Jorgen Petersen: Nie byłoby afery ze śpiączką, gdyby to szpital sam ją ujawnił

Redakcja
Z Jorgenem Petersenem, właścicielem firmy Medica Travel, rozmawia Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

Kolejna Szwedka, Kicki Nilsen, ledwo uszła z życiem po operacji, tym razem przeprowadzonej w jednym ze szpitali warszawskich. W jej przyjeździe do Polski również pośredniczyła Medica Travel. Czuje się Pan winny?
Nie czuję się winny, ponieważ komplikacje zdrowotne mogą wystąpić po każdej operacji i to niezależnie od tego, czy są wykonywane w Polsce, Szwecji, czy Niemczech. Wybrałem dla Kicki Nilsen dobrą klinikę, w której wcześniej operowanych było już wielu zagranicznych pacjentów, powierzyłem ją opiece doświadczonego chirurga. Każda komplikacja jest tragedią ludzką i w tym sensie powikłania, które u niej wystąpiły, traktuję jako bolesną porażkę. Powikłań nie da się jednak uniknąć, co potwierdzają medyczne statystyki.

Jak to się stało, że Kicki trafiła do Polski?
Znalazła stronę firmy Medica Travel w internecie, skontaktowała się ze mną. Ponieważ była zdecydowana na operację bariatryczną w Polsce, zadałem jej kilkanaście pytań - na początek dotyczących wagi, wzrostu, wskaźnika BMI itp. Pacjentka ważyła 98 kg przy wzroście 168 cm, a jej BMI wynosiło 34,3. Cierpiała ponadto na nadciśnienie tętnicze, miała obniżoną tolerancję glukozy, podwyższony cholesterol, co było jednoznacznym wskazaniem do operacji bariatrycznej. Ponadto była ogromnie zdeterminowana, by się jej poddać. Wielokrotnie podejmowała próby leczenia otyłości, w tym za pomocą rozmaitych diet, ale bez skutku.

Czym innym jest operacja powiększenia biustu, czym innym operacja zmniejszenia żołądka z powodu otyłości. Czy ostateczna kwalifikacja Kicki do tego zabiegu odbyła się tylko za pośrednictwem internetu?
Po wstępnej kwalifikacji przez internet na podstawie pytań przygotowanych przez lekarza specjalistę zajmującego się bariatrią skontaktowałem się z chirurgiem z prywatnej kliniki warszawskiej, który w ciągu pięciu lat szczęśliwie zoperował kilku moich pacjentów ze Szwecji i po uzyskaniu jego akceptacji umówiłem ją na wizytę. Kicki Nilsen przyjechała do Warszawy w kwietniu ub. roku. Tak jak zwykle to się odbywa, odebrałem ją z lotniska, zawiozłem do hotelu, a następnego dnia rano do kliniki, gdzie pacjentka przeszła szereg testów medycznych. Po konsultacji lekarskiej wróciła do hotelu, by móc jeszcze raz wszystko przemyśleć. Następnego dnia, 6 kwietnia ub. roku była operowana.
Czy zdawała sobie sprawę, że zabieg, któremu chce się poddać, jest ryzykowny?
Została przez lekarza dokładnie poinformowana o możliwości wystąpienia komplikacji, które przy tego rodzaju operacjach - według danych statystycznych z najlepszych ośrodków bariatrycznych w USA, zdarzają się w ok. 2,5-4 proc. operacji. Do niej należała ostateczna decyzja. Podpisując zgodę na operację, Kicki Nilsen była w pełni świadoma ryzyka.

W opinii szwedzkiego chirurga, który wystąpił, gdy telewizja SVT ujawniła dramatyczną historię kolejnej Szwedki leczonej w Polsce - metoda, którą została zoperowana Kicki Nilsen, jest przestarzała?
To nieprawda, na całym świecie, również w wiodących ośrodkach szwedzkich, jak Karolinska Universitetssjukhuset Huddinge czy szpitalu Danderyd, wykonuje się metodę operacji bariatrycznych zwaną sleeve gastrectomy. To inaczej "rękawowa resekcja żołądka", czyli jego zmniejszenie przez nadanie mu kształtu wąskiego rękawa za pomocą pewnego rodzaju zszywaczy, fachowo zwanych staplerami.

A może powikłania po operacji Kicki Nilsen nastąpiły z powodu błędu chirurga czy niedostatecznej opieki ze strony personelu kliniki?
Nie jestem lekarzem, wiem jednak, że do piątej doby po operacji nic złego się nie działo. W szóstej dobie po zabiegu wystąpiły objawy nieszczelności żołądka, tzw. przeciek, co jest jednym z najczęściej występujących powikłań.

A może wcześniej nikt nie rozumiał skarg pacjentki?

Była pod bezpośrednim nadzorem chirurga, który biegle zna język angielski. Poza tym język nie stanowi w takich przypadkach bariery. Większość lekarzy w Polsce oraz niektóre pielęgniarki mówią po angielsku. Po konsultacji medycznej zawsze pytam pacjenta, czy wszystko zrozumiał, czy otrzymał odpowiedzi na wszystkie pytania, które go interesują, czy lekarz wzbudził ich zaufanie. Każdy szwedzki pacjent przyjmowany do szpitala otrzymuje opracowany przeze mnie tzw. communicator, dzięki któremu może komunikować się z personelem za pomocą obrazków, które są dodatkowo opisane w trzech językach - polskim, szwedzkim i angielskim. Składa się on z kilku rozdziałów. Pierwszy zawiera rodzaje napojów, o które może prosić pacjent oraz obrazek zakazujący picia, drugi - posiłki, trzeci - określa sposób kontaktowania się z lekarzem, pielęgniarką, rodziną itp., czwarty takie przedmioty jak koc, poduszka, sztućce czy telewizor. W kolejnych rozdziałach wymienione są najczęstsze prośby pacjentów (np. zmiany pozycji łóżka, otwarcia okna, zgaszenia światła, korzystania z prysznica czy toalety). Bardzo ważna jest część poświęcona objawom takim jak wymioty, ból, zawroty głowy, zaparcia, uczucie gorąca itd. Zanim pacjent zostanie przyjęty, uczy się z niego korzystać. Wcześniej byłem nauczycielem, więc zdaję sobie sprawę, jak ważne jest, by pacjent rozumiał, co do niego mówią.
Czyli zagraniczny pacjent porozumiewa się z personelem językiem jaskiniowców?
Ten język bardzo dobrze się sprawdza, jeśli wystąpią kłopoty z komunikacją.

Czy rodzina pacjentki była informowana o tym, co się z nią dzieje?
W trakcie całego leczenia partner Kicki Nilsen pozostawał w stałym kontakcie SMS-owym i telefonicznym z lekarzem i był na bieżąco informowany o jej stanie. Podobnie jak siostra pacjentki, która przyjechała do Polski i towarzyszyła jej w szpitalu.

Przypadek Kicki nie miał, na szczęście, tak tragicznego finału jak Christiny Hedlund…

Kicki Nilsen była z powodu poważnych powikłań operowana powtórnie, następnie intensywnie leczona. Z tego, co wiem, waży dziś 60 kg, pracuje zawodowo, jest w dobrym stanie.
Skoro wszystko jest w porządku, to dlaczego Kicki poskarżyła się szwedzkim dziennikarzom?
Po pierwszym programie o Christinie Hedlund, która zapadła w śpiączkę, wyemitowanym przez telewizję SVT pod koniec listopada ub. roku, 8 grudnia, a więc osiem miesięcy po operacji Kicki Nilsen, jej partner wysłał SMS-a do chirurga, który ją w Warszawie operował, z żądaniem pieniędzy. Tłumaczył, że stracili dużo pieniędzy na miesięczny pobyt w Warszawie, Kicki przez dłuższy czas nie mogła pracować, chcieli zwrotu poniesionych kosztów i rekompensaty za cierpienie. Zagroził, że jeżeli ich nie otrzyma, pójdzie do telewizji. Kopię tego SMS-a chirurg przesłał do mnie. W odpowiedzi zaproponował pacjentce badania kontrolne w klinice warszawskiej i przekazanie sprawy ubezpieczycielowi, ponieważ to jedyna droga dochodzenia odszkodowania. Mimo że klinika zobowiązała się pokryć koszty przyjazdu i badań, Kicki Nilsen odmówiła przyjazdu. Jej partner poinformował mnie, że nie przyjedzie, bo boi się, że zostanie ona aresztowana na lotnisku za próbę wyłudzenia. Na pytanie, czy to jest szantaż, partner Kicki stwierdził, że to oferta. Na ok. 30-35 tys. zł. Mieliśmy świadomość, że przekazanie tych pieniędzy to tak jakby przyznanie się do winy. Zwróciłem się do swojego prawnika z pytaniem, jak potraktować tę propozycję?

I co on na to?
Spytał mnie, czy chirurg ma stuprocentową pewność, że podczas leczenia Kicki Nilsen nie popełniono żadnego błędu, że niczego nie zaniedbano. Ponieważ lekarz był o tym przekonany, prawnik orzekł, że ofertę szwedzkiej pacjentki i jej partnera należy odrzucić. Być może Kicki Nilsen zasugerowała się opinią jednego ze szwedzkich lekarzy, który uważał, że klinika, w której Kicki operowano, była za mała, przerwa między jedną a drugą operacją - zbyt długa, pacjentkę operowano w trakcie infekcji. Zarzuty te są absurdalne. Ponieważ jednak pojawiły się tego rodzaju wątpliwości, po raz kolejny zaproponowaliśmy pacjentce przesłanie całej dokumentacji oraz rachunków do kliniki. A ja osobiście zaoferowałem im pomoc w dochodzeniu ewentualnego odszkodowania od firmy ubezpieczeniowej.
Telewizja zrelacjonowała historię Kicki, co będzie dalej?
Ta sama stacja i ta sama dziennikarka Karin Mattisson wyemitowała w listopadzie ub. roku program o historii Christiny Hedlund. Karin Mattisson wcześniej już wypowiadała się publicznie, że jest przeciwna chirurgii plastycznej, prywatnym szpitalom, jest przeciwna Polsce. Kiedy obciążyła mnie odpowiedzialnością za przypadek Christiny, podając wiele nieprawdziwych faktów, poskarżyłem się szwedzkiej Komisji Nadzoru nad Telewizją Publiczną. Nie jest prawdą, że Medica Travel, największa firma pośrednicząca w przyjazdach szwedzkich pacjentów do Polski, nie jest ani tam, ani tu zarejestrowana, że pięć lat temu zbankrutowała, że całe jej biuro to komputer, ja, asystentka i sieć internetowa. Moja skarga, ujęta w 63-stronicowym raporcie, została po dwóch tygodniach przyjęta przez tę komisję do rozpatrzenia. Zobowiązała się też, najpóźniej w ciągu sześciu miesięcy, wydać opinię, czy zasady rzetelności dziennikarskiej zostały przez SVT naruszone. Najgorsze jest to, że do tej pory telewizja szwedzka nie przyznała, że operowana w Gdańsku Christina była pacjentką wysokiego ryzyka, choć zostało to udowodnione. Nie ujawniono tych okoliczności, bo to zepsułoby im tę historię.

Na czym polegało to wysokie ryzyko?
Gdybyśmy wcześniej wiedzieli, że Christina Hedlund jest uczulona na antybiotyki, a w dzieciństwie chorowała na padaczkę, zostałaby zdyskwalifikowana z operacji plastycznej lub zostałaby ona przesunięta na innym termin.

Czy Christina zataiła te informacje?
Zataiła. W trakcie kwalifikacji do zabiegu zadeklarowała, że jest w pełni zdrowia. Była więc traktowana jak normalny, zdrowy pacjent. Operacja powiększenia biustu nie jest zabiegiem ratującym życie, więc był czas na to, można by poprosić ją o dokumentację medyczną ze Szwecji, by skonsultować ją z neurologiem. Inaczej postępuje się z pacjentem zdrowym, inaczej obciążonym ryzykiem powikłań. Szwedzka telewizja wiedziała o tym, ale ten wątek pominęła.

Kontaktował się Pan od tamtej pory z jej rodziną?

Próbowałem, ale się nie udało. Wielokrotnie dzwoniłem do narzeczonego Christiny, nagrywałem mu się na komórkę, mam na to billingi, ale się nie odezwał. Kilka tygodni później historia Christiny dotarła do opinii publicznej.

A mogło być inaczej?

Mogło. W sierpniu ub. roku, czyli w tym samym czasie i po takiej samej operacji plastycznej zapadła w śpiączkę pacjentka w Szwecji, w szpitalu w Lanskronie, następnie umarła. Tamtejszy szpital sam podał tę wiadomość do prasy i oddał sprawę do prokuratury. Tydzień po dramatycznym wypadku w Gdańsku zwróciłem się do dyrekcji szpitala o wskazanie osoby, która poinformuje o nim opinię publiczną. Niestety, uznano, że nie ma takiej potrzeby.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie