Koronawyborów nie będzie. Ale nie oznacza to końca wojny w obozie władzy [ANALIZA]

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Adam Jankowski/Polskapress
Awantura o wybory niemal wysadziła w powietrze Zjednoczą Prawicę. Układ Gowina z Kaczyńskim zapewnia rodzaj rozejmu, nie mamy jednak żadnej pewności na jak długo. Wiadomo, że wybory odbędą się później - nie wiadomo jednak ani dokładnie kiedy, ani według jakich zasad zostaną one zorganizowane.

W środę wieczorem Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin dogadali się w sprawie wyborów prezydenckich. Ich spotkanie miało miejsce podczas debaty prezydenckiej, w której wystąpili wszyscy kandydaci łącznie z Andrzejem Dudą. Godzinę po jej zakończeniu Kaczyński i Gowin poinformowali, że wyborów 10 maja nie będzie. Niedzielne wybory po prostu się nie odbędą - nikt nie zwoła komisji, nie wystawi urn i nie otworzy lokali wyborczych. Następnie - ogłosili Kaczyński z Gowinem - Sąd Najwyższy uzna elekcję za nieważną. Wtedy Marszałek Sejmu Elżbieta Witek rozpisze wybory od zera. W następnym kroku Sejm zgodnymi głosami PiS, Solidarnej Polski i Porozumienia Jarosława Gowina odrzucił senackie weto do ustawy o wyborach korespondencyjnych.

Nadal więc nie wiemy, kiedy dokładnie odbędą się wybory prezydenckie ani według jakich zasad. Wiemy tylko, że nie odbędą się w maju. Prawą ręką przez lewe ucho - właśnie w ten sposób rządząca partia wyciągnęła się z koziego rogu do którego zapchało ją ślepe dążenie do przeprowadzenia wyborów jeszcze w maju, podczas epidemii i z narażeniem życia Polaków, za to z sondażami wyjątkowo korzystnymi dla Andrzeja Dudy. Badania opinii publicznej mówiły jasno - majowe koronawybory zostałyby zbojkotowane przez sporą część elektoratu opozycji. W efekcie przy bardzo niskiej, ale jeszcze nie zupełnie kompromitującej frekwencji rzędu 40 procent, wygrałby je Andrzej Duda. Być może nawet w pierwszej turze. Byłaby to sytuacja znacząco bardziej korzystna dla PiS niż przeprowadzenie wyborów w normalnych warunkach - gdy Duda musiałby stoczyć ciężki bój w drugiej turze z którymś z opozycyjnych kandydatów - bez żadnej pewności zwycięstwa. Dlatego Jarosław Kaczyński nieustannie parł do przeprowadzenia wyborów jeszcze w maju.

Im bliżej było pierwotnego terminu wyborów, tym bardziej jasne stawało się, że ich w pełni bezpieczne i legalne przeprowadzenie nie będzie możliwe. Statystyki zachorowań nadal nie są uspokajające - wprawdzie wygląda na to, że ich dzienne wzrosty utrzymują się w pewnych stałych widełkach, ale nie da się mówić o zahamowaniu epidemii.

Polacy słusznie pukali się w czoło. Jeszcze w środę 6 maja przed południem w całym obozie władzy nie było nadal absolutnie nikogo, kto wiedziałby, kiedy odbędą się w Polsce wybory prezydenckie. Dotyczyło to zarówno posłów PiS, jak i członków rządu, wliczając premiera - jak i wreszcie urzędującego i kandydującego w tych wyborach prezydenta oraz prezesa partii. Teoretycznie w najbliższą nadzielę powinny się odbyć dawno rozpisane wybory według nadal obowiązującej ordynacji - przepisy tarczy antykryzysowej wyłączyły jednak Państwową Komisję Wyborczą z prac nad ich przygotowaniem, zatem wybory istnieją już tylko teoretycznie. W swym komediowo-groteskowym stylu, gubiąc karty wyborcze i szokując poziomem niekompetencji pracowali nad tym Jacek Sasin wraz z połową KPRM i Pocztą Polską, której szefuje nowy karny prezes przeniesiony w trybie nagłym z fotela w MON. Zasadniczy problem jednak w tym, że ta ekipa wciąż usiłowała przygotować wybory korespondencyjne, do czego nadal brak jakiejkolwiek podstawy prawnej, bowiem odpowiednia ustawa czekała wciąż w Sejmie na przyjęcie mimo wcześniejszego odrzucenia w Senacie przez mającą tam większość opozycję. Na tym etapie zaś spór o wybory mógł okazać się początkiem końca rządzącej koalicji - Jarosław Gowin i jego ludzie wszem i wobec obnosili się bowiem z zamiarem głosowania wbrew linii obozu władzy.

Doszło do tego, że na Gowina już spuszczono sforę. Stał się obiektem nagonki w mediach publicznych i w tytułach braci Karnowskich. W tych pierwszych prezentowano też w absurdalnych słupkach rozkład poparcie pomiędzy partiami Zjednoczonej Prawicy - przy gigantycznym słupku PiS stał sobie mikroskopijny sześcianik Porozumienia. Były i inne ataki - cała seria. Nikt o nich nie zapomni.

Zjednoczona Prawica nie jest już dobrze naoliwioną maszyną o prostej konstrukcji służącą do realizacji każdego kolejnego pomysłu Jarosława Kaczyńskiego. W tej chwili to raczej wielki pordzewiały i miejscami zatarty silnik wiekowej ciężarówki sztukowany przez lata częściami zamiennymi z innych modeli. Ba, gdy mocniej się w nim pogrzebie, można w nim znaleźć nawet uszczelki z motorówki i pasek klinowy z kosiarki. Sytuacja całkowicie wymknęła się spod kontroli - na stole nie ma zaś żadnego w miarę spójnego i zrozumiałego dla wyborców planu jej rozwiązania. Na kilka dni przed jedynym znanym dotąd terminem wyborów trwały już nie gorączkowe, tylko rozpaczliwe próby znalezienia pomysłu, który pozwoliłby wybrnąć PiS-owi z tego ślepego zaułka.

Początek ostatniego tygodnia. W ciągu 24 godzin, które upłynęły między niedzielnym a poniedziałkowym popołudniem media w odcinkach dają nam niemal pełen obraz tego chaosu. „Polityka Insight” opisuje scenariusz w którym PiS miałby chwilowo przerwać pracę nad ustawą o wyborach korespondencyjnych a wysłać do TK przepisy własnej ustawy o tarczy antykryzysowej, które wyłączyły Państwową Komisję Wyborczą z przygotowań do wyborów „klasycznych” rozpisanych na 10 maja. Następnie marszałek Witek miałaby wyznaczyć termin wyborów na sobotę 23 maja (którą prezydent Andrzej Duda miałby uprzednio ogłosić dniem wolnych od pracy).

Onet podaje sensacyjną informację o możliwym podaniu się do dymisji prezydenta Andrzeja Dudy - to miałoby niejako zresetować sytuację i pozwolić na rozpisanie wyborów od nowa. „Wprost” natomiast pisze o opcji awaryjnej na wypadek przegrania przez PiS głosowania w sprawie wyborów korespondencyjnych - wtedy miałby jednak zostać ogłoszony stan klęski żywiołowej. Wybory prezydenckie miałyby zaś się odbyć w sierpniu lub nieco później - i zostać połączone z wcześniejszymi wyborami do Sejmu i Senatu. Te ostatnie byłyby próbą ucieczki PiS do przodu po stracie większości w parlamencie na skutek wolty Gowina.

Myślą państwo, że dziennikarze puścili się poręczy? Ależ skąd - wszystkie te sprzeczne, zawikłane i wątpliwe prawnie koncepcje naprawdę krążyły w obozie władzy. Politycy z poszczególnych jego ośrodków i frakcji opowiadali o nich ze szczerym zapałem, wierząc, że to właśnie im udało się znaleźć sposób na wyciągnięcie rządzącej formacji z kłopotów. Tak właśnie wyglądają próby zarzadzania kryzysem podejmowane tam już nie za pięć dwunasta, tylko raczej bliżej zmierzchu.

Pomysł z wysyłaniem ustawy do TK forsowali tzw „harcerze”, czyli młodzi i uchodzący w PiS za technokratów politycy z zaplecza premiera Mateusza Morawieckiego. Koncepcja z dymisją Dudy to pomysł tej części gowinowców, którzy zdecydowanie woleliby, żeby wszystko się zmieniło, ale tylko po to, żeby było, tak jak było. Wybory w sierpniu razem z wcześniejszymi wyborami parlamentarnymi - to plan awaryjny Nowogrodzkiej na wypadek, gdyby zawaliła się cała konstrukcja koalicji. Ucieczka na z góry upatrzone pozycje może być dla PiS i tak nienajgorszym wyjściem na czasy kryzysu gospodarczego zapoczątkowanego epidemią - o ile oczywiście miałyby się spełnić te czarniejsze z prognoz.

Cały chaos z wyborami PiS zawdzięcza własnemu uporowi. Uporowi wbrew faktom i realiom. Cofnijmy się do lutego. W PiS wszyscy wtedy wierzą w życzeniową wersję, według której koronawirus miał być „tylko grypą” - nie wahają się tego mówić w mediach najważniejsi urzędnicy państwowi odpowiedzialni za zdrowie publiczne. To wtedy Jarosław Kaczyński mówi po raz pierwszy w szerszym gronie, że o żadnym przesuwaniu wyborów nie ma mowy. Mateusz Morawiecki dostaje natomiast od szefa partii zadanie przeprowadzenia popisu sprawności władzy. Polska ma sobie błyskawicznie poradzić z epidemią bez żadnych zbędnych ceregieli - za to z zamknięciem granic i otoczeniem kraju kordonem sanitarnym. Koronawirus ma być przedstawiany jako zagrożenie z zewnątrz - a działające jak szwajcarski zegarek polskie państwo ma je zneutralizować. Wybory nie są zagrożone - należy to jak najczęściej powtarzać, do maja dawno o wszystkim zapomnimy.

4 marca w Polsce zostaje stwierdzony pierwszy przypadek koronawirusa. Bardzo szybko pojawiają się nowe - w wielu różnych miejscach Polski i o sporym potencjale epidemicznym. Błyskawicznie staje się jasne, że wirus nie jest już zagrożeniem z zewnątrz, tylko rozprzestrzenia się bez większych problemów w całym kraju. Jednocześnie na północy Włoch rozgrywa się dramat, który całkowicie obala teorię o „tylko grypie”. Robi się groźnie.

Od połowy marca w Polsce obowiązują de facto różne formy stanu wyjątkowego - wprowadzane są kolejne drastyczne ograniczenia. Równolegle zostaje uruchomiona narracja, że o żadnym stanie nadzwyczajnym nie ma mowy - tu już chodzi wyłącznie o wybory i o to, by wprowadzenie takiego stanu nie odsunęło ich o trzy miesiące. PiS uruchamia także operację z ustawą o wyborach kopertowych - po to, by odsunąć oskarżenia o ryzykowanie życia obywateli.

To forsowanie wyborów za wszelką cenę rodzi napięcia w samej Zjednoczonej Prawicy. Choć w PiS nie ma nikogo odważnego, kto wyszedłby przed szereg i ogłosił, ze nie zgadza się na hierarchię priorytetów stawiającą wyżej od elementarnego bezpieczeństwa obywateli interes polityczny obozu władzy, robi to Jarosław Gowin. Kiedy jego propozycja dogadania się w tej sprawie z opozycją i przesunięcia wyborów nie zostaje przyjęta, Gowin podaje się do dymisji. Staje się jasne, że Porozumienie może ostatecznie zagłosować przeciw ustawie o wyborach kopertowych - wtedy, gdy wróci ona z Senatu.

Wtedy koalicja Zjednoczonej Prawicy zaczyna się chwiać. Jarosław Kaczyński staje przed realnym zagrożeniem utraty większości w parlamencie. Gdyby doszło do tego w tak priorytetowej dla PiS sprawie jak głosowanie nad wyborami kopertowymi, nawet bez zerwania koalicji mógłby to być początek końca. Taki popis niesubordynacji ze strony Porozumienia uruchomiłby inne siły odśrodkowe i mechanizmy frakcyjne w obozie władzy. Autorytet prezesa PiS zostałby boleśnie podważony - sam PiS mógłby zaś stać się zakładnikiem swych koalicjantów - ciągnących każdy w inną stronę. Jednocześnie zaś coraz wyraźniejsza staje się wizja Gowina zupełnie zmieniającego front. W zamian za zablokowanie wyborów kopertowych i zmianę flag, opozycja zamierza zaoferować mu funkcję Marszałka Sejmu. Pojawiają się spekulacje o zmianie władzy w trakcie kadencji i o koalicji „wszyscy przeciw PiS”. Z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego to coś, o czym nie powinno się nawet myśleć.

Gowin jak najbardziej miał i ma wystarczającą siłę, by zatrząść koalicją. Większość Zjednoczonej Prawicy w Sejmie opiera się na zaledwie 4 posłach powyżej minimalnej liczby 231. Tymczasem Porozumienie ma 18 posłów i dwóch senatorów, co jednak wcale nie znaczyło, ze Gowin mógłby liczyć na podobną liczbę głosów. Nie pomógłby Gowinowi z pewnością Adam Bielan, formalnie członek Porozumienia, jednak o szczególnym statusie w PiS pozwalającym mu na przykład na prowadzenie kampanii Andrzeja Dudy. Otwarcie przeciwko Gowinowi wystąpili między innymi Jacek Żalek i Zbigniew Gryglas. „Zdrada” tego pierwszego musiała być dla Gowina bolesna - Żalek stał przy Gowinie jeszcze w czasach Platformy. Gryglasa zaś - aktywnie przeciągającego posłów Porozumienia na stronę PiS - spotka nieoczekiwana kara. Jednym z elementów układu zawartego przez Gowina z Kaczyńskim ma być jego odwołanie z funkcji wiceministra aktywów państwowych. Porozumienie zamierza też usunąć go ze swoich szeregów.

Losy głosowania w sprawie wyborów kopertowych ważyły się aż do ostatniego spotkania Gowina z Kaczyńskim. Jeśli pełną lojalność wobec Gowina zachowałaby dokładnie połowa jego posłów, czyli dziewięcioro, Zjednoczona Prawica nie miałaby już większości w parlamencie. Teoretycznie stałoby się tak nawet, gdyby oprócz Gowina na skok w nieznane zdecydowała się tylko czwórka jego partyjnych towarzyszy.

Zawarcie przez Gowina rozejmu z Kaczyńskim, którego - warto zauważyć - wynikiem było ogłoszenie przez obu panów przyszłego wyroku Sądu Najwyższego, odsuwa wprawdzie wybory w czasie, nie kończy rozgrywki wewnątrz koalicji. Ostatnie dwa, trzy tygodnie w szeregach Zjednoczonej Prawicy były bardzo brutalną wewnętrzną przepychanką. Na linii PiS - Porozumienie iskrzyć będzie jeszcze długo. Akcja przewerbowywania Gowinowych posłów przyniosła pewne skutki, w tej chwili Gowin nie może być pewien co do postaw wśród swoich posłów. Kaczyński zmuszony był do ustąpienia w sytuacji bliskiej szantażu - prezes PiS zawsze prędzej czy później każe za coś takiego zapłacić. Potulne wobec Nowogrodzkiej media tylko czekają na kolejny rozkaz otwarcia ognia.

Zaznaczmy przy tym, że gdy Gowin zmagał się z Kaczyńskim, Zbigniew Ziobro i Jacek Sasin (każdy z nieco innych powodów i z innej perspektywy) liczyli na maksymalne osłabienie Mateusza Morawieckiego. Dla Sasina drogą do pełnej autonomii miała być organizacja wyborów kopertowych, którą nie dość że po całości położył, to jeszcze nie zdała się na nic - co ponoć sprawiło, że Sasin zamiast triumfować znalazł się w niełasce u Kaczyńskiego. Ziobro przeliczył się natomiast co do nadwyrężenia pozycji Morawieckiego. Ale nic nie zostało domknięte ani dopowiedziane. Otwarte konflikty zejdą najwyżej na poziom walk buldogów pod dywanem.

Wybory odbędą się za kilka-kilkanaście tygodni. Nie wiemy, jak będzie do tego czasu kształtować się sytuacja epidemiczna, w jakim stopniu - i czy w ogóle - zdołamy wrócić do względnie normalnego życia. Nie mamy pewności, według jakiego prawa zostaną przeprowadzone. Nie można wykluczyć, że PiS już szykuje kolejną wersję ustawy o wyborach kopertowych - choćby ze względu na oczywiste błędy i luki w tej już przegłosowanej. W najbliższym czasie wewnątrz Zjednoczonej Prawicy zapewne na chwilę zapanuje spokój, jednak im bliżej wyborów, tym gorętsza może tam być atmosfera.

Wybory 2020: podsumowanie dnia (komentarze na żywo)

Wideo

Materiał oryginalny: Koronawyborów nie będzie. Ale nie oznacza to końca wojny w obozie władzy [ANALIZA] - Polska Times

Komentarze 14

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Antoni Adam
8 maja, 12:44, Gość:

Nadchodzi początek końca Mateuszka . naczelna rada pislamu wydała już na niego wyrok, podobnie jak na Sasina czy Gowina. Ich troje musi odejść zawyrokował kurdupel z Żoliborza .

Buhahaha

:) hahaha, gdzie to takie newsy można POczytać w sputniku czy w wyborczej ??? :) :)

G
Gość

Nadchodzi początek końca Mateuszka . naczelna rada pislamu wydała już na niego wyrok, podobnie jak na Sasina czy Gowina. Ich troje musi odejść zawyrokował kurdupel z Żoliborza .

Buhahaha

G
Gość
8 maja, 10:42, jaka szkoda:

POpaprańców krew zalewa, bo nie mają pomysłu. Jakiegokolwiek.

Miotają się w swojej bezradności ku uciesze nas, zwolenników Zjednoczonej Prawicy.

Trudno jest mieć pomysł wobec łamania prawa i konstytucji. Masz jakiś pomysł ???

G
Gość

Polska to Państwo TEKTUROWE.

Dwóch Jarków dogaduje się i drukuje wyrok SN!

No Bareja by lepszej komedii nie napisał

A
Antoni Adam
8 maja, 11:03, Gość:

117 MILIONÓW w czasie pandemii liżący tylnią część ciała rydzyka Kaczyński przeznacza na budowę jego PRYWATNEGO muzeum.

Co wy na to PISlamiści??

Ile to ośmiorniczki kosztowały które przez tyle lat grilowaliście?

:) POwielacie nieprawdziwe informacje, 117 mln przekazano wiosną ubiegłego roku, a nie w czasie pandemii, to już jedne kłamstwo, drugie kłamstwo, Muzeum jest państwową jednostką kultury, której organizatorem jest Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a nie o.Rydzyk.

117 mln na muzeum, w czasie kiedy patologia z PO-PSL była w stanie przeznaczyć 50 mln na........portal dla bezdomnych Emp@tia , że o innych "inwestycjach" i dotacjach nie wsPOmnę...............

G
Gość

117 MILIONÓW w czasie pandemii liżący tylnią część ciała rydzyka Kaczyński przeznacza na budowę jego PRYWATNEGO muzeum.

Co wy na to PISlamiści??

Ile to ośmiorniczki kosztowały które przez tyle lat grilowaliście?

G
Gość
8 maja, 10:17, Gość:

Co z gigantyczną sumą wydaną przez Sasina z naszych podatków na druk kart?

Może PIS powinien za to zapłacić?

Oczywiście że odpowiedzialny jest Sasin za to.

Na jakiej podstawie kazał drukować karty?

Ile to kosztowało?

Oczywiście Kaczyński zrobi wszystko żeby swojego wiernego pieska wybronić.

Nawet lemingi forumowe będą go bronić.

Z
Zib
8 maja, 8:55, ogórek:

Bardzo trafna analiza aktualnej sytuacji politycznej w obozie władzy.

Tylko szkoda, że nie znane są poglądy, a raczej ich brak, Gowina.

Ale chyba ten człowiek zrobi wszystko co mu Kaczyński każe. Podejrzewam, że to cała chucpa z wyborami to też był układ z Kaczyńskim, który wykorzystał dwie gumy od majtek (Gowin iŻalek) do przeprowadzenia akcji przesunięcia wyborów. A wina jak zawsze Tuska.

Wydaje się , że Gowin chodzi na POSTRONKU WSI. Pewien ślad tej tezy odnaleźć można w mało zręcznej wypowiedzi Komorowskiego: "Na miejscu Gowina oglądałbym się w każdym ciemnym zaułku za siebie..." On już mówił, "prezydent gdzieś kiedyś poleci i już nie wróci..."

Gowin gra na siebie, coś na niego mają ale nie na tyle jak np wobec Leppera.

Osobiście zdziwię się jak jego nazwisko w kolejnych wyborach pojawi się na liście PiS. On już chyba o tym wie.

Do tego okazał się zwolennikiem neokomunistycznego gender!

Destruktor? Także dla totalnych? tak!

j
jaka szkoda

POpaprańców krew zalewa, bo nie mają pomysłu. Jakiegokolwiek.

Miotają się w swojej bezradności ku uciesze nas, zwolenników Zjednoczonej Prawicy.

G
Gość

Co z gigantyczną sumą wydaną przez Sasina z naszych podatków na druk kart?

Może PIS powinien za to zapłacić?

A
Antoni Adam

Czymże są te tarcia wewnątrzkoalicyjne i jakieś drobne różnice zdań, które się pojawiły w ostatnim czasie, wobec 8 lat złodziejskich rządów PO-PSL gdzie bezkarnie hulały mafie vatowskie i paliwowe, piniendzy nie było na nic, wyprzedawano majątek narodowy, a działaniami antypaństwowymi próbowano dobić polskie spółki skarbu państwa i sprywatyzować strategiczne przedsiębiorstwa, Polakom wmawiano, że szansą jest emigracja i kredyt, polskie dzieci żyły w ubóstwie, a aferom nie było końca, za to w TVN, TVPlatforma, POlsacie i innych tubach propagandowych lemingi codziennie otrzymywały świeżą porcję newsów o dzielnym Donaldzie i złej opozycji, która przeszkadza mu rządzić. Dlaczego wtedy w niemieckiej prasie ukazującej się w języku polskim nie czytaliśmy takich wielostronicowych wywodów ???

o
ogórek

Bardzo trafna analiza aktualnej sytuacji politycznej w obozie władzy.

Tylko szkoda, że nie znane są poglądy, a raczej ich brak, Gowina.

Ale chyba ten człowiek zrobi wszystko co mu Kaczyński każe. Podejrzewam, że to cała chucpa z wyborami to też był układ z Kaczyńskim, który wykorzystał dwie gumy od majtek (Gowin iŻalek) do przeprowadzenia akcji przesunięcia wyborów. A wina jak zawsze Tuska.

G
Gość

Swojskie smaki wędlin

https://bit.ly/swojskie

Z
Zib

Bełkot w oparciu o doniesienia totalnych.mediow!

Dodaj ogłoszenie