Kochajmy się, czyli cuda i dziwy

    Kochajmy się, czyli cuda i dziwy

    Barbara Szczepuła, publicystka

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Zapanowała wielka radość, bo okazało się, że prezydent i prezes PiS mogą z premierem rozmawiać normalnie. Premier zapowiadał swego czasu cuda i stało się: ziścił się cud pojednania. Wygląda na to, że po roku sprawdziła się strategia miłości, bo bracia Kaczyńscy najwyraźniej uznali, że "Zgoda buduje, niezgoda rujnuje"- jak to kiedyś gospodynie domowe wyszywały na makatkach.
    Wydaje się nawet, że tym razem prezesowi Kaczyńskiemu nie przeszkadzały wilcze oczy interlokutora. Może zresztą patrzył gdzieś w bok, żeby premier na niego uroku nie rzucił, bo z wilkami to jednak nigdy nic nie wiadomo.

    Z prezydentem poszło znacznie łatwiej (choć na początku posiedzenia Rady Gabinetowej złowróżbnie zgasło światło), bo premier na wstępie chwycił termos i uprzejmie nalał Głowie Państwa herbatę do filiżanki, czym dał do zrozumienia, że uznaje jej wyższość nad skromnym Prezesem Rady Ministrów (a także wyższość świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkanocy, albo odwrotnie).

    I to się panu prezydentowi spodobało. Premier nie bał się spojrzeć prezydentowi głęboko w oczy i ujrzał w nich coś, co wskazało na przychylność wobec dalszych zamierzeń rządu.
    Mnie jednak wydaje się, że to zwykłe chciejstwo i premier zobaczył to, co pragnął zobaczyć, bo z przebiegu rozmów z Jarosławem Kaczyńskim i z Lechem Kaczyńskim wcale nie wynika, że posłowie PiS poprą na przykład zmiany w konstytucji niezbędne do wprowadzenia Polski do europejskiej unii monetarnej.

    Szczwany lis polityczny Leszek Miller ostrzega premiera, by nie dał się nabrać na uśmiechy: "Strzeżcie się Greków, nawet gdy przynoszą dary" i radzi, by rozglądać się, czy do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów nie wprowadzono czasem konia trojańskiego. Na szczęście czuwa minister Arabski, który zna "Iliadę" i wie, jakie nieszczęście drewniany koń sprowadził na Troję.

    Miller jak zwykle jątrzy, a my cieszmy się cudami, bo zaraz po cudzie, o którym wyżej, zanotowano cud następny. Oto Jan Rokita (niegdyś polityk, dziś publicysta i mąż swojej żony), który jeszcze niedawno wyzłośliwiał się okropnie na rząd, tym razem pochwalił gabinet Donalda Tuska za otwarcie realnej polskiej drogi do euro.

    "To efekt dobrze odrobionej pracy przez rząd, a przede wszystkim przez ministra finansów Jacka Rostowskiego". Po roku zgrzytów, krzyków i wybryków, doczekaliśmy się więc ogólnego "Kochajmy się". I czym się teraz zajmą posłowie-harcownicy, z Brudzińskim i Palikotem na czele?
    I czym teraz, w dobie pojednania, zajmą się posłowie-harcownicy, z Brudzińskim i Palikotem na czele?

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo