Kim jest ksiądz Świeżyński, który odważył się opowiedzieć o abp. Głódziu?

Jarosław Zalesiński
Ks. Adam Świeżyński: Proszę, broń Boże, nie robić ze mnie bohatera
Ks. Adam Świeżyński: Proszę, broń Boże, nie robić ze mnie bohatera Archiwum prywatne
Z odejściem ks. Adama Świeżyńskiego archidiecezja gdańska straciła twórczego i pryncypialnego kapłana - mówią księża, którzy go dobrze znają. A może zbyt pryncypialnego, skoro zdecydował się wystąpić przeciw arcybiskupowi?

Ksiądz Adam zawsze był niezależny - słyszę od pewnego kapłana.

Ksiądz Adam Świeżyński jako jedyny z gdańskiej archidiecezji wybrał się do nuncjusza, by przedstawić mu, co widzi niewłaściwego w postępowaniu gdańskiego metropolity abp. Sławoja Leszka Głódzia.

Uczeń profesora

Kim właściwie jest ks. Świeżyński? Jaki to człowiek? - Proszę nie liczyć na to, że będę panu coś o sobie opowiadał - słyszę jedynie w telefonie. - I bardzo proszę nie robić ze mnie przypadkiem jakiegoś bohatera.

Bohatera nie chcę tworzyć, ale jakoś przedstawić człowieka chciałbym. Od czego jednak jest dzisiaj Wujek Google. Na hasło "ksiądz Adam Świeżyński" wyszukuje całkiem sporo linków. Podstawowe biograficzne informacje można znaleźć na stronie Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, gdzie ks. Adam jest obecnie wykładowcą na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej i prodziekanem.

Ale to tylko zbiór suchych faktów, głównie odnotowujących kolejne szczeble kariery naukowej. Jedna informacja wydaje się jednak znacząca: opiekunem pracy magisterskiej księdza Adama Świeżyńskiego, na Wydziale Teologicznym Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, był ks. prof. Kazimierz Kloskowski.

Zmarły w 1999 roku ks. Kazimierz Kloskowski był w swoim czasie jednym z bardziej znanych, wyróżniających się wyrazistą osobowością księży gdańskiego Kościoła. Z wykształcenia filozof, z zamiłowania duszpasterz i kaznodzieja. Sam do dzisiaj pamiętam jego kazania, pryncypialne, twardo - wtedy często wydawało mi się nawet, że zbyt twardo - i po imieniu nazywające rzeczy.

- Ma pan rację, w osobie księdza Świeżyńskiego można widzieć jakieś rysy jego promotora, księdza profesora Kloskowskiego - potwierdza to przypuszczenie jeden z gdańskich księży. - Tak jak ksiądz Kloskowski był bezkompromisowy w kwestiach prawdy, mówił wprost i dobitnie, tak i ksiądz Adam jest uczciwy i podobnie bezpośredni.

Dowiaduję się jeszcze, że praca magisterska ks. Adama była ostatnią, jaka wyszła "spod ręki" ks. prof. Kloskowskiego. Ks. Kloskowski był już wtedy chory (zmarł na chorobę nowotworową). Tytuł pracy magisterskiej księdza Świeżyńskiego brzmiał "Zagadnienie godnej śmierci człowieka. Wybrane problemy bioetyczne".

Po nitce do kłębka udaje mi się jeszcze dotrzeć do księdza, który był katechetą w liceum, do którego uczęszczał Adam Świeżyński. - Tak, pamiętam go - wspomina. - Chociaż nie mogę powiedzieć, żeby się czymś szczególnym wyróżniał, poza wielką pracowitością i solidnością. Sprawiał wrażenie osoby skrytej, wyciszonej, schowanej do wewnątrz. Mam wrażenie, że dopiero kapłaństwo, które wybrał, zmieniło go, sprawiło, że zaczął nawiązywać żywe kontakty z ludźmi.

Ks. Świeżyński stał się kapłanem w gdańskim seminarium. Tym samym, w którym potem wykładał i z którego odszedł, nie znajdując porozumienia z arcybiskupem Głódziem.

Radykalizm Ewangelii

Jak wyglądała kapłańska formacja w oliwskim seminarium - na ten temat Wujek Google podsuwa tylko jakieś pośrednie tropy. Najwięcej mówi artykuł, jaki napisali wspólnie Adam Świeżyński i Jacek Socha (drugi jest obecnie kapłanem gdańskiej archidiecezji). Artykuł, jak się przy okazji dowiaduję od osób trzecich, narobił w swoim czasie trochę zamieszania, bo obaj wrzucili go do internetu na tydzień przed ogólnopolskim spotkaniem rektorów wszystkich seminariów duchownych w Polsce. Rektora seminarium gdańskiego zapomnieli o tym fakcie poinformować...

A z artykułu wyzierają krytycyzm i pryncypialność jego autorów. "Wprowadzono nas w znajomość partykularnych dziedzin filozofii i teologii, ale nie wtajemniczono nas w chrześcijaństwo rozumiane jako określony sposób życia" - czytam. "Klerycy często nie doświadczają w swojej drodze duchowej radykalizmu Ewangelii. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że spotykają się oni z »rozbrojonym chrześcijaństwem«" - to jeszcze mocniej brzmiący akapit.

Bez dworskich talentów

Z czego wziął się brak porozumienia między gdańskim metropolitą a ks. Świeżyńskim jako wykładowcą gdańskiego seminarium? Na podstawie kilku relacji, jakie usłyszałem, można sobie wyrobić szerszy obraz stosunków, jakie zapanowały w gdańskim seminarium, gdy metropolitą został abp Głódź.

Najbardziej wymowna wydaje się historia jednego z wykładowców, który nazajutrz po tym, jak stanął w obronie jednego z kleryków, na którego padło być może niesłuszne podejrzenie, nie tylko stracił prawo wstępu do seminarium, ale także został ekspresowo przeniesiony do innej parafii.

Odmienność poglądów nie była, wynika z tego, dobrze tu przyjmowana. Ks. Strężyński sam postanowił wystąpić o prawo do przebywania na stałe w Warszawie w związku z wykładami na UKSW, ale chciał zachować też prawo wykładania w oliwskim seminarium.

Zgodę na przeniesienie otrzymał, ale praca wykładowcy w Gdańsku została mu odebrana, tak jak i inne zajęcia. - Archidiecezja straciła kreatywnego, twórczego kapłana - słyszę.

Sprawiający kłopoty

Twórczy, ale też pryncypialny, a przez to sprawiający kłopoty. Wujek Google odsuwa mi jeszcze jeden artykuł ks. Świeżyńskiego, zatytułowany "Między ideą a doświadczeniem dialogu w instytucjach kościelnych". Czytam w nim np. takie zdania: "Niedopuszczanie do głosu duchownych czy nakazywanie im milczenia, gdy w sumieniu uważają oni, że dzieją się rzeczy gorszące i szkodliwe, wydaje się być sprzeczne z duchem Ewangelii i standardami moralnymi społeczeństwa obywatelskiego. Interes Kościoła jako instytucji nie może być i nie jest nadrzędny wobec dobra ofiar patologicznych i szkodliwych społecznie działań jego członków".

Chyba już wszystko rozumiem. Faktycznie ks. Adam Świeżyński nie jest żadnym bohaterem. Nie brak mu także słabości. Po prostu należy do tych kapłanów, którzy traktują poważnie to, co wyczytali w Ewangelii. A co gorsza, próbują to potem stosować w kapłańskim życiu.

Napisz do autora: [email protected]

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

X
X
Wystarczy w google sprawdzić, że ksiądz Adam napisał pracę habilitacyjną o filozofii cudu. To nie jest to samo, co duchy i skrzaty. Człowieku, ogarnij się.
J
Jasiu
To nie jest człowiek dla którego najwyższym wyznacznikiem jest "kariera".
Ks. Adam był w mojej parafii wikariuszem, a później rezydentem i o nim z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest Księdzem z prawdziwego powołania, bo niestety nie wielu Księży podchodzi z taką pasją do głoszenia SŁOWA BOŻEGO.
K
Krytyk
Nie mam mu za złe, że pobiegł do nuncjusza ze skargą na abp. Głódzia.
Nuncjusz zapewne ostudzi wygórowane oczekiwania Świeżyńskiego ale też pewnie upomni Głódzia. Fakt, że Świeżyński nie chciał rozmawiać z red. Zalesiński - przez co ten musiał uciec się do wiadomości z Google'a - jest dość wymowny a także potwierdzający to, że Świeżyńskiemu kipi pod sufitem. To wszystko z czasem mu przejdzie, znormalnieje i będzie wiedział z kim i z czym trzeba się liczyć - jeśli nie chce się przeliczyć.
K
Krytyk
Nie mam mu za złe, że pobiegł do nuncjusza ze skargą na abp. Głódzia.
Nuncjusz zapewne ostudzi wygórowane oczekiwania Świeżyńskiego ale też pewnie upomni Głódzia. Fakt, że Świeżyński nie chciał rozmawiać z red. Zalesiński - przez co ten musiał uciec się do wiadomości z Google'a - jest dość wymowny a także potwierdzający to, że Świeżyńskiemu kipi pod sufitem. To wszystko z czasem mu przejdzie, znormalnieje i będzie wiedział z kim i z czym trzeba się liczyć - jeśli nie chce się przeliczyć.
L
Leon
Pewnie się ten Świeżyński na Głódzia obraził, że nie zrobił go rektorem seminarium. Próżność i pycha to częste grzechy u duchownych.
G
Gość
Zgadzam się z tym, co wyżej. Wszyscy odetchnęli jak Świeżyński sobie poszedł. A przemądrzałe i wszystkowiedzące to to było, że aż miło...
r
rn
czytam że ten koleś zrobił na katolickiej "uczelni" ...habilitację z ha ha aniołków ,duchów ,skrzatów itp bajek
nie chcę wiedzieć z jakich głupot napisał doktorat
i ktoś taki do końca życia będzie tytułował się "dr hab." ,żenada
a jako motorniczy tramwaju byłby społecznie użyteczny a tak jest pasożytem społecznym na naszym utrzymaniu - jako podatnik współfinansuję jemu ZUS i przyszłą emeryturę i jego fanaberie z doktoratami i habilitacjami
l
leon
Pełno w Kościele takich świeżyńskich, turowskich czyli agentów "na służbie bogom"
s
s1
sam se idź na motorniczego :P
a
abc
Ale nieciekawa morda
r
rn
to jedna i ta sama totalitarna organizacja , to dobrze zorganizowana grupa przestępcza (vide pedofilia księży) , Swieżyński gra rolę dobrego policjanta.
gdyby miał odwagę i zrzucił czarną spódniczkę i poszedł do normalnej uczciwej roboty np na budowę lub na motorniczego tramwaju to wtedy kolesia bym posłuchał co ma do powiedzenia na temat biskupa a tak niech się wali zakłamaniec.
d
dikaios
Jak swierzynski ktory byl moim wychowawca w seminarium nas ponizal nie mielismy sie komu poskarzyc trafil swoj na swego
Dodaj ogłoszenie