Koncert Scorpions w Gliwicach: Biało-czerwona Arena Gliwice

Ola Szatan
Ola Szatan

Wideo

Zobacz galerię (26 zdjęć)
Scorpions dał w Gliwicach fantastyczny koncert. Arena Gliwice zrobiła się biało-czerwona za sprawa świetnej oprawy scenicznej w trakcie utworu "Make It Real" z polskim akcentem w postaci biało-czerwonej flagi na ekranie i telebimach. Muzycy bardzo szybko złapali doskonały (jak zawsze zresztą) kontakt z publicznością.

Relacja z koncertu
Zanim pojawiła się gwiazda wieczoru, w roli supportu zaprezentował się zespół Lion Shepherd.
Słynna kurtyna z napisem "Scorpions" opadła o godzinie 20.45, odsłaniając multimedialną scenę. Jej głównym punktem był wielki ekran, na którym wyświetlano wizualizacje oraz dwa boczne telebimy, gdzie mieliśmy przede wszystkim zbliżenia na poszczególnych muzyków.

Scorpions w Gliwicach: Fantastyczny koncert dla 8 tys. fanów...

Na początek "Going Out With a Bang" oraz "Make It Real" z polskim akcentem w postaci biało-czerwonej flagi na ekranie i telebimach. Muzycy bardzo szybko złapali doskonały (jak zawsze zresztą) kontakt z publicznością. Wokalista Klaus Meine rzucał w stronę widowni pałkami do gry na perkusji.
Gitarzyści od początku koncertu często meldowali się na wybiegu, gdzie chętnie popisywali się solówkami, zwłaszcza Matthias Jabs oraz Rudolf Schenker, który niedawno zapowiadał, że przyjedzie nami wstrząsnąć, serwując porządną dawkę rocka. Jak zapowiedział, tak uczynił.

Koncert Scorpions w Gliwicach: Biało-czerwona Arena Gliwice

W repertuarze zespołu Scorpions nie mogło zabraknąć "The Zoo", "Coast to Coast" czy utworu "We Built This House", czyli kolejnej odsłony albumu "Return to Forever", o czym przypomniał wokalista Klaus Meine.
Bardziej nastrojową część koncertu rozpoczął utwór "Holiday", by płynnie przejść do "Send Me an Angel" oraz wyśpiewanego chyba przez wszystkich uczestników imprezy kultowego przeboju "Wind of Change".
Dalej było "Bad Boys", "I'm Leaving You" czy "Tease Me Please Me", które doprowadziło do jednego z najbardziej widowiskowych momentów czyli perkusyjnej solówki na wysokościach. Mikkey Dee, który na bębnach w Scorpions gra od trzech lat, znów udowodnił swój niesamowity kunszt i doświadczenie, które wcześniej zbierał w zespole Motorhead.
Utwory "Blackout" oraz "Big City Nights" zakończyły regularną część koncertu.
Ale to oczywiście nie mógł być finał. Na bis usłyszeliśmy monumetalne "Still Loving You" pełne energii "Rock You Like a Hurricane".

We wtorek powtórka z rozrywki, tym razem w ERGO Arenie na pograniczu Gdańska i Sopotu. Gliwicki koncert należał do udanych, dużo dobrego można powiedzieć zwłaszcza o akustyce obiektu. Nieco gorzej z parkingami, bo nie wszystkim udało się skorzystać z przygotowanych miejsc. Muzycy Scorpions na emeryturę już się nie wybierają. Ba, szykują nową płytę. Formę mają wyborną i nikt nie będzie zdziwiony, jeśli niebawem znów ogłoszą kolejne koncerty, w tym w Polsce, gdzie czują się już jak u siebie.

ZOBACZCIE ZDJĘCIA

Nie przegapcie

Koncert Scorpions w Gliwicach: Biało-czerwona Arena Gliwice

Zobaczcie koniecznie

TYDZIEŃ Magazyn reporterów Dziennika Zachodniego

Materiał oryginalny: Koncert Scorpions w Gliwicach: Biało-czerwona Arena Gliwice - Dziennik Zachodni

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Cytat :"dwa boczne telebimy, gdzie mieliśmy przede wszystkim zbliżenia na poszczególnych muzyków". Muszę się odnieść do tego stwierdzenia: było pokazywanych czterech muzyków oprócz Pawła Mąciwody, który na 19 utworów wykonanych podczas koncertu tylko kilka razy "mignął" na telebimach .Szkoda, bo grał u siebie, a potraktowano go jak obcego nie należącego do zespołu.Klaus mówił kilka razy do publiczności, a mógł to zrobić Paweł, bo nie każdy zna język angielski. Muszę też wspomnieć o środkach ostrożności: ochrona przed wejściem "obmacywała" każdego uczestnika, a mojej żonie kazali wyrzucić do śmietnika paczkę nie otworzonych kabanosów (czyżby chciała rzucić tymi kabanosami w zespół?), a jednocześnie dwóch kamerzystów nagrywających koncert paliło sobie papierosy podczas koncertu w środkowej strefie płyty. Jeśli chodzi o sam koncert, to był świetny, Klaus w najwyższej formie głosowej, pozostali muzycy też dali z siebie wszystko, świetne solo pod sufitem byłego perkusisty Motorhead.

Jerzy, Skarbimierz Osiedle, wierny fan rocka.

Dodaj ogłoszenie