pracujemy jako funkcjonariusze. Nie obawiam się sprawy, bo nic nie zrobiliśmy.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

m
miras

jak sie nazywaja ci funcjonariusze od rowera? mieszkalem kiedys w krepie - moze znam.

s
sąsiad

Wie ktoś jak się sprawa toczy?

t
tytus

rodzina jest patologiczna

j
jan

W tym kraju jeszcze wiele musimy się nauczyć. W USA tych dwóch nachodzących cudzą posesję można byłoby zwyczajnie zastrzelić. Całe szczęście, że w Polsce nie trzymamy broni w domach. Chociaż z drugiej strony, gdyby taka tradycja była, to sądzę że bandyctwo, najścia, kradzieże znacząco by spadły. Każdy bandzior, nawet funkcjonariusz po służbie, wiedziałby że wtargnięcie na czyjąś posesję może skończyć się jego śmiercią.

Dodaj ogłoszenie