Pomorskie atrakcje na weekend
    Jesienią warto wybrać się do parku krajobrazowego

    Weekend z PKM

    Rozwiń
    Kolejny Festiwal Gwiazd za nami

    Kolejny Festiwal Gwiazd za nami

    Jarosław Zalesiński

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Bajkowy osiołek zdechł, nie mogąc się zdecydować, czy zjeść owies czy siano. Mieszkańcy Trójmiasta mieli w miniony weekend jeszcze gorzej, bo musieli wybierać między trzema dużymi festiwalowymi imprezami - Open'erem, Top-Trendami i Festiwalem Gwiazd.
    Jak wyszli na tym ci, którzy zdecydowali się na ten ostatni? Nie najgorzej.

    Festiwal, wymyślony przed wieloma laty przez Waldemara Dąbrowskiego, organizowany przez długi czas w Międzyzdrojach, kojarzył dwa szlachetne cele - bezpłatny wypoczynek nad morzem polskich gwiazd i promowanie kulturalnych wydarzeń w lekkim, letnim wydaniu. Od przenosin do Gdańska trzy lata temu festiwal zaczął stawiać sobie odwieczne pytanie "skąd przychodzimy, dokąd idziemy, kim jesteśmy". Póki festiwalem sterował Andrzej Strzelecki, gdański festiwal przypominać mógł Międzyzdroje, tylko na o wiele większą skalę. Gdy organizację festiwalu rok temu przejął Krzysztof Materna, impreza zaczęła zbaczać w stronę raczej festiwalu artystów niż gwiazd.

    W tym roku zboczenie to było już bardzo wyraźne. Jest w tym pewne ryzyko, bo masowa impreza, jaką pozostać musi każdy festiwal, nie może się zamykać w kręgu smakoszy wysokiej kultury. Organizatorzy tegorocznej imprezy szczęśliwie kłaniali się jednak różnym gustom. Z wyjątkiem - też szczęśliwie - jednego: Polski serialowej.

    Na swoim koncie 13 Festiwal Gwiazd może zapisać kilka dużej miary wydarzeń artystycznych. W wypełnionej katedrze oliwskiej Krzysztof Penderecki poprowadził swój urodzinowy koncert z "Siedmioma bramami Jerozolimy". Wykonana w katedrze fanfara, napisana przez Pendereckiego dla Europejskiego Centrum Solidarności, to trzecie już dzieło kompozytora dedykowane Gdańskowi.

    Choć poza Lacrimosa są to tylko drobne kompozytorskie przyczynki, Gdańsk może się teraz szczycić, że jest jedynym miastem na świecie tylokrotnie obdarowanym przez Mistrza. Ważna dla gdańskiego życia artystycznego jest jubileuszowa wystawa profesora Kiejstuta Bereźnickiego w oliwskim Pałacu Opatów, przegląd tego niezwykle konsekwentnego malarstwa. Jeśli natomiast w artystycznym happeningu Petera Coffina chodziło przede wszystkim o spowodowanie zaskakujących reakcji ludzi, to trudno projekt "Bez tytułu (UFO)" uznać za sukces. Coffin skonstruował pulsujący kolorowymi światłami statek powietrzny i kazał mu, podwieszonemu na linie pod helikopterem, fruwać nad Trójmiastem. Zbyt dużego zainteresowania ten artystyczny eksperyment na ziemi nie obudził. Ale niewątpliwie fotografie gdańskich zabytków z unoszącym się nad nimi powietrznym statkiem wzbogacą teraz ikonografię Gdańska.

    Najbardziej, od tej strony patrząc, na tegorocznym festiwalu dorobił się Sopot. Pomysł wybudowania na sopockiej plaży pomnika szafy, nawiązującego do filmu Romana Polańskiego "Dwaj ludzie z szafą", to strzał w dziesiątkę. Na celebracji odsłonięcia były tłumy, a już od następnego dnia wystająca z piasku ni w pięć, ni w dziewięć szafa z lustrem stała się miejscem regularnych sesji fotograficznych. Sopot dorobił się świetnej humorystycznej pamiątki.

    - Festiwal Gwiazd to świątynia sztuki - pochwalił własne dziecko Waldemar Dąbrowski, otwierając wystawę zdjęć krakowskiego artysty Michała Pasicha. Wiadomo, jaki stosunek do dzieci mają ojcowie... Nie ma się co czarować, że wszystko na festiwalu miało rangę ważnego artystycznego wydarzenia. Nic aż tak znaczącego nie pojawiło się np. w teatralnej części imprezy. Ciekawie było zobaczyć na scenie takiego aktora, jak Bogdan Stupka, w roli Lwa Tołstoja w spektaklu Teatru Narodowego z Kijowa, ale do "Madagaskaru" Teatru Małego z Wilna, który wystąpił niedawno na gdyńskim festiwalu R@port, temu przedstawieniu jednak daleko. Przyznać jednak trzeba, że każde z festiwalowych wydarzeń było propozycją myślącej rozrywki. Nawet plenerowe koncerty, takie jak zgrabny koncert poświęcony Himilsbachowi i Maklakiewiczowi, miały w sobie jakąś myśl, przesłanie, morał.

    Kłopot w tym, że te imprezy przyciągały widownię o tyle, o ile. Nawet przedpremierowy pokaz "Braci Karamazow" Petra Zelenki, reżysera, który w Polsce ma przecież tylu fanów. Nie wspomnę już o całodniowych tematycznych przeglądach filmowych.

    Festiwal Gwiazd to propozycja dla pewnego pokolenia, które nadal woli Olbrychskiego od Stachursky'ego. I dla ludzi, którzy wolą kulturę od popkultury.

    To tak nas mało?

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo