MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Kalesony kapitana Baranowskiego, czyli 100 lat żeglarstwa polskiego

Stanisław Balicki
Stanisław Balicki
Wernisażem wystawy „100 lat polskiego żeglarstwa” w Narodowym Muzeum Morskim rozpoczęło się roczne świętowanie jubileuszu. Przez rok również dostępna będzie ekspozycja, którą muzeum pomógł przygotować Polski Związek Żeglarski. Wystawa wzbudziła jednak mieszane uczucia środowiska żeglarskiego.

Piękny, okrągły jubileusz, symbolicznie wyznaczony przez moment zorganizowania się środowiska żeglarzy w odrodzonym kraju i centralna instytucja muzealna najodpowiedniejsza do jego upamiętnienia, wszystko to rozbudziło oczekiwania na barwną, mocną retrospektywną ekspozycję. Opowieść nowoczesnymi środkami wyrazu, znanymi choćby za takich instytucji jak Muzeum Powstania Warszawskiego, czy Muzeum II Wojny Światowej. Apetyt weryfikuje rzeczywistość. 100 lat tradycji polskiego żeglarstwa zmieszczono na ok. 200 m. kw. jednego z pomieszczeń na ekspozycje czasowe muzeum w spichlerzach na Ołowiance.

- Wystawa jest pierwszą w polskim muzealnictwie kompleksową próbą spojrzenia na dzieje polskiego żeglarstwa - mówił podczas wernisażu 11 maja, dokładnie 100 lat od utworzenia PZŻ, dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego Robert Domżał. - Jest obszerną i wielowątkową opowieścią, zarówno o najgłośniejszych sukcesach, jak i o mniej znanych aspektach sportu żaglowego. Przez prawie rok, do 4 maja 2025 roku, będzie dostępna w spichlerzach na wyspie Ołowiance dla wszystkich zwiedzających.

Bez fotografii, tylko eksponaty

Naprawdę trudno zgodzić się z tezą o obszerności ekspozycji. Jej zwiedzanie wywołało pewną konsternację wśród bliskich nestorów polskiego żeglarstwa, którzy odeszli już na wieczną wachtę. Ich rodziny przekazały muzeum wiele osobistych pamiątek, fotografii, dokumentów i przedmiotów, czy to w formie depozytów, czy - na własność. W wyjątkowo skondensowanych miejscach wystawy poświęconych ludziom najważniejszych, rekordowych i przełomowych rejsów nie zastali nawet ich twarzy. Biogramy, jeśli obecne, są szczątkowe.

- Nasza koncepcja polega na tym, by historyczne rejsy Polaków zobrazować nie pamiątkami czy odznaczeniami, tylko faktycznym wyposażeniem i częściami jednostek, na których żeglarze dokonali swoich wyczynów - jakby uprzedzał podczas otwarcia wystawy Radosław Paternoga, jej kurator.

Bliscy bohaterów żeglarskiego wyczynu, z którymi rozmawiałem lub których reakcje mi przekazano, to często naprawdę znane nazwiska. Ludzie ci nie chcieli przy okazji wernisażu wywoływać skandalu, nie chcą autoryzować przywołanych pierwszych wrażeń, wdawać się w środowiskowy konflikt.

Jedna z z tych osób z sarkazmem stwierdziła, że symbolem stulecia pozostaną wyeksponowane w samym centrum sali kalesony kpt. Krzysztofa Baranowskiego z prezentowanego, obok m. in. sztormiaka, stroju żeglarza z samotnego rejsu dookoła globu. Widzimy bieliznę rekordzisty, nie poznamy jego osmaganej wiatrem twarzy, nie zobaczymy jachtu „Polonez”, na którym jako pierwszy polski samotny żeglarz opłynął przylądek Horn.

Wystawa tyłem do wody

Obok niewielkiej powierzchni ekspozycji i szczątkowego wykorzystania ikonografii zdziwienie pierwszych zwiedzających budziło też niewykorzystanie wielkiego atutu muzeum - nabrzeża Motławy przy spichlerzach. W zbiorach placówki od 2 lat jest „Mazurek” kapitan Krystyny Chojnowskiej-Liskiewicz, na którym jako pierwsza kobieta na świecie w 1978 roku opłynęła samotnie glob. Jacht jest eksponatem pływającym. Żegluje też „Polonez”, o którego depozyt na czas wystawy można się było postarać. W gdańskim Polskim Klubie Morskim, jednym z 4 założycieli PZŻ, jest „Korsarz”, najstarszy polski jacht sportowy cały czas pod żaglami.

Jednostka wsławiła się zwycięstwem w przedolimpijskim zlocie gwiaździstym do Kilonii w 1936, co pokrzyżowało niemieckie plany tryumfu załogi gospodarzy. Ten wyczyn 23-letniego kapitana, harcerza Tadeusza Prechitki, został zresztą w wystawie pominięty.
Obiekty NMM w spichlerzach na Ołowiance dają też możliwość wyeksponowania we wnętrzu, czy otoczeniu, innych rekordowych jachtów, które są w posiadaniu muzeum. Choćby „Opty”, na którym kapitan Leonid Teliga jako pierwszy Polak samotnie okrążył świat, wspaniale zrekonstruowany przez Centrum Konserwacji Wraków Statków, tczewski oddział NMM. Kolejnym eksponatem placówki jest jacht „Dal”, który pod kapitanem Andrzejem Bohomolcem jako pierwszy dopłynął z Polski do USA w 1934 roku.

Zaruski niemal nieobecny

Dobrym przykładem redukcji informacji spowodowanej szczupłością miejsca jest osoba gen. Mariusza Zaruskiego, inicjatora i pierwszego komandora Yacht Klubu Polski, jednego z 4 założycieli PZŻ, od 1935 prezesa związku, twórcy harcerskiego wychowania morskiego młodzieży, komendanta przedwojennego „Zawiszy Czarnego”. Miejsce mu poświęcone, znów bez fotografii, eksponuje księgę rozkazów z żaglowca, epolety generalskie i pas oraz kątomierz tarczowy, przyrząd nawigacyjny należący do Zaruskiego. Szczątkowy, kilkuzdaniowy biogram kończy się w roku 1939, nie informując o śmierci generała w chersońskim więzieniu w sowieckiej niewoli.

Dobrze chociaż, że przez rok trwania wystawy w sąsiedztwie muzeum zdarzy się cumować żaglowcowi „Generał Zaruski”, którego armatorem jest Gdańsk. Jacht miał być pierwszym z serii, której projekt powstał według wytycznych Zaruskiego dla szkolenia morskiego młodzieży. Jego odbiór i budowę dalszych uniemożliwiła wojna. Tych informacji i skierowania z sali wystawowej ku sąsiadującej kei na wystawie nie znajdziemy.

Drobny krok w przywracaniu pamięci Wagnera

Trzeba jednak muzeum pochwalić za przywracanie pamięci Władysława Wagnera, harcerza który w 1932 roku, mając niespełna 20 lat, rozpoczął swój rejs dookoła świata. Po 7 latach burzliwej przygody, 2 razy zmieniając jacht zamknął pętlę wokół globu, wojna uniemożliwiła mu powrót do kraju. Choć znów bez wizerunku żeglarza, gablota otwierająca wystawę zawiera trzy modele kolejnych „Zjaw”, wykonane przez samego Wagnera w latach 70. Muzeum jest w trakcie pozyskiwania pamiątek po zmarłym w 1992 roku na emigracji w USA. Ekspozycja zawiera też krajkę harcerską Wagnera.

Czego jeszcze nie ma

Zdumiewa brak zaakcentowania sukcesów polskich żaglowców szkolnych. Choć „Dar Pomorza” jest eksponatem a nawet oddziałem NMM z wystawy nie dowiemy się o jego wygranej w 1972 i 1980 roku Cutty Sark Tall Ships Races, znanymi wtedy lepiej w Polsce jako „Operacja Żagiel”. Wystawa milczy też o analogicznym sukcesie jego następcy w 1982, gdzie regaty były jednocześnie dziewiczym rejsem „Daru Młodzieży”. Podobnie jest z „Fryderykiem Chopinem”, któremu również zdarzało się osiągać sukcesy w regatach wielkich żaglowców szkolnych.

Nawet jeśli z powodu ostrej selekcji materiału do ekspozycji pominięte zostało zawodowe szkolnictwo morskie na żaglowcach, to organizacja ich regat włącza je w nurt wyczynu żeglarskiego. W tym kontekście niezrozumiałe jest pominięcie w sekcji innych organizacji działających obok Polskiego Związku Żeglarskiego stowarzyszenia Sail Training Association Polska, które powstało już po upadku komunizmu, by przejąć w kraju tę aktywność. STAP jest członkiem założycielem światowego Sail Training International, które organizuje regaty wielkich żaglowców.

Kto zbudował żaglowce?

Na wystawie niemal nieobecne są też informacje o szkutnictwie towarzyszącym żeglarstwu. Tym bardziej to dziwne, że bohaterowie 100-lecia często sami byli budowniczymi swoich rekordowych legendarnych jachtów. Władysław Wagner „Zjawę III” sam zaprojektował. Leonid Teliga „Optego” zbudował samodzielnie. Tak jak nieobecne są wielkie żaglowce, tak nie ma słowa o Zygmuncie Choreniu, konstruktorze m. in. „Daru Młodzieży”, „Pogorii”, „Iskry” i bohaterze fenomenu budowy takich jednostek w obecnych czasach w skali świata. Juliusz Sieradzki, olimpijczyk z 1936, o którym ekspozycja wspomina, był też konstruktorem jachtów. W zasadzie każdy, nawet nieinteresujący się żeglarstwem, zna jego „Omegę”. To najpopularniejszy chyba w historii polskiego żeglarstwa śródlądowy jacht na styku wyczynu i rekreacji, którym pływały pokolenia wodniaków. Czemu ekspozycji, choćby w hallu muzeum, zapraszając na wystawę, nie towarzyszy żaglówka, trudno zrozumieć.

- Często jestem pytany, w którą stronę żeglarstwo będzie szło, jaki obierze kierunek? - mówił podczas otwarcia wystawy Tomasz Chamera, prezes PZŻ. - Żeglarstwo jest jedno, bo to pasja, działalność sportowa i edukacyjna, walory historyczne, walory wspaniałych rejsów eksploracyjnych do miejsc, gdzie nie dotrzemy z żadnym biurem podróży, to edukacja morska, szkolenia, to dział konstrukcyjny, piękne osobowości, patrioci i wspaniali Polacy.

Same knagi, kabestany, szekle i kompasy nie opowiedzą pełnej historii tych ludzi, nawet jeśli mamy świadomość, że to oni ich używali, że te przedmioty towarzyszyły im w ich wyczynach żeglarskich. Można odnieść wrażenie, że wystawa została przygotowana dla wąskiego grona zwiedzających, dla których oczywiste jest, kim są jej bohaterowie, czego dokonali, jak wyglądali. Aspekt popularyzatorski, edukacyjny został zaprzepaszczony. Co z obejrzenia ekspozycji opowiadającej o stuleciu polskiego żeglarstwa wyniosą turyści, którzy w nadchodzącym sezonie jak zwykle licznie odwiedzą NMM? W roku pięknego jubileuszu utracona została możliwość opowiedzenia nowoczesnym językiem muzealnictwa barwnej, pełnej dramatycznych zwrotów i wspaniałych sukcesów historii tych, dla których żeglowanie było życiową koniecznością.

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

od 7 lat
Wideo

Znaleziono ślady ptasiej grypy w Teksasie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki