"Komuniści na śmietnik historii"

SEBASTIAN LIGARSKI
Wrocław 28.09.1993. Uliczna manifestacja antykomunistycznego ugrupowania - Partii Wolności (polska partia polityczna Kornela Morawieckiego).
Wrocław 28.09.1993. Uliczna manifestacja antykomunistycznego ugrupowania - Partii Wolności (polska partia polityczna Kornela Morawieckiego). PAP/Adam Hawalej
Udostępnij:
W rok 1989 Solidarność Walcząca wchodziła z ukrywającym się po nielegalnym powrocie do Polski w sierpniu 1988 r. Kornelem Morawieckim, kilkunastoma oddziałami w całym kraju i za granicą oraz tysiącami członków/sympatyków. Dwa przełomowe wydarzenia tego roku, czyli rozmowy okrągłego stołu oraz wybory z 4 i 18 czerwca nie wpłynęły na zmianę stanowiska organizacji.
Był on jasno i wyraźnie artykułowany przez Kornela Morawieckiego i całe środowisko SW, a do jego głównych komponentów należały: walka z komunistami, bez prób porozumienia, dogadania się, dążąc do całkowitego upadku systemu; stworzenie Rzeczpospolitej Solidarnej, której podstawą są wolne wybory i powstanie silnych samorządów ograniczających władze parlamentokracji, czynny opór i samoobrona, lecz z wyrzeknięciem się terroryzmu i zasady, że cel uświęca środki, zgodna współpraca ze wszystkimi siłami mającymi na celu wolność, solidarność, niepodległość Polski. Równolegle władze traktowały organizację jako „skrajnie wrogą, deklarującą prowadzenie walki politycznej z zastosowaniem wszelkich dostępnych środków, z metodami terroru włącznie. Z punktu widzenia władz SW miała być synonimem najbardziej ekstremalnego nurtu opozycji, który należało zmarginalizować, zohydzić w społeczeństwie i całkowicie wyeliminować z życia publiczno-politycznego.

„Solidarność - tak, wypaczenia – nie”

Aby zrozumieć postawę SW w 1989 r., trzeba cofnąć się do połowy 1988 r. i sytuacji po wygaszonych przez Lecha Wałęsę strajkach sierpniowych. SW krytykowała koncepcję rozmów z władzami i dostrzegała rodzące się niebezpieczeństwo fraternizacji władz z umiarkowaną opozycją i reformowanie (nie obalenie) systemu na zasadach władz. We wrześniu 1988 r. Kornel Morawiecki w artykule „Solidarność - tak, wypaczenia – nie” jednoznacznie stwierdzał, że podjęcie rozmów przez Lecha Wałęsę z szefem MSW, gen. Czesławem Kiszczakiem to błąd i stwierdzał: „<
Reformować system? Nie - obalać

W styczniu 1989 r. Zbigniew Jagiełło napisał artykuł pod wymownym tytułem „Reformować system czy obalać”: „Zwolennicy ugody, bo tak ich trzeba nazwać, twierdzą, że tylko na tej drodze można zyskać coś dla społeczeństwa. Nie ma na to żadnych dowodów. Co gorsze, istnieją dowody, że komuniści są nieszczerzy. Polityka ugody jest więc polityką szkodliwą i niebezpieczną dla społeczeństwa. Sieje fałszywą wiarę na porozumienie i pacyfikuje przez to nastroje społeczne, co nie sprzyja osiągnięciu przez społeczeństwo podmiotowości, lecz służy nawet umacnianiu komunizmu. Czas najwyższy, aby przestrzec przed tą naiwną drogą, która skończy się zapewne kolejnym narodowym rozczarowaniem i pogrzebie szanse wyzwolenia się z komunizmu na co najmniej kilka lat. Podstawowym pytaniem, które powinniśmy sobie zadać, jest to – czy chcemy ten system reformować czy obalać? Aby życie w Polsce toczyło się zgodnie z wolą społeczeństwa i z korzyścią dla niego, muszą rządzić nim wybrani przez niego przedstawiciele. Komuniści nigdy się na to nie zgodzą. To oznaczałoby dla nich utratę władzy i znalezienie się na śmietniku historii. W tym jednym trzeba im dopomóc. Należy więc organizować społeczeństwo, aby obalić rządy komunistów. Pogląd ten trzeba artykułować otwarcie i głośno, aby przeciwdziałać zarazie zgody na stan obecny, jaką niesie za sobą ugodowa polityka, polityka błąkania się po klatce, która do niczego nas nie doprowadzi, zawsze natkniemy się na kraty”. Morawiecki dodawał: „mają więc w zanadrzu legalizację „S” dla rozładowania kolejnego, masowego protestu. Ale kryzys jest tak głęboki, że „S” to już dziś za mało. Potem będzie jeszcze mniej. Władza będzie o niebo spóźniona, autorytety zdewaluowane, masy zdesperowane i tak dzisiejsza polityka kunktatorskiej ewolucji doprowadzi do niekontrolowanej, ślepej rewolucji. Pora się opamiętać”. Te jasne i klarowne wywody (Morawiecki nie uprawiał politykierstwa i modnego dziś PR) określały na następne miesiące postępowania SW wobec rozmów okrągłego stołu oraz późniejszych, koncesjonowanych, wyborów. Warto jednak zaznaczyć, że jakkolwiek swoimi działaniami SW kontestowała rozmowy części strony solidarnościowej z władzami, to nie atakowała związku, jako całości, jako ruchu, przez cały czas podkreślając swoje korzenie oraz chęć podtrzymania idei, z której ten ruch społeczny (nie związek) wyrósł. Inaczej było z drugiej strony. Działacze „S” oraz Komitetu Obywatelskiego przy Przewodniczącym NSZZ „Solidarności” Lechu Wałęsie nie ustawali w atakach na wizje przyszłości prezentowaną przez SW oraz oczerniali Kornela Morawieckiego i inne osoby związane z SW, obwiniając ich o rozbicie jedności podziemnego związku, nierealistyczne myślenie, radykalizm oraz powiązania z SB (chodziło głównie o podawanie informacji o agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy z lat 70. XX. w. oraz informacje ukazujące się w fałszowanych przez SB czasopismach podziemnych SW). Niezrażony tym Morawiecki jasno artykułował, że jego ruch dąży do demokracji i gospodarki rynkowej, nowego ustroju opartego na wolności i solidarności ludzi i narodów.

„Generał musi odejść“

7 kwietnia 1989 r., w dniu ogłoszenia zmian w Konstytucji dotyczących ordynacji wyborczej i powołania urzędu prezydenta, SW, jak zresztą w poprzednich latach, wezwała do udziału w demonstracji 1 maja pod hasłem wolnych wyborów, likwidacji nomenklatury i usunięcia PZPR z zakładów pracy oraz godziwej zapłaty i warunków pracy. W praktyce od 9 kwietnia 1989 r. SW zaczęła wybijać na sztandary jeden postulat: wolnych wyborów. Choć z radością i uznaniem witała ona legalizację „Solidarności” i deklaracje władz o demokratyzacji życia gospodarczego mającej wyrażać się w przekształceniach w kierunku gospodarki rynkowej, tak kontrakt wynegocjowany przy okrągłym stole był dla organizacji nie do zaakceptowania. Mimo to 10 kwietnia Morawiecki pisał: „Ufamy, że tak tym razem wyraźna różnica stanowisk między Solidarnością Walcząca a kierownictwem Solidarności i bliską mu opozycją nie oznacza rozejścia się naszych dążeń i ideałów. Wiele dróg prowadzi do demokracji i niepodległości. Idziemy różnymi drogami, ale do tej samej wymarzonej Polski”. Druga strona była już jednak w innym miejscu swojej politycznej tożsamości, choć, trzeba przyznać, nie wszyscy akceptowali sposób, w jaki dokonywał się przełom w związku i okazywana, nie tylko deklaratywna, otwartość na niedawnego wroga. Od 30 maja SW stanowczo protestowała przeciwko kandydaturze Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta RP. Hasło „Generał musi odejść” było od tej pory jednym z warunków sine qua non realizacji drogi do obalenia komunizmu. Poza tym SW podejmowała wiele działań dotyczących wydarzeń za granicą. Protestowała przeciwko brutalnemu zdławieniu wiecu w Tbilisi (Gruzja, 13 kwietnia 1989 r.), jak i masakry na placu Tiennanmen. Szczególną atencją otaczano Afganistan oraz kraje bałtyckie. Inną akcją była ta z maja 1989 r. pod hasłem „Adoptuj żołnierza”, która polegała na wysyłaniu wybranym przez siebie żołnierzom zawodowym prasy niezależnej, tym samym łamiąc monopol medialny wobec tej grupy zawodowej.

Giedroyć na prezydenta

Wybory z 4 i 18 czerwca SW zbojkotowała. 5 czerwca Kornel Morawiecki napisał: „Okazała się dojrzałość Polaków. Ludzie nie ulegli oficjalnej propagandzie. I tylko można pożałować Lecha Wałęsy, który nie wiadomo po co swym autorytetem ratował listę krajową. Ale znaczna część społeczeństwa nie uległa również agitacji komitetów obywatelskich, rozgłośni zachodnich i niektórych księży odmawiających racji bojkotowi. Idziemy więc dalej różnymi drogami, ale przecież do tej samej wolnej Polski”. Za sukces uznał on 38% absencję wyborczą, szczególnie młodzieży, co zostało odczytane przez szefa SW jako totalna niezgoda na komunizm w Polsce. Po wyborach SW szukała swojego miejsca na mapie politycznej Polski. Nie zamierzała składać przysłowiowej broni w walce o swoje ideały. Stąd następnym krokiem była walka o dezawuowanie kandydatury W. Jaruzelskiego na prezydenta Polski. Już 8 czerwca 1989 r. Morawiecki wysłał list do wszystkich senatorów i posłów z list KO „S”, namawiając ich do protestu przeciwko Jaruzelskiemu „odpowiedzialnemu za stan wojenny, za kryzys i upadek kraju. Zamiast ten to policzek zniewagi dla narodu, to igranie z losem społecznego buntu”. W zamian przewodniczący SW wysunął zaskakującą kandydaturę Jerzego Giedroycia, który według niego „jak żaden z żyjących Polaków, łączył [...] czyn i myśl, prawość i politykę, Kraj i Emigrację”. Giedroyć nie wyraził zgody. W ciągu kolejnych tygodni Morawiecki nie krył rozczarowania postawą Wałęsy i jego obozu. Zwrot dopuszczający zmianę ordynacji wyborczej, możliwość ponownego głosowania na listę krajową, potęga umów okrągłostołowych spowodowała, jak pisał przywódca SW, „gorycz i złość”. Według niego należało zebrać wszystkich senatorów i posłów i ustalić, jak dalej postępować. Zaproponować własnego, solidarnościowego kandydata i położyć komunistów na przysłowiowe łopatki, co spowodowałoby ich dalsze ustępstwa. To był moment na przejęcie władzy i „pokierowania polskim wozem na szeroki gościniec demokracji”. Warto w tym miejscu jednak zaznaczyć, że podobne odczucia miała spora część obozu związanego z KO „S”, która spotkała się w Warszawie 12 czerwca 1989 r. Wobec zmian w kraju dokonano też ujawnienia się czterech przedstawicieli SW: Wojciecha Myśleckiego, Macieja Frankiewicza, Marka Czachora i Antoniego Kopaczewskiego.

Morawiecki pisze do Mazowieckiego

Następne tygodnie wypełniła SW walka o wywarcie presji na parlamentarzystów, aby nie dopuścić do głosowania nad kandydaturą Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta. 22 czerwca 1989 r. odbyła się we Wrocławiu manifestacja pod hasłem „Jaruzelski musi odejść” zorganizowana wspólnie przez SW i PPS-RD. Po wyborze Jaruzelskiego na prezydenta nadal kontestowano i protestowano przeciwko tej decyzji, lecz wydaje się, że nie miało to już większego znaczenia. 19 sierpnia premierem został Tadeusz Mazowiecki. Nadal ukrywający się Kornel Morawiecki wysłał do niego list, pisząc: „Życzę Panu, żeby za Pańskiej kadencji rozkład komunizmu następował szybciej niż jego dopasowywanie się do nowej sytuacji. Życzę, żeby z punktu i zdecydowanie rozszerzyła się przestrzeń wolności. Pod tym kątem nasza organizacja, pozostając w ciągłym sprzeciwie wobec systemu i w opozycji wobec rządu ciągle nieodzwierciedlającego woli narodu, będzie obserwować i publicznie oceniać Pańskie prace na stanowisku Premiera”. Kolejne miesiące zaangażowania SW to m.in. udział w manifestacjach z okazji dziewiątej rocznicy 31 sierpnia oraz ósmej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Ta ostatnia przerodziła się w kilkugodzinne starcia z milicją na ul. Świdnickiej i okolicach Rynku. SW nie poddawała się i zamierzała dalej walczyć o demokratyzację państwa, całkowite obalenie komunizmu, wyprowadzenie wojsk sowieckich z Polski i ponowne zaszczepienie w Polakach idei solidaryzmu społecznego. Na pytanie, dlaczego i po co to walka, Kornel Morawiecki zawsze odpowiadał niezmiennie: „Aby żyć. Wolni i solidarni”.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

i Politycznie - reparacje: temat jeszcze nie jest zamknięty

Materiał oryginalny: "Komuniści na śmietnik historii" - Nasza Historia

Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie