Karol Rabenda: Polska energetyka będzie korzystać z odnawialnych źródeł energii [ROZMOWA]

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Karol Rabenda
Karol Rabenda fot. Lucyna Nenow
Udostępnij:
Partie wchodzące w skład Zjednoczonej Prawicy muszą wykorzystać formułę, która sprawdziła się w czasie wyborów w latach 2015 i 2019 - mówi Karol Rabenda, wiceminister aktywów państwowych, przewodniczący rady krajowej Partii Republikańskiej z Pomorza.

Będą szybsze wybory parlamentarne? Słychać, że taki plan jest „na stole”. Ryszard Terlecki powiedział nawet w wywiadzie „W sieci”, że PiS jest „zmęczony ambicjami swoich koalicjantów”, w tym Zbigniewa Ziobry i jego Solidarnej Polski oraz Republikanów.

Zjednoczona Prawica rządzi siedem lat. To formacja, która obiektywnie jest najlepszą opcją dla Polski. Mimo trudności wewnętrznych, dyskusji w ramach obozu, gwarantujemy Polsce stabilne rządy. Można nas krytykować, można z nami się nie zgadzać. Ale nikt nie zaprzeczy, że mamy wyraźny, spójny pogląd na wiele spraw. Polityka, którą realizujemy, jest konsekwentna i możliwa do realizacji w ramach obecnej formuły. A jaka jest alternatywa dla rządu, który tworzymy? Gabinet koalicyjny złożony z pięciu partii dziś opozycyjnych, a de facto z ośmiu, nawet dziesięciu niezależnych podmiotów politycznych. To oznacza chaos, kłótnie, przepychanki. Jak w latach 90. XX w. A Zjednoczona Prawica sprawdziła się wielokrotnie w najtrudniejszych wyzwaniach, jakie mieliśmy od lat: pandemii i niezwykle trudnej sytuacji międzynarodowej związanej z rosyjską agresją na Ukrainę. Jako pierwszy rząd w ostatnich trzydziestu latach poprawił realnie sytuację milionów Polaków, wprowadzając kolejne programy społeczne, a także zmniejszając oddziaływanie wzrostu cen poprzez kolejne tarcze antyinflacyjne. Uważam, że mimo pewnych burzliwych historii Zjednoczona Prawica powinna wspólnie startować w następnych wyborach.

Ale w 2023 na jesieni czy przed wakacjami 2022?

Myślę, że wybory odbędą się w tym właściwym terminie, po zakończeniu pełnej kadencji. I mam nadzieję, że wykorzystamy formułę, która sprawdziła się w 2015 i 2019 r.

O ile nastąpi rzeczywiście porozumienie wewnątrz Zjednoczonej Prawicy w sprawie Izby Dyscyplinarnej... PiS nie palił się do poparcia prezydenckiego projektu reformy systemu sądownictwa, a tym bardziej Zbigniew Ziobro.

To temat, o którym dyskutujemy od wielu miesięcy...

Trudno temu zaprzeczyć. Pieniądze z KPO są już niemal rok zablokowane...

Chcę powiedzieć, że to nie jest sprawa nowa i nie jest też tak, że reforma systemu sprawiedliwości, którą rozpoczęliśmy, łącznie z utworzeniem Izby Dyscyplinarnej SN, była zakończona. My ten proces kontynuujemy. Uważam, że dyskusja nad reformą systemu sądownictwa w Zjednoczonej Prawicy jest czymś dobrym. Ta ważna kwestia jest u nas poddana normalnym procesom politycznym przynależnym państwom demokratycznym. I nie jest tak, jak oskarża opozycja, że u nas jest jakiś zamordyzm albo, że nie ma wewnętrznej dyskusji. To nieprawda. Projekt prezydenta Andrzeja Dudy rzeczywiście wprowadził nowe otwarcie, jeśli chodzi o Izbę Dyscyplinarną. I bardzo dobrze. Natomiast finalny efekt reformy systemu sądownictwa będzie zapewne konsekwencją dyskusji. Pewnie też w ramach naszego obozu będą osoby, które będą z niego mniej zadowolone. Jedno jest pewne, my tę reformę doprowadzimy, w takim czy innym kształcie, do końca. Obiecaliśmy to wyborcom - to było jedno z najważniejszych oczekiwań wyborców w ostatnich latach.

Adam Glapiński jest dobrym szefem NBP?

Adam Glapiński jest bardzo doświadczonym politykiem, prezesem NBP, a także działaczem społecznym. Jest charakterystyczny, ma swoje zdanie, poglądy ciekawe, tak jak sposób bycia. Niekiedy trudny. Trzeba zwrócić uwagę na okoliczności, w jakich sprawuje swój urząd - pandemia COVID-19, wojna na Ukrainie, a wcześniej agresja Putina na gospodarki krajów zachodnich. To najtrudniejsze warunki sprawowania tego urzędu od 1989 roku, od kryzysu po upadku PRL-u. I oceniając jego pracę w takich realiach, trzeba uznać, że wywiązuje się ze swoich obowiązków bardzo dobrze. Jasne, nie wszystko jest wspaniale, ale też nie wszystko da się przewidzieć. Moim zdaniem, mimo trudności większość firm i instytucji państwowych zdaje egzamin. Dzięki nim Polacy mogą się czuć bezpiecznie zarówno pod względem gospodarczym, jak i militarnym. Bo i takie dziś pytania, o to, czy jesteśmy bezpieczni, wszyscy sobie zadajemy.

Są jednak opinie ekspertów, że inflacja zostanie z nami co najmniej rok. I NBP będzie podnosił regularnie stopy procentowe przez ten czas? Są projekty, by ulżyć kredytobiorcom, ale co z kosztami żywności? Podstawowe produkty będą w stałej cenie, kontrolowanej przez państwo? Poseł Kazimierz Smoliński mówił m.in. o takim rozwiązaniu...

Poseł Smoliński mówił o tym tylko w ramach dyskusji. To nie była realna propozycja, ale swego rodzaju prowokacja intelektualna. Natomiast inflacja… Niestety, jesteśmy w trudnej sytuacji. Mamy tu efekt m.in. COVID-19. Wszystkie państwa, m.in. zachodniej Europy, pompowały finansowo swoje gospodarki. Także Polska. Stawką było przetrwanie przedsiębiorców w czasie lockdownów. Dofinansowaliśmy ich, żeby zachować tysiące miejsc pracy, utrzymać produkcję i rozwój gospodarczy, choć niestety wywołało to właśnie efekt inflacyjny. Zresztą podejrzewam, że agresja Putina na Ukrainę właśnie w lutym tego roku nie była przypadkiem. Proszę zauważyć - cała Europa, USA borykają się z trudnościami inflacyjnymi. Rosyjska spekulacja na rynku gazu rozpoczęła się w grudniu 2021 r. My dodatkowo jeszcze mieliśmy kryzys migracyjny wywołany przez Łukaszenkę, a pośrednio zapewne i Putina. Zatem od ponad pół roku byliśmy pod presją.Taka niepewna sytuacja wywołuje niepokoje, określone reakcje rynków. Natomiast bezwzględnie ludziom będącym dziś w trudnej sytuacji pomóc trzeba. I rząd to robi, proponując m.in. zmianę systemu naliczania rat kredytu, wakacje kredytowe. Jest też, o czym mówił premier Morawiecki, plan odejścia od WIBOR-u. Powiem jedno - my okres wzrostu inflacji przetrwamy. Niebawem wrócimy do niedawnych wskaźników.

Wspominał pan w swoich mediach społecznościowych, że transformacja energetyczna powinna być wstrzymana…
Nie cała transformacja energetyczna tylko system dociążania finansowego energii, która pochodzi z węgla. Sama transformacja i tak się będzie odbywać, zwłaszcza w Polsce. My ją prowadzimy nie tylko dlatego, żeby powietrze było czystsze, żeby energetyka była bardziej ekologiczna, ale też dlatego, że nasze stare źródła energii oparte na węglu kończą swój żywot. Jesteśmy poniekąd do transformacji zmuszeni ze względów technologicznych. Będziemy ją realizować poprzez dywersyfikację wewnętrzną. Większość naszej energetyki nie może opierać się na węglu. To też jest rodzaj zabezpieczenia się na wypadek różnego rodzaju zagrożeń wywołanych wydarzeniami międzynarodowymi. Zresztą spójrzmy na podjęty w Polsce wysiłek odejścia od uzależnienia od nośników energii pochodzących z Rosji. Dziś, kiedy Putin wywołał wojnę, mamy pole manewru. Zaś Niemcy robiły coś zupełnie odwrotnego niż my - zwiększyły swoje uzależnienie od gazu z kierunku rosyjskiego. Zatem zmieniamy naszą energetykę tak, żeby zapewnić Polakom niezachwiany dostęp do energii nowocześnie wytworzonej i jednocześnie stosunkowo taniej, żeby Polaków było na nią stać.

Nie chcemy rosyjskiego gazu, co jest oczywiste, zresztą wkrótce błękitne paliwo zacznie do nas płynąć przez Baltic Pipe. Natomiast pisał pan również, że węgla nie zabraknie, a teraz mówi Pan o nowoczesności w energetyce. Da się pogodzić węgiel z nowoczesną energetyką?

Projekty „oczyszczające” energetykę węglową rozwijają się bardzo szybko. I nie jest wykluczone, że ona będzie bardziej ekologiczna za jakiś czas. Natomiast cała sprawa wiąże się z problemem politycznym w krajach Unii, gdzie walka z węglem osiągnęła status pewnego rodzaju ideologii. I dodatkowo w Niemczech sprzeciw wobec atomu. I jest to istotny problem w naszych relacjach z zachodnim partnerem. A ja nie widzę żadnych dowodów na to, że atom i węgiel to zło. Zresztą dlaczego mielibyśmy bez oporów wykorzystywać gaz i zatruwać środowisko jego spalinami, a nie produkować o wiele czystszą energię z atomu? My powinniśmy prowadzić transformację tak, żeby ona była odpowiednia dla Polski, czyli modernizować energetykę węglową, bo mamy swój węgiel, który może być, co widać w ostatnich miesiącach, gwarantem bezpieczeństwa energetycznego. Gdybyśmy nie mieli węgla, to byłby dopiero problem. Natomiast bez dwóch zdań powinniśmy ten węgiel „zazieleniać”, żeby nie szkodził środowisku. Polska energetyka jądrowa będzie się opierać na dużych reaktorach, które będą na Pomorzu, jak i na małych modułowych, które będą wspierać przedsiębiorstwa, ale i same będą mogły produkować energię dla obywateli. No i odnawialne źródła energii - fotowoltaika, farmy wiatrowe czy na lądzie, czy na Bałtyku, które będą dużym źródłem energii i staną się dużym zielonym wkładem do naszego miksu energetycznego. Pamiętajmy też, że farmy wiatrowe na Bałtyku będą dużym impulsem rozwojowym dla Pomorza.

Jedna czwarta miksu z morskich farm wiatrowych - tak się szacuje na 2040 r.
Tak. Natomiast zobaczymy, jakie będziemy mieli zapotrzebowanie energii w 2040 r, bo szacujemy pod obecne zużycie. Tymczasem polska gospodarka rozwija się bardzo szybko, mimo trudnej sytuacji pandemicznej i wojny na Ukrainie. Niemniej nacisk na morskie farmy wiatrowe utrzymamy.

Czy turbiny wiatrowe wrócą na ląd?
Mamy farmy wiatrowe na lądzie i chcemy je dalej rozwijać. Pytanie natomiast, jak intensywnie powinny być budowane. Podkreślę wyraźnie - priorytetem są farmy na Bałtyku. Potrzebne nie tylko ze względów ekologicznych, ale też do zastępowania starych źródeł opartych na węglu. I nadają się do tego celu, jako te spośród OZE najbardziej stabilne. Bo pozyskanie energii to jedno, a drugie to stabilność systemu w momencie, kiedy nie świeci słońce i nie wieje wiatr. W takiej sytuacji, gdy energii brak, to trzeba ją uzupełnić, bo w sieci musi być prąd. A na morzu prawie zawsze wieje. Przy rozproszonej energetyce OZE, która też jest potrzebna i którą też budujemy, problem ze stabilnością jest większy, co widać chociażby w Niemczech. Dlatego musimy myśleć o lokalnym wykorzystaniu tej energii, żeby ona była zużywana na miejscu, np. u prosumenta i w jego okolicy - np. w danych samorządach lub tzw. lokalnych klastrach energetycznych - lub magazynowana. Natomiast z magazynowaniem jest problem techniczny, który musimy rozwiązać. Jeśli chcemy się opierać na odnawialnych źródłach energii, to bezwzględnie musimy umieć energię elektryczną gromadzić i przechowywać.

Problemami technicznymi sieci energetycznej rząd uzasadnił odejście od obowiązujących do kwietnia zasad rozliczeń prosumenckich. Skoro mówi pan o rozproszonej fotowoltaice, to należy to rozumieć jako zapowiedź powrotu do korzystnych zasad?
Produkcja prosumencka będzie wspierana i rozwijana. Ale nie możemy tego robić źle, tak jak na przykład zrobili to Niemcy. Oni mają zbyt dużo energii odnawialnej w swojej sieci, ponoszą koszty jej stabilizowania. Wiemy, że nie można doprowadzić do rozchwiania systemu, co skończyć się może wyłączeniem dostaw. Tak stało się właśnie w Niemczech, kiedy zimą, gdy potrzeba było dużo prądu, a brakowało słońca i wiatru, nie było jak nadrobić braków mocy. My takich błędów chcemy uniknąć. W Polsce tę technologiczną zmianę w energetyce rozpoczęliśmy później niż w państwach zachodnich. Niektórzy uważają, że to jest problem. Tymczasem postęp technologiczny jest w dziedzinie OZE ogromny. To, co my montujemy na naszych domach, te turbiny, które są budowane obecnie na lądzie i morzu, to zupełnie inne urządzenia niż te choćby sprzed dekady - są o wiele bardziej wydajne. Natomiast trzeba do całości systemu podchodzić z głową. Chyba nikomu nie zależy na tym, żebyśmy sobie zaszkodzili, tylko dlatego, że musimy być w ciągu kilku lat „zieloni” energetycznie.

W wywiadzie dla portalu WNP mówił pan o polskich aktywach w przemyśle ukraińskim. Także w kontekście odbudowy tego kraju...

Współpracowaliśmy z Ukraińcami na długo przed wybuchem obecnej wojny, głównie w przemyśle ciężkim, metalurgiczno-hutniczym, importowaliśmy stamtąd sporo surowca. Nasze spółki Skarbu Państwa miały tam swoje aktywa, np. PZU. Współpracę chcemy rozwijać, ale dziś musimy ją postrzegać na zupełnie innych poziomach. Musimy sobie zdać sprawę z tego, że Ukraina nie tylko broni się przed Rosją, ale jest również niszczona w sposób permanentny przez Putina. Front to jest jedna rzecz. Inną sprawą jest niszczenie fabryk, firm, kolei, mostów, portów, pól, wszystkie grabieże infrastruktury i towarów. Rosjanie uważają, że muszą zniszczyć Ukrainę gospodarczo, żeby nie była w stanie z nimi konkurować na uczciwych zasadach, żeby oni mieli nad Ukrainą przewagę ekonomiczną, gospodarczą i polityczną, żeby Ukraina stała się ich wasalem. Stąd ta agresja. To jest paranoja, to jest przerażające. My takiego konfliktu nie mieliśmy od II wojny światowej. Dlatego współpraca polsko-ukraińska po wojnie będzie miała zupełnie inny charakter. Tam będą w wielu miejscach zgliszcza. Wszyscy znamy historię odbudowy Warszawy czy polskiego przemysłu po II wojnie światowej. Wiemy, jakie to jest wyzwanie. Nie tylko w kwestiach odtworzenia budynków czy infrastruktury, ale też ludzi do odbudowy. Na tej wojnie giną ludzie, giną przedsiębiorstwa, nie ma finansowego przepływu… Ukraińcy będą musieli w dużym stopniu odbudować całą strukturę gospodarczą. I nasze firmy, które współpracowały dotychczas z Ukrainą, ale też te, których w tym kraju nie było, są gotowe pomóc w tym procesie. Obie strony widzą wielkie pole współpracy, oparte nie tylko na zaufaniu, ale i sympatii, jeszcze większej w związku z ugoszczeniem ponad dwóch milionów uchodźców w naszym kraju. Jesteśmy, Polska i Ukraina, nawzajem sobie potrzebne. My wiemy, że ta wojna, którą toczą Ukraińcy, jest… trochę za nas. Wiemy, że Putin mógłby po Ukrainie prowadzić dalej swoją agresję. Z drugiej strony Polska nie kalkuluje. Po prostu pomagamy Ukraińcom.

Jest pan wprawnym strzelcem? Obsługuje pan broń palną? Pytam w kontekście projektu Republikanów liberalizującego dostęp do broni w Polsce...
Nie mam zezwolenia na broń, ale od czasu do czasu pojawiam się na strzelnicy. Natomiast jestem zwolennikiem tego, żeby procedura przyznawania zezwolenia na broń stała się mniej skomplikowana i bardziej logiczna, niż jest to obecnie. Nie chodzi o to, żeby dostęp do broni w Polsce był bezproblemowy czy znacznie bardziej ułatwiony. Natomiast dla tych osób, które strzelają czy to sportowo, czy rekreacyjnie, ale też tych, które pracują w takich zawodach, w których czuliby się bezpieczniej, posiadając broń, dostęp do niej musi być łatwiejszy. Dziś przepisy są tak skonstruowane, żeby pozwoleń na broń po prostu nie wydawać, nawet osobom, co do których nie ma żadnych zastrzeżeń, które nie stanowią żadnego zagrożenia dla obywateli. Nawet policjanci i wojskowi, jeśli chcą mieć broń na prywatny użytek, muszą się dziś starać o pozwolenie. Projektów mających usprawnić dostęp do broni jest kilka, przygotowywanych przez środowiska branżowe i polityczne. Uważamy, że nasz jest najbardziej spójny, ale też kompromisowy, wyważony. Może zadowolić wszystkich zwolenników poszerzenia dostępu do broni.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Prezydent Duda w ukraińskim parlamencie

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie