Kolekcjoner wspomnień

    Kolekcjoner wspomnień

    Grażyna Antoniewicz

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Smukły pan z długą, siwą brodą, w wiecznym pędzie - to Mieczysław Abramowicz - reżyser, dramaturg, badacz dziejów teatru żydowskiego, pisarz zakochany w Gdańsku....
    Przyznaje, że lubi opowiadać różne historie. Od lat kolekcjonuje tak ulotną materię, jak ludzkie wspomnienia. W latach 1997-2002 - jako kustosz Muzeum Opowieści przy Nadbałtyckim Centrum Kultury w piwnicy Ratusza Staromiejskiego, gromadził opowieści ludzi, wieszaki z pracowni przedwojennych gdańskich krawców, zdjęcia...

    - To nie był świat wirtualny. Ludzie, których spotykałem byli jak najbardziej realni.
    Tak jak i wspomnienia, którymi się dzielili ze mną i przedmioty, które przynosili: cegłę, dzbanek, łyżeczkę, list, zeszyt, zasuszony kwiatek. Niektóre z tych opowieści znalazły się w moim tomie "Każdy przyniósł, co miał najlepszego" - mówił, gdy ukazała się książka.

    - To nie jest zbiór opowiadań. To jedna historia rozpisana na dziewiętnaście rozdziałów. Opowieść, która będzie trwała tak długo, jak długo będzie trwała pamięć o tych ludziach. Zdaję sobie sprawę, że sam jestem taką osobą.

    Nie zadziwiło więc nikogo, że w tym roku kolekcjoner wspomnień i kustosz zbiorowej pamięci, bo tak o nim mówią - przygotował w Muzeum Narodowym wystawę "Żydzi gdańscy. Obrazy nieistniejącego świata", na której udało mu się zgromadzić blisko 300 zdjęć ukazujących życie Żydów w przedwojennym Gdańsku. Fotografie prezentowane na wystawie pochodzą z prywatnych archiwów dawnych gdańszczan, dziś rozproszonych po całym świecie...

    Zainteresowania Mieczysława Abramowicza są tak rozległe, tak jak i wiedza. Słynie też z przewrotnego poczucie humoru.
    - Mietek, jest szalenie młody - zapewnia Bodzia Matulaniec nauczycielka jogi. - Ma niesamowity dystans do siebie, autoironię i powalające poczucie humoru.

    Jest też wspaniałym mężem. Podczas ostatniego Sylwestra, gdy wybiła północ - w obecności przyjaciół - wręczył żonie Małgosi swoją książkę z podziękowaniami i słowami podziwu, że wytrzymała z nim 25 lat. Kiedy Małgosia otworzyła książkę, były w niej dwa bilety do Paryża. I tak Mietek z Małgosią świętowali w Paryżu rocznicę ślubu.
    Jeśli chodzi o fiksację Mietka na punkcie Gdańska, z uporem maniaka zaprasza wszystkich znajomych i przyjaciół na wycieczki po Gdańsku. Czasami idziemy śladami Güntera Grassa, czasami według granic Wolnego Miasta.

    - Czarny humor Mietka, objawił się, gdy stwierdziliśmy, że my przyjaciele chcemy po śmierci zostać poddani kremacji - opowiada pani Bodzia. - Na co Mietek zaproponował, aby ostatni żyjący rozsypał prochy wzdłuż granic Wolnego Miasta Gdańska. Gdy spędzamy razem weekendy potrafi wstać o czwartej rano, aby sfotografować piękny wschód słońca.

    - Potrafi pojawić się na przyjęciu owinięty ozdobną wstążeczką, jako prezent dla gospodarza... Czasami, gdy palimy ognisko zakłada czapkę z daszkiem. Ustawia daszek czapki do góry i wygląda jak krasnal ogrodowy. Cieszygo, że nas to bawi - dodaje Bodzia Matulaniec. - Kiedy przeczytałam "Każdy przyniósł, co miał najlepszego" zadziwiło mnie ogromnie, że ktoś tak niefrasobliwy, radosny potrafił napisać tak wzruszającą i głęboką książkę...

    Ekscentryczna broda pisarza budzi ciekawość... - Nie golę się od lat z lenistwa - zdradził mi kiedyś. - To miłe, gdy dzieciaki na mój widok krzyczą: Święty Mikołaj, Święty Mikołaj! Albo Pan Kleks. Oczywiście, jest to dużo milsze niż wtedy gdy się słyszy: Ty p... Żydu do gazu.

    Czy jest Aniołem zdecydowanie nie. Bywa bezkompromisowy w swoich sądach i bez względu na konsekwencje wygłasza swoje opinie.
    - To fantastyczny facet o szerokich horyzontach i niezwykłej wiedzy - zapewnia reżyser Andrzej Piszczatowski. - Cenię go za wybitny talent pisarski, jego pasje "kolekcjonerskie". Za to, że potarfi łączyć głębokie zainteresowanie historią polsko-niemiecką Gdańska, z historią Żydów gdańskich. To jedyny człowiek, który tak szeroko pokazuje te sprawy. Poza tym uważam go za wspaniałego przyjaciela.

    Mieczysław Abramowicz urodził się w 1952 roku we Wrzeszczu. Studiował - filozofię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Tam też wpadł w szpony teatru. Dwa dni spędzone na warsztacie Petera Schumanna z Bread and Puppet Theatre w Mannheim zmieniły jego życie. Spektakl "Wołanie ludu o mięso" zrobił na nim tak piorunujące wrażenie, że zapadł na - chyba nieuleczalną - chorobę "na teatr lalek".

    Wraz z żoną Małgorzatą, założył "Teatr w drodze" - drugi zawodowy prywatny teatr w Polsce, a były to czasy PRL-u nieprzychylne inicjatywom prywatnym. Uwielbia prowadzić samochód i mówić po francusku.



    Mieczysław Abramowicz, pisarz, kustosz pamięci

    Nominowany za niestrudzone odgrywanie roli kustosza pamięci mieszkańców Pomorza - upamiętnianie w artykułach, książkach i wystawach mało znanych fragmentów dwudziestowiecznej historii i ukazywanie ich nieprzedawnionej ważności.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo