Kopalnia i tak nie zniknie

    Kopalnia i tak nie zniknie

    Mateusz Węsierski

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Ciąg dalszy batalii o kopalnię kruszywa w Słosinku. Starosta bytowski Jacek Żmuda-Trzebiatowski odnalazł dokument, który przeczy linii obrony miasteckiego ratusza.
    To dokument podpisany w maju przez burmistrza Romana Ramiona, który jeszcze kilka tygodni temu twierdził, że nie wiedział o powstaniu kopalni kruszywa.
    - Nie możemy sobie pozwolić na to, by nas atakowano. Bronimy się, bo całą winę zwalono na nas, a to burmistrz potwierdził, że kopalnia może powstać - mówi starosta.

    - My musieliśmy pozwolić na rozpoczęcie prac wydobywczych, bo nie było żadnych przesłanek, które działałyby na niekorzyść inwestora. Burmistrz, zanim złożył swój podpis, mógł sprawdzić, że kopalnia powstanie w sąsiedztwie działek rekreacyjnych - dodaje.

    Właściciele sześciu działek sprzeciwiają się najbardziej, bo kopalnia kruszywa znacznie obniżyła wartość ich nieruchomości.
    - Chcieliśmy tu wypoczywać, a mamy pod oknami teren przemysłowy. Ktoś powinien za to odpowiadać i to finansowo - mówi Henryk Wnuk-Lipiński, jeden z letników. - Ponieśliśmy przecież straty i to bardzo wymierne. Łatwo wyliczyć, ile te działki były warte, zanim powstała kopalnia, a ile warte są teraz.

    Burmistrz Roman Ramion tłumaczy się niemożnością sprzeciwienia się tej budowie, bo jeszcze w 1998 roku Rada Miejska ustanowiła ten teren miejscem do potencjalnego wydobywania żwiru. I tak też się stało, z tym że po ujawnieniu sprawy władze Miastka zapierały się, że nic nie wiedziały o powstaniu kopalni. Teraz nieco zmieniają zdanie.
    - Być może i był jakiś dokument, który podpisałem. Dostaję jednak setki pism. Nie wszystkie muszę zapamiętywać - broni się burmistrz.

    Ważne jest to, że władze Miastka i tak musiałyby pozwolić na powstanie kopalni, bo inwestor kopie na obszarze mniejszym niż 2 hektary. A wtedy nie trzeba żadnych specjalnych pozwoleń.
    - Problem w tym, że nie można zwalać winy na kogoś, a później bronić się niewiedzą. Jak się podpisuje stosy dokumentów, to trzeba zawsze sprawdzać, czy aby na pewno sprawa nie trafiła już na biurko - dodaje starosta.

    1 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo