18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Kim byłaś Loniu?

Edyta Litwiniuk
Archiwum
Piotr Anisimowicz trafił na grób Leontyny jakieś 10 lat temu, podczas spaceru nad brzegiem Jeziora Lubowidzkiego, w okolicach Lęborka. Włóczył się wtedy po okolicy, zwiedzał. Mogiła znajdowała się kilkaset metrów od dawnego obozu zbudowanego przez młodzież RAD (przedwojenny niemiecki Obóz Służby Pracy, coś w rodzaju naszego OHP), który w czasie wojny przekształcono w podobóz koncentracyjny. Przystanął, popatrzył na biały, metalowy krzyż i tablicę z zatartym napisem. Odczytał: "Lonia, żyła lat 20, 18.3.1945, Spokój jej duszy". Anisimowicza zaintrygowała data śmierci dziewczyny. Było to osiem dni po wyzwoleniu Lęborka.

Było coś takiego w tym miejscu, w tym grobie, a może i samej Leontynie, co kazało mu wracać tam wielokrotnie. W końcu powziął postanowienie, że doprowadzi do wyjaśnienia losów dziewczyny pochowanej w lesie nad jeziorem.

- Pierwsze kroki skierowałem do sąsiedniej miejscowości, Dąbrówki Wielkiej - wspomina Anisimowicz. - Niewiele tam jednak o Loni wiedziano. Początkowo podejrzewałem, że zginąć musiała z rąk Armii Czerwonej, której wkroczenie w Dąbrówce kiepsko wspominano. Czerwonoarmiści zastrzelili tam jedną dziewczynę, prawdopodobnie Niemkę. Sugerowano mi też, że i Lonia, mimo polskiego napisu na krzyżu, mogła być Niemką.

Ale żadnych konkretnych faktów nie znalazł. Ludzie z Dąbrówki nie pamiętali i nie potrafili pomóc. Także w Muzeum Stutthof nie udało się mu uzyskać informacji o dziewczynie. Tak jakby w tym obozie pojawiła się znikąd. A przecież wiedział, że ścieżki wojenne są kręte, ale jakiś prolog życie Loni mieć musiało.

Historia z internetu

Kiedy już myślał, że więcej na temat zmarłej dziewczyny się nie dowie, wróciła do niego za pośrednictwem internetu. 20 lutego 2010 na jednym z pomorskich forów odwiedzanych przez entuzjastów historii Maciej Konarski poprosił internautów o informacje na temat miejsca spoczynku siostry jego dziadka, o której wiedział, że została pochowana gdzieś w pobliżu Lęborka.
"Jestem osobą pochodzącą z regionu zdecydowanie odległego od Pomorza, więc muszę na tym forum zwrócić się o pomoc. Będę wdzięczny, jeżeli któryś z użytkowników będzie mnie w stanie chociaż naprowadzić na to miejsce. Pozdrawiam" - napisał.

Piotr Anisimowicz szybko skojarzył grób "Loni, lat 20" z opisem na forum. Odezwał się do autora, tamten odpowiedział, uzgodnili fakty. Po krótkiej wymianie maili Anisimowicz nabrał przekonania, że w tajemniczym grobie spoczywa Leontyna Florek.

Leontyna w obozie przebywała z matką. Zachorowała tam na tyfus. Rodzina dziewczyny wspomina, że kiedy matka Leontyny poszła do sowieckiego szpitala wojskowego z prośbą o pomoc, tam odesłano ją z kwitkiem. Gdy zaklinała Rosjan słowami "Pomóżcie, moje dziecko umiera", usłyszała w odpowiedzi "I co z tego? Nasi żołnierze też umierają". Kiedy Leontyna bez leków i pomocy zmarła (nie wiadomo, czy w obozie czy w pobliskiej wsi), matka pochowała ją na starym niemieckim cmentarzu w głębi lasu. Dlaczego akurat tam? Tego nie wiadomo.

- Matka Leontyny wyszła z obozu. Nie miała co jeść, gdzie spać, w co się ubrać, ale zadbała, żeby jej córka spoczęła na cmentarzu - mówi Piotr Anisimowicz.

Teraz pozostała tam już tylko ta jedna mogiła. Nawet pomnik, który tam prawdopodobnie stał, rozszabrowano.

- Tym bardziej trzeba zachować ten grób i pamięć o Leontynie też - myślał nasz rozmówca i postanowił zaopiekować się miejscem jej spoczynku.

- Odmalowałem krzyż, odnowiłem tablicę z napisem - wspomina. Na wiosnę lokalne nadleśnictwo uporządkowało teren.

Co roku w dniu śmierci Loni, czyli 18 marca, pan Piotr, wraz z kilkoma entuzjastami historii z Lęborskiego Bractwa Historycznego, które zaangażowało się w całą sprawę, jeżdżą na grób. Porządkują go, palą znicze. Żeby ktoś o Leontynie pamiętał.

Jeszcze nie wie

Wreszcie Piotr Anisimowicz ją zobaczył. Na zdjęciu nadesłanym przez krewnego. Wykonano je w fotograficznym atelier. Nie wiadomo kiedy, ale zapewne jeszcze przed wojną. Leontyna ubrana jest w skromną, ciemną garsonkę z kołnierzem obszytym futrem, pod spodem biała bluzka ze stójką. Na nogach ma ciemne rajstopy i czarne pantofle. Na głowie trochę przekrzywiony na bok kapelusz. Pod nim ciasno upięte włosy. Przez rękę trzyma przewieszoną czarną torebkę. Patrzy w bok jakby zadumana. Wygląda tak jak wyglądają młode dziewczęta, przed którymi życie stoi otworem. Jeszcze nie wie, że dla niej niedługo wszystko się skończy. Lekko się uśmiecha.

Aresztowana za brata

Z informacji, jakie pan Piotr uzyskał od rodziny Leontyny, wynika, że dziewczyna urodziła się w Stachowie na Wołyniu w 1925 roku. Miała czterech braci. Jej rodzice, Maria i Jan Florkowie w drugiej połowie lat 30. opuścili Wołyń i osiedli w Olkuszu. Po wybuchu wojny rodzina Leontyny rozproszyła się. Najstarszy z jej braci wstąpił w szeregi Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, dwaj młodsi zostali wywiezieni na roboty do Niemiec, czwarty działał w konspiracji. Kiedy doszło do "wsypy", uciekł do lasu. W zemście gestapo aresztowało Leontynę wraz z rodzicami i wysłało do obozów koncentracyjnych. Ojciec trafił do Gross-Rosen, a następnie do Boelcke-Kaserne (podobozu kompleksu Mittelbau-Dora). Zginął 19 marca 1945 r., czyli dzień po tym, jak umarła jego córka.
- Nie wiadomo, jakie były losy Leontyny i jej matki. W archiwach obozu Stutthof nie ma o nich wzmianki - mówi Anisimowicz.

Jego zdaniem, Leontyna wraz z matką najprawdopodobniej od razu trafiły do podobozu niedaleko Dąbrówki Wielkiej.

Innego zdania jest kolejny internauta, który przejął się losem młodej dziewczyny, Henryk Żarski, w sieci podpisujący się Cowboy. Uważa on, że Leontyna z matką trafiły do obozu Stutthof najprawdopodobniej w grudniu 1944 roku.

- Wtedy już nie ewidencjonowano nowo przybyłych więźniów z powodu panującego bałaganu w administracji i przygotowań do ewakuacji - przekonuje Cowboy.

Gdyby tak było, to Leontyna ubrana w cienkie obozowe drelichy i okutana w koc, razem z innymi 1100 więźniarkami, wyruszyłaby na początku lutego 1945 roku w pamiętny Marsz Śmierci. Szły pieszo na kilkunastostopniowym mrozie, ze Sztutowa przez Cedry Małe, Pruszcz Gdański, Żukowo, Łebno do byłego obozu RAD nad Jeziorem Lubowidzkim.

Kolumna więźniarek dotarła tam na początku marca. Przeżyło nieco ponad 700 kobiet. 9 marca miały wyruszyć w stronę Łęczyc, ale armia radziecka zastąpiła im drogę. Dzień później obóz wyzwolono.

W tym miejscu dwie hipotetyczne historie splatają się. Nadal jednak pozostaje wiele niewiadomych.

Pan Piotr marzy

- Chciałbym na grobie Leontyny dopisać dokładną datę jej urodzin. To nie będzie łatwe. Jej parafia już nie istnieje. Matka Leontyny zmarła kilka lat po wojnie. Żyje tylko jej brat, ale nie pamięta, kiedy siostra miała urodziny.

Piotr Anisimowicz chciałby też, żeby przy głównej drodze, która przebiega niedaleko grobu Leontyny, stanęła tablica informująca, że jest w ogóle takie miejsce.

- Chcemy zainteresować tym miejscem IPN. Żeby przy krajowej "szóstce" znalazła się jakaś informacja o obozie, o grobie Leontyny - mówi. - Żeby to było miejsce pamięci. O tym, że w tym miejscu znajdował się obóz przejściowy więźniarek ze Stutthofu, nie wiedzą nawet niektórzy miejscowi.

Anisimowicz chciałby się też dowiedzieć więcej o samym obozie nad jeziorem. Teraz tych informacji nie ma. Ani tego, jakie komando go obsługiwało, ani jak wyglądał jego krótki byt.

W miejscu dawnego obozu RAD, a potem miejsca, w którym przebywały więźniarki, mieścił się przez jakiś czas ośrodek wczasowy. Po jego zamknięciu na miejscu zostały tylko zarysy fundamentów obozowych baraków.

- Po wojnie to miejsce odwiedziło dużo osób. Może były wśród nich dawne więźniarki, ich rodziny? Może coś wiedzą, pamiętają? - zastanawia się pan Piotr.

Żeby nie została zapomniana

Ciała blisko 30 kobiet, które umarły w obozie nad Jeziorem Lubowidzkim i w jego okolicach, spoczęły na cmentarzu w Krępie Kaszubskiej. Tylko Leontyna się ostała.

- Nie chcę, żeby ją stąd przenoszono - mówi Anisimowicz. - Jeśli trafi na inny cmentarz ofiar Marszu Śmierci, stanie się anonimowa. Jej historia zostanie zapomniana.

Innych forumowiczów także przejęła historia dziewczyny.

- Taki los mógł was spotkać, gdybyście żyli w tamtych czasach. Więc nie zapominajmy o tych, którzy tak cierpieli, mimo że niczemu nie zawinili - napisał Cowboy.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

ja zainteresowałam sie tym grobem jakieś 14 lat temu, wtedy po raz pierwszy byłam w Dabrówce Wielkiej, gdzie obecnie mieszkam. Mieszkała tam babcia mojego męża która zmarła 6 lat temu, z opowiadań babci wiem tylko tyle, że dziewczyna zmarła młodo na tyfus, wiem w którym domu mieszkała z rodzicami i w tym samym domu zmarła. Ale czy mieszkali tam sami tego nie wiem, właściciele powojenni tego domu juz nie zyja, a ich rodziny nie znam. Z tego tez domu wyniesiono jej ciało na cmentarz w srodku nocy gdzie ją pochowano. Pogrzeb odbył się w nocy.

Dodaj ogłoszenie