Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź wyniki wyborów w Twoim okręgu

Koronawirus zainfekował gospodarkę. Straty liczone w miliardach. Jest źle, a przyszłość trudna do przewidzenia

Jacek Klein
Jacek Klein
Newralgicznym elementem gospodarki jest łańcuch powiązań handlowych zakłócony przez pandemię koronawirusa
Newralgicznym elementem gospodarki jest łańcuch powiązań handlowych zakłócony przez pandemię koronawirusa mat.prasowe
Koronawirus zada gospodarce mocne ciosy. Niektóre branże najbliższe miesiące mogą spisać na straty nie od odrobienia. Wiele firm zwłaszcza małych i średnich już zawiesza działalność. Większe wysyłają pracowników na urlopy lub "postojowe'. Jak długo to potrwa, nie wiadomo. Przedłużająca się walka ze światową epidemią odbije się na rynku pracy, dochodach, inwestycjach, konsumpcji. Straty są trudne do policzenia. Ale będą też zyski.

Porty morskie, porty lotnicze, po latach nieustannego wzrostu prawdopodobnie nie pobiją w tym roku rekordowych obrotów. Problemy chińskiej gospodarki spowodowały ograniczenia dostaw, a tym samym zmiany zawinięć statków kontenerowych, a więc spadek przeładunków. Ruch na gdańskim lotnisku spadł drastycznie po zawieszeniu lotów przez WizzAir, głównego przewoźnika w Gdańsku odpowiadającego za większość ruchu pasażerskiego.

Mniejsze obroty w portach morskich i lotniczych to jednak tylko kropla w morzu strat. Ruch turystyczny zaczął zamierać jeszcze zanim rząd zdecydował o przywróceniu granic z UE. Branża przewozów autokarowych straciła 97 proc. obrotów. W ciągu zaledwie kilkunastu dni koronawirus wywołał katastrofę w najbardziej wrażliwej na jakiekolwiek zmiany gałęzi polskiej gospodarki – transporcie międzynarodowym.

– Czekamy na kompleksową propozycję pomocy ze strony rządu, co ważne jest zwłaszcza dla najmniejszych podmiotów, których jest najwięcej. Ta pomoc powinna być udzielona szybko, zanim firmy zostaną zlikwidowane – mówił kilka dni temu Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych.

Biura podróży tracą lawinowo klientów rezygnujących z zagranicznych wojaży. Hotele w kraju zaczynają świecić pustkami. Ekspreci Profitroom, przeanalizowali sytuację na rynku usług hotelowych. Z danych pochodzących z tysięcy hoteli korzystających z platformy Profitroom Suite wynika, że w porównaniu do roku ubiegłego liczba rezerwacji spada każdego dnia i rezerwacje bezpośrednie spadły o 68 proc. 68 proc. To potężny cios nie tylko dla branży, ale i wpływów podatkowych samorządów. Pomorze rocznie odwiedza ponad 9 mln turystów, z czego 8 mln Trójmiasto. Zostawiają tutaj setki milionów.

Odwołane zostały wszystkie wydarzenia biznesowe, konferencje, targi. Przemysł turystyki biznesowej i eventowej przestał funkcjonować przechodząc w stan spoczynku. Restauracje, puby, kluby zamykają się. Tysiące przedsiębiorców jest zmuszonych zawiesić działalność.

Pracy będzie mniej

Na jak długo? Kolejne branże i organizacje przedsiębiorców apelują do rządu o działania łagodzące kryzysową sytuację, a w niektórych branżach krach. Także na Pomorzu wiele firm odczuwa skutki epidemii.

- Najbardziej narażone są branże produkcyjne, które z braku komponentów lub przez opóźnienia w dostawach wstrzymały lub wyhamowały produkcje. Szczególnie chodzi o przedsiębiorstwa, w których korzysta się z komponentów pochodzących z Chin. Jest też wiele firm importujących towary z pozostałych krajów zarażonych epidemią – takich jak Włochy czy Niemcy. Ich również dotyczą przestoje. Efekty epidemii najsilniej odczuwa sektor motoryzacyjny, elektroniczny, odzieżowy. Niesprzyjające okoliczności wpływają także na branże spoza produkcji, prężnie działające na Pomorzu – mam tu na myśli turystykę, transport, logistykę czy spedycję - ocenia Cezary Maciołek, wiceprezes Grupy Progres z Gdańska, działającej na rynku pośrednictwa zatrudnienia.

Dodaje, że widać wstrzymywanie rekrutacji w firmach.

- Przedsiębiorcy optymalizują zatrudnienie, a zwolnienia w pierwszej kolejności obejmują pracowników tymczasowych. Redukcje nadgodzin, ograniczenie czasu pracy czy przymusowe urlopy to dostrzegalne efekty epidemii. Głównym powodem są oczywiście przestoje w produkcji, spowodowane opóźnieniem lub brakiem dostaw. W polskiej gospodarce ok. 40 proc. towarów importowanych z Chin jest wykorzystywanych w procesach produkcyjnych. W branżach, które nie są związane z produkcją lub nie wymagają bezpośredniego kontaktu z klientem, na pomoc przychodzi wprowadzona 2 marca ustawa o zlecaniu pracownikom pracy zdalnej. Niestety nie jest ona rozwiązaniem w przypadku branż, w których trudno wyobrazić sobie zastosowanie trybu home office – typu sprzedaż bezpośrednia czy właśnie praca na taśmie produkcyjnej - zauważa wiceprezes Grupy Progres.

Z danych firmy wynika, że w lutym zniknęło na Pomorzu od 30 do 40 procent ofert pracy, którymi zainteresowani byli cudzoziemcy. Chociaż ofert pracy jest mniej, to z kolei nie widać, aby ze strony pracowników malało zainteresowanie zatrudnieniem.

Światowy zasięg koronawirusa to groźba rozerwania łańcucha dostaw zarówno w imporcie jak i eksporcie.

- Według firmy badawczej McKinsey globalny rynek logistyczny z transportem, magazynami, spedycją oraz wszystkimi elementami łańcucha dostaw stanowi około 12 proc. GDP na świecie, a obszar Azji i Pacyfiku to największa część sektora logistyki i stanowi szacunkowo 45 proc. całkowitego dochodu na świecie – wyjaśnia Bartosz Najman, wiceprezes Inelo i OCRK. – Trudno teraz przewidzieć, jak sytuacja będzie się rozwijać. Zmiennych jest zbyt wiele, ale z pewnością przedsiębiorcy mierzą się obecnie z chaosem i niepewnością spowodowaną spadkiem w zamówieniach towarów z Chin, zmianami w łańcuchach dostaw.

To także nowe obowiązki związane np. z zaostrzonymi wymogami bezpieczeństwa czy opieką pracowników nad dziećmi. Z nową sytuacją mierzą się także firmy na Pomorzu, zarówno z kapitałem krajowym, jak i należące do światowych korporacji.

- Sytuacja z koronawirusem jest kwestią ogólnoświatową. Naszym głównym celem jest zapewnienie bezpieczeństwa pracownikom i ich rodzinom. Na poziomie globalnym jak i lokalnym, powołaliśmy odpowiednie zespoły, które podejmują proaktywne czynności zmierzające właśnie w tym kierunku. Aktywnie monitorujemy rozwój sytuacji. Dążymy do ograniczania zakłóceń w działalności gospodarczej i odpowiednio dostosowujemy nasze działania do zmieniających się okoliczności - poinformowano nas w firmie Flex w Tczewie.

Straty i zyski

Nie wiadomo jak długo zakłócenia w systemie gospodarczym potrwają, ale wiadomo, że będą kosztowne. Szacunki mówią, że w tym roku o wzroście gospodarczym można zapomnieć. W przypadku Polski dynamika PKB może wynieść nawet 0 proc. Na razie analitycy i banki tną prognozy dla naszego kraju. BOŚ i mBank szacują, że wzrost PKB zwolni w tym roku do 1,6-1,9 proc. A miało być ponad 3 proc. Rząd będzie musiał przekalkulować budżet państwa co oznaczać będzie kolejne cięcia wydatków. Samorządy będą musiały rewidować swoje budżety, w obliczu zapaści takich branża jak turystyka, która jest strategicznym źródłem dochodów na Pomorzu.

Wartość PKB Polski to ponad 2 biliony złotych. Zakładając 1,5 proc. mniej wzrostu, to strata około 30 miliardów złotych. Pomorze generuje około 7 proc. PKB kraju, można zatem przyjąć ze gospodarka regionu straci około 2 mld zł tylko z powodu niższego wzrostu.

Jeśli można w ogóle mówić o korzyściach z takiej sytuacji to jest jedna. Spowolnienie gospodarcze wynikające na które nałożą się niskie notowani ropy naftowej przyhamują inflację. Nawet żywność po szczycie zakupów na zapas w obliczu zagrożenia przestanie drożeć w takim tempie, a kto wie, może nawet potanieje. Jeszcze do niedawna prognozy były zupełnie inne. Inflacja w lutym skoczyła do prawie 5 proc. Rekord od wielu lat. Praktycznie pewnym było, że RPP i NBP zdecydują się w tym roku na podwyżki stóp procentowych. A to oznaczałoby, że znacznie zdrożeje obsługa kredytów złotowych. Przy racie obecnie na poziomie 1,5 tys. zł podwyżka o 0,5-1 p.p oznaczałaby kilkaset złotych więcej do spłaty co miesiąc. W nowej sytuacji bardziej prawdopodobne są obniżki stóp aby stymulować gospodarkę. Raty kredytów zatem spadną, a pieniądze pozostaną w kieszeni kredytowiczów.

Eksperci spodziewają się, że notowania ropy naftowej utrzymają się na niskim poziomie. To oznacza dalsze obniżki na krajowych stacjach benzynowych. Niektóre szacunki mówią o cenach nawet poniżej 4 zł za litr benzyny. Byłby to również spory zysk dla wielu domowych budżetów.

Z opóźnieniem

Trudności z zaopatrzeniem ze względu na długość szlaków transportowych z Azji dopiero mogą się ujawnić w krajowych firmach. Do tej pory radziły sobie korzystając z zapasów. Z Chin napływają jednak dobre informacje. Z analizy ekonomistów Euler Hermes wynika, że Chiny odzyskały już 3/4 swojego potencjału gospodarczego, utraconego w wyniku epidemii COVID-19. Euler Hermes oczekuje, iż powrót chińskiej gospodarki do działalności w pełnym zakresie, na zwyczajowym poziomie produkcji i obrotów nastąpi do końca kwietnia.

Powrót reszty świata do normalności potrwa dłużej, gdyż w Europie i Ameryce epidemia zaczęła się dużo później i zaangażowane środki zapobiegania rozprzestrzenianiu się epidemii na świecie działają jako główna bariera handlowa.

Fiskus na tropie oszustów

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Stosując analogię biologiczną - typowe skutki stosowania monokultury, wrażliwej na infekcje, fluktuacje czy interferencje. Niszczczącej różnorodność i wyjaławiającej środowisko gospodarcze. Wszystko przy założeniu, że nikt z graczy nie poniesie kosztów takiego podporządkowania i ubezwłasnowolnienia...

Dodaj ogłoszenie