Kiedy przestaniemy zaśmiecać środowisko? Ekspert: Plastik, który wyrzucamy, wraca do nas w postaci skażonego powietrza

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Płonące wysypisko śmieci w Belize.
Płonące wysypisko śmieci w Belize. Michał Paca/Sortownia Opinii
Nie będziemy zaśmiecać środowiska, kiedy przestanie nam się to opłacać - mówi Michał Paca, ekspert gospodarki odpadami, przedsiębiorca prowadzący blog Sortownia Opinii i Fundację Las na Zawsze.

Czy unijna dyrektywa SUP, która powinna wejść w życie w Polsce na początku lipca, jest wystarczającym rozwiązaniem? Ma ona ograniczyć do zera wykorzystywanie w krajach UE plastikowych sztućców, kubeczków itp.
To krok w dobrą stronę. Czy wystarczający? Spoglądam na statystyki produkcji plastiku i widzę, że z roku na rok produkujemy coraz więcej opakowań jednorazowych i w efekcie liczba odpadów plastikowych, które "wymykają" się do środowiska, jest coraz większa. To około 30 mln ton rocznie. Porażająca ilość. Gdybyśmy zrobili z tego reklamówki, to można by nimi przykryć całą Polskę, Niemcy i Luksemburg. Rok w rok to samo. Plastik zatruwa nam planetę i należy uświadomić sobie, że my ten problem zostawimy 10 pokoleniom w przód. Dlatego każda inicjatywa, która przerwie to szaleństwo, jest cenna. Ale dodać muszę, że dyrektywa SUP jest kompromisem, może nawet zwycięstwem "lobby plastikowego", a nie wyraźnym krokiem w celu ochrony planety.


Zaprezentował pan na swoim blogu Sortownia Opinii film z Belize, w którym omawia pan m.in. kwestię "przerzucania" problemu plastikowych odpadów między krajami, kontynentami. Na tym nagraniu śmieci za pańskimi plecami płoną. To problem odpowiedzialności światowej gospodarki?

Według mnie ludzkość cały czas stawia na pierwszym miejscu wygodny styl życia. Nie bierzemy odpowiedzialności za pomysły, którymi zainfekowaliśmy ten świat. Nie chodzi tylko o przepływ odpadów między krajami. Mamy do czynienia z sytuacją, w której koncerny świadomie eksportują do krajów, które nie mają żadnych instalacji do przetwarzania odpadów, produkty opakowane w plastik, czyli w coś, co po skonsumowaniu nie ma żadnej wartości. Nikt nie ma motywacji, by te bezwartościowe odpady posprzątać, nawet je wyrzucić we właściwy sposób. Jak to zrobić np. w krajach afrykańskich, azjatyckich, środkowoamerykańskich, w których nie ma nawet bezpiecznych spalarni odpadów, gwarantujących usunięcie ich w taki sposób, by do atmosfery nie przedostawały się rakotwórcze, toksyczne substancje? W krajach rozwijających się, jeśli już uda się śmieci pozbierać i zebrać w jednym miejscu, to bardzo szybko takie składowiska zaczynają płonąć. W niskiej temperaturze spalania emitują wyjątkowo toksyczny dym.

Mówił pan na swoim nagraniu, że m.in. Europa dostaje z powrotem plastik, którego się pozbywa, ale w innej postaci.
Tak, w postaci skażonego powietrza. Nie chciałbym, żeby to tak wyglądało.

Ma pan na to rozwiązanie...
Przestańmy wysyłać do krajów rozwijających się towary w jednorazowych opakowaniach z plastiku. Gdybyśmy wysyłali je np. w opakowaniach aluminiowych, to tego problemu by nie było. Raz, że aluminium się nie pali, a dwa, że jego tona jest warta kilka tysięcy złotych.

Tyle, że produkt będzie droższy...
Ale w efekcie komuś będzie się opłacało aluminiowe opakowania pozbierać i odesłać tam, gdzie będą one mogły być przetworzone.

Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu była mowa o tym, że plastik może być surowcem wtórnym, że ma określoną wartość...
Dziś ujemne są ceny nawet opakowań papierowych... Prawda jest taka, że my nie mamy instalacji, które byłyby w stanie wszystkie te odpady jednorazowe, które produkujemy, przetworzyć. Nie mamy infrastruktury, by się z takim natłokiem zużytych opakowań poradzić.

Mamy za to potężny wzrost cen za odpady dla mieszkańców, nawet jeśli je segregują. Pan podkreśla, że zamiast skupiać się na segregacji, powinniśmy po prostu produkować mniej odpadów.

Ceny gospodarowania odpadami w Polsce będą rosły, aż do momentu, w którym walniemy się w głowę i powiemy sobie: zaraz, a może jednak to, co jest na pierwszym miejscu w hierarchii gospodarowania odpadami wg Unii Europejskiej, czyli ograniczanie wytwarzania śmieci, powinno być dla nas priorytetem? Dopiero kiedy zwolnimy przepustowość instalacji poprzez zmniejszenie liczby odpadów zbudujemy sytuację, w której rynek zacznie o nie zabiegać i zacznie oferować lepsze ceny.

I znów, jak to zrobić?
Powinniśmy jako pierwszy kraj na świecie przestać udawać, że recykling i segregacja śmieci rozwiążą problemy tej planety z odpadami. Musi znaleźć się ktoś, kto wskaże wyraźnie, że musimy się skupić na tym, co jest w hierarchii na pierwszym i drugim miejscu - zmniejszeniu liczby wytwarzanych odpadów. Być może potrzebujemy do tego jednego, odważnego wiceministra... Natomiast w mojej opinii, drogą do mniejszej ilości śmieci jest m.in. zmiana sposobu, jakie za nie płacimy. Proszę zwrócić uwagę - dziś opłatę taką uiszczamy w gminie. Mamy dość niezdrową relację - samorządy chcą ściągnąć tę opłatę od ludzi w jak najbardziej sprawiedliwy sposób. Tyle, że ten system jest fundamentalnie niesprawiedliwy. Powinniśmy płacić za odpady w momencie, gdy podejmujemy decyzję o tym, czy zajdzie konieczność ich wyprodukowania. Miejscem, w którym taką decyzję podejmujemy jest... sklep.


Zmiana nawyków konsumentów...

Możliwość wyboru. Wszyscy powinniśmy go mieć. Właściwa decyzja, która pomaga chronić środowisko, powinna być wspierana finansowo. Jeśli ktoś wybiera wygodne, jednorazowe opakowania, z którymi nie ma co zrobić na tej planecie, powinien uiszczać opłatę śmieciową. To jest moment, kiedy powinno się płacić więcej. Jeśli ktoś wybiera opakowanie zwrotne lub przychodzi do sklepu z własnymi opakowaniami, to taka osoba powinna być wynagradzana, albo przynajmniej nie karana. Rzeczywiście, byłby to krok do zmiany świadomości konsumentów, do tego, by zaczęli oni poszukiwać rozwiązań, przy których nie muszą płacić za śmieci. Zasada byłaby prosta: musielibyśmy mieć dostępne w Polsce dwa rodzaje opakowań - pierwsze bezzwrotne, którego wykorzystywanie finansowałoby nam gospodarkę odpadami. Drugi rodzaj - opakowania wielorazowe, za które uiszczalibyśmy kaucję, którą moglibyśmy odzyskać. Tylko wtedy moglibyśmy zapanować nad pogłębiającym się chaosem i ogromnym problemem, który zostawiamy przyszłym pokoleniom. Kiedy zacznie nam się opłacać niezaśmiecanie środowiska, to wtedy przestaniemy to robić.

A nie ma pan wątpliwości, że nawet przy największych staraniach krajów walczących z plastikiem czy emisją CO2, wciąż pozostaną globalni truciciele, jak np. państwa azjatyckie, których nie da się zmusić do ekologicznego zaangażowania?
Zmuszanie nie jest dobrym rozwiązaniem. Możemy za to inspirować naszymi rozwiązaniami, pokazać, że można robić coś lepiej. Jest także presja - możemy np. nie kupować produktów wytwarzanych ze szkodą dla środowiska. Przede wszystkim jednak pamiętać trzeba, mimo tego, że wskazujemy Indie i Chiny, jako kraje, które emitują ogromne ilości CO2, to w przeliczeniu na osobę, Europa Zachodnia nadal jest największym trucicielem.

Od 1 stycznia 2021 roku ze sklepów i restauracji zaczęło znikać wiele produktów a w lipcu 2021 roku zaczyna się ograniczanie używania plastiku. To tzw. rezolucja plastikowa.Na terenie całej Unii Europejskiej wchodzi właśnie w życie zakaz wprowadzania niektórych produktów na rynek. Które dokładnie produkty znikną? Jakich produktów dotyczy zakaz? Zobacz na kolejnych slajdach >>>>>

Te produkty wkrótce znikną ze sklepów w Polsce. Od lipca nie...

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie