Kiedy odejdzie Gowin? Frakcja konserwatywna coraz więcej kosztuje Platformę

Witold Głowacki
Bartek Syta/Polskapresse
Donald Tusk raczej nie zdymisjonuje ministra sprawiedliwości. Ale jego partia ponosi coraz poważniejsze koszty działań konserwatywnej frakcji Gowina

Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin po raz kolejny wystawił na próbę nerwy swojego szefa. I najprawdopodobniej po raz kolejny nie poniesie za to specjalnych konsekwencji. Czeka go najwyżej reprymenda z ust Donalda Tuska. Nie pierwsza i zapewne nie ostatnia.

Gowin - nieformalny przywódca frakcji konserwatywnej w PO - znalazł się wśród 46 posłów Platformy, którzy zagłosowali za odrzuceniem w pierwszym czytaniu wszystkich trzech projektów ustawy o związkach partnerskich. Także tego, który przygotował jego własny klub poselski. Wcześniej - z sejmowej mównicy - Gowin stwierdził, że w jego ocenie wszystkie trzy projekty są sprzeczne z konstytucją. Wsparcie Gowina i jego grupy przydało się Prawu i Sprawiedliwości, Solidarnej Polsce i części posłów Polskiego Stronnictwa Ludowego, zgodnie sprzeciwiających się prawu o związkach partnerskich. Projekty zostały odrzucone.

Wynik głosowania i to, że przyczynili się do niego właśnie konserwatyści z PO, wywołały falę ostrej krytyki pod adresem Platformy ze strony jej wyborców o bardziej liberalnych poglądach. W mediach społecznościowych mnożą się wpisy "młodych, wykształconych, z wielkich miast", którzy ogłaszają, że "już nigdy więcej nie zagłosują na Platformę". Z kolei miesięcznik "Liberté!" zorganizował akcję wysyłania mejli do "grupy dyskryminacyjnej" - czyli posłów PO, którzy głosowali przeciw projektom. Do niedzielnego popołudnia wysłało je już około 60 tysięcy osób. Już pod koniec tygodnia sondaże mogą zaś pomóc ocenić, jak duże będą rzeczywiste straty elektoratu.

Może właśnie dlatego, że trudno się tych strat nie spodziewać, Gowinowi i platformerskim konserwatystom dostaje się też od polityków własnego obozu. Julia Pitera nazwała wystąpienie Gowina nadużyciem funkcji i stwierdziła, że kierował się egoizmem. Ideologia zwyciężyła nad postawą humanitarną - ocenił zaś prezydencki doradca Henryk Wujec. - Im Gowin staje się starszy, tym bardziej zawężają mu się horyzonty - mówił zaś jeszcze przed głosowaniem szef klubu parlamentarnego Platformy Rafał Grupiński. Tak zwartej krytyki Gowina ze strony różnych środowisk PO jeszcze dotąd nie było. Nawet gdy sprzeciwiał się europejskiej konwencji przeciw przemocy wobec kobiet. I później, gdy w październiku 40 konserwatystów z PO sprawiło, że nie upadł projekt zaostrzenia prawa aborcyjnego autorstwa SP.

Ostra krytyka Gowina nie oznacza jednak, że mamy być pewni rychłej zmiany w fotelu ministra sprawiedliwości. Przeciwnie. Tak radykalny ruch Tuska wydaje się raczej mało prawdopodobny. - Przecież premier już wytłumaczył, jak rozumie tę sytuację. I to na sejmowej sali, więc to nie żadna tajemnica - próbuje studzić emocje ważny polityk Platformy, którego pytamy o to, co może spotkać Gowina. W piątek w Sejmie Donald Tusk przysłuchiwał się wystąpieniu ministra sprawiedliwości z wiele mówiącym wyrazem twarzy. Potem sam stanął przy mównicy. Powiedział, że opinia Gowina miała charakter osobisty, nie jest stanowiskiem rządu. I że on sam nie domagał się od rządu głosowania, bo zdawał sobie sprawę z tego, że konsensus będzie niemożliwy.

Przyczyn tego, że minister sprawiedliwości mimo oczywistej niesubordynacji może się czuć względnie bezpiecznie, jest kilka. Za Gowinem stoi oczywiście grupa konserwatywnych posłów Platformy nieodzowna dla koalicyjnej większości. Zarazem zaś na korzyść ministra działają paradoksalnie zapowiedzi złożenia wniosku o jego odwołanie formułowane przez Ruch Palikota. A także ostra krytyka ze strony części uważanych za sprzyjające Platformie mediów. - PDT tego nie znosi. I na pewno nie zrobi dziś niczego, czego wczoraj żądali komentatorzy kilku największych gazet - słyszymy od naszego rozmówcy z Platformy.

Rzeczywiście, trudno dotąd znaleźć przykład takiej ważniejszej decyzji personalnej Donalda Tuska, którą dałoby się określić jako podjętą pod naporem zmasowanej krytyki.

Platforma się nie rozpadnie, ale...

Wynik głosowania w sprawie związków partnerskich nie sprawi, że w najbliższym czasie rozpadnie się Platforma. Nie spowoduje też rychłych zmian w składzie rządu, zwłaszcza na stanowisku ministra sprawiedliwości.

Bynajmniej jednak nie należy tej próby sił czy raczej zderzenia racji lekceważyć. Bo zdaje się to moment, w którym gołym okiem zaczynamy widzieć trwający przynajmniej od schyłku poprzedniej kadencji kryzys samej formuły Projektu - jak swego czasu zwykli nazywać swą partię czołowi politycy Platformy. Kryzys, o którym już pół roku temu niemal wprost mówił sam Donald Tusk do swoich posłów. - Co nas łączy oprócz władzy? Skoro nie łączy nas pogląd na in vitro, przemoc w rodzinie, związki partnerskie, finansowanie Kościoła, aborcję? Nie chcę mi się już nawet dalej wymieniać… - pytał swą partię Tusk na zamkniętym spotkaniu, z którego nagranie wyciekło później do "Newsweeka".

Te, przyznajmy, trochę zbyt elementarne - zwłaszcza jak na doświadczonego już zarówno ponaddziesięcioleciem u steru partii, jak i sześcioma latami u steru władzy polityka - pytania nadal nie znalazły odpowiedzi.

Trwa właśnie kolejny "bunt lemingów" - nie pierwszy w tej kadencji i zapewne też nieostatni. Tym razem liberalni wyborcy PO czują się zawiedzeni tym, że partia, na którą jesienią 2011 r. z różnych przyczyn zagłosowali, odrzuciła w pierwszym czytaniu trzy projekty ustawy o związkach partnerskich. Stąd też seria deklaracji - czy to na blogu Jakuba Śpiewaka, czy też na profilach społecznościowych - o ostatecznych zerwaniach trudnych związków liberalnych wyborców z Platformą.

Choć wyniku głosowania można było się spodziewać, spodziewaliśmy się go zresztą i na łamach "Polski", to chyba warto próbować zrozumieć także autentyczne rozczarowanie i wściekłość "zbuntowanych" liberalnych wyborców Platformy. Wynikać ono może - najkrócej - z tego, że to w momentach takich jak ostatnie głosowanie rozstrzyga się polityka w swym najczystszym, najprawdziwszym, arystotelesowskim znaczeniu. To właśnie w debatach przez politycznych wyjadaczy pogardliwie zwanych światopoglądówką decyduje się o sposobie, w jaki urządzona zostaje na lata polska wspólna przestrzeń. Każdy, kto krzyczy w takich razach: "Nie traćmy czasu na te zastępcze tematy światopoglądowe, zajmijmy się reformą emerytur/podatków /walką z kryzysem", zdaje się o czymś zapominać. Choćby o tym, że z punktu widzenia przeciętnego obywatela sposób, w jaki prawo wpływa na przykład na jego wspólne życie z partnerem, może być kwestią co najmniej równie istotną jak stawka podatkowa.

I właśnie w takiej - w pełnym tego słowa znaczeniu - żywotnej kwestii Platforma boleśnie zawiodła część swoich wyborców. Zarazem, rzecz jasna, inna część wyborców tej samej partii czuje się z pewnością usatysfakcjonowana, na przykład ci, którzy głosowali na Jarosława Gowina czy Antoniego Mężydłę. Ale przecież nie o to raczej chodziło, nie to jest odpowiedź Platformy.

Od lat natomiast, dosłownie od pierwszej konwencji w hali Olivii, to właśnie niemożność opowiedzenia się po jednej ze stron wtedy, gdy w grę wchodzą prawdziwe problemy polityczne - czyli takie, w których rozstrzyganiu bardziej od kalkulacji korzyści i strat liczą się poglądy i pomysły na państwo - była największą, długo wręcz jedyną poważną słabością Platformy. Partii tworzonej od pierwszych dni przez centroprawicowe środowiska jako bardzo przemyślany produkt. Po pierwsze - ugrupowanie mieszczące się w formule catch-all, budujące elektorat możliwie "w poprzek" społecznych struktur, najszerzej, jak to możliwe. Po drugie - co jeszcze ważniejsze - komponowane według zyskujących na popularności u progu poprzedniej dekady diagnoz opartych na pojęciu postpolityki z hasłami zmierzchu ideologii i światopoglądów, zapowiedzią nadchodzącej ery zaawansowanego marketingu politycznego oraz z prekursorem praktykiem w osobie Silvia Berlusconiego. Po trzecie zaś - co także dziś ważne - profilowane według dość wówczas oczywistego założenia, że lewa strona sceny po aferalnym upadku milleryzmu i degrengoladzie Unii Wolności na długo pozostanie martwa.
Stąd też w efekcie recepta na centroprawicową partię - najpierw szukającą miejsca na scenie z hasłami miękkiej moralnej sanacji, potem zaś opartą na ogólnej idei światopoglądowego umiaru i sympatii dla modernizacji. Mało? Trochę mało. Działało? Działało. I to jak. Zwłaszcza w 2007 r., gdy właśnie dzięki temu kontrast między Platformą a obozem IV RP wydawał się bardziej jaskrawy, niż było w rzeczywistości.

Zarazem jednak, właśnie wygrywając tamte wybory dzięki głosom ludzi, którzy w normalnych okolicznościach w życiu nie głosowaliby na partię centroprawicową, Platforma zaciągnęła poważne i w wielu kwestiach wiążące jej ręce zobowiązanie. Jak duży był to dług? Tu przyda się mały skok w przeszłość. - Powstał program prawicowy? - pytałem jesienią 2007 r. w wywiadzie (jeszcze dla "Dziennika" ) polityka, który osobiście odpowiadał za prace nad ówczesną ofertą Platformy. - Zdecydowanie tak - odpowiedział z pełnym przekonaniem Bronisław Komorowski. Po czym długo, i całkiem ciekawie zresztą, opowiadał o odwołaniach platformerskiej myśli politycznej do gaullizmu oraz nowoczesnej europejskiej chadecji.

Nie przypadkiem, lecz właśnie za sprawą "młodych, wykształconych, z wielkich miast" przed wyborami roku 2011 żadnych tak jednoznacznych deklaracji prawicowości już ze strony Platformy nie było słychać. Natomiast u progu roku 2013 sam fakt, że w poselskich ławach Platformy zasiada co najmniej 46 konserwatystów, może budzić skrajne zdumienie. Czy naprawdę ktokolwiek, kto głosował na partię, która jeszcze w 2005 r. startowała w wyborach z Janem Rokitą jako kandydatem na premiera, spodziewał się z jej strony pełnego poparcia dla związków partnerskich? Jak widać, ludzka pamięć jest krótka.

Kolejnemu "buntowi lemingów" - którego mechanizmy zrozumieć jeszcze można - towarzyszą dziś publicystyczne i polityczne diagnozy, według których właśnie przy okazji głosowania w sprawie związków partnerskich miało w Platformie dojść do "pęknięcia", zarysowania się "rozłamu", postawienia spraw "na ostrzu noża". To już trudniej zrozumieć. Dowody? Podstawowy to ten, że premier miał wściekłą minę podczas wystąpienia Jarosława Gowina. Rzeczywiście, Donald Tusk wyglądał w Sejmie na zirytowanego. Ale przecież nie była to pierwsza okazja ani do jego irytacji , ani do "buntu lemingów" z powodu poczynań Gowina i frakcji konserwatywnej. Nawet lista 46 platformerskich konserwatystów głosujących w ostatni piątek przeciw związkom partnerskim w dużym stopniu pokrywa się z listą 40 posłów PO, którzy nie dalej niż w październiku doprowadzili do przepuszczenia projektu zaostrzenia prawa aborcyjnego przygotowanego przez ziobrystów, wywołując zresztą analogiczną do obecnej falę oburzenia wyborców liberalnych. Ta lista pokrywa się też z wszelkimi szacunkami dotyczącymi siły grupy konserwatywnej w Platformie, według których liczba "szabel Gowina" miałaby się mieścić gdzieś między 40 a 60 posłami. Kolejne wierzgnięcia Gowinowej frakcji w ostatniej kadencji za każdym razem potwierdzały i jej realną siłą, i determinację. Po prostu nie wszyscy w samej Platformie kupują dziś pierwotne założenia Projektu. Pięćdziesiątka posłów konserwatywnych ciągnie PO w prawo. Dwudziestka, trzydziestka "liberalnych" - bardziej do centrum, kilkoro najwyżej w lewo. Cała reszta? Trudno powiedzieć, jak zawsze zresztą. Może od hali Olivii idą z tą samą koncepcją, a może tak naprawdę mają te wszystkie związki partnerskie i inne aborcje w głębokim poważaniu. W każdym razie światopoglądowej wyrazistości od Platformy oczekuje łącznie zaledwie ok. 70-80 posłów ze zsumowanych grup "konserwatywnej" i "liberalnej".

Dość dziwacznego trzeba swoją drogą używać języka do opisu tych podstawowych platformerskich dylematów światopoglądowych. Swego czasu łatwo się wszyscy zgodziliśmy na tych "liberałów" i "konserwatystów", nieprawdaż? Trochę jakby chodziło o opis Kościoła, nie zaś partii politycznej. I to takiej, której nie jednoczy wspólna wiara, natomiast potrafiącej przegrywać głosowania. Sama ze sobą.

W Europie postpolityka skończyła się na dobre na ulicach Aten, w dekadę po zmartwychwstaniu historii. Ciekawe, jak skończy się na polskiej scenie?

Witold Głowacki

Wideo

Materiał oryginalny: Kiedy odejdzie Gowin? Frakcja konserwatywna coraz więcej kosztuje Platformę - Polska Times

Komentarze 31

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krol KiK

Gowinie, kiedy juz najchciwsza i najbardziej msciwa menda wszechczasow: Ryzy Trampek wyrzuci cie z klifu w przepasc to zlap Wylupiastego Padalca jedna reka za szyje a druga za uwiedle pedalskie pracie umazane jeszcze kalem protektora Ryzej wszy TW "Inicjatora"

A
A.K

Chwale postawe pana Gowina .Widocznie gosc nie jest zaslepiony chora ideologia z zachodu .Zwrotcie uwage co sie dzieje w Francji homoseksualisci domagaja sie praw do malzenstw adopcji dzieci ,druga stona medalu to kilku milionowa rzesza emigrantow z krajow arabskich (nie popierajacych zwiazkow homoseksualnych ) ktorzy tez chca cos ugrac .Teraz warto sie zastanowic jak to pogodzic ,wyglada to jak siedzenie na wielkiej beczce proch i czekanie kiedy ona wybuchnie .Dlatego takie partie jak Oddzialy Palikota czy postepowa lewica SLD niech dadza sobie spokoj i nie sieja fermentu w polskim spoleczenstwie .Jesli chodzi o premiera Tuska ,probuje wyjsc przed szereg co moze kosztowac go utrate stanowiska najlepiej niech zajmie sie ratowaniem gospodarki ,a nie sprawami w obecnym czasie nieistotnymi.

G
Gabriel

Min. Gowin kwalifikuje się od początku do odwołania,
to żaden odpowiedni Min. Sprawiedliwości. Jeżeli
Premier tego Pana nie potrafi oprawić w " ramkę "
i powołać do m " wojska " to murowane będą
wybory przedterminowe. Nie może takim resortem
kierować " spowiednik ".

P
Polihistor

ale nie można ani na chwilę zapominać, że ten człowiek - POZA TĄ JEDNĄ SPRAWĄ - żyruje, bez mrugnięcia okiem, WSZYSTKO, co robi Tusk i jego drużyna.
I - jak to słusznie napisał jeden z Szanownych Poprzedników - także w kwestii sprzeciwu wobec "związków partnerskich" cała historia może być (i zapewne jest) tylko sprytnie wyreżyserowaną komedyjką.

p
patryk

ty jestes ciemnogrod a twoje czerwone pupilki reformuja polske juz od 20 lat trwania IIIrp.
Najgorsza zmora tego kraju to tacy ćwierćinteligenci co to mają totalnie przerośnięte o sobie mniemanie a prezentują poziom naćpanych i nachlanych ruchaczy spod disko w koziej wolce.
oświecony mądrala kurna..

k
krzychu

PO-pomazańcy przecież to woła o pomstę do nieba co wyczynia ją rządzący spedaliło się całe Tusskowe towarzystwo bo komuchom nie ma się co dziwić oni zawsze lubili na boczku

a
anna

ta Platforma Odpadów to szuje i sprzedawczyki Donald -pedałek uprze się i będzie ustawa a wtedy kolesie będą mieli świeże stare ciało

p
psycholog

Dzis tj. juz tylko trwan ie , bo reform nie bedzie w tym ''towarzystwie '' zadnych, trzeba przetrwac, by zdobyc budzet europejski, by nie dopuscic do wladzy PIS, SP, bo to bylaby tragedia dla POLSKI-ciemnogrod.

A
AMBER GOLD

ale w korycie coraz mniej paszy nawet dla swoich nie wspominając o elektoracie !

K
Kiken

czyli system dwupartyjny :PO socjalistyczna lewacka i SLD tez taka sama , ale oficjalnie prawica i lewica na przemian wybierane .Takie są standardy w eurkołchozie .Gowin i jego,ludzie w tym bardzo przeszkadzaja .

M
Matwiej S ulejman

Uznanie za odwagę dla Pana Gowina/.D.T. NIC nie jest wstanie zrobić Panu Gowinowi.MATEMATYKA klub P.O.- minus 46 posłów równa się upadek rządu i wcześniejsze wybory.A kto będzie tak szalony by zagłosować na partie która doprowadziła Kraj do KRYZYSU ? Koryto i tylko to się liczy.

c
cep

POwiedzial to co mowi wiekszosc Polakow zwiazki homo to Paliglupy i Kaliszacy

J
Jo

Dla niektórych wyborców najważniejsze. Ja chce chronić swoją d***.....

l
lol

To dlaczego oni najbardziej drą mordy? Nie potrafisz wyciągać logicznych wniosków, czy próbujesz wymanewrować czytających. A zresztą alternatywą dla tych, co nie chcą małżeństwa jest go zwyczajnie nie zawierać. Albo chce z kimś być, albo traktuje to jako przelotny romans. O co kaman? - sam sobie odpowiedz

A
AMBER GOLD

że taki obraz może się powtórzyć nad wotum nie ufności dla niego - to musiało być bolesne dla jego psychiki to tak jak by zobaczyć obraz z własnej śmierci - tym razem tylko śmierci politycznej !
jak by to napisał historyk kronikarz ! - sir ,sir ! GWARDIA SIĘ COFA !

Dodaj ogłoszenie