Kilku oddziałom położniczym na Pomorzu grozi likwidacja

Jolanta Gromadzka-Anzelewicz
Opieka koordynowana ma zapewnić każdej ciężarnej Polce świadczenia, które się jej należą
Opieka koordynowana ma zapewnić każdej ciężarnej Polce świadczenia, które się jej należą 123rf
NFZ wprowadza na Pomorzu nowy model opieki nad kobietą ciężarną Pięć szpitali nie ma na niego szans, bo rodzi w nich zbyt mało kobiet

Minimum 600 porodów rocznie to podstawowy warunek, który musi spełnić oddział położniczo-ginekologiczny, by wystartować w konkursie Narodowego Funduszu Zdrowia na tzw. KOC, czyli Koordynowaną Opiekę nad Kobietą Ciężarną. Ma on zapewnić przyszłej mamie komfort, bezpieczeństwo, dostęp do lekarza specjalisty, położnej i porodu w wybranym przez nią szpitalu i bez kolejki. Program ma ruszyć na Pomorzu od lipca 2016 r.

W pierwszym roku jego funkcjonowania wprowadzony będzie w trzech szpitalach, m.in. w Lęborku. W kolejnych latach - we wszystkich szpitalach na Pomorzu. Tymczasem pięć placówek publicznych i jedna prywatna nie spełniają tego podstawowego warunku. Od wielu lat oddziały położnicze w Sztumie, Bytowie, Miastku, Pucku i Człuchowie rejestrują rokrocznie nawet mniej niż 500 porodów.

- Takie oddziały praktycznie nie mają sensu - słyszymy w centrali NFZ. Dla przykładu w 2015 roku szpital w Sztumie przyjął 415 porodów, Puck - 446, Człuchów - 334. To mniej niż dwa porody dziennie.

- Gruntownej reformy wymaga cała struktura szpitalna w tym zakresie - uważa prof. Krzysztof Preis, któremu minister zdrowia powierzył wczoraj obowiązki konsultanta ds. położnictwa i ginekologii na Pomorzu. - Gdyby tylko udało się poprawić komunikację na Pomorzu, małe, słabo wyposażone oddziały zupełnie straciłyby rację bytu - podkreśla Preis.

Czytaj też: Porodówki na Pomorzu. Którą wybrać?

Zarządzenie regulujące zasady funkcjonowania programu KOC prezes NFZ Andrzej Jacyna podpisał 13 kwietnia.

Czasu jest mało - KOC ma ruszyć od 1 lipca, a pomorski NFZ musi jeszcze ogłosić konkurs i wskazać placówki (szpitale wraz z poradniami położniczo-ginekologicznymi), do których kobiety zainteresowane taką formą opieki będą mogły się zgłaszać. Warto podkreślić, że ciężarna będzie mogła zgłosić się do programu na każdym etapie ciąży.

Autor tego pomysłu, dr Wojciech Zawalski, dyrektor Departamentu Opieki Zdrowotnej w warszawskiej centrali NFZ, tłumaczył wczoraj w Gdańsku lekarzom, położnym i szefom szpitali, na czym ten pomysł polega. - Chcemy wprowadzić opiekę koordynowaną po to, by każda kobieta w ciąży otrzymała wszelkie świadczenia, które się jej należą - tłumaczy dyrektor Wojciech Zawalski. - By czuła się bezpieczna, zadbana i zaopiekowana przez cały okres ciąży i porodu. - W jej ramach kobieta będzie miała zagwarantowaną liczbę wizyt oraz wszelkie badania (USG, laboratoryjne) zgodnie ze standardem opieki nad ciążą fizjologiczną opracowanym przez ministra zdrowia. Nad bezpieczeństwem matki i dziecka czuwać będzie zespół złożony z lekarza ginekologa, położnej oraz lekarzy szpitala. Jego obowiązkiem będzie zapewnić całość opieki nad matką i dzieckiem od momentu potwierdzenia ciąży do czasu ukończenia przez dziecko pierwszych sześciu tygodni życia.

- Do tej pory kobieta sama szukała lekarza, położnej, szpitala. W nowym modelu opieki wszystko otrzyma w jednym miejscu i to bez kolejki - zapewniają w NFZ. Prowadzący ciążę będzie pilnował terminów badań w odpowiednim okresie ciąży, zaproponuje jej plan porodu w znieczuleniu zewnątrzoponowym, jeśli będzie sobie tego życzyła.

Opieka będzie również obejmować okres po urodzeniu dziecka, gwarantując wizyty położnej podstawowej opieki zdrowotnej w domu, w tym konsultacje w zakresie karmienia piersią. - Na każdym etapie ciąży mogą pojawić się jakieś powikłania, wówczas szpital ma obowiązek przekazać pacjentkę do oddziału wyższego poziomu referencyjnego, czyli do oddziału lepiej wyposażonego, z większym zespołem lekarzy specjalistów - dodaje dr Zawalski.

Nie każdy szpital

Nie każdy jednak szpital, który ma położnictwo i ginekologię, będzie mógł przystąpić do KOC i w jego ramach funkcjonować.

Do systemu stopniowo będą włączane tylko te, w których oddziały położniczo-ginekologiczne spełniają określone wymagania.

- Do programu mogą przystąpić te placówki, które deklarują minimum 600 porodów rocznie i jednocześnie zabezpieczą dostęp do poradni ginekologiczno-położniczych oraz położnej - informuje dr Zawalski. Oddziały, które notują mniej porodów, nie będą mogły do niego przystąpić, ale na razie mogą jeszcze funkcjonować na starych zasadach. Jak długo - nie wiadomo. Na Pomorzu nowego modelu opieki nad ciężarną nie da się wprowadzić w Sztumie, w Bytowie, Miastku, Pucku i Człuchowie, ponieważ tamtejsze szpitale rejestrują mniej niż 500 porodów rocznie (a co dopiero mówić o 600).

Powrót komuny?

Czy to powrót do modelu, który sprawdził się za czasów komuny? - zastanawiają się starsi ginekolodzy pamiętający czasy PRL. Ich zdaniem, KOC bardzo przypomina dawne ZOZ-y, czyli zespoły opieki zdrowotnej. Na taki ZOZ składał się oddział położniczy oraz poradnia K. Lekarze rotowali, częściowo przyjmowali pacjentki w poradni, częściowo pracowali na oddziale. Często ten sam lekarz prowadził kobietę w ciąży i odbierał poród.

- Ta opieka jest czymś zupełnie innym - prostuje dr Zawalski. - Kładzie nacisk na pacjenta, w tym przypadku kobietę ciężarną i do niej dostosowuje system. W czasach, gdy funkcjonowały ZOZ-y - kobiety ciężarne były zmuszone dostosować się do sytemu.

Za i przeciw

Zarówno ordynatorzy oddziałów, jak i prezesi szpitalnych spółek przyglądają się KOC z dystansem. Twierdzą, że nie do końca jasna jest zarówno strona prawna, jak i finansowa tego przedsięwzięcia. Pojawiają się opinie, że NFZ znów chce z nich coś wycisnąć, nie dając na to dodatkowych pieniędzy.

Aby prowadzić KOC, szpital musi stworzyć konsorcjum z poradniami lub prywatnymi gabinetami ginekologów.

- Sam pomysł opieki koordynowanej jest dla pacjentek bardzo korzystny, ale musi być dobrze finansowany - uważa dr Andrzej Płoszyński, ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego w szpitalu w Gdyni Redłowie. - Z tego, co się dowiedzieliśmy, wynika jednak, że finansowanie KOC jest mocno ograniczone. Dla przykładu - za prowadzenie przez dziewięć miesięcy pacjentki, którą do porodu trzeba będzie przekazać do szpitala wyższego poziomu, a więc np. na Kliniczną - nie dostaniemy ani grosza.

Z większym entuzjazmem do KOC podchodzi Lidia Kodłubańska, szefowa Szpitala Specjalistycznego w Lęborku. - Choć efekt ekonomiczny tego projektu nie jest pewny, dostrzegam w nim „wartość dodaną” - twierdzi Lidia Kodłubańska. - Choćby to, że pacjentka - w razie pilnej potrzeby - będzie mogła skontaktować się ze „swoją” położną czy swoim lekarzem o każdej porze. Taką opiekę chciałabym zapewnić np. mojej przyszłej synowej. Tak więc niemal pewne jest, że 1 lipca KOC wystartuje w Lęborku.

jolatna.gromadzka@polskapress.pl

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

N
Nika

Mieszkamy prawie pod szpitalem w Redłowie. Od położnej wiemy, że bywa i tak, że jest 11 porodów na dobę, a rodzące czekają w kolejce na porodówkę. Aby uniknąć takiej "masówki" rodzić pojechaliśmy do Pucka (drugie dziecko z kolei). Poród trwał wiele godzin. Cały czas byliśmy z mężem razem, a po porodzie "przepisowe" 2 godziny również z dzieckiem na sali porodowej. Gdybyśmy pojechali do Redłowa to zapewne cześć porodu spędziłabym sama na patologii ciąży, żeby nie blokować sali porodowej, a po porodzie tych 2 godzin też by nam nie zagwarantowano. Dziecko urodziło się w spokojnej atmosferze, potem parę dni w doglądano nas jak członka rodziny. Bez pospiechu, z uśmiechem na ustach, bez proszenia o cokolwiek. Nie czuliśmy się jak w szpitalu. Mąż codziennie mógł trzymać syna na rękach w kameralnej sali odwiedzin, a nie przez szybę, jak w niektórych szpitalach.Takie porodówki powinno się za wszelką cenę utrzymywać i dofinansowywać, a nie grozić zamknięciem ze względu na mały "przerób".

n
nn

"Gdyby tylko udało się poprawić komunikację na Pomorzu..." - a NFZ i Pan Preis wezmą całą odpowiedzialność za swoje pomysły (w przypadku komplikacji lub śmierci w trakcie porodu) po likwidacji oddziałów, czy tylko zaoszczędzoną kasę?

l
lubie ptysie

a gdzie muzułmanki będą rodzić, lepiej się bardziej starajcie bo przyjadą Niemcy obejrzeć warunki w kondominium i jeszcze dostaniecie ochrzań

G
Gość

Skąd ta wiadomość, że pozostałym placówkom grozi likwidacja? Bzdura. Pozostałe placówki będą odbierać porody tak jak do tej pory. Pierwsze lata realizacji opieki koordynowanej pokażą czy to się sprawdzi i dopiero okaże się czy system ten zostanie wprowadzony we wszystkich szpitalach. Może nie warto siać paniki wśród przyszłych mam?

g
gosc

Skoro jeszcze nie został ogłoszony konkurs, to skąd wiadomo, że w Lęborku. Może nie robić konkursu tylko Dz B będzie ogłaszał kto dostaje kontrakt z NFZ i jaki

Dodaj ogłoszenie