Joachim Brudziński: Tusk musi wiedzieć jedno – Polacy szybko wyczuwają ściemę

Lidia Lemaniak
Bartek Syta
– Gdyby nie było takiej opozycji to ani Łukaszenko nie grałby imigrantami, ani nieprzychylne Polsce kręgi nie straszyłyby polexitem. Dopóki mamy opozycję, która wejdzie w każdą, pochodzącą z zewnątrz narrację, byle dowalić PiS-owi, dopóty będą takie próby. Ale to próba rozmowy o wydumanych problemach. A my rządzimy po to, by rozwiązywać te prawdziwe – mówi europoseł, wiceprezes PiS, Joachim Brudziński.

Czy Polska jest pod „brukselską okupacją”? Wie Pan do czego nawiązuję – do słów posła PiS, Marka Suskiego, który powiedział: „Polska walczyła w czasie II wojny światowej z jednym okupantem, walczyła z okupantem sowieckim, będziemy walczyć z okupantem brukselskim”.
To opinia mojego partyjnego kolegi, którą trudno traktować inaczej niż bon mot na potrzeby medialnej dyskusji. Tego typu ubarwienia zdarzają się w debacie publicznej, ale nie ma sensu tego recenzować.

Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości przyjął ostatnio uchwałę ws. przynależności Polski do Unii Europejskiej oraz suwerenności RR. Uchwała wyklucza możliwość polexitu. Właściwie po co jest ta uchwała? Nie wystarczyły ustne zapewnienia, np. z ust prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego?
Przyjęliśmy ją po to, aby przeciąć to wszystko, co się dzieje wokół tego tematu, zwłaszcza to, co robi totalna opozycja, która opowiada Polakom niestworzone historie o polexicie. Przypomnę, że byłem w partii Porozumienie Centrum, która to jako pierwsze środowisko polityczne w Polsce, postawiła publicznie temat wejścia Polski do NATO i do Unii Europejskiej. Wówczas to obecny „mędrzec” Europy – Lech Wałęsa – bredził coś o „NATO-bis”. Ci, którzy dzisiaj nas próbują ubierać w szaty eurosceptyków, mają bardzo krótką pamięć. Uważaliśmy i uważamy nadal, że przynależność do Unii Europejskiej jest korzystna dla Polski. Mam nadzieję, że uchwała Komitetu Politycznego PiS definitywnie zakończy bicie piany przez opozycję i niektóre media, które próbują wmówić Polakom, że nasza partia chce wyprowadzać Polskę z UE.

W tej samej uchwale zapisano, że „Unia Europejska potrzebuje głębokich zmian”, a działania w tej sprawie zostały podjęte razem z innymi, europejskimi partiami politycznymi. Może Pan uchylić rąbka tajemnicy, jakie to są działania?
Przypominam o deklaracji ideowej, która z inicjatywy prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego, została podpisana przez przedstawicieli partii konserwatywnych w Europie. Nie jest żadną tajemnicą, że zmiany, o których mówimy, sprowadzają się do jednego – do tego, żeby UE wróciła do swoich korzeni i była rzeczywiście tym, czym chcieli, aby była, jej ojcowie-założyciele. To znaczy, żeby UE była zbiorem suwerennych, niepodległych państw, które umawiają się na wspólną politykę gospodarczą. Powinno być przywrócone to, co jest zapisane w unijnych traktatach, czyli prymat konstytucji narodowej nad prawem unijnym w tych obszarach, na które się nie umawialiśmy. UE będzie wtedy silna i konkurencyjna w wymiarze gospodarczym i ekonomicznym wobec takich potęg jak np. USA i Chiny. Musimy wrócić do źródeł. O tym mówią coraz głośniej przedstawiciele partii konserwatywnych – aby stawiać tamę lewackiemu szaleństwu, który próbuje dominować i narzucać swoje koncepcje człowieka, rodziny i świata, które to wizje nie mają żadnego umocowania w obowiązujących traktatach.

Donald Tusk zaproponował w sobotę w Płońsku zmianę konstytucji, która ma powstrzymać PiS w wyprowadzeniu z Unii Europejskiej. Może warto ten pomysł rozważyć, aby ostatecznie zakończyć dyskusję o rzekomym polexicie?
Pan Tusk przypomniał sobie o Polsce powiatowej i po latach występów w świetle LED-ów pojawił się w małym mieście, takim jak te, w których PiS robi swoje konwencje nie tylko, kiedy ubiega się o władzę, ale również wtedy, kiedy rządzi. Jest tam nowym, obcym elementem, więc musi wiedzieć jedno: Polacy szybko wyczuwają ściemę. Gdyby nie było takiej opozycji to ani Łukaszenko nie grałby imigrantami, ani nieprzychylne Polsce kręgi nie straszyłyby polexitem. Dopóki mamy opozycję, która wejdzie w każdą, pochodzącą z zewnątrz narrację, byle dowalić PiS-owi, dopóty będą takie próby. Ale to próba rozmowy o wydumanych problemach. A my rządzimy po to, by rozwiązywać te prawdziwe. Nie wierzę, by mieszkańcy Płońska, Końskich, czy innych miejscowości wykluczanych przez osiem lat rządów PO-PSL nabrali się na te stare, PR-owe sztuczki. Apeluję: Panie Tusk mamy rok 2021, a nie 2011. Niech pan oszczędzi sobie dawnych metod.

Jaką właściwie moc mają rezolucje Parlamentu Europejskiego?
Jeżeli nie są to tzw. rezolucje legislacyjne, to mają one wyłącznie moc medialną, wizerunkową, czasami etyczną i moralną. Są też rezolucje, które potępiają np. łamanie praw człowieka przez jakiś kraj ościenny i biorą w obronę osoby prześladowane. Bywają więc rezolucje mądre, słuszne i potrzebne, a bywają rezolucje niemądre, niesłuszne, zakłamane, oderwane od rzeczywistości i zdrowego rozsądku.

A czy w naszym kraju cyt. „pogarsza się praworządność” tak, jak twierdzi Parlament Europejski w ostatnio przyjętej rezolucji? Rezolucję tę, która nosi nazwę „Wolność mediów i dalsze pogarszanie się praworządności w Polsce” poparły frakcje Europejskiej Partii Ludowej, socjaldemokratów, liberałów, Zielonych oraz Lewica.
Od 2015 roku, kiedy to Polacy w demokratycznych wyborach zadecydowali, że oddają władzę w ręce partii konserwatywnej, rozległ się taki jazgot. Na początku mówiła to nasza opozycja, która sama siebie nazwała „totalną”, która zapowiedziała już wtedy, kiedy PiS jeszcze nie sformułował dobrze rządu, że będzie nas zwalczać wszelkimi możliwymi sposobami, czyli „ulicą i zagranicą”. Ten scenariusz jest realizowany i dlatego słyszymy bełkot o „łamaniu praworządności w Polsce”. Praktycznie nie ma posiedzenia Parlamentu Europejskiego, żebyśmy nie słyszeli, że „praworządność w Polsce jest łamana”. Poziom demagogii i kłamstwa jest wręcz porażający. Żyjemy w takiej rzeczywistości politycznej, trzeba przyjąć to do wiadomości i robić swoje.

Europosłowie oczekują, że premier Mateusz Morawiecki wycofa złożony w Trybunale Konstytucyjnym wniosek o zbadanie konstytucyjności niektórych części traktatów UE.
Niech europarlament uchwala sobie rezolucje, jakie chce. Fakty są takie, że jest prymat prawa krajowego nad unijnym. Zasiadający obecnie w TSUE sędzia Marek Safian sam, będąc prezesem Trybunału Konstytucyjnego, wydawał orzeczenia o wyższości polskiej konstytucji nad prawem unijnym w tych obszarach, które nie zostały objęte traktatami. To samo działo się za prezesury Andrzeja Rzeplińskiego. Takie same orzeczenia, jak polski Trybunał Konstytucyjny, wydawał niemiecki. Zwrócę uwagę na to, że sam Michel Barnier, który był negocjatorem Komisji Europejskiej z Wielką Brytanią w sprawie brexitu, a teraz chce kandydować na prezydenta Francji mówi, że ten kraj „musi odzyskać prymat prawa krajowego nad unijnym”. Oczywiście to, co robi europarlemant czasem wywołuje irytację, ale w polityce trzeba mieć silne nerwy i takie ma premier Morawiecki.

Tę rezolucję poparli europosłowie Platformy Obywatelskiej oraz Lewicy. Z kolei europosłowie Polskiego Stronnictwa Ludowego wstrzymali się od głosu. Jak ocenia Pan zachowanie i jednych, i drugich?
Tak, jak w historii Polski tego typu postępowania należy określić, bez owijania w bawełnę – targowica.

Porozmawiajmy chwilę o Funduszu Odbudowy. Kiedy możemy spodziewać się, że Polska otrzyma pieniądze na Krajowy Plan Odbudowy? Mówimy o kwocie około 58 mld euro.
Oby jak najszybciej. To przecież kwestia elementarnego przestrzegania prawa przez Komisję Europejską. Wiele się mówi o „praworządności”, ale najważniejsze, aby najciemniej nie było pod latarnią. Z jednej strony niektórzy komisarze pozwalają sobie na jakieś impertynenckie uwagi pod adresem Polski, a z drugiej strony próbuje się wywierać różnego rodzaju pozatraktatowe naciski na kraj suwerenny. Jeśli chodzi o unijny Fundusz Odbudowy to są jasno określone procedury, zgodnie z nimi Polska przygotowała Krajowy Plan Odbudowy i przesłała go do Komisji Europejskiej.

Kolejne kraje unijne już mają zatwierdzone Krajowe Plany Odbudowy, koleje państwa otrzymują prefinansowania z Funduszu Odbudowy. Polska wciąż nie ma ani zatwierdzonego KPO, ani tym bardziej nie dostała jeszcze żadnych pieniędzy. Dlaczego?
Komisja Europejska ma duże opóźnienia nie tylko w stosunku do Polski. Nie twórzmy wrażenia, że tylko nasz kraj nie uzyskał akceptacji Krajowego Planu Odbudowy. Jestem spokojny, że w kwestiach merytorycznych co do KPO Polski nie powinno być absolutnie żadnych zastrzeżeń. To wszystko, co się wokół tego tematu dzieje, jest wyłącznie elementem poza traktatowych prób nacisku na państwo i wywierania nieuprawnionych, bezprawnych – z punktu widzenia unijnych obowiązujących traktatów – ingerencji. Domena ta jest zastrzeżona wyłącznie do decyzji państw narodowych, a Komisja Europejska i Parlament Europejski nie maja do tego żadnych praw. Warto też podkreślić, że te pieniądze miały konkretny cel – odbudowę gospodarek po pandemii. My akurat poradziliśmy sobie świetnie, ale wiele krajów europejskich ucierpiało bardziej, a jak wiadomo jest to system naczyń połączonych. Komisja Europejska zrobiłaby, więc krzywdę nie nam, ale również krajom Europy Zachodniej, pozbawiając środków tak ważnego partnera gospodarczego jakim jest dla Unii Polska. I myślę, że oni o tym wiedzą, a zwłoka ma dawać paliwo opozycji, by podsycała nieprawdziwe opowieści o polexicie.

Polska europosłanka z frakcji Zielonych Sylwia Spurek przedstawiła postulat wprowadzenia w Unii Europejskiej zakazu wędkarstwa od 2023 roku. Pochodzi Pan z Pomorza Zachodniego, a ten region Polski ma jedne z najbardziej zarybionych akwenów wodnych. Co więc Pan myśli o pomyśle tej europosłanki?
Sylwia Spurek nie tylko chce zakazać wędkarstwa, ale chce też zakazać produkcji karm mięsnych dla kotów i psów. Chce, żebyśmy naszych czworonożnych przyjaciół karmili wegańskimi przysmakami. Nie mam pojęcia, jak miałbym namówić swoja kotkę do tego, aby przestawiła się na dietę wegańską i jadła np. kotleciki sojowe. Nie wiem też jakim sposobem europosłanka Spurek chce wykluczyć z rynku europejskiego mleko, bo przecież twierdzi ona, że dojecie krów jest „gwałceniem”. Pomysły pani Spurek, to nie tylko uderzenie w nasze rolnictwo, ale także naszą tradycję czy styl życia. Wyborcy muszą wiedzieć, że alternatywą dla naszych rządów jest koalicja nie tylko PO i PSL, ale również ludzi pokroju pani Spurek, którym nie wystarczy, byśmy tolerowali jak oni żyją. Podchodzę z dużym dystansem i przymrużeniem oka do tych przejawów ideologicznego wariactwa, zupełnie oderwanego od zdrowego rozsądku. Warunkiem niezbędnym, by móc się z tego jedynie śmiać jest jednak pewność, że rządzi partia, która nie dopuściłaby pani Spurek do stanowisk mających wpływ na naszą rzeczywistość.

Kończąc naszą rozmowę, chcę Pana zapytać jeszcze o politykę krajową, bo jest Pan przecież również wiceprezesem Prawa i Sprawiedliwości. Może posiada Pan wiedzę kiedy odbędą się „pojedyncze zmiany w rządzie”, których nie wykluczył w ostatnim wywiadzie prezes partii, Jarosław Kaczyński?
W tek kwestii powiedział już wszystko nie kto inny, jak nasz lider, Jarosław Kaczyński. Nie ma w tej chwili planów głębokiej rekonstrukcji rządu, są to fake newsy. Nie próbuję uciekać od pytania, więc powiem, że drobne zmiany w rządzie zapewne się zdarzą, ale głos decydujący ma w tej sprawie premier Mateusz Morawiecki.

Partia Republikańska, która ma wejść wkrótce oficjalnie w skład Zjednoczonej Prawicy, ma już w rządzie jednego przedstawiciela – Karola Rabendę, wiceministra aktywów państwowych. Czy w najbliższym czasie do rządu wejdzie więcej polityków z partii Adama Bielana?
W tej chwili Zjednoczona Prawica to koalicja takich partii jak: Prawo i Sprawiedliwość, Solidarna Polska, Republikanie, jest też wśród nas środowisko skupione wokół wiceministra obrony narodowej, Marcina Ociepy. Trwają rozmowy. To oczywiste, że kiedy się tworzy rząd koalicyjny, to trzeba negocjować. Najistotniejsze jest jednak to, żeby przy okazji tych rozmów nie wpaść w nadmierne oczekiwania i doprowadzić do destabilizacji sytuacji. Zjednoczona Prawica ma niewielką większość, ale tę większość ma. Polacy bardzo doceniają nasze rządy, co pokazuje tendencja wzrostu poparcia dla PiS w ostatnich kilku sondażach. Chcemy utrzymać większość do konstytucyjnego terminu wyborów, bo nasi rodacy nam zaufali

Czas zimowy i letni przez kolejne 5 lat

Wideo

Materiał oryginalny: Joachim Brudziński: Tusk musi wiedzieć jedno – Polacy szybko wyczuwają ściemę - Polska Times

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bolesław Kowalski
20 września, 9:00, Zenon P.:

Myli się pan całkowicie.

Skoro PiS i klechy odgrywają w Polsce tak znaczącą rolę to oznacza, że Polacy (bardziej - przykro mi - polacy) zdecydowanie nie wyczuwają tzw. ściemy.

Jestem ze Szczecina. Urodziłem się w tym mieście i wychowałem.

Przykro mi i wstyd, że los rzucił pana do tego miasta. Wierzę jednak, że w końcu los rzuci pana ponownie i nie podniesie się pan wówczas.

Tego życzę.

20 września, 9:33, SAS:

To trzeba było protestować od 30 lat, kiedy Tusk i jego kumple uwłaszczało kościół na nieuprawnioną pozycję. Stronnictwo Demokratyczne, Unia Wolności, KLD - jedna banda. Suchocka brała na kolanach konkordat podsunięty przez Watykan. Obłuda i zakłamanie tej bandy nie zna granic.

Wychodzi taki Nitras i on będzie piłował swoich mentorów. Panie Nitras, niech pan się pochwali co pan zrobił dobrego dla ludzi bo pół życia siedzi pan w polityce, a zasłynął jedynie zachowaniem w typie menela z ciemnego parku.

Kościół wiele lat temu był inny. Uwierzono w realny wpływ tej instytucji na przemiany polityczne i udzielono jej zbyt dużego kredytu zaufania. Dziś niestety wykorzystuje swoje, uzyskane niegdyś, wpływy polityczne dla własnej wygody i biznesu. W mojej opinii wpływ kościoła na zmianę ustroju nie był istotny, ponieważ gdyby dawny system sam z siebie nie stał się bankrutem, to nikt by się gadaniem klechów w ogóle nie przejmował. Obecnie kościół jest narzędziem partii politycznych do uzyskania większego poparcia w pewnej, głównie starszej i ufnej części społeczeństwa. Kościół doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale bez moralnych oporów sprzedaje się dla korzyści. Takie czasy.

S
Scyth
20 września, 09:27, Gość:

"Chcemy utrzymać większość do konstytucyjnego terminu wyborów, bo nasi rodacy nam zaufali."

Przelicznik D'Hondta dał wam większość w Sejmie, a nie rodacy. Polacy w większości głosowali na opozycję, więc ty się na zaufanie rodaków nie powołuj.

Dobrze powiedziane. Pisiarstwo często powołuje się na mandat zaufania "większości". A w rzeczywistości niestety, rządzi nami mniejszość.

G
Gość
Brudziński, cały twój PiS to jedna wielka ściema. Drożyzna w kraju na całego.
G
Gość
"Chcemy utrzymać większość do konstytucyjnego terminu wyborów, bo nasi rodacy nam zaufali."

Przelicznik D'Hondta dał wam większość w Sejmie, a nie rodacy. Polacy w większości głosowali na opozycję, więc ty się na zaufanie rodaków nie powołuj.
Z
Zenon P.
Myli się pan całkowicie.

Skoro PiS i klechy odgrywają w Polsce tak znaczącą rolę to oznacza, że Polacy (bardziej - przykro mi - polacy) zdecydowanie nie wyczuwają tzw. ściemy.

Jestem ze Szczecina. Urodziłem się w tym mieście i wychowałem.

Przykro mi i wstyd, że los rzucił pana do tego miasta. Wierzę jednak, że w końcu los rzuci pana ponownie i nie podniesie się pan wówczas.

Tego życzę.
Dodaj ogłoszenie