Joachim Choina, historyk: Trzeba pokazać twarze osób, które zginęły w Lesie Szpęgawskim [ROZMOWA]

Agnieszka KamińskaZaktualizowano 
Regionalna Grupa Popularyzacji Mikrohistorii zbiera informacje o ofiarach mordu w Szpęgawsku. Na liście ma ponad 2,5 tys. nazwisk, ale pomordowanych na pewno było dużo więcej archiwum prywatne ze zbiorów Piotra Pliszki
W upamiętnienie ofiar zbrodni hitlerowskiej w Szpęgawsku zaangażowało się wiele osób. To inicjatywa oddolna, apolityczna, która łączy różne środowiska - mówi Joachim Choina, historyk, prezes Regionalnej Grupy Popularyzacji Mikrohistorii w Starogardzie Gd.

Hitlerowcy już na początku września urządzili w Lesie Szpęgawskim, znajdującym się w pobliżu Starogardu Gd., miejsce masowej zbrodni. Dlaczego wybrali akurat ten las?
- Z dokumentów dowiadujemy się, że właścicielem lasów w Szpęgawsku był baron Joachim von Paleske, miejscowy obszarnik niemiecki, zaangażowany w działalność organizacji niemieckich istniejących na naszym terenie i sympatyzujących z Hitlerem. Baron po prostu odstąpił swój teren hitlerowcom. Być może nie był świadomy, jak las zostanie wykorzystany. Jest prawdopodobne, że początkowo teren miał zastosowanie typowo militarne np. jako miejsce ćwiczeń bojówek hitlerowskich. Mogła tam też znajdować się strzelnica. Później, po wybuchu wojny, służył już tylko do eksterminacji. Las jest dużym kompleksem, ma około 7 tys. ha powierzchni, poza tym jest oddalony od siedlisk ludzkich, a dojazd do niego był w tamtych czasach trudny. Był dla hitlerowców idealnym miejscem. Dodatkowo, Niemcy strzegli do niego wstępu.

Kliknij i przeczytaj reportaże z lata 1939 roku

Czy pod koniec sierpnia ktoś przypuszczał, że to urokliwe miejsce stanie się miejscem mordu?
- Z uroków tego lasu rzeczywiście ludzie przed wojną bardzo chętnie korzystali. Zbierali w lesie jagody, grzyby i przede wszystkim wypoczywali nad jeziorem, które tam się znajduje. Po wybuchu wojny, w tym pięknym miejscu, hitlerowcy okrutnie mordowali Polaków. Trudno powiedzieć, czy ktoś przypuszczał, że akurat ten las stanie się miejscem zagłady. Z pewnością, pod koniec sierpnia 39 r., dla nikogo nie było tajemnicą, jakie są zamiary Hitlera. Już w 1938 r. przeprowadził Anschluss Austrii, a następnie najazd na Czechosłowację. Hitler przecież nigdy nie ukrywał swoich rasistowskich poglądów wobec Żydów i Słowian, a ekspansję na Wschód uważał za naturalny kierunek rozszerzenia III Rzeszy. Przed wrześniem 39 r. o tym wszystkim ludzie, zwykli mieszkańcy pomorskich miast i wsi, wiedzieli z rozmów i przekazów medialnych. Jednocześnie musieli prowadzić zwykłe, codzienne życie, choć towarzyszyło im napięcie spowodowane m.in. coraz aktywniejszą działalnością ugrupowań mniejszości niemieckiej na terenie Pomorza.

Joachim Choina, historyk: Trzeba pokazać twarze osób, które ...

Jak przebiegał początek terroru na Kociewiu, a szczególnie w Starogardzie Gd.? Zaczęło się m.in. od pacjentów szpitala psychiatrycznego?
- W pierwszych dniach września w szpitalu psychiatrycznym osadziła się jednostka SS-Wachsturmbann „Eimann”. To była jednostka, która niechlubnie wsławiła się w historii pacyfikowaniem Poczty Polskiej w Gdańsku i pacyfikowaniem Gdyni, brała też udział w szturmie na Westerplatte. Część tej jednostki przeniosła się do Starogardu Gd., założyła centralę właśnie w szpitalu kocborowskim. Dzień po dniu, w coraz bardziej okrutny sposób, Niemcy z tej jednostki znęcali się nad pacjentami szpitala. Początkowo dochodziło do pojedynczych morderstw na trenie szpitala, zabitych grzebano w pobliżu muru szpitalnego. Po kilku dniach już masowo mordowano pacjentów w Lesie Szpęgawskim. To trwało od września 1939 do stycznia 1940 r. Rozstrzelano w lesie ponad półtora tysiąca chorych. Od lutego 1940 r. pacjentów wywożono do obozów zagłady lub zabijano ich poprzez wstrzyknięcie m.in. luminalu. Ciała wywożono do Akademii Medycznej w Gdańsku, gdzie wykonywano na nich eksperymenty medyczne i paramedyczne. Miał być tam też prowadzony proceder przetapiania ludzkiego tłuszczu na mydło. Nie wiemy, czy rzeczywiście tak było. Te informacje mogły być efektem propagandy komunistycznej. 12 września 1939 r. hitlerowcy przeprowadzili w Starogardzie Gd. łapankę przy ul. Gdańskiej. Uwięziono kilkunastu mężczyzn, kilkoro wróciło, zaś 11 osób wywieziono do lasu i zabito. Ich ciała leżały potem przy drodze z Kokoszkowych do Szpęgawska. Niemcy nie dopuszczali do pogrzebania ciał, wystawili nawet wartę. Niemcom zależało na tym, żeby po okolicy rozeszła się wiadomość o rozstrzelaniu i żeby ludzie zaczęli się bać. Wśród ofiar był młody harcerz, 19-letni Józef Grzybek. Jest taka interpretacja, że ktoś doniósł na Grzybka, który miał rzucać kamieniami w wozy pancerne i wykrzykiwać antyniemieckie hasła podczas przemarszu wojsk przez Starogard Gd. Taki był początek szpęgawskiego terroru, który - zgodnie z planem niemieckiego sztabu - wprowadził atmosferę strachu i niepewności w całej okolicy.

Czytaj także

W Szpęgawsku Niemcy zabili też Żydów, nauczycieli i duchownych. Jak to dokładnie było?
- Gmina Żydowska w Starogardzie Gd. liczyła ponad sto osób. Większość Żydów uciekła w pierwszych dniach wojny. Kilkoro, głównie ci, którzy prowadzili działalności gospodarcze, pozostali. Zostali aresztowani na początku września i byli przetrzymywani w starogardzkiej synagodze. Co najmniej jedna osoba została zabita w bożnicy, reszta prawdopodobnie została wywieziona do lasu i tam została zamordowana. Niemcy już rok wcześniej zaczęli przygotowania do akcji „Inteligencja” („Inteligenzaktion”), która miała wyeliminować warstwę przywódczą na terenach okupowanych. Miejscowe elity niemieckie już przed wojną przygotowywały listy proskrypcyjne z nazwiskami, jak ich określano, wrogów niemczyzny. Przed wojną każdy, kto otrzymał wykształcenie średnie i wyższe, przechodził przeszkolenie wojskowe, co dla Niemców było zagrożeniem. Eliminacja tych osób była więc dla Niemców logicznym działaniem. Z moich badań wynika, że około stu nauczycieli zginęło w Lesie Szpęgawskim, co stanowiło znaczny odsetek wszystkich nauczycieli w powiecie starogardzkim - zwłaszcza tych z małych miejscowości. Wielu nauczycieli zginęło też na frontach, podczas robót i w obozach. Straty, jakie poniosła kadra nauczycielska na Pomorzu, były ogromne. Później ową lukę zastąpiła kadra socjalistyczna, co z kolei ułatwiało sowietyzację społeczeństwa pomorskiego. Niemcy nauczycieli torturowali, np. uniemożliwiali im sen. Zmuszali ich, a także m.in. księży, do robót publicznych - np. do pogłębiania i częściowo wykopania stawu, który teraz znajduje się parku Miejskim w Starogardzie Gd. Miejscowa inteligencja osuszała też teren w parku. Nadmiar ziemi z tych prac posłużył do usypania ścieżki, która łączy park z obecną ulicą Jagiełły. Wał ze ścieżką, którą dziś możemy chodzić, jest efektem morderczej, niewolniczej pracy m.in. nauczycieli i księży. Niemcy kazali im budować ten wał bez wykorzystania łopat, więźniowie musieli przenosić ziemię i błoto w rękach.

Jednemu z księży hitlerowcy wycieli podobno swastykę na czole.
- Tak, w taki sposób potraktowano przed śmiercią Józefa (Josepha) Kuchenbeckera, proboszcza z Bobowa, który był niemieckim księdzem i zasymilował się z Polakami. Był też inny, drastyczny przypadek ks. Reginalda Krzyżanowskiego z Sumina. Został on zmuszony do uprawiania stosunku płciowego ze swoją gosposią. Niemcy bardzo często dokonywali aresztowań po pijanemu. Upadlali ofiary, znęcali się fizycznie i psychicznie, upokarzali, wyśmiewali, czynili sobie rozrywkę z aresztowań. W czasie rozstrzeliwań również bardzo często byli pijani. Były więzień starogardzkiej baszty Walerian Blank zeznał po wojnie: „(…) Miałem możność widzieć bicie i mordowanie przez gestapo. Mordowali systemem poprzez strzelanie i wieszanie na własnych szalikach, a kobiety przed tym były gwałcone. (…) W nocy więźniowie byli wywożeni do zakopywania”.

Czytaj także

Ile osób zginęło w Szpęgawsku?
- Plan eksterminacji ludności na Pomorzu obejmował całe Pomorze Gdańskie i część Wielkopolski. Na tych terenach znajdziemy wiele miejsc zbrodni, które wyglądały podobnie. Mordowano według tego samego schematu. To była jedna, wielka, masowa, pomorska zbrodnia, tylko odbywała się w wielu miejscach. W całej zbrodni mogło zginąć sto tysięcy Polaków, chociaż najnowsze badania mówią raczej o 50-60 tys. Według literatury komunistycznej, tylko w Szpęgawsku zginęło 7 tys. Polaków, ale pamiętajmy, że komunistom zależało na uwypukleniu niemieckiego terroru. Dziś wielu badaczy uważa, że w Szpęgawsku mogło zginąć do 5 tys. osób. Znanych imiennie ofiar mamy dziś na liście ponad 2,5 tys., ale na pewno było ich więcej. W lesie ocalał jeden grób masowy, w którym znaleziono ciała nauczycieli. W innych zatarto ślady zbrodni. Na terenie szpęgawskiego cmentarza znajdują się 32 zbiorowe mogiły, a 7 mogił zlokalizowanych jest kilkaset metrów od tego miejsca. Las Szpęgawski był miejscem straceń ludności z powiatów: starogardzkiego, gniewskiego, tczewskiego, świeckiego oraz częściowo kościerskiego i bytowskiego. Zginęły też setki osób z innych części kraju. Na koniec 1944 r., na wieść o zbliżającej się ofensywie sowieckiej, Niemcy odkopali i spalili większość zwłok, po czym pozostałości dodatkowo zmielili i wywieźli w nieznanym kierunku. Zachowały się relacje, że prochy ofiar mogły zostać przeznaczone jako nawóz rolniczy. Niemcy wiedzieli, że odkrycie śladów ludobójstwa mogłoby wywołać ogromne konsekwencje międzynarodowe, gdyż sami odkryli w 1943 r. miejsce egzekucji polskich oficerów w Katyniu, utworzone przez Armię Czerwoną. Śmierć 20 tys. polskich patriotów wykorzystali propagandowo do podważenia wiarygodności Związku Sowieckiego, jako sojusznika aliantów.

Wasze stowarzyszenie szuka nazwisk ofiar, ale też zbiera dokumenty, pamiątki, relacje. Która z nich utkwiła panu w pamięci?
- Poruszająca jest historia Mocarskich. To była patriotyczna, religijna rodzina. Niemcy schwytali rodziców - mama była w zaawansowanej ciąży, mimo to Niemcy jej nie oszczędzili. Wywieźli i zamordowali w Szpęgawsku, zostawiając w domu 3-4-letnią dziewczynkę, Stanisławę. Po wielu godzinach przyszli po nią sąsiedzi, którzy się nią początkowo zaopiekowali. Dziecko później trafiło do domu dziecka. Dziewczynka zdobyła wykształcenie, została nauczycielką i wyjechała. Dwa lata temu wróciła do Szpęgawska, bo z internetu dowiedziała się o naszej działalności, dotyczącej szukania świadków i relacji z tamtych wydarzeń. Dla mnie ta historia jest poruszająca, bo dopina się w dzisiejszych czasach i pokazuje, że u potomków ofiar pamięć ciągle żyje. Konsekwencje tamtej zbrodni potomkowie odczuwają do dziś, silnie wpłynęła ona na ich życie.

Czytaj także

Czy dużo potomków ofiar i świadków tamtych wydarzeń zgłasza się do waszej organizacji?
- Tak, trzeba powiedzieć, że zainteresowanie jest duże. Przez dwa lata działalności naszego stowarzyszenia zgłosiły się dziesiątki rodzin. Zbieramy kopie dokumentów, a przede wszystkim fotografii i w następnym kroku będziemy chcieli je udostępnić. Chcemy pokazać dokładnie twarze osób, które oddały życie za to, że były Polakami. Mamy materiały i informacje, o których wcześniej nie wiedziano. A przede wszystkim udało się utworzyć bazę nazwisk osób pomordowanych. To nie tylko lista nazwisk, ale też zbiór biogramów, choć oczywiście w wielu przypadkach szczątkowych. Ciężko pracujemy nad tym, aby ofiary zbrodni w Szpęgawsku nie były tylko statystykami w historycznych ustaleniach, żeby nie były anonimowe. Większość z nich to przecież bohaterowie, którzy nie bali się mówić o tym, co myślą. Ich postawa była niesamowicie państwowotwórcza. Najwięcej pracy w utworzenie listy włożył Piotr Pliszka, a także Mateusz Kubicki z IPN, który również tej jesieni wyda monografię poświęconą zbrodni w Szpęgawsku. Będzie ona wzbogacona o najnowsze ustalenia i nieznane dotąd dokumenty m.in. z archiwów niemieckich.


Efektem waszych działań jest też budowa pomnika. Pieniądze na ten cel przekazało wiele samorządów. Środki wyasygnował marszałek pomorski, ale też małe wiejskie gminy, nawet parafie. Inicjatywę wspierają politycy różnych opcji politycznych. Jest też prowadzona zbiórka publiczna wśród mieszkańców. Pomnik ma być odsłonięty pod koniec września, na tę uroczystość przyjedzie też prezydent RP. Wydaje się, że udała się trudna sztuka: Szpęgawsk łączy środowiska...

- Tak. Niestety, żyjemy w społeczeństwie podziałów. Ale jednocześnie, w Polsce istnieje wielka świadomość na temat tego, co działo się w czasie wojny. Solidarnie prezentujemy pogląd, że to, co wtedy się stało, nigdy nie powinno się już wydarzyć. To nas jednoczy, niezależnie od poglądów politycznych, przekonań, podejścia do spraw religijnych. Jestem niezmiernie wzruszony, że tak dużo osób z różnorodnych środowisk zaangażowało się w upamiętnienie zbrodni w Szpęgawsku. A dodam tylko, że wiele osób było na początku sceptycznie nastawionych do naszej inicjatywy m.in. szukania świadków i tworzenia listy ofiar. Nie wierzyli, że to może się udać. Z czasem wielu sceptyków zmieniło zdanie. Stwierdziło, że temat jest bardzo ważny społecznie i należy w działaniach połączyć siły. Społeczeństwo czuje potrzebę upamiętnienia swoich ofiar. Trzeba to rozwijać, bo może jest w tym jakaś recepta na rozwiązywanie konfliktów społecznych. W Szpęgawsku już stoi kilkanaście elementów pomnika. Monument, o co zabiegamy, ma personifikować ofiary. Tu, przy okazji, chciałbym podziękować przede wszystkim pani wójt gminy Starogard Gd. Magdalenie Forc-Cherek za to, że włożyła całe serce w powstanie pomnika i koordynowanie tego projektu od strony samorządowo-technicznej.

Szpęgawskiem zainteresowali się też filmowcy.
- Powstają dwa filmy dokumentalne. Jeden realizuje Muzeum Piaśnickie w Wejherowie, a drugi Unisławskie Towarzystwo Historyczne. My też zaangażowaliśmy się w te inicjatywy, m.in. udostępniając twórcom dokumenty, a także konsultując różne elementy. Widziałem część prac nad filmami, na pewno prawdziwie odtwarzają kulisy zbrodni. Są po prostu zrobione dobrze.

Dlaczego w tym roku tak dużo się dzieje wokół Szpęgawska? Czy dlatego tylko, że obchodzimy w tym roku okrągłą rocznicę wybuchu II wojny światowej? Niektórzy uważają, że obecna władza bardziej sprzyja działalności historycznej i wykorzystuje ją do politycznych celów.
- Rocznica jest tylko jednym z argumentów i z pewnością przyspieszyła pewne prace i działania. Chodzi o to, żeby ich kulminacja nastąpiła w okolicach obchodów rocznicowych. Temat pojawił się jednak dużo wcześniej, niezależnie od rocznic. Chcę też podkreślić, że są to inicjatywy oddolne, całkowicie niezależne od polityki i tego, kto teraz rządzi. Choć oczywiście da się wyczuć inne podejście obecnej władzy do działalności historycznej i pojawiło się zakulisowe wsparcie niektórych polityków, to jednak nie uważam, żeby w upamiętnieniu ofiar polityka miała znaczenie. W tę działalność zaangażowało się wiele osób, pasjonatów historii, ludzi niezwiązanych z polityką, dla których to bardzo ważny temat.

ZOBACZ TAKŻE: 2018. Andrzej Duda w Lesie Szpęgawskim

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie