Kobieta dręczona przez męża przeżywała swój koszmar przez 20 lat Z pomocą udało jej się uwolnić od oprawcy

Materiał partnera zewnętrznego Ministerstwo Sprawiedliwości Zaktualizowano 
Koszmar 52-letniej Olgi trwał od 1998 r. Mąż stosował wobec niej przemoc psychiczną i fizyczną, na trzeźwo i pod wpływem alkoholu. Choć kobiecie wydawało się już, że przemoc jest codziennością w każdym domu, zgłosiła się po pomoc. Dzięki Funduszowi Sprawiedliwości powoli zapomina już o dramacie.

Przemoc domowa to niekończące się piekło

- Pani Olga ma 52 lata. Zgłosiła się do nas na początku 2016 r. ze sprawą pokrzywdzenia przemocą. Wtedy zgłosiła przemoc psychiczną i fizyczną ze strony męża wobec niej.

Mówiła też o przemocy wobec dzieci - psychicznej, a także lżejszej - fizycznej, jak poszarpywanie czy popychanie – mówi Róża Otręba, psychoterapeutka i wiceprezes zarządu Stowarzyszenia Bona Fides, działającego w Lublinie i współpracującego z Funduszem Sprawiedliwości.

Gdy Olga trafiła do ośrodka, okazało się, że mąż stosował wobec niej przemoc od 1998 r.

Przez 20 lat kobieta przeżywała koszmar from Polska Press Grupa on Vimeo.

- Impulsem do zgłoszenia się do ośrodka był atak szału męża, kiedy poszkodowana zaczęła bać się o swoje życie. Bliscy pani Olgi zwrócili uwagę, że zachowanie jej męża to przemoc, która jest karalna. Wtedy pani Olga była w kryzysie, bardzo dużo płakała. Nie mogła zrozumieć jak udało jej się tak długo wytrzymać w związku, gdzie ona i jej dzieci były krzywdzone – opowiada psychoterapeutka.

Przemoc domowa bywa trudna do udowodnienia

Co najgorsze, przemoc stosowana przez męża wobec Olgi nie była łatwa do udowodnienia. Mężczyzna popychał kobietę, szturchał ją, przytrzymywał za szyję – mocno – ale w taki sposób, żeby nie pozostawić śladów na ciele.

Działający w ramach Funduszu Sprawiedliwości ośrodek natychmiast objął poszkodowaną opieką i pomocą. Olga zaczęła uczestniczyć w psychoterapii, a równocześnie rozpoczęto działania prawne związane ze sprawą karną, którą

założono jej mężowi. Olga zdecydowała się na rozwód z orzeczeniem o wyłącznej winie męża.

Mężczyzna bronił się i sam atakował, zarzucając kobiecie i ich dzieciom, że manipulują, zmyślają, kłamią. Groził, że zemści się. To był dla pani Olgi trudny czas; dlatego zaczęła też korzystać z konsultacji psychiatrycznych - oprócz psychoterapii.

Przemoc domowa, uzależnienie ofiary od sprawcy bywa zgubne

- Pani Olga w ogóle nie jest dziś w stanie zrozumieć, dlaczego tak długo była z tym mężczyzną. Teraz wydaje jej się to jasne, natomiast wtedy była całkowicie podporządkowana jemu i miała poczucie, że robi wszystko nie tak.

On jej mówił: "Źle traktujesz moją rodzinę". Olga pytała, co robi źle? On odpowiadał: "Źle na nich patrzysz". Czuła, że robi wszystko nieodpowiednio, że wszystko psuje, że jest wszystkiemu winna. Była wręcz wówczas w stanie zgodzić się z myślą, że jest „głupia”. Przekonanie, że jest bezwartościowa, i że może w związku z tym być źle traktowana przez innych ludzi wyniosła z domu rodzinnego. Niestety przełożyło się to na brak konstruktywnej reakcji na pierwsze objawy przemocy i tkwienie w szkodliwym związku przez wiele lat.

Od czego należy zacząć pomoc ofierze przemocy domowej

Pierwszym etapem pracy było przekonanie jej, że jest człowiekiem wartościowym i nie ma w tej sytuacji jej winy – mówi Róża Otręba, która pracowała z poszkodowaną.

Jak wspomina, Olga była od początku bardzo zmobilizowana, żeby zrzucić z siebie ponad dwie dekady życia w domu, gdzie dźwigała wielki ciężar przemocy.

- Zawsze przychodziła na umówione spotkania. Otworzyła się, mówiła, co się działo, ale zmiany szły wolno. Była tak „zatruta” sytuacją, że trudno jej było przyjąć nowe rzeczy. To była długa praca, wymagająca wiele odwagi, żeby zacząć przyswajać nowe rzeczy – mówi wiceprezes zarządu Stowarzyszenia Bona Fides.

- Bardzo bała się męża. Najpierw na myśl o nim była przerażona. Bała się, że go zobaczy, a kiedy go zobaczyła gdzieś w mieście, to mówiła, że ją paraliżuje

strach. Potem, w trakcie pracy (terapeutycznej – red.) zdecydowała się pójść z kimś w miejsce, gdzie wiedziała, że będzie mąż.

Teraz, sama z siebie, podjęła decyzję i była obecna podczas przesłuchania sprawcy. To ogromna zmiana, widać gigantyczne efekty pracy – dodaje.

Wszystkie działania podjęte w celu pomocy 52-letniej Oldze były sfinansowane z Funduszu Sprawiedliwości. Kobietę objęto psychoterapią, terapią psychiatryczną, pomocą prawniczą – wszystko nieodpłatnie. Dorosłe dzieci Olgi także skorzystały z pomocy ośrodka.

Czy wieloletnia ofiara przemocy może zacząć normalnie żyć?

- Widać, że odzyskała spontaniczność i radość życia. Zaczęła inaczej funkcjonować, mówi, że w końcu cieszy się życiem. Ma o wiele mniejsze lęki. Zaczęła też czuć się bezpieczniej. Umie robić dobre rzeczy dla siebie i ma poczucie, że nie musi liczyć na kogoś, tylko mierząc się z trudną sytuacją, potrafi sama sobie poradzić – opowiada Róża Otręba.

- Wciąż ma jednak ogromne poczucie winy w stosunku do dzieci, że powinna była wcześniej zareagować. Ale też mówi, że wcześniej myślała, że takie sytuacje w rodzinie są normalne. Dopiero koleżanka jej powiedziała, że za takie rzeczy, jakie robi jej mąż, może on pójść do więzienia. Jednocześnie jedno z dzieci pani Olgi, które pisało na studiach pracę o agresji, też zaczęło zauważać i mówić mamie o różnych rzeczach, zwracać uwagę na różne sprawy. Dzieci Pani Olgi o pewnych sytuacjach, zwłaszcza tych związanych z przemocą fizyczną zaczęły mówić dopiero, gdy były już dorosłe – dodaje.

Skąd biorą się pieniądze na pomoc ofiarom przemocy domowej?

Fundusz Sprawiedliwości, zreformowany dzięki ministrowi Zbigniewowi Ziobro, dysponuje budżetem liczonym w setkach milionów zł. Te pieniądze pochodzą m.in. z nawiązek nakładanych przez sądy na skazanych, „dorzucają się” też więźniowie, którzy pracują podczas odbywania kary – część z ich wynagrodzeń trafia na konto Funduszu. Pieniądze następnie są kierowane do organizacji, które stają do konkursu o granty. Ostateczną decyzję o tym, kto dostanie środki, podejmuje resort sprawiedliwości.

W kraju działa już 51 regionalnych ośrodków pomocy Funduszu Sprawiedliwości. Docelowo ma być 60. Tę sieć uzupełnia 190 punktów lokalnych, a ma być ich aż 300. Wystarczy się do nich zgłosić – przyjść, napisać maila, zadzwonić. Pierwszym krokiem w pomocy jest zwykle spotkanie z tzw. osobą pierwszego kontaktu, a po przeanalizowaniu sytuacji pokrzywdzona osoba otrzymuje odpowiednio pomoc prawną, materialną czy np. psychologiczną.

Stowarzyszenia Wspierania Aktywności Bona Fides prowadzi Okręgowy Ośrodek Pomocy Pokrzywdzonym Przestępstwem w Parczewie oraz lokalne Punkty Pomocy Pokrzywdzonych Przestępstwem w Białej Podlaskiej, Międzyrzecu Podlaskim, Radzyniu Podlaskim, Rykach, Łukowie, Chełmie, Lubartowie, Włodawie oraz Rejowcu Fabrycznym.

Adresy i kontakty do ośrodków dla pokrzywdzonych w całej Polsce są dostępne na stronie Funduszu https://www.funduszsprawiedliwosci.gov.pl

Można również zadzwonić i uzyskać wstępną poradę oraz adres najbliższego ośrodka (ogólnopolska Linia Pomocy Pokrzywdzonym 222 309 900).

Lista punktów pomocy jest też dostępna na interaktywnej mapie: https://www.funduszsprawiedliwosci.gov.pl/pl/znajdz-osrodek-pomocy/

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj ogłoszenie