Julia Kuczyńska, Maffashion: Dziewczyna ze sweet foci Człowiekiem Roku Polskiego Internetu [ROZMOWA]

Justyna Bakalarska
Fot. za madamejulietta.blogspot.com
Jej historia to american dream w polskim wydaniu. Zaczynała od robienia sobie zdjęć aparatem stojącym na śmietniku, dziś zdjęcia robią jej paparazzi. Jak wykorzystać możliwości, które oferuje sieć, blogerka Julia Kuczyńska Maffashion opowiada Justynie Bakalarskiej.

Jak Julia Kuczyńska została Człowiekiem Roku Polskiego Internetu 2012?
Została nominowana i wygrała największą liczbą głosów. (śmiech) A tak poważniej: to zasługa moich obserwatorów. Mam bardzo wielu stałych czytelników, których ciągle przybywa. To oni głosowali i tak wybrali. Ogromnie im za to dziękuję.

To był szok?
Nominacja w plebiscycie była dla mnie szokiem, trochę w to nie dowierzałam. Nawet wtedy, kiedy dostawałam nagrodę, wchodząc po schodach, trzymając statuetkę, było mi głupio. Przede mną na sali siedziało pełno biznesmenów w garniturach, od lat związanych z branżą internetową, a tutaj taka dziewczynka zdobywa tytuł. Tytuł poważny, bardzo poważny. Wszyscy z nominowanych zostali wyróżnieni za swoją działalność w internecie. Tomasz Lis za NaTemat, Robert M. za swoją twórczość, a jak pokazywali na telebimie informacje o finalistach plebiscytu, to wszyscy mieli jakieś poważne projekty, a u mnie leciały sweet focie. (śmiech) Pewnie myślano, że ktoś się pomylił! Zastanawiali się, kim jest ta dziewczyna?

To jak dziewczyna ze sweet foci pokonała Tomasza Lisa?
Ale w tym plebiscycie nie chodzi o to, by pokazać osoby od lat siedzące w branży, które teraz trzeba nagrodzić za działalność, a o fenomen, zjawisko i największy indywidualny progres w danym roku. Statystyki, liczby i głosy zadecydowały. Wiem, że mam za obserwatorów ludzi, którzy są naprawdę zainteresowani tematem i uczestniczą w życiu bloga. Tak, oczywiście można wykupić sobie lajki, ale to są martwe lajki, fanpage nie żyje. Tutaj chodzi o interakcję i o aktywnych obserwatorów. Ja takich właśnie mam i jeszcze raz im za to dziękuję.

Nie jestem celebrytką. Nie czuję się wyjątkowa, nie czuję się kimś, z kim można chcieć sobie zrobić pamiątkowe zdjęcia. Czuję, że mi się to zwyczajnie nie należy

I co teraz?
Dla mnie jest to kolejne z osiągnięć, kolejna z nagród. Wszystkie wcześniejsze były powiązane bezpośrednio z blogiem, ta nagroda jest szersza, bo związana w ogóle z internetem. Poważniejsza nagroda, więc będę miała co wspominać. Czy coś się zmieni? Nie wiem. Bardzo dużo portali się mną po tym zainteresowało. Każda telewizja śniadaniowa chciała zaprosić na wywiad. Ale jeśli chodzi o mnie samą, to w powiązaniu z tym, co robię, tytuł nie ma dla mnie znaczenia, nic to nie zmienia w mojej osobie, w moim blogu - jego wyglądzie czy liczbie postów. Jest to dla mnie wynagrodzenie, czuję się dzięki temu dowartościowana.

A jak to jest być Maffashion?
Jak to jest być blogiem? Nie wiem. Maffashion to nazwa bloga, ja jestem Julia, Juliett, Maff. To częsty błąd, nieporozumienie, no, ale już ciężko mieć na to wpływ i tyle czasu, by ciągle kogoś poprawiać.
Więc jak to jest być blogerką Julią Kuczyńską?
Jest fajnie. Normalnie. Jedynie na przełomie ostatnich kilkunastu miesięcy trochę się zmieniło i pojawiły się w moim życiu dodatkowe elementy. Coraz częściej mnie ktoś poznaje i kojarzy na ulicy, a zdjęcia, które publikuję w sieci, trafiają na portale. Te i wiele innych rzeczy są taką wartością dodaną, której nie przewidywałam. Nie myślałam, że tak będzie. To by mi się nawet nie przyśniło, bo ja dalej robię to, co na początku. Systematycznie tworzę stylizacje, dodaję i obrabiam zdjęcia. Jestem tą samą osobą, z tymi samymi zainteresowaniami. Mam dwie firmy, skończyłam studia, poza blogiem prowadzę normalne życie. Nie jestem celebrytką. Nie czuję się wyjątkowa, nie czuję się kimś, z kim można chcieć sobie zrobić pamiątkowe zdjęcia. Rozumiem - Beata Tyszkiewicz, Michał Piróg, którego bardzo lubię, czy Kuba Wojewódzki… ja czuję, że mi się to nie należy.

To krępujące?
Oczywiście za każdym razem jest to bardzo miłe, ale czuję się zawstydzona, chyba jeszcze bardziej niż osoba, która robi sobie ze mną zdjęcia. To jest taka główna zmiana w moim życiu, że moja anonimowość została troszeczkę przerwana. Oczywiście na moje życzenie, bo robię zdjęcia, ciągle próbuję nowych rzeczy, projektów, o których potem wszyscy wiedzą. Prowadzę Instagram, który na bieżąco informuje, co u mnie. Ale nigdy nie pomyślałabym, że tak to może wyglądać. Sama nigdy nie mówię, że mam najpopularniejszego bloga tego typu w Polsce czy że wyznaczam trendy. Nie to jest dla mnie najważniejsze, nawet nigdy nie pamiętam, jaką mam liczbę wejść na stronę. Zdarza się, że ludzie do mnie piszą i stawiają mnie za wzór. Nie czuję się jednak kimś odpowiednim do naśladowania, a przynajmniej nie we wszystkim.

Czyli przez innych została Pani okrzyknięta guru modowym?
Nic mi o tym nie wiadomo. Uwielbiam modę, jednak bardziej interesuje mnie magia zdjęć. Światek fashion to nie jest coś, na czym się znam, w czym jestem ekspertem. Mam kontakt z modą, bawię się nią, jak wielu ludzi. Ważna jest dla mnie konkretna estetyka. Wiem, co lubię, unikam tego, co mi się nie podoba. Nawet najfajniejsze ciuchy można na zdjęciach pokazać średnio, a dla mnie i w białej koszulce, jeśli dobrze pada światło, jest odpowiedni kadr, można zrobić takie zdjęcie, które będzie się podobać. Ja po prostu jestem estetką, na wszystko patrzę jak na kadry z aparatu.

Dlatego na Pani blogu są głównie zdjęcia?
To blog ze zdjęciami. Taka jakby galeria. Podobnie jest z magazynami modowymi, wertuje się kartki, ogląda zdjęcia, treści jest niewiele. Nie wyobrażam sobie i nie widzę w tym sensu, żeby do gotowych zdjęć, które tworzą czasem opowieść, dorabiać ideologię. Albo opisywać, że spodnie są w najmodniejszy print, a bluzka mięciutka. Wiadomo, ironizuję. Ale dla mnie zdjęcia mają się same bronić.
Nie ma sensu wzbogacać tego tekstem?
Takim jak podałam w przykładzie? Czy o swoim życiu? Myślę, że wystarczająco się upubliczniam, wystarczy mi "Big Brothera". Jeśli na moim blogu pojawia się treść, to tylko przy okazji różnych wyjazdów, ciekawych projektów i wtedy to normalne, że napiszę, co i dlaczego. Wtedy zazwyczaj dużo się rozpisuję. A potem najczęściej czytam, że ktoś mi to napisał, eh.

Tworzy Pani swój blog od trzech lat. Co się w nim zmieniło w tym czasie?
Przede wszystkim jakość zdjęć. Teraz znajomi robią mi zdjęcia, niektórzy mają bardzo dobre aparaty. Ja wymyślam wszystko, współpracujemy, a potem obrabiam, kadruję i publikuję zdjęcia. Wcześniej robiłam zdjęcia samowyzwalaczem. Stawiałam mojego kodaka na parapecie, szafce, murku, tam gdzie było w danym momencie najodpowiedniej. Albo w drodze do pracy stawiałam aparat na śmietniku, bo tam była akurat dobra wysokość i mi na zdjęciu nie skracało nóg. Pozowałam, próbowałam zmieścić się w kadrze, dlatego czasem miałam takie wygięte, dziwne pozy. (śmiech) Ale było widać i buty, i czapkę, i wszystko, co miałam na sobie.

Trzeba było pokonać strach, żeby pozwoliła Pani komuś innemu robić sobie zdjęcia?
Tak. Nie umiałam się przełamać, żeby ktoś robił mi zdjęcia. Samo zdjęcie jest piękne, ale pozowanie zawsze mnie krępowało. Później się przełamałam, kolega z pracy zaproponował mi, że zrobi zdjęcia, i to on jako pierwszy wyciągnął mnie sprzed samowyzwalacza. Niekiedy zdjęcia robiła mi mama, innym razem - koleżanka. Zresztą ja też się zmieniłam, mój styl, umiejętności. Jestem samoukiem, nikt mnie nigdy nie uczył, jak się obrabia zdjęcia, montuje filmiki itd. Wiadomo: trening czyni mistrza. (śmiech) A tak poważniej, jak ktoś coś lubi robić, to się szybciej uczy. Teraz mam problem, bo jestem bardziej wyczulona na postprodukcję, nienawidzę, kiedy zdjęcia wyglądają lepiej przed obróbką grafika niż po niej.

200 tys. fanów na Facebooku, miliony obserwatorów. Co by było, gdyby ich zabrakło?
Robiłabym dalej to samo. Przecież ci fani nie pojawili się w jeden dzień. A blog miał na początku jednego stałego czytelnika… mnie. Robiłam to i dalej robię, bo sprawia mi przyjemność. Nie jest żadną presją. Pracą? Owszem, wszystko, co się składa na tworzenie bloga i co mogę robić dzięki temu, co wypracowałam, jest poważną sprawą. Z normalnymi umowami, zleceniami, kontaktem z dużymi firmami, ważnymi ludźmi. Rozwijam się w wielu dziedzinach, bo od zawsze miałam wiele zainteresowań: śpiewałam, pływałam, grałam w piłkę nożną, szachy, rysowałam, pisałam wiersze i bajki. Jest tego trochę. Dzięki temu, co robię, poznałam mnóstwo ludzi, z którymi się zaprzyjaźniłam, którzy doceniają moją pracę, moje zdjęcia. To jest dla mnie ważne.

A ma Pani ulubione blogi?
Z polskich blogów głównie wchodzę na blogi tych dziewczyn, z którymi się przyjaźnię. Często bierzemy udział we wspólnych akcjach. Tak jest np. z Jessicą Mercedes, Alice Point, Charlize Mystery czy Cajmel. Z nimi utrzymuję stały kontakt. A z zagranicznych blogów Fashiontoast i kilka innych, których nazw nie chcę poprzekręcać, bo są zapisane w zakładkach na komputerze i dokładnie nie pamiętam, ale jest kilka.
Między polskimi blogerkami jest tyko przyjaźń, nie występuje nutka rywalizacji?
Mogę mówić tylko za siebie. Nie rywalizuję, bo każda z nas zajmuje się czymś innym, ma inne cele, własny styl i swoich czytelników.

A jak ocenia Pani bloga Kasi Tusk, z czego wynika jej popularność?
Z tego, że jest Kasią Tusk. Nie śledzę jej bloga, więc nie mogę go oceniać. Ale w ostatnim raporcie o blogach modowych widziałam, że zajęła trzecie miejsce. Więc wiem, że ten blog jest popularny, ma swój target, są ludzie, którzy ją lubią, komentują wpisy, dla każdego coś się w internecie znajdzie. Przez to, kim jest, od początku pisały o Kasi różne portale, gazety, dlatego niektórzy ludzie w ogóle nie znający czegoś takiego jak blogi modowe, mieli pierwszy kontakt w tym temacie właśnie z nią.

Czyli Kasia Tusk miała łatwiej dzięki nazwisku?
I tak, i nie. Z jednej strony, na pewno już na wstępie miała zapewniony dobry PR i ludzi, którzy dowiedzieli się o istnieniu bloga. Z drugiej strony - ludzie ją krytykują i zarzucają jej, że blog jest popularny tylko przez to, że Kasia jest tą Kasią.

Córka premiera a dziewczyna z małego miasteczka. Pani sukces przez tę różnicę jest większy?
Na pewno ma inną jakość, jest inny. Na pewno bardziej cieszy coś, co się osiągnęło samemu. Tak od początku do końca. Widzieć, jak to rośnie, rozwija się na twoich oczach. Blog to takie moje małe dziecko i ma dla mnie wielką wartość. Nawet jako symbol, że udało mi się zrobić coś tak ciekawego, że tyle osób chce to oglądać. Bez przymusu. Nie da się tego niczym zastąpić. Myślę, że Kasia osiągnęła sukces (ja nie lubię tego określenia), ale myślę, że nasze sukcesy się różnią. Ja do swojego doszłam nie na plecach innych i trochę dłuższą drogą. Zresztą niektórych też to może cieszyć, żeby się nie napracować a mieć. To też może sprawiać przyjemność. (śmiech)

Blog miał na początku jednego stałego czytelnika… mnie. Robiłam to i dalej robię, bo sprawia mi przyjemność. Nie jest żadną presją. Pracą? Owszem. Z normalnymi umowami i zleceniami

A na czym zarabiają blogerki modowe? Na czym najlepiej Pani zarabia?
Zawsze dziwię się, gdy dostaję to pytanie. A na czym zarabia pani w sklepie? Na pracy.

A dokładniej?
Pracując, wykonując zlecenia na umowę, współpracując z markami, prowadząc swoją firmę, stylizując, reklamując coś, doradzając w stylizacjach. Pomagam też na sesjach, stylizuję w teledysku albo publikuję baner na blogu, którego markę wyrobiłam i ciągle wyrabiam. Czyli jak normalny człowiek, tylko mam trochę inny tryb i zakres pracy. Zawsze mam ten sam problem z mówieniem komuś, z czego żyję, czym się zajmuję. Sam wydźwięk tego jest płytki. A moja świadomość, jak jest naprawdę, bardzo się od tego płytkiego różni. Jak powiem, że mam popularnego bloga, to za mało. Jak powiem że, żyję z sesji, stylizowania, robienia zdjęć, z bycia jurorką etc., to pojawia się pytanie... ale dlaczego ty? Często słyszę: "To ja też założę bloga".
A jak to jest z barterami?
Kiedyś częściej korzystałam z takich barterów, to było fajne, ale teraz już nie, nie na taką skalę. To nie tak, że mi się w głowie poprzewracało, tylko nie dałabym rady czasowo, a każdy taki produkt to zobowiązanie. Więc korzystam czasem z możliwości, że otrzymuję wynagrodzenie za pokazanie jakiegoś produktu na blogu, ale nie jest tak, że robię to zawsze, no i podstawowy, jedyny warunek… ta rzecz naprawdę musi mi się podobać i być w moim stylu. Moim głównym źródłem utrzymania jest marka odzieżowa Staff by Maff, a także duże projekty. Właśnie na takich pojedynczych akcjach, niezwiązanych de facto z samym blogiem, tylko na tym, co się wypracowało dzięki niemu, można zarabiać pieniądze.

Jakie miejsce zajmuje blogerka w świecie mody? Jak jest odbierana przez ludzi z branży?
W Polsce czy na świecie?

Na świecie.
Na całym świecie bardzo fajnie, bo blogerzy są bardzo opiniotwórczy i dobrze odbierani, są traktowani jak gwiazdy, celebryci. Siedzą w pierwszych rzędach na pokazach mody obok naprawdę kluczowych osób z tej branży. Projektanci nazywają ich imionami modele torebek. I nikt jakoś nie zagląda im w kieszeń, nikt nie sugeruje, że nic sobą nie reprezentują, że są osobami od ciuszków i pstrykają sobie foteczki. Tylko są szanowanymi osobami. To, co robią tacy znani blogerzy, jest pewnego rodzaju pracą, tyle że zupełnie inną niż te powszechnie znane, pojmowane. Każdy jest kowalem własnego losu.

A w Polsce?
To wiadomo. U nas jest troszeczkę bardziej podwórkowo. Na rynku polskim tępi się tych, którzy się wyróżniają, którzy wychodzą poza. Zazwyczaj mają podcinane skrzydła. Oczywiście nie przez wszystkich. Nie przez osoby ze świeższym podejściem, świadome tego, jak ważny jest obecnie internet. Są ludzie z branży, którzy widzą w blogerach osoby, które coś kreują, robią coś z pasji, nikomu nie robiąc krzywdy i wspierają. Wiem też, że wiele osób uważa nas, blogerki (szafiarki), za infantylne zjawisko. Ale bez przesady. Poza tym to ludzkie - jednych lubimy, innych nie, z tymi się przyjaźnimy, z innymi nie chcemy.

A co dalej?
Będę miała psa. (śmiech) Chciałabym, żeby było już tak stabilnie, żebym się mogła nim zajmować. Teraz czasami w ciągu miesiąca jestem tylko dwa dni w domu, na walizkach ciągle. Może będę miała męża albo chociaż narzeczonego. (śmiech) Dalej będę rozwijała Staff by Maff, na tym mi zależy. Będę prowadzić dalej bloga. Podobno też dobrze gotuję. (śmiech) Ale na pewno będę robiła zdjęcia. Mam takie marzenie, jeden konkretny kadr w głowie. Moi bliscy znają mnie i wiedzą, że kiedyś to zrealizuję.

Rozmawiała Justyna Bakalarska

Wideo

Materiał oryginalny: Julia Kuczyńska, Maffashion: Dziewczyna ze sweet foci Człowiekiem Roku Polskiego Internetu [ROZMOWA] - Polska Times

Komentarze 14

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
slubnyszyk.pl
Julia firmuje swoją twarzą wiele projektów i na tym się zarabia, proste!
G
Gosia
"A na czym zarabiają blogerki modowe? Na czym najlepiej Pani zarabia?
Zawsze dziwię się, gdy dostaję to pytanie. A na czym zarabia pani w sklepie? Na pracy. "

Maffashion brakuje niestety klasy i dojrzałości ( w porównaniu chociażby z Kasią Tusk). Coraz częściej widzę w jej wypowiedziach niegrzeczne, opryskliwe odpowiedzi. Każdy przecież z nas powinien wiedzieć jak zarabia blogerka modowa i czym sie dokładnie zajmuje? Każdy z nas powinien wiedzieć CZYM jest Maffafshion? Więcej dystansu do siebie życzę, więcej szacunku dla zwykłych czytelników, którzy nie śledzą blogów modowych, a bardziej patrzą na nie jak na "nowe zjawisko" w internecie. W wypowiedziach Maffashion widzę dużo hipokryzji. Z jednej strony chce "grać" zwykła SKROMNĄ dziewczynę, a mimo wszystko dziwi się jak ktoś zada jej normalne pytanie na czym polega prowadzenie bloga... bo przecież jest już tak bardzo rozpoznawalna, tak bardzo znana, każdy z nas powiedzieć kim jest Julia Kuczyńska. Tak samo zachowywała się w programie u Kuby Wojewódzkiego, gdzie pyskowaniem i zbyt dużym dekoltem chciała sprowokować prowadzącego. Niestety wypadła karykaturalnie i zamiast zaciekawić widza tylko go do siebie zniechęciła.
J
Ja
Podziwiam Cie, kiedyś wchodziłam na bloga Kasi - mało kreatywna dziewczyna, która jest znana z nazwiska, bo jej stylizacje są albo zgapione z filmów bądź z gazet lub po prostu są nudne. Twoje są świetne niespotykane i twórcze. Tylko podziwiać Twój własny styl i to co robisz. Powodzenia :)
j
ja
ludzie wypisując komentarze w stylu że pusta gwiazdeczka którą się promuje po prostu jej zazdrościcie! każdy by chciał robić to co kocha i to co jest jego pasją i mieć z tego naprawdę dobrą kasę, dziewczyna jest świetna, swoja prawdziwą pasje zamieniła w pracę i wiele osiągnęła!
J
Jola Kalinowska
Jakie zjawisko! ???
m
madzik
Dziewczyna sama sobie zapracowała na taki sukces a i oczywiście nie brakuje osób (oczywiście anonimowych bo tak łatwiej) które z zazdrości wypisują zawistne komentarze aby się dowartościować..
w
www.mylifeismystyle.co.uk
Gratulacje i czekamy na pieska ;)
G
Gość
Super Julka, trzymaj tak dalej!
.
Jak to nie ma nic do powiedzenia, czytałaś/eś wywiad?
a
as
Że w dzisiejszych czasach tak nie mając nic do powiedzenia można zostać "gwiazdą". Samonapędzający się rynek, pustaki głosują na pustaki i popierają je pustaki w tak zwanych jury. Boże, żyję wśród idiotów....
s
sandra
Z tego co widzę to nie powiedziala na nic złego tylko to o czym wszyscy wiedza. Czytamy ze zrozumieniem !
E
Eve-r-green
Jak czytam takie komentarze to mi ręce opadają!!! A czego ma ta dziewczyna Kaśce zazdrościć? Bo chyba nie popularności i pieniędzy. Nie ma to jak wejść na portal, przeczytać trzy zdania i napisać, że wariatka i że zazdrości. Ludzie nie przestaną mnie zaskakiwać. Nigdy.
A
Alicja
Co za hipokryzja bije z tej dziewczyny. W jednym zdaniu mówi, że nie ma nic do innych blogów a w drugim wali w Kasię Tusk. Zazdrość aż kipi, zero klasy.
g
ghgh
Bardzo ciekawy wywiad ! Mam nadzieje,że kiedyś w Polsce zmieni się to zacofanie i każde nowe zjawisko będzie odbierane pozytywnie a nie jak do tej pory . Trzymam kciuki Julia!:*
Dodaj ogłoszenie