Jolanta Banach o pracach nad komisją ds. pedofilii w Kościele: Jeżeli to się nie zmieni, za rok czeka nas kolejny film Sekielskich [rozmowa]

Rafał Mrowicki
Rafał Mrowicki
Przemyslaw Swiderski
- Rządowa komisja nie została powołana do dzisiaj. To dobitny dowód na to, że rządzący nie podchodzą do sprawy w sposób rzetelny i nie chcą tego wyjaśnić. Potrzeba zmiany rządzących. Jeżeli to się nie zmieni, to myślę, że za rok czeka nas kolejny film braci Sekielskich i kolejne publikacje dziennikarskie w tej sprawie - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Bałtyckim" Jolanta Banach, liderka stowarzyszenia Lepszy Gdańsk, była gdańska radna, posłanka na Sejm oraz współautorka obywatelskiego projektu ustawy o komisji prawy i zadośćuczynienia ofiarom pedofilii w polskim Kościele.

Początek prac nad obywatelskim projektem ustawy o komisji prawdy i zadośćuczynienia to przełom lat 2018 i 2019.
Podjęliśmy działania po protestach przed pomnikiem prałata Henryka Jankowskiego, po ujawnieniu jego przeszłości pedofilskiej przez panią Bożenę Aksamit i Piotra Głuchowskiego.

Co było dalej z projektem ustawy?
Po pierwszym filmie braci Sekielskich "Tylko nie mów nikomu" rząd skierował do Sejmu swój projekt ustawy, została przyjęta w sierpniu. Komitet obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej pracował nieprzerwanie. Głównym powodem tej długotrwałej pracy było ominięcie pułapek, których nie ominął projekt rządowy. Chcieliśmy przygotować koncepcję komisji, która nie zastępuje organów ścigania, nie budzi wątpliwości konstytucyjnych. Formuła przedawnienia jest zgodna z konstytucją i porządkiem prawnym. Pracowaliśmy pomimo uchwalenia ustawy rządowej. Oba projekty dotyczą zupełnie innej materii.

Czy różni się projekt rządowy od projektu obywatelskiego?

Projekt rządowy nie koncentruje się na problemie ukrywania i tuszowania pedofilii wśród duchownych. Projekt obywatelski powołuje komisję, której celem będzie zbadanie nieprawidłowości i uchybień w reakcjach organów kościelnych i związków wyznaniowych na przypadki nadużyć seksualnych dokonanych na nieletnich. Projekt rządowy odnosi się do przypadków pedofilii w różnych środowiskach, projekt obywatelski odnosi się do pedofilii w Kościele i w związkach wyznaniowych. Nie mamy problemów z systemowym ukrywaniem pedofilii w instytucjach świeckich, a jeżeli mamy, to są to przypadki incydentalne. Nie mamy systemowego tuszowania pedofilii w placówkach szkolnych czy wychowawczych. W Kościele katolickim mamy do czynienia z całym systemem nierozliczania nadużyć seksualnych popełnianych przez duchownych.

Projekt rządowy zastępuje z konieczności w pewnych sytuacjach organy ścigania i sądy. Jest czymś w rodzaju skrzynki na listy wtedy, kiedy przyjmie zgłoszenie, że mogło dojść do przestępstwa seksualnego. Prowadzi quasi-nadzór nad postępowaniem przygotowawczym. Ma prawo do wpisywania do rejestru sprawców na tle seksualnym osób, wobec których umorzono postępowanie lub go nie wszczęto ze względu na przedawnienie. Ze względu na podporządkowanie tej komisji rządzącym należy mieć obawę o to, kto będzie wpisany do tego rejestru. Projekt rządowy zastępuje sądy. Należało zająć się kwestią przedawnienia, a nie tworzyć super-sąd całkowicie zależny od rządzących. Wiele informacji wskazuje, że może to być komisja reprezentująca linię podobną do tej prezentowanej przez hierarchów kościelnych. Komisja w projekcie obywatelskim zyskuje rangę całkowitej niezależności. Sejm powoływałby członków komisji rekomendowanych przez środowiska zawodowe i ekspercie.

O jakie środowiska chodzi?
O grona prawnicze. Po jednym członku wskazałby prezydent i prezes Rady Ministrów. Pozostałych wskazałyby organizacje pozarządowe mające doświadczenie w pomocy ofiarom przemocy. Musiałyby one spełniać wysokie kwalifikacje. W projekcie rządowym wystarczy spełnić kryteria dot. wykształcenia. Komisja w projekcie obywatelskim ma szersze uprawnienia procesowe. Może wnioskować o odwołanie policjanta, prokuratora, o powołanie nowych świadków. Komisja w wersji obywatelskiej ma po pierwsze mieć uprawnienia w zakresie rozpoczęcia procesu zadośćuczynienia. Jest to jeden z poważniejszych problemów. Niewątpliwie pokrzywdzeni muszą mieć zasoby by rozpocząć postępowanie cywilne w tej sprawie. Komisja ma służyć daleko idącą pomocą, zaczynając od rozwiązań polubownych - jak w Niemczech. Jeżeli do tego nie dojdzie, komisja za zgodą pokrzywdzonego mogłaby rozpocząć postępowanie cywilne jako oskarżyciel. Projekt obywatelski odnosi się także do kwestii przedawnienia. Obecnie można ścigać sprawców przemocy seksualnej do czasu, kiedy poszkodowany skończy 30 lat, nasz projekt podwyższa granicę do 50 roku życia.

Dlaczego akurat 50. rok życia?
To wynika z badań, które przedstawiła nam seksuolożka Monika Staruch. Uzasadnia to gotowością do mówienia o traumie młodości czy dzieciństwa. Jak się okazuje, ta gotowość jest większa po 30. roku życia niż przed. Nie mogliśmy znieść przedawnienia w ogóle, ponieważ było to bardzo wątpliwe konstytucyjnie. Rząd też tego nie zrobił. Dał tylko swojej komisji możliwość karania sprawców osób, które z powodu przedawnienia nie stanęły przed sądem, ale to jest bardzo wątpliwe. Nie mam zaufania oraz wątpliwości, że będzie to instrument wykorzystywany bardzo dowolnie.

W ostatnich dniach projekt został złożony w Sejmie przez posłankę Lewicy Joannę Scheuring-Wielgus, która także jest w komitecie inicjatywy ustawodawczej. Dlaczego został złożony teraz, skoro prezentowali go państwo w Sejmie już rok temu?
Komitet zadecydował, że kampania wyborcza jest szansą na zmianę układu sił, a więc możliwość wniesienia tego projektu w formie projektu poselskiego, co skracałoby drogę do jego wniesienia. Nam, stowarzyszeniu Lepszy Gdańsk, to by pomogło w skuteczności. Zbieranie podpisów w całej Polsce przez stowarzyszenie lokalne jest dużym wyzwaniem. Partie polityczne, które deklarowały poparcie dla tego projektu, jakoś nie spieszyły się w pomocy logistycznej. Wtedy kiedy Lewica zyskała reprezentację parlamentarną, komitet inicjatywy obywatelskiej podjął jednogłośnie decyzję, że przekaże projekt ustawy na ręce posłanki Scheuring-Wielgus by został złożony jako inicjatywa poselska. W lutym Michał Wojciechowicz (działacz Lepszego Gdańska - red.) rozesłał pytania do klubów parlamentarnych czy podejmą działania w tej sprawie, jedynie Lewica na to odpowiedziała.

Niedawno ukazał się nowy film braci Sekielskich "Zabawa w chowanego", po którym reakcje hierarchów były nieco podobne do reakcji na poprzedni film. Pozytywnie na film zareagował jednak prymas abp Wojciech Polak.
Przemiana w Kościele katolickim musi przyjść z zewnątrz, czyli ze zmiany układu sił politycznych w Polsce. Nie ma takich sił wewnątrz Kościoła, które mogłyby zmienić jego postawę wobec tej kwestii. Hierarchowie wiedzą, że mają nad sobą parasol ochronny. Dopóki będziemy mieli do czynienia z tak mocnym związkiem powiązań i interesów Kościoła i rządzących, dopóty sytuacja będzie się powtarzała. Rządowa komisja niczego nie zmieni. A jeżeli już zmieni, to będzie dalej ochraniać zwierzchników kościelnych. Mam wrażenie, że wszystko leży w rękach wyborów. Nie wiem, jakie będą decyzje papieża, znamy jego zalecenia, natomiast polski Kościół zachowuje w tych sprawach wobec papieża wielką suwerenność. Rządowa komisja nie została powołana do dzisiaj. To dobitny dowód na to, że rządzący nie podchodzą do sprawy w sposób rzetelny i nie chcą tego wyjaśnić. Potrzeba zmiany rządzących. Jeżeli to się nie zmieni, to myślę, że za rok czeka nas kolejny film braci Sekielskich i kolejne publikacje dziennikarskie w tej sprawie.

Polacy boją się biedy

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie