Koncerny ujawniają, ile i za co płacą lekarzom

Jolanta Gromadzka-AnzelewiczZaktualizowano 
Nie wiadomo, ilu lekarzy w Polsce zgodzi się ujawnić, ile zarobiło na współpracy z firmami
Nie wiadomo, ilu lekarzy w Polsce zgodzi się ujawnić, ile zarobiło na współpracy z firmami 123rf
Po raz pierwszy producenci leków otwarcie mówią, ile kosztuje ich współpraca z lekarzami i szpitalami.

Kilkadziesiąt farmaceutycznych firm mających swoje filie w Polsce zdecydowało się ujawnić finansowe powiązania ze światem lekarskim. Od poniedziałku, 27.06.2016 do czwartku 30.06.2016 r. na stronach takich gigantów jak Janssen Cilag, Merck, Roche, Sanofi, Eli Lilly, GSK, Bayer, Astra Zeneca, Novartis Poland - wytwarzających leki innowacyjne (czyli oryginalne), znaleźć można dane dotyczące korzyści, jakie odnieśli w ubiegłym roku współpracujący z nimi lekarze.

- Informacje zawierać będą kwoty, jakie firmy wydały na sponsorowanie wyjazdów lekarzy na różnego typu kongresy, sympozja i konferencje, jakie zapłaciły za wygłoszone przez nich wykłady i opracowane ekspertyzy, uwzględnią też wydatki na badania kliniczne - tłumaczy Paweł Sztwiertnia, dyrektor generalny Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma, inicjatora tzw. kodeksu przejrzystości. - W raportach firm znajdą się imiona, nazwiska lekarzy oraz miejsca, gdzie pracują. Ale tylko tych lekarzy, którzy wyrażą na to zgodę.

Kodeks przejrzystości to część europejskiego projektu, którego celem jest zwiększenie transparentności współpracy innowacyjnych firm farmaceutycznych ze środowiskiem medycznym. Ma to poprawić wizerunek branży, wielokrotnie kompromitowanej różnymi aferami. Najjaskrawszym przykładem tego była sytuacja, w której WHO zmieniła definicję pandemii (wykreślono wymóg dużej liczby ofiar), po czym ogłoszono pandemię świńskiej grypy. Wiele państw kupiło szczepionki, których w większości potem nie wykorzystano.

- Pacjenci chcą mieć pewność, że lekarz przepisał mu lek dlatego, że jest dobry, a nie dlatego że ma zobowiązania wobec jego producenta - podkreśla prof. Roman Kaliszan, wybitny farmakolog z GUMed.

Informacje o kodeksie przejrzystości i lista firm, które go przyjęły, znajdują się na stronie www.kodeksprzejrzystosci.pl. Na stronie Infarmy dostępne będą linki do stron poszczególnych firm. Europejski zasięg kodeksu można poznać, odwiedzając stronę internetową EFPIA: www.transparency.efpia.eu.

Już dziś farmaceutyczne giganty w Polsce i w całej Europie ujawnią korzyści finansowe, jakie odnieśli w ubiegłym roku współpracujący z nimi lekarze. W informacji znajdą się m.in. koszty związane z udziałem medyków w różnego rodzaju konferencjach, sponsoringiem wydarzeń naukowych oraz działalnością badawczo-rozwojową, związaną głównie z badaniami klinicznymi. Na stronach 33 firm zrzeszonych w Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma oraz pięciu niezrzeszonych, które zostały sygnatariuszami tzw. kodeksu przejrzystości, przez trzy najbliższe dni dostępne będą też informacje o umowach, jakie przedstawiciele zawodów medycznych zawierają z przemysłem w sprawach doradztwa i konsultacji na temat prowadzonych terapii.

Dane lekarzy pokazywane mają być w sposób zindywidualizowany. Oznacza to, że w raportach udostępnionych przez firmy znajdą się m.in. imię i nazwisko lekarza (również innych przedstawicieli zawodów medycznych), miejsce wykonywania przez niego działalności oraz kwota pieniędzy, jakie mu one przekazały w różnych formach. Ale tylko tych lekarzy, którzy się na to zgodzą.

Oswajanie stażystów

Kwiecień 2006 roku. Słynny gdański szpital przy ul. Łąkowej. Lekarze stażyści wyglądają na korytarz, czy przypadkiem nie przyjechała już firma. Nie tyle interesuje ich prezentacja na temat nowego leku, ile apetyczne drożdżówki , które zwykle przywozi ze sobą przedstawicielka. - Sympatię lekarza trzeba sobie zaskarbić od momentu, gdy stawia on pierwsze kroki w zawodzie, a nawet jeszcze podczas studiów - zdradza przedstawicielka jednej z firm wytwarzających leki kardiologiczne. Jest o co walczyć. Co roku ponad 160 tys. polskich lekarzy wystawia ponad 365 mln recept. Według IMS Health, całkowita wartość rynku farmaceutycznego w Polsce w 2015 roku wyniosła 34,3 mld zł, o 2,3 mld zł więcej niż w 2014 roku. Tym samym polski rynek farmaceutyczny stał się, pod względem wartości sprzedaży, szóstym rynkiem w Europie. Rok 2015 był jednym z najlepszych dla polskiego rynku w ostatnim pięcioleciu. Mniej było przy tym skandali związanych z wyjazdem lekarzy na sympozjum na Hawajach, w zasypane śniegiem Alpy czy na kongres połączony ze zwiedzaniem parków rozrywki na Florydzie. Jeden z gdańskich ginekologów dowodzi, że firmy zrobiły się wręcz skąpe. Problemem stało się znalezienie sponsora, który opłaci medykowi wpisowe na naukową konferencję, zafunduje podróż i hotel.

- Wyjazdy na Maltę, Kanary, sympozja pod palmą, mniejsze i większe prezenty jeszcze kilka lat temu były czymś zupełnie normalnym - przyznaje Andrzej Denis, farmaceuta z Gdyni, właściciel apteki św. Alberta. Efekty takiej współpracy firm z lekarzami na co dzień obserwował w swojej aptece. - Przez dwa, trzy miesiące na receptach (z adnotacją „nie zamieniać!”) powtarzał się na przykład Clonazepam (lek przeciwpadaczkowy) tylko jednej firmy, a od nowego kwartału - zupełnie innego producenta. Podobnie było też z wieloma innymi lekami. A ja ze starym zapasem zostawałem na lodzie - wspomina aptekarz. Wiele - zdaniem mojego rozmówcy - zmieniła ustawa refundacyjna, dzięki temu że wprowadziła mechanizmy kontrolne. NFZ również ma już programy komputerowe, które wyłapują większość patologii. Lekarzy NFZ ma już prawie na widelcu. Fundowania egzotycznych wycieczek czy np. biletów do loży na mecz podczas Euro 2016 zabraniają też przepisy korporacyjne firm i Infarmy oraz wdrożonego przez nią kodeksu dobrych praktyk, który określa standardy działań marketingowych. Nie oznacza to, że nie zdarzają się przypadki wypisywania chorym przez lekarzy leków pod dyktando firmy. - Wiele zależy od ludzi - zastrzega farmaceuta. - W każdym środowisku funkcjonują osoby pazerne, gotowe zrobić wszystko, byle tylko coś zyskać.

Pacjent chce mieć pewność

Czasy się zmieniają. Opinia publiczna oczekuje zarówno od firm farmaceutycznych, jak i od lekarzy przejrzystości w ich wzajemnych relacjach. Pacjenci chcą mieć pewność, że lekarz przepisał mu lek dlatego, że jest dobry, a nie dlatego że ma zobowiązania wobec jego producenta. - W odpowiedzi na rosnącą potrzebę transparentności tych relacji na całym świecie powstają rozwiązania regulacyjne - tłumaczy Paweł Sztwiertnia, dyrektor generalny Infarmy. Europejska Federacja Przemysłu i Stowarzyszeń Farmaceutycznych (EFPIA) opracowała kodeks określający zasady udostępniania informacji na temat świadczeń, przekazywanych przez innowacyjne firmy farmaceutyczne (czyli wytwarzające nowe, oryginalne leki) przedstawicielom zawodów medycznych i organizacjom ochrony zdrowia. Za adaptację i wdrożenie tej samoregulacji, zwanej kodeksem przejrzystości, w Polsce odpowiada właśnie Infarma.

W Stanach Zjednoczonych już dwa lata temu zmieniło się prawo, które wręcz nakazuje ujawnianie korzyści, jakie lekarze czy szpitale odniosły dzięki współpracy z firmami. Ustawowo jest to uregulowane również we Francji, Danii czy Portugalii. W rejestrze widać, że niektóre szpitale czerpią z badań klinicznych dochody rzędu milionów dolarów, a lekarze za każdą konsultację dla firmy dostają ich kilka tysięcy. W Europie liderem przejrzystości (choć nie jest to uregulowane prawem) jest Holandia. Powołana tam przez rząd i Królewskie Holenderskie Towarzystwo Lekarskie specjalna fundacja rejestr korzyści stworzyły już kilka lat temu. - W UE takich przepisów jeszcze nie ma - zastrzega dyrektor Sztwiertnia. - Firmy farmaceutyczne same już wcześniej ograniczyły drogie wyjazdy, a teraz zdecydowały, że będą ujawniać korzyści lekarzy. O tym właśnie mówi kodeks przejrzystości. Począwszy od tego roku, w całej Europie firmy opublikują dane za rok ubiegły. 1 lipca dane dotyczące Polski podsumują na specjalnie zwołanej konferencji prasowej specjaliści z Infarmy. I tak będzie już co roku.

Lekarze się boją

W Holandii lekarzy nie pytano o zgodę na ujawnianie nazwisk, bo uznano, że interes społeczny jest w tym wypadku ważniejszy niż ochrona danych osobowych. W Polsce ważniejsze jest to drugie, więc lekarza o zdanie się pyta.

Oficjalnie lekarze deklarują, że są za jawnością. W ankiecie zleconej przez Naczelną Izbę Lekarską 80 proc. przyznało, że w celu uniknięcia podejrzeń o konflikt interesów powinno się ujawniać, dla jakich firm się pracowało. Lekarzy zobowiązuje też do tego kodeks etyki lekarskiej.

Co innego jednak ujawniać, że miało się kontakty z firmami, a co innego podać, ile się na tym zarobiło. W tym wypadku większość lekarzy jest temu przeciwna. Tłumaczy, że boi się pacjentów, którym w głowie się nie mieści, że wysokiej klasy specjalista może zarabiać tyle ile sławny telewizyjny prezenter albo aktor serialowy.

Szkoda tylko, że kodeks przejrzystości będą realizować tylko zagraniczne firmy skupione w Infarmie lub z nią współpracujące. Polskie firmy ponoć nie są nim w ogóle zainteresowane. Poza tym nie wszystkie, a tylko część tajemnic lekarsko-farmaceutycznych wyjdzie na jaw. Będą to wydatki na wykłady i wyjazdy konkretnych lekarzy. Natomiast wydatki na badania kliniczne będą ujawniane tylko ogólnikowo, bez wskazania, ile wypłacono konkretnemu lekarzowi czy szpitalowi. A to właśnie na badaniach klinicznych medycy zarabiają najwięcej. Infarma tłumaczy, że takie informacje są poufne, bo dotyczą indywidualnych strategii rynkowych. Dopóki więc firm, tak jak w USA, a ostatnio we Francji, nie zmusi do tego ustawa, ujawniania zarobków za badania nie będzie.

Mankamentem kodeksu jest to, że firma może ujawnić korzyści lekarza tylko wtedy, gdy wyrazi on na to zgodę. Przeszkodą nie do pokonania jest ponoć ustawa o ochronie danych osobowych.

Nie mam nic do ukrycia

Pacjenci pytają - czy ta współpraca lekarzy z branżą farmaceutyczną, która potencjalnie budzi podejrzenia o konflikt interesów, jest w ogóle potrzebna?

- Nie mam co do tego żadnych wątpliwości - jedna strona bez drugiej w ogóle nie może żyć - twierdzi prof. Jacek Jassem, wybitny onkolog z Gdańska. - Obecnie żadna firma produkujące leki nie jest w stanie sama zweryfikować ich wartości. Może sobie zrobić badania na myszach czy liniach komórkowych, ale przychodzi moment, gdy lek, który wyszedł z badań przedklinicznych, trzeba podać jednemu choremu, potem grupie chorych, a następnie przeprowadzić wielkie badania z udziałem tysięcy chorych. Potrzeba do tego szpitali, chorych i lekarzy. Ta relacja jest więc nie do uniknięcia. Poza tym firmy potrzebują dobrej rady - jak badać dany lek, jak przygotować aplikację dotyczącą refundacji? Pytają więc o to lekarzy specjalistów, którzy uważani są uznane autorytety, a oni otrzymują za to zapłatę. Poza tym bez wsparcia firm nie udałoby się prowadzić działalności edukacyjnej, czyli zorganizować żadnego kongresu. Z samego wpisowego uczestników byłoby to niewykonalne.

- Jestem bardzo zadowolony, że to tabu udało się wreszcie w Polsce przełamać, bo trzeba ujawniać wszystko, co może się wydawać podejrzane - uważa prof. Jassem. - To krok w kierunku normalności.

Nie wiadomo, ilu lekarzy w Polsce zgodzi się ujawnić z imienia i nazwiska, ile zarobiło na współpracy z firmami. Eksperci twierdzą, że 20 proc. Prof. Jacek Jassem na pewno to zrobi, bo chce - jak mówi - dać dobry przykład innym lekarzom.

jolanta.gromadzka@polskapress.pl

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

A
Alia

Na własnej skórze widzę, że lekarz broni statyn, i dalej wmawia, że to dobre leki, a prawda jest taka, że statyny przysspieszają śmierć, okaleczają ludzi. Cholesterol wcale nie jest zły i nie jest szkodliwy, jest potrzeby dla życia człowieka, działa jak plaster na chore miejsca, ale lekarze dostają dużą kasę od ilości wciskania statyn pacjentom. Kiedy to się skończy?

o
obserwator

To jest pomówienie i kłamstwo !!! Leki te są refundowane, jeżeli chory jest ubezpieczony to kupuje w aptece za stałą refundowaną cenę.

p
pacjent

Maja gdzieś pacjenta a raczej tak lecza żeby było ich co raz więcej bo mogą wciskać leki za które maja grube prowizje i przyjmować prywatnie.

Dodaj ogłoszenie