Koniec procesu Sopot kontra Cocomo [ZDJĘCIA]

wie
Koniec procesu Sopot kontra Cocomo Piotr Hukało
- Kompletnie niczego nie pamiętam. Czarna dziura – mówił na nagraniu sprzed 3 lat jeden z anonimowych klientów nocnego klubu, który przekonywał, że wprowadzony w stan odurzenia w Cocomo stracił duże pieniądze. Emisja reportażu zakończyła proces wytoczony właścicielom klubów Go-Go przez sopocki magistrat, a wyrok usłyszymy za niespełna 2 tygodnie.

Półgodzinny reportaż jednej z prywatnych telewizji, w którym klienci sieci klubów Cocomo, anonimowo skarżą się na rzekome wyłudzenia wysokich kwot i sugerują, że zostali odurzeni nielegalnymi substancjami, takimi jak tzw. tabletka gwałtu zakończył drugi już proces wytoczony agencji agencja reklamowo-marketingową „Event”, właścicielowi sopockiego night-clubu Cocomo (dziś Kittens).

Zdaniem władz Sopotu lokal oferując drinki, których ceny sięgały kilkunastu tysięcy złotych oraz zatrudniając hostessy „nachalnie zaczepiające” przechodniów naruszał „dobre imię miasta”, dlatego urzędnicy domagają się 25 tys. zł na cele społeczne i przeprosin. Tego ostatniego od magistratu żąda pozwana spółka, która do winy się nie poczuwa.

Sopot w sądzie walczy z właścicielami Cocomo

Nagrania zaprezentowane w sądzie przedstawiały relację kilku mężczyzn, którzy przekonywali, że w klubie zostali odurzeni np. poprzez podanie środków psychoaktywnych (u jednego z nich wkrótce po wizycie w Cocomo badania wykazać miały obecność w organizmie substancji GHB zwanej „pigułką zapomnienia” lub „pigułką gwałtu”). Dziennikarski materiał opowiadał o tym jak klienci klubu w jedną noc potrafili wydać tam 2 lub 20 tys. zł, a rekordzistami było trzech mężczyzn, którzy w trakcie 16-godzinnej imprezy wydali prawie milion złotych. Pojawiają się również informacje o drogich drinkach z cenami sięgającymi 14.999 zł za szampana. Z tymi stwierdzeniami skonfrontowany został właściciel sieci lokali, który w formie tej działalności nie widzi nic złego, przekonuje, że klienci świadomie dokonywali płatności, a w klubach obowiązuje zakaz wstępu z substancjami psychoaktywnymi.

- Zaczęły się dziać, rzeczy, które budziły ogromny niepokój wśród mieszkańców i wśród turystów – zastrzegł w mowie końcowej reprezentujący gminę Sopot adwokat, Roman Nowosielski, opowiadając o tym jak uruchomienie Cocomo wpłynęło na wizerunek Sopotu, który jak przekonywał dba o to by być postrzeganym jako „rodzinny kurort” (m.in. po to by dzięki temu obrazowi móc zostać organizatorem zawodów sportowych). Mecenas podkreślił również, że przez hostessy pracujące przed klubem nachalnie namawiani są również „mężczyźni w towarzystwie dzieci”, a to z kolei: - Łamie dobre obyczaje, łamie poczucie bezpieczeństwa rodzin – wymieniał.

Według pełnomocnika kurortu, Sopot poprzez działanie nightclubu sprzeczne z promocją może sprawiać wrażenie „miasta dwulicowego” i tego, że „jest jakieś podziemie tolerowane przez miasto”. Tymczasem według mec. Nowosielskiego cena za „taką rozrywkę” (taniec erotyczny, alkohol) nie odpowiadała jej rzeczywistej wartości, choć inne nocne kluby – jak zapewniał adwokat – „są będą bo takie są potrzeby społeczności”.

- Pozwana spółka w żaden sposób nie atakowała tych dóbr – mówił z kolei o renomie miasta rzekomo naruszanej przez agencję Event, jej reprezentant, aplikant adwokacki, Grzegorz Małek. - Jeżeli tropem miasta pójdzie województwo, rząd – także te podmioty mogłyby skarżyć wszystkie przedsiębiorstwa, które prowadzą działalność, z którą nie zgadza się rząd, prezydent miasta czy burmistrz – zaznaczył.

Pełnomocnik właściciela Cocomo wskazywał na przykłady miast takich jak Hamburg i Amsterdam, gdzie działalność nocnych klubów jest tolerowana. - Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze – mówił zastrzegając, że Karnowski miał wskazywać na rzekome uszczuplenie budżetu miasta z tytułu działalności lokalu, ale nie potrafił jednoznacznie udowodnić tego faktu. Według Grzegorza Małka jedyne istotne zaprezentowane w sprawie przez autorów pozwu dowody – czyli zeznania świadków również nie obciążały klubu, bowiem nie mieli oni bezpośrednio do czynienia z jego działalnością.

Sędzia Ewa Tamowicz z Sądu Okręgowego w Gdańsku, ze względu na zawiłość sprawy, ogłoszenie wyroku zapowiedziała na 27 lutego.


Media okrzyknęły go królem nocnych klubów. W jego lokalach, co miesiąc bawi się ok. 30 tysięcy mężczyzn. Wydają miliony złotych na striptiz i drogie alkohole.
Jan Szybawski, prezes sieci klubów Cocomo, to 30-letni były ochroniarz, niegdyś dobrze zapowiadający się judoka. O jego biznesie stało się głośno, gdy kolejni klienci, po burzliwie spędzonej nocy, budzili się z horrendalnymi rachunkami.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie