Każdy wypadek to nasza wina - każdego z nas

Maciej Wośko
W pierwszej kolejności należą się ciche, prasowe, drukowane kondolencje. Rodzinom i bliskim ofiar wczorajszego, ale też wszystkich dawnych i niedawnych wypadków samochodowych, o których nam - dziennikarzom - co dzień przychodzi pisać, informować, które musimy komentować.

Szczere wyrazy współczucia - tym szczersze, że przygotowując te informacje zawsze balansujemy między rozpaczą i bólem rodzin a podaniem do wiadomości publicznej szczegółów wypadku, przyczyn, oskarżeniami sprawcy i ofiar… Tym szczersze, że też jesteśmy kierowcami, często pasażerami. Po szoku przychodzi refleksja… Ile jeszcze, ilu jeszcze…?

Nie wiem już, co musi się stać, żebyśmy zrozumieli, że nasze bezpieczeństwo zależy w pierwszej kolejności od nas samych. Nie wiem, jakie tragedie muszą się rozegrać, by każdy z nas pojął, że bezpieczeństwo na drodze to moja i głównie moja zasługa lub nierozwaga. Nie ma przepisu, który byłby w stanie wyegzekwować od człowieka myślenie i rozsądek. Nie ma mandatu, jakim za brak refleksji można ukarać tych, którzy pozwalają wsiąść do samochodu kierowcy po alkoholu. Nie ma sposobu na zmuszenie kierowcy, by zatrzymał się przed przejazdem kolejowym. Nie ma kontroli, która sprawdzi, czy wjeżdżając na skrzyżowanie zwolnimy, czy damy sobie czas na reakcję. Nie ma rady na to, że wsiadamy do busa pełnego ludzi, nieprzystosowanego do ich przewożenia.

Tym wypadkom jesteśmy winni wszyscy. Każdy z nas. Nie fatalne drogi, bo do katastrofy doszło nawet na bezpiecznej niemieckiej autostradzie pod Berlinem. Nie brak szlabanu na przejeździe - bo i te niektórzy potrafią omijać. Nie są też winne nieżyciowe przepisy, bo nie zwalniają nas od myślenia i braku zaufania do umiejętności drugiego kierowcy - nawet jeśli prowadzi radiowóz na sygnale. To my - kierowcy i pasażerowie - patrzący biernie na idiotyczne pomysły innych użytkowników dróg - stajemy się współwinni.

Zrobiła się z tego dramatyczna wyliczanka. Ale każdy z nas zna takie przypadki. Ja znam ludzi, którzy, żeby nie zapinać pasów, męczą się, sięgając za fotel pasażera, by drugi pas wpiąć w miejscu kierowcy. Czemu - bo inaczej włącza się alarm… Też jeżdżę busami za parę złotych, walcząc o cokolwiek, za co mógłbym się złapać, by nie stracić równowagi przy każdym hamowaniu. Narażam się też na spojrzenia pełne wyrzutu, gdy trąbię na kierowcę, widząc, jak wiezie niezapięte pasami dzieci bez fotelika...
Codziennie, co weekend, co tydzień - jesteśmy zmuszeni pisać o dramatach. Jak to robić, by nie popaść w statystyczną pułapkę - dwóch, pięć, kilkanaście - to ile od początku roku, ilu na Pomorzu, jaki procent ogółu, więcej czy mniej niż w poprzednim wypadku, niż 16 lat temu? A przecież to zawsze, za każdym razem przede wszystkim dramat bliskich - tych, którzy żyją. Ile razy jeszcze ten dramat będziemy przeżywać - zależy od nas wszystkich. Od każdego z nas.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie