reklama

Jeszcze o słowach, głównie na P

Dariusz SzreterZaktualizowano 
Wtorek, 28 lipca 2009

Dawno, dawno temu w pewnej katolickiej rozgłośni (i nie było to wcale Radio Maryja), jeden z dyskutantów, nawiasem mówiąc pracownik redakcji i jednocześnie radny pewnej prawicowej partyjki, podał swoją definicję poprawności politycznej. Otóż jego zdaniem (cytuję z pamięci, ale wiernie, bo zrobiło to na mnie spore wrażenie) poprawność polityczna polega na tym, że "nie można powiedzieć na pedała pedał".
Przypomniała mi się ta historia sprzed lat dokładnie 15, bowiem wczoraj byłem zmuszony zwrócić się do jednego z moich redakcyjnych kolegów, by zechciał zastąpić w swoim tekście słowo "pedał" jakimś innym. Argumentowałem, że nawet europoseł PiS Michał Kamiński nauczył się już, że nie powinno się tak mówić. Kolega mruknął coś, że właśnie to słowo najlepiej pasuje, ale w końcu z niechęcią obiecał, że wstawi tam "geja". W jego głosie czułem wyraźny opór i niezrozumienie dla moich intencji. Mam wrażenie, że poczuł się ofiarą mojej poprawności politycznej, a może nawet przemknęła mu myśl o powrocie cenzury. Otóż nie! Nic z tych rzeczy. Poprawność polityczna polega bowiem na unikaniu w publicznym dyskursie zwrotów, które MOGĄ UCHODZIĆ ZA OBRAŹLIWE, dla niektórych uczestników tego dyskursu. Słowa te weszły do użycia w czasach kiedy ton owemu dyskursowi nadawali biali, heteroseksualni mężczyźni, wyznania chrześcijańskiego. Byli oni w uprzywilejowanej pozycji politycznej i ekonomicznej, w związku z czym słowa używane do określenia członków innych grup, siłą rzeczy niosły ze sobą konotację pewnego upośledzenia. Teraz, przy okazji równouprawnienia, grupy te domagają się by określać je za pomocą innych słów, nie obciążonych takim negatywnym bagażem znaczeniowym.
Typowy przykład to "Murzyn". Teoretycznie słowo neutralnie, a jednak nie do końca, co widać np. w wyrażeniu "robić za Murzyna" czyli wykonywać ciężką, niewdzięczną pracę, związaną z usługiwaniem osobie będącej wyżej w hierarchii społecznej. Jeśli taka konotacja występuje w polszczyźnie, a więc kręgu kulturowym, który praktycznie nie doświadczył obecności i niewolnictwa czarnoskórych, co dopiero powiedzieć o obciążeniu analogicznego słowa w języku angielskim. Konsekwencją takiego podejścia musi być postulat usunięcia "Murzynka Bambo" ze spisu lektur, bo choć to zabawny wierszyk, to jednak utrwala stereotypy. Dokładnie te, które ujawniły się spontanicznie w reakcji o. Rydzyka na widok czarnoskórego zakonnika.
Oczywiście są środowiska, najczęściej określające się jako konserwatywne, które uznają, że język ukształtowany powiedzmy 300 lat temu oddaje uniwersalną istotę relacji międzyludzkich, zepsutych później przez oświecenie, rewolucje społeczne, socjalizm, liberalizm, relatywizm, itp. Z tego właśnie powodu odmawiają podporządkowania się regułom poprawności politycznej.
To wszystko jednak nie ma nic wspólnego z "pedałem". Nie mamy tu bowiem do czynienia, z określeniem, które MOŻE uchodzić za obraźliwe, ale ze słowem mającym JEDNOZNACZNIE I INTENCJONALNIE pogardliwy charakter. Tak jak powiedzmy "parch" w odniesieniu do osoby narodowości żydowskiej, "kacap" do Rosjanina czy "kuternoga" na określenie osoby chromej. Nieużywanie tych słów, to nie kwestia poprawności politycznej, ale zwykłej kultury osobistej.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Materiał oryginalny: Jeszcze o słowach, głównie na P - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie