Kalendarium muzyki rozrywkowej: 40 lat temu powstał teledysk "Imagine" Johna Lennona

Marcin Mindykowski
Dokładnie 40 lat temu, 22 lipca 1971 roku, nakręcono pamiętne miłosne sceny do teledysku "Imagine". poczytajcie o słynnym związku jego bohaterów - Johna Lennona i Yoko Ono.

Podczas drugiego dnia pracy na planie powstały m.in. otwierające wideoklip zdjęcia pary zakochanych spacerujących w mgle po parku przylegającym do ich domu w Anglii. Tego dnia nakręcono także główną scenę teledysku, w której Lennon gra na białym fortepianie, a mrok pokoju stopniowo rozjaśniają otwierane przez Ono okiennice. Całość kończy się niewinnym pocałunkiem zakochanych. Teledysk przypieczętował tylko to, z czym od dawna obnosili się sami zainteresowani: że John i Yoko stanowią symbiotyczną parę, a ich sztuka tak płynnie przenika się z życiem, że wytyczanie jakichkolwiek granic nie ma już sensu.

Gwóźdź za pięć szylingów

Yoko i John poznali się w gorącym dla Beatlesa roku 1966. To czas, kiedy euforyczna beatlemania stawała się dla muzyków nie do zniesienia. Jak wspominał Lennon: "Na koncertach przychodziły do nas matki z niewidomymi, ułomnymi dziećmi, mówiąc: «Pocałuj go, może odzyska wzrok». Swoje zrobiła też opacznie odebrana wypowiedź muzyka, który stwierdził, że "nawet Beatlesi są dziś popularniejsi od Jezusa". Nie pomogły tłumaczenia, że artysta chciał w ten sposób wyrazić troskę o kondycję chrześcijaństwa i szerzej - hierarchę wartości w świecie zdominowanym przez media i popkulturę. Konserwatywna Ameryka zareagowała agresywną antybeatlesowską kampanią, bojkotując nagrania i koncerty zespołu, a nawet nawołując do palenia jego płyt. To wszystko sprawiło, że Beatlesi postanowili zaprzestać koncertowania. Od sierpnia 1966 roku stali się zespołem studyjnym.

Nasz cykl: Kalendarium muzyki rozrywkowej

W 1966 roku Lennon odwiedził londyńską galerię, w której trwała wystawa Yoko Ono. Ona, japońska awangardowa artystka mająca za sobą piekło wojny i biedę, słynęła z multimedialnych prac z pogranicza happeningu i sztuki partycypacyjnej - takiej, która angażuje odbiorców i znosi podziały między artyzmem a prozą życia. Kiedy na początku swojej kariery Yoko prosiła przechodniów, żeby na białym płótnie zostawiali ślady swoich butów, niewielu rozumiało, o co jej chodzi. Ale już jej kolejne prace-happeningi - "Utnij kawałek", w którym zachęcała do cięcia swojego ubrania, aż do odsłonięcia jej nagiego ciała, czy "Drzewo życzeń", złożone z zawieszanych na gałęziach karteczek z marzeniami widzów - przeszły do klasyki nie tylko gatunku, ale i XX-wiecznej sztuki.

Wersji o tym, jak przebiegało pierwsze spotkanie Johna i Yoko, jest kilka. Jedna z nich mówi, że jeszcze przed rozpoczęciem wystawy Lennona zaintrygowała instalacja, w której dzieła miały powstawać za pomocą wbijania gwoździ w deskę. John chwycił więc za młotek - został jednak powstrzymany przez Yoko. Po interwencji właściciela galerii, który przekonywał, że Lennon jest przecież milionerem i mógłby z powodzeniem kupić całą wystawę, Ono postanowiła ustąpić, pod warunkiem jednak, że dostanie od muzyka pięć szylingów. - Dam ci niewidzialne pięć szylingów, a ty pozwolisz mi wbić niewidzialnego gwoździa - miał na to odpowiedzieć John.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Jak zresztą utrzymywała Ono, przed spotkaniem nie wiedziała, kim jest Lennon, a jedynym członkiem The Beatles, którego kojarzyła, był Ringo Starr - a to za sprawą japońsko brzmiącego imienia (które w jej języku znaczy "jabłko"). Trudno uwierzyć jednak, żeby ktoś mieszkający w latach 60. w Londynie mógł nie wiedzieć, jak wygląda John Lennon...

John nie od razu uległ jednak urokowi starszej od siebie o siedem lat artystki. Kiedy ta wydzwaniała do niego, muzyk tłumaczył żonie, Cynthii, że Yoko próbuje od niego wyłudzić pieniądze na swoje "awangardowe bzdury". Mimo to w maju 1968 roku, korzystając z nieobecności żony, która spędzała wakacje w Grecji, Lennon zaprosił Ono do swojego domu. Tę noc mieli spędzić na wspólnym nagrywaniu, a o świcie skonsumować swoją miłość. Kiedy Cynthia wróciła do domu, zastała parę - znów zależnie od wersji wydarzeń - w łóżku lub pijącą herbatę, przy czym Ono miała na sobie jej szlafrok. Zdradzona żona zażądała od Lennona rozwodu.

Nasz cykl: Kalendarium muzyki rozrywkowej

Ten zaś na dobre uległ urokowi Japonki, o której zaczął mówić "najsłynniejsza i najbardziej nieznana artystka". Zwierzał się: "Gdy zakochałem się w Yoko, czułem się, jakbym poznał pierwszą kobietę w życiu. Zostawiasz wtedy kolegów w barze. Przestajesz grać w piłkę, w bilard. To więcej niż przebojowa płyta, niż złoto".

Wkrótce mieli to odczuć koledzy z The Beatles. John przestał bowiem pokazywać się gdziekolwiek - na spotkaniach z fanami, na wywiadach, w studiu - bez towarzystwa Yoko. Złamał więc obowiązującą w zespole niepisaną zasadę, w myśl której osób trzecich nie przyprowadzało się do studia. Mało tego: podczas nagrań Ono siedziała obok Lennona, a ten co chwilę pytał partnerkę o opinię. Na nową miłość kolegi alergicznie reagowali inni Beatlesi. Paul McCartney, nagrywając w studiu utwór "Get back" ze słowami "Wracaj tam, gdzie kiedyś byłeś/aś", wyraźnie zwracał się w kierunku Yoko. Ono to jednak nie tylko nie przeszkadzało - artystka przeforsowała nawet swój udział na "Białej płycie" Beatlesów, choć jej warunki wokalne nigdy nie należały do imponujących. Jej wpływowi przypisuje się też nasilenie się już wcześniej obecnych w twórczości zespołu elementów ideologii hippisowskiej: pacyfizmu i zainteresowania filozofiami Wschodu, chętnie łączonych z eksperymentami z narkotykami.

Yoko zdążyła poprzeszkadzać jednak muzykom jedynie w ich ostatnich wspólnych nagraniach - w 1970 roku na dobre rozeszły się drogi Beatlesów, a każdy z nich poświęcił się karierze solowej. Artystka to dziś przez wielu fanów uważana jest za winną rozpadu Wielkiej Czwórki. - Przez lata byłam nienawidzona przez świat, nazywano mnie smoczycą. A The Beatles tworzyło czterech bardzo uzdolnionych i skomplikowanych artystów - zwierzała się niedawno. Sam Lennon w 1971 roku na podobny zarzut odpowiadał zaś dziennikarzowi: "Jeśli Yoko jest winna rozpadu The Beatles, to jej zasługą są też wszystkie świetne nagranie solowe, które od tego czasu stworzyliśmy. Tak naprawdę jedna kobieta nie mogła zniszczyć tego zespołu. Beatlesi rozpadli się sami".

Muzykowi już wcześniej zdarzało się zresztą nagrywać z partnerką. W 1968 roku ukazał się sygnowany nazwiskami pary album "Two Virgins" ("Dwie dziewice"), zawierający efekt pamiętnej nocy w domu Lennona. Wypełnił go dość przypadkowy i chaotyczny kolaż instrumentalnych motywów, odgłosów otoczenia i głosu Yoko. Płyta zasłynęła jednak nie tyle z powodu swojej wartości artystycznej, ile okładki - przedstawiającej Johna i Yoko pozujących przed samowyzwalaczem zupełnie nago. Miało to symbolizować czystość i szczerość ich intencji, choć nietrudno się domyślić, że wywołało głównie obyczajowy skandal.

Nasz cykl: Kalendarium muzyki rozrywkowej

Równie osobiste były dwa kolejne albumy. Pierwszy stanowił zapis pobytu Yoko w szpitalu, do którego trafiła z powodu zagrożonej ciąży. Poroniła. Okładka albumu przedstawiała czuwającego przy łóżku brzemiennej Yoko Johna. Utwory były zaś dokumentem tamtych dni: nadziei i oczekiwania na przyjście dziecka na świat, a potem bólu z powodu jego utraty. Druga płyta, "Wedding Album" z 1969 roku, to z kolei pamiątką ze ślubu pary.

Od tej pory nie było już wątpliwości, że John i Yoko postanowili być związkiem publicznym. Stopniowo przekształcali wspól-ne życie w rodzaj wielkiego happeningu - serię wydarzeń inscenizowanych i odgrywanych na oczach i z udziałem świata.

Para szybko przyswoiła sobie też wypróbowane już przez Ono zabiegi artystycznej prowokacji - także o zabarwieniu politycznym. Najsłynniejsza z nich, nazwana bed-in, była protestem pary przeciwko wojnie w Wietnamie. Będąc w swojej podróży poślubnej, John i Yoko postanowili przez tydzień nie wychodzić z łóżka w amsterdamskim hotelu. Przyjmowali tam dziennikarzy, z którymi dyskutowali na temat szans pokojowego rozwoju świata. Apelowali też o wysyłanie do przywódców państw żołędzi z proś-bą, by ci zasadzili je w imię pokoju.

Coraz bardziej zaangażowane były też nowe solowe utwory eks-Beatlesa. Z jednej strony muzyk nadawał im zaangażowane treści o wymiarze społecznym - pacyfistyczne, feministyczne, wyraźnie lewicujące. Z drugiej strony epatował zaś swoimi przeżyciami osobistymi, traktując twórczość jako autoterapię - zwierzał się ze swojego heroinowego nałogu, spowiadał z intensywnego leczenia psychiatrycznego, rozliczał rodziców z braku zainteresowania nim w wieku młodzieńczym. Nie żałował też uszczypliwości McCartneyowi. Wszystko to przeplatał dedykowanymi żonie wyznaniami miłosnymi. Nie ma wątpliwości, że gdyby nie związek z Yoko, jego solowa twórczość wyglądałaby zupełnie inaczej.

O jego uzależnieniu od żony najlepiej świadczy okres ich półtorarocznej separacji. "Odpoczynek od siebie" zaproponowała Ono. Lennon zniósł go jednak ciężko - popadł w alkoholizm i stał się agresywny wobec otoczenia, a po wszystkim nazwał ten czas "straconym weekendem".
W 1975 roku na świat przyszedł syn Yoko i Johna - Sean. Muzyka zupełnie przestała wte-dy interesować Lennona. Artysta na pięć lat zaszył się w domu. - Piekłem chleb i opiekowałem się dzieckiem - wspominał.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Milczenie przerwał w 1980 roku płytą "Double Fantasy" - pełnym optymizmu, ciepła i wewnętrznego szczęścia dialogiem małżeńskim z Ono. Znów miał plany, chciał ruszyć w trasę. Nie zdążył. W tym samym roku został zastrzelony pod swoim domem w Nowym Jorku przez fana, któremu kilka godzin wcześniej podpisywał płytę.

Na koniec wróćmy jeszcze do "Imagine" - pacyfistycznej ballady, w której Lennon rysował wizję utopijnej krainy marzeń, bez podziałów, własności, religii i granic państwowych. - To piosenka antyreligijna, antykapitalistyczna i antynacjonalistyczna - mówił Lennon. - To właściwie manifest komunistyczny, chociaż nie jestem komunistą i nie należę do żadnego ruchu. Nagrywałem już wcześniej takie piosenki, ale były zbyt realistyczne, więc zakazywano ich w radiu. Tutaj ten sam przekaz pokryty jest lukrem - i dlatego jest to akceptowane.

Nasz cykl: Kalendarium muzyki rozrywkowej

Co jednak ciekawe, w ostatnim udzielonym przed śmiercią wywiadzie Lennon dystansował się od tego przekazu, tłumacząc, że pieniądze nie są źródłem całego zła, a on sam - choć jest uważany za osobę antychrześcijańską i antyreligijną - ma się za bardzo religijnego faceta, a już z pewnością nie ateistę.

Chyba jednak nie do końca jest to po myśli Yoko Ono, która wciąż prowadzi aktywną działalność feministyczną i ekologiczną, a "Imagine" traktuje jak testament zmarłego męża. Zresztą artystka wyjątkowo lubi snuć rozważania, co robiłby dziś John. Ostatnią okazją były 70 urodziny artysty. - Pod koniec życia był pewien energii, witalny. Pewnie walczylibyśmy dziś wspólnie o naszą planetę - mówiła. Zdradziła też, że jej zdaniem Lennon na pewno polubiłby Lady Gagę i Facebooka.
Cóż, może artystka, która przez tyle lat była tak blisko z eks-Beatlesem, się nie myli. A może jednak tego, co robiłby dziś John Lennon, nigdy się nie dowiemy.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie