Kaszuby jak z powieści Tolkiena

Tomasz Słomczyński
Archiwum DB
Udostępnij:
Kaszubska mitologia pełna jest postaci - diabłów, stolemów, krośniąt, które nie tylko rozpalają wyobraźnię literacką, ale też mogłyby znakomicie wypromować region.

Każde dziecko w Polsce wie, że pod Giewontem śpią rycerze, że Syrenka pluska się w Wiśle gdzieś w okolicach Warszawy, że Karkonosze mają swojego Liczyrzepę, a w Kieleckiem śmigają po niebie czarownice. Tymczasem Smętek z Purtkiem siedzą cichutko w kaszubskim lesie i nosa z niego nie wyściubią. Dlaczego? Sami nie wiedzą.

Kto nam chce dzieci podmieniać

Na początku były stolemy. Jasnowłose stworzenia - olbrzymy, podobne do ludzi. Zakładały rodziny, płodziły dzieci. Niektóre z nich były dobre i przyjazne, inne zaś złośliwe. Jak ludzie, kłóciły się i walczyły ze sobą. Aż doszło do wojny. Tak się mocowały, że nogami zryły ziemię - stąd dziś pofałdowane Kaszuby. Zaciekłe w walce, sprowadziły na siebie zagładę. Wielkiej wojny nikt nie przeżył. Potem kaszubska ziemia zaludniła się duchami. Nie wiadomo, skąd się wziął Błotnik albo Trzęsewid, albo Popławnik. To wyjątkowo podła postać. Duch przybiera postać mężczyzny z latarnią.

Człowiek zagubiony w lesie, jeśli nie zachowa ostrożności, może za pomocą światła zostać zwiedziony na mokradła. Tam słuch po nim zaginie. Natomiast jego daleka krewna, Jeziornica, może się stać utrapieniem letników.

To utopiona dziewczyna, która może chwycić za nogę kapiących się w jeziorze. Z jej objęć nie sposób się wyswobodzić, nieszczęśnika czeka śmierć na dnie jeziora. Mora zaś to dusza ludzka. Gdy śpimy, wychodzi z naszego ciała, przybiera postać jabłka, kota, kłosa, włosa, wędruje i szuka ofiary. Innego śpiącego człowieka może udusić. Natomiast ten, który "morzy", sam cierpi - nie chce tego robić, lecz musi. Staje się coraz bledszy, słabszy, w końcu umiera. I jeszcze omamy, których nikt praworządny obawiać się nie musi. To sobowtór, najczęściej jakiegoś okrutnika albo pijaka. Pilnuje obejścia. Straszy nocnych nieproszonych gości. Krośnięta zaś mogą być złośliwe, ale wcale nie muszą. To zależy, jak sobie z nimi ułożymy stosunki. Te niewielkie człekopodobne stworzenia ubierają się na czerwono i noszą długie brody. Mieszkają najczęściej w zabudowaniach gospodarczych, w pobliżu drzew owocowych, ale mogą też zasiedlać lasy lub podziemia. Ich największą złośliwością może być porwanie dziecka z kołyski, zastąpienie go własnym potomstwem. Jednak najczęściej dobrze żyją z ludźmi, często też im pomagają. Ich obecność oznacza powodzenie, jeśli się je przepędzi, niechybnie nadejdą chude lata.

To tylko niektóre z fantastycznych postaci, które pospolicie niegdyś zaludniały kaszubskie chojary i moczary.

Czytaj także: Nagrywają bajki kaszubskie w oryginale

Po co się kładzie drewno do łóżka

Bez paniki. W tym świecie człowiek miał swoje prawa. Jeśli się zachowywał w określony sposób, można było przeżyć i nie dać się złym mocom. I tak: kłos zboża w dziurce od klucza zabezpiecza przed morami - dusza nie może się już przez nią wślizgnąć do domostwa. Dobrze też jest pod kołdrę włożyć kłodę drewna, samemu zaś położyć się spać gdzie indziej - tak żeby mora trafiła na drewno i nigdy więcej do nas nie wróciła.

Stosunkowo bezpiecznie można się zdrzemnąć w pobliżu jarzębiny, którą sobie upatrzyły dobre duchy. Zdecydowanie się odradza drzemkę w żarnowcu - tam można się natknąć na złego ducha. A już szczególnie w czasie burzy... W ogóle burza jest dla ludzi niebezpieczna. Diabeł boi się grzmotów, dlatego skłonny jest, częściej niż zwykle, wkradać się wtedy do gospodarstw. Gospodyni, żeby temu zapobiec, powinna skropić obejście wodą święconą, następnie obrócić patelnię, wrzucić na nią zioła, okadzić cały dom.

Młodzi natomiast szczególnie muszą uważać na błędny ogień - to dusza dziewczyny, która została zamieniona w płomyk za to, że wychodziła wieczorami z chłopcem, mówiła zaś w domu, że idzie po wodę. Teraz sprowadza zakochanych na manowce - namawia do grzechu, po czym topi w bagnie.
No i czarownice... żeby taka "kołtunica" nie porwała miotły, trzeba zamontować w niej duszę - wsadzić kawał kijka lub zwitek papieru. Najsłynniejsza bodajże wieś czarownic to Stajszewo, ale widywano je często i w Wielkim Kacku, i w Rębiechowie, i w Przodkowie...
Czarownika zaś można przegonić zapalonym jałowcem, nie wpuścić do chaty, kładąc miotłę na progu. Jak go poznać? Chodzi po miedzach, zbiera zioła, ciągle do siebie gada i śpi w taczce. A jak poznać czarownicę? "Potim ksadz poznaje czarownice, że sa dupą odwrocają do wołtarza podczas podniesieniego".

To tylko garść kaszubskiej magii.

Jak i po co suszy się pieniądze

Wśród fantastycznych postaci były bardzo malownicze diabły.
- Wszystkie są wysłannikami Lucyfera, ale nie wszystkie w równym stopniu są niebezpieczne. Smętek nie wciąga dusz do piekła, Purtk, bardziej niebezpieczny, może to zrobić - rzeczowo informuje Iwona Joć-Adamkowicz, kierownik Działu Regionalnego Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku.
Smętek, co do zasady, jest smutny, zamyślony, ospały, więc łatwiej go wyprowadzić w pole. Purtk zaś jest bardziej demoniczny, do tego wydaje z siebie obrzydliwe zapachy. Jego imię pochodzi od kaszubskiego "pierdzieć".

Czytaj także: Kaszubskość to polskość!

Smętek doczekał się dwóch literackich wcieleń w języku kaszubskim, które raczej nie uzyskały powszechnego rozgłosu - pojawił się w "Życiu i przygodach Remusa" Aleksandra Majkowskiego oraz w poemacie Hieronima Derdowskiego "O panu Czorlińskim...". Jest w nich postacią z gruntu kaszubską, nie zawsze niebezpieczną. Podobnie w podaniach ludowych bywa bardziej żałosny i bezradny niż upiorny.

Bo też diabeł to stworzenie, które człowiek potrafi wykiwać. Czasem musi odgadnąć jego imię, innym razem zrobić z nim dobry interes, korzystając na tym, że piekielnik nie zna się na gospodarce. Albo odebrać mu pieniądze, które suszy. Bo diabły na Kaszubach suszą pieniądze, pozostawione im pod opieką przez skąpych gospodarzy. W ten sposób dbają, żeby nie pordzewiały, zakopane w ziemi. Rozpalają nocą ogniska, wrzucają do nich monety. Wystarczy rozgarnąć popiół ruchem krzyża... i już. Pieniądze są nasze. Skąd to wiemy? Z zapisków etnografów, z których z kolei korzystali literaci.

To wszystko jednak po kaszubsku. Obaj autorzy - Derdowski i Majkowski, stawiali sobie za cel tworzenie dzieł literackich w tym właśnie języku. To znacznie zawężało krąg odbiorców.

Kto nam ukradł diabła

Rzecz ma się inaczej z dwoma kolejnymi polskojęzycznymi tym razem wcieleniami Smętka, kaszubskiego demona. Stefan Żeromski w "Wietrze od morza" pisał: "Czarny łowiec, który jako skald z orszakami Normanów przybiegł był na tę [pomorską - przyp. red.] ziemię, błąkał się w tych oto stronach. (...) Nadano mu wszędy Smętka imię". Kilka stron dalej czytamy o Smętku: "Wcielał swych wupich, strzygoniów w ciała ludzkie i posyłał ich na chybił-trafił to tu, to tam, między naród człowieczy. Wybierał między dziewczętami na chybił-trafił to tę, to ową i czynił z niej stworę wieszczą, upiora, który po śmierci cielesnej nie sztywnieje...". Przerobił więc Żeromski poczciwego nieco Smętka na upiora z prawdziwego horroru, co więcej - dając mu obcy, "normański" rodowód. Dziś w "Słowniku mitów i tradycji kultury" Kopalińskiego czytamy w krótkiej notce, że ta wizja nie ma nic wspólnego z wierzeniami ludowymi.

Drugim, powszechnie znanym w Polsce wcieleniem smutnego demona był Smętek z kart powieści Melchiora Wańkowicza. W tym przypadku możemy uznać, że Smętek Kaszubom został po prostu wykradziony. Rzecz, jak wiadomo, dzieje się na Warmii i Mazurach, które mistrz polskiego reportażu przemierza z córką kajakiem i wypatruje diabła w tym, co niemieckie: "...Smętek, opiekujący się w tym kraju niemieckimi sprawami od prawieków". Dalej pisze Melchior Wańkowicz: "Tego Smętka to nie Żeromski wymyślił; w jednym z miasteczek na Mazurach (...) znalazłem broszurę, która pochodzenie sztuk diabelskich w Prusach Wschodnich wyjaśnia". Po tej lekturze nestor polskiego dziennikarstwa stwierdza, że "Ambasador diabelski (...) paraduje w płaszczu krzyżackim".
Tymczasem Smętka ani nie wymyślił Żeromski, ani nie odkrył w broszurce Wańkowicz. On był, i to wcale nie na Mazurach, a odkrywali go literaci kaszubscy, m.in. Aleksander Labuda: "Wezdrzi jak jistny człowiek, la mo dwa decht malinczina lesenie, krótechną tepę, a jedną szperę końską, a drugą kurzą".
Czy taki prosty przekaz był dla literatów międzywojnia zbyt obcy? A przez to podejrzany?

Najlepsza cewka dla Smętka

- A Smętka tu nie widzieliście? - pytam ostatnio, podróżując po Kaszubach.
Tutejszy mieszkaniec leśnej osady nie bardzo wie, o co pytam.

- No... Smętka. O takiego diabła mi chodzi.
- A... diabła! Borutę dawno stąd bociany wywieźli.
Drobny eksperyment. Wpisuję w Google hasło "Boruta". Wyświetlają się strony ośrodków wczasowych, restauracji i klubu sportowego noszących tę nazwę. I jeszcze portal miasta Łęczyca, skąd diabeł pochodzi. Wpisuję: "Smętek". Widzę dyskusję na portalu poszukiwaczy skarbów i militariów:
"Witam, mam pytanie, czy Smętek z cewką 40 cm jest lepszy od 25 cm? W czym jest lepszy?"

Odpowiada forumowicz:
"Odczujesz różnicę miedzy 25 cm a 40 cm. Zasięg się dużo zwiększy, to samo jest z wagą, która się zwiększy, cewka będzie Ci opadała, jest ciężka do manewrowania w krzakach".
Okazuje się, że imię kaszubskiego diabła nadano wykrywaczowi metali.
I jeszcze przedsiębiorstwo zlokalizowane w Gdańsku na ul. Słowackiego, Firma Handlowa "Smętek", wiodący importer sklejki brzozowej w Polsce.

- Witam, chciałem zapytać... Skąd nazwa państwa firmy?
- Od nazwiska właściciela.
Trzeba jednak przyznać, że pracownicy firmy potrafili skojarzyć nazwę firmy z kaszubskim demonem.
Tymczasem oprócz Purtka i Smętka, na Kaszubach widuje się też inne diabły: Buszka, Bielona, Kopetnika, Nikolaja...

- Mimo że dorobek mamy znacznie większy niż w innych regionach kraju, to jednak jest on mało znany - uważa Iwona Joć-Adamkowicz, która przez sześć lat była redaktorką naczelną miesięcznika "Pomerania".

Dziadek w Wehrmachcie, świadomość zerowa

Dlaczego kaszubskie wierzenia są mniej znane niż podobne z innych części Polski?
Odpowiedzi na to pytanie jest wiele. - Kultura kaszubska jest wciąż hermetyczna. Wciąż nie jest tak atrakcyjna jak, dajmy na to, podhalańska. - Iwona Joć-Adamkowicz szuka analogii w muzyce. - Jesteśmy przyzwyczajeni do utworów melodyjnych, które wpadają w ucho, na przykład góralskich. Tradycyjna muzyka kaszubska taka nie jest.

Paweł Huelle szuka przyczyn tego stanu rzeczy w uwarunkowaniach historycznych. Przywołuje słowa Lecha Bądkowskiego.

- Mawiał, że Pomorze, Kaszuby zawsze miały złą prasę. I tak rzeczywiście było, począwszy od Galla Anonima, który opisał tutejsze ludy jako dzikie, nieprzyjazne. A przechodząc do czasów nam bliższych -w okresie międzywojennym entuzjazm Kaszubów, wynikający z przyłączenia do Polski, szybko został ostudzony. Wysyłano tu polskich urzędników, z nieufnością podchodzono do miejscowej ludności. Potem dramat wcielanych do Wehrmachtu... Dalej - nieufność ze strony władz komunistycznych, nawet wypowiedzi z ostatnich lat, o "dziadku w Wehrmachcie". To wszystko razem powoduje, że ogólnopolska świadomość o Kaszubach, ich kulturze, jest zerowa.

Kariera medialna Podhala, zdaniem pisarza, też wynika z uwarunkowań historycznych.
- Na przełomie wieków, kiedy odkrywano Tatry, Galicja się cieszyła szeroką autonomią. Zamieszkiwała tamte tereny znaczna liczba polskiej szlachty, inteligencji. Na Pomorzu było inaczej.
- Ośrodki władzy politycznej zawsze były zlokalizowane w centralnej i południowej części Polski, tam gdzie powstawał główny nurt polskiej kultury - potwierdza słowa literata Łukasz Grzędzicki, prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.

Nabierz kolorów, ale nie kaszubskich
Jednak szef największej organizacji kaszubskiej nie zgadza się z twierdzeniem, że fantastyczne postaci mitologii są zupełnie zapomniane.

- Dominującą pozycję uzyskał stolem - mówi. - Mam córkę, która ma cztery lata. Nie sądzę, żeby wiedziała, że pod Giewontem śpią rycerze, że w Warszawie jest Syrenka... A o stolemach wie, przerabialiśmy to w domu.

- Czyli - problemu nie ma?
- Co do tego, że w Polsce postacie naszej mitologii nie są znane... Z tym się zgodzę - stwierdza Grzędzicki.
Przywołuje hasło promocyjne województwa pomorskiego "Nabierz kolorów". Kolorowa strona internetowa promuje nasz region jako doskonały cel turystyczny.

- Takie hasło, taka akcja promocyjna mogłaby się odbywać w każdym nadmorskim województwie. Nie ma tu nic, co wyróżniałoby nas na tle innych regionów, nic, co byłoby kaszubskie - mówi.
Tymczasem w logo województwa świętokrzyskiego wpisana jest czarownica, zmierzająca na sabat odbywający się na Łysej Górze - najwyższym szczycie Gór Świętokrzyskich.

Zdaniem prezesa ZK-P, promocja regionu poprzez jego walory kulturowe, również ludowe wierzenia, wymaga wsparcia ze strony różnych instytucji, także państwowych. Organizacja pozarządowa nie udźwignie takiego ciężaru. Zwraca uwagę na fakt, że w polskim parlamencie funkcjonuje Kaszubski Zespół Parlamentarny. Wśród 22 członków jest również Donald Tusk.

Dzieło jest, rozmachu nie ma

- Czy to nie jest tak, że Kaszuby wciąż czekają na swojego Chałubińskiego, Tetmajera, Kasprowicza, którzy "sprzedali" Polsce Tatry? Albo, mając na uwadze niezwykle bogatą mitologię - na kaszubskiego Tolkiena, Sapkowskiego?

Paweł Huelle uważa się za życzliwego kaszubszczyźnie, która jak przyznaje, przeżywa teraz renesans.

- Tak, cały czas czekamy na pisarza, który stworzy wybitne dzieło epickie, po polsku, który będzie się wywodził z Kaszub.

- A pan?
- Ja nie jestem Kaszubem. To nie jest zadanie dla mnie.
Natomiast Iwona Joć-Adamkowicz uważa, że takie dzieło już zostało stworzone.
- Beata M. Romańska to pseudonim dwóch autorek, które napisały trylogię. Akcja się rozgrywa na Kaszubach... Znajdzie tam pan mnóstwo mitologicznych postaci.
- To dlaczego książka ta nie zdobywa list bestsellerów? Dlaczego książka, o której pani wspomina, nie ma dużej promocji w Empiku, nie widzimy jej na billboardach, nie towarzyszy jej reklama społeczna promująca Kaszuby i czytelnictwo? Przecież to zadanie dla biblioteki, w której pani pracuje...

- No właśnie. Myślę, że - mam tu na myśli promocję Kaszub w ogóle, brakuje menedżera. Brakuje w tych działaniach rozmachu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

L
Lutek
Nie ma czegoś takiego jak "mitologia kaszubska", podobnie jak nie ma "mitologii polskiej". Można mówić o pewnym zbiorze nazywanym mitologią słowiańską. Artykuł odnosi się do historycznych wierzeń ludowych z terenów Kaszub, a te z drobnymi wyjątkami (np. nazwy) nie różnią się wiele od podobnych wierzeń np. z Wielkopolski, Kujaw, czy innych regionów Polski. Resztki tych wierzeń spisywane przez kolejnych badaczy w XIX i na początku XX wieku są ciekawym materiałem do badań, ale to zdecydowanie za mało, aby to nazwać "mitologią".
/ oksza
A na tej autostradzie stoi kaczor DONALD i zawija tę czekoladę w te sreberka. Wyręczył świstaka.
B
Bajarz z Sopotu
Podobno ta mitologia zaludniona jest autostradami, basenami, boiskami i krasnoludami a cały świat jest zieloną wyspą, wokół której krążą dwa morskie potwory - Jarosław i Antoni.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie