Koronawirus na Pomorzu. Zakażone osoby pochodzą z Pszczółek, mieszkańcy podzieleni. "Potraktowano je jak wyrzutki"

Danuta Strzelecka
Danuta Strzelecka
Dwie osoby zakażone koronawirusem są z Pszczółek. Odkąd pojawiła się ta informacji, w miejscowości ludzie się podzielili. Fala hejtu niemal od razu spotkała kobiety i ich rodziny. Część społeczności stanęła jednak murem za nimi. - Każdego mogło to spotkać, jesteśmy z wami dziewczyny - piszą w mediach społecznościowych.

Dwie pierwsze osoby zakażone koronawirusem w województwie pomorskim pochodzą z Pszczółek (powiat gdański). Niedawno wróciły z Austrii. Obecnie są one hospitalizowane w Pomorskim Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy. Obie panie prowadzą firmy w gminie Pszczółki. We wsi zrobiło się wrogo i nieprzyjemnie. Tak jakby Pszczółki się podzieliły - jedni atakują, drudzy bronią i wspierają.

Najnowsze informacje z regionu o zagrożeniu koronawirusem!

- Niemal od razu bez wysłuchania tych dwóch kobiet, jak to było - zostały one ocenione - mówi jedna z mieszkanek Pszczółek. - Potraktowano je jako wyrzutki, tak jakby celowo chodziły i zakażały. Ludzie się wręcz domagali, żeby podać ich nazwiska. Te nazwiska krążą i tak, i te osoby już zostały jakby zlinczowane. Ludzie czekali, że ogłoszą nazwiska i wtedy będą wiedzieli, kto, czy miał styczność z tymi osobami. A to przecież tak nie działa. Czytałam procedury i to sanepid kontaktuje się z osobami, które mogły mieć kontakt.

- Na pewno te panie i ich rodziny bardzo to przeżyły. Odezwała się córka jednej z tych pań i na facebooku udostępniła opisaną całą sytuację, jak one musiały się upominać o pomoc, bo nikt nie chciał się nimi w szpitalu zająć. Same walczyły o to, żeby je zbadano i zdiagnozowano. To na pewno nie była dla nich łatwa sytuacja.

Czytaj także

Jak mówi nasza rozmówczyni, po tym, jak córka jednej z zakażonych opisała to wszystko, ukazało się wiele pozytywnych informacji w mediach społecznościowych. Ludzie pisali - dziewczyny jesteśmy z wami, każdy z nas mógł się znaleźć w takiej sytuacji, będzie dobrze.

- Teraz ten hejt się uspokoił. Jest więcej osób, które poparło te panie i je broni - dodaje nasza rozmówczyni. - Ale jest jeszcze taka atmosfera podejrzliwości. Każdy, kto kichnie lub jest przeziębiony, jest podejrzany, że jest zakażony. I zaraz puszczają informację dalej. Ludzie nie dajcie się zwariować. Każdy może być potencjalnym nosicielem, stojąc w supermarkecie w kolejce z pełnym wózkiem jedzenia. Jeśli ktokolwiek się zarazi nigdy, ale to nigdy nie dojdziecie się tego, gdzie i od kogo, bo bywał wszędzie i nie ma pojęcia, kto jeszcze był nosicielem.

- Zamiast ograniczyć już od początku lutego wychodzenie, to teraz żyjecie w stresie. I kto tu jest nieodpowiedzialny? Nikt nie zaraża celowo. Zniesławianie publiczne jest karalne. Teraz jak jesteście świadomi potencjalnego zakażenia, to siedźcie na dupie i nie wychodźcie, bo też zakazić możecie.

Spokój zachowuje szef jednej z firm z Pszczółek.

- Słyszałem o tym - mówi Krzysztof Kurkiewicz, prowadzący firmę w branży maszynowej. - Życie toczy się normalnie. Moja firma pracuje. Część osób pracuje na miejscu, część w delegacji. Nie ma powodów do paniki, bo to tylko dwie osoby, a w gminie jest o wiele więcej osób. Poza tym nie każdy, kto ma kontakt z zakażonym, się zaraża. Tylko, co którąś osobę to spotka. Jesteśmy dobrej myśli. Wdrożone zostały przez rząd procedury, które są skuteczne. Ludzie są odpowiedzialni. Na ulicach widać mniejszy ruch. Myślę, że kto nie musi, nie przemieszcza się.

Czytaj także

- Rano zrobiłem szkolenie pracownikom, dałem im środki do dezynfekcji. Są odkażane zamki, klamki. Poleciłem, żeby nie witali się rękami, żeby trzymali się prostych zasad zapobiegających kontaktom z drugim człowiekiem.

Z apelem, żeby nie panikować, zwrócił się do mieszkańców także wójt gminy.

- Nastroje są podobne jak w całym kraju. Mieszkańcy bardzo się boją, ale my staramy się ich uspokajać. Organizujemy pomoc sąsiedzką - mówi Anna Staniewicz, przewodnicząca rady gminy Pszczółki.

- Niestety wśród mieszkańców pojawiła się panika. Ludzie dzwonią i pytają o nowe przypadki potwierdzonych zakażeń, gdzie się pojawiły, ile osób poddanych jest kwarantannie. Ja zawsze odsyłam ich na stronę stacji sanitarno-epidemiologicznej, bo tam są wszystkie właściwe odpowiedzi.

Jak zaznacza radna, najbardziej boją się osoby starsze. Nie brakuje jednak obaw osób młodszych, które nie boją się o siebie, lecz o osoby w podeszłym wieku w swojej rodzinie.

Czytaj także

Na informację o zakażeniu mamy jednej z instruktorek fitness w RokitkiPark w niedzielę (15 marca) o godz. 11.16 na fanpage’u właściciele klubu zamieścili oświadczenie: „Drodzy Klubowicze! Sytuacja zmieniła się bardzo dynamicznie. Z uwagi na Wasze, jak i nasze zdrowie, od niedzieli, tj. 15.03 – 21.03 (wstępnie) nasz Klub zostaje całkowicie zamknięty! W chwili obecnej to niestety najrozsądniejsza decyzja. Na bieżąco będziemy informować Państwa o wszelkich zmianach. Tym samym wszystkie aktywne karnety zostają automatycznie zawieszone. Życzymy zdrowia - Zespół RokitkiPark.”

Od tej pory nie ma więcej żadnych informacji. RokitkiPark podkreśla jedynie, że na zalecenie sanepidu nie mogą udzielać żadnych informacji, komentarzy, czy oświadczeń do czasu uzyskania wyników badań instruktorki. Te miały być w niedzielę popołudniu. Jest już poniedziałek i wszyscy nadal czekają na wyniki.

W zajęciach fitness zazwyczaj brało udział kilkanaście pań.

Czytaj także

Oto opowieść o charyzmatycznych i słynnych lekarzach z Pomorza

Najnowsze informacje dot. koronawirusa

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj ogłoszenie