Kłopoty Karnowskiego

    Kłopoty Karnowskiego

    Piotr Weltrowski, Dariusz Janowski

    Aktualizacja:

    Coraz ciemniejsze chmury zbierają się nad głową Jacka Karnowskiego, prezydenta Sopotu. Sen z powiek spędza mu już nie tylko śledztwo prowadzone w sprawie rzekomej próby wymuszenia łapówki, którego dopuścić się miał w marcu tego roku.
    W czwartek media obiegła także informacja na temat nieprawidłowości dotyczących pomocy publicznej oferowanej przez miasto jednej z sopockich firm w latach 2002-2004.

    Nieprawidłowości ujawniła sprawdzająca wówczas sopocki magistrat Najwyższa Izba Kontroli. Fakty te dopiero teraz ujrzały jednak światło dzienne. Jak wynika z pisma skierowanego przez NIK w listopadzie 2004 roku na ręce Karnowskiego, kontrola ujawniła niezgodność pomocy udzielonej spółce Prolim SA z przepisami obowiązującej wówczas ustawy.

    Miasto trzy razy udzielało pomocy firmie, odraczając jej i rozkładając na raty płatność podatków od nieruchomości w wysokości niespełna 810 tys. zł. Z raportu NIK wynika, iż było to niezgodne z przepisami, m.in. dlatego, że spółka Prolim SA zakupiła w tym czasie aż dziewięć różnych nieruchomości na terenie całego kraju, z których każda kosztowała minimum 1 mln zł.

    Jednym z udziałowców spółki był w tym czasie Jerzy Jędykiewicz - pomorski baron lewicy, którego nazwisko pojawia się w kontekście afery Stella Maris. Karnowski był wczoraj nieuchwytny, ale jego oficjalne stanowisko z sprawie kontroli NIK sprzed 4 lat przedstawiła nam Magdalena Jachim, rzecznik sopockiego magistratu, rzucając zarazem nieco inne światło na całą historię.

    - Faktycznej pomocy Urząd Miasta Sopotu udzielił nie firmie Prolim, ale firmie, która na podstawie umowy leasingowej z firmą Prolim była faktycznym użytkownikiem nieruchomości w Sopocie - mówi.
    Chodzić miało o firmę Trefl SA. - Nieudzielenie takiej pomocy skutkowałoby upadkiem Trefla i utratą pracy przez kilkaset osób na terenie Sopotu i Gdyni - dodaje Jachim.

    Urzędnicy zaznaczają też, że w efekcie cała należność, łącznie z odsetkami, została przez firmę zwrócona. Tłumaczą również, iż podobne praktyki są bardzo często stosowane przez samorządy.
    - Decyzja okazała się słuszna, gdyż firma nie tylko spłaciła wszystkie należności z odsetkami, ale też utrzymała się na rynku i obecnie bardzo prężnie się rozwija. Sprawa została wyjaśniona Najwyższej Izbie Kontroli w 2004 roku i wyjaśnienia te zostały przyjęte - kończy rzecznik sopockiego magistratu.

    Co ciekawe, sopoccy urzędnicy, z którymi rozmawiamy nieoficjalnie, przyznają, że spodziewali się, iż temat owej kontroli NIK znajdzie się w mediach. - Jesteśmy przygotowani, że coraz to nowe trupy będą wypadać z szafy - mówi nam jeden z naszych rozmówców.

    Wiele wskazuje jednak na to, iż ten trup, chociaż specjalnie sytuacji Karnowskiego nie poprawi, nie będzie jednak największym zmartwieniem, z którym przyjdzie się mu zmierzyć w najbliższym czasie. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się bowiem, że w śledztwie dotyczącym tzw. afery sopockiej, prezydent kurortu najprawdopodobniej usłyszy zarzuty.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo