Jest porozumienie między Ministerstwem Zdrowia, a lekarzami rodzinnymi. Co to oznacza dla pacjentów?

Piotr Kallalas
Piotr Kallalas
Grzegorz Dembinski
Ministerstwo zdrowia oraz środowisko lekarzy rodzinnych ogłosiło porozumienie w sprawie postępowaniu przy podejrzeniu infekcji wywołanej przez wirusa SARS-CoV-2. Specjaliści POZ pozostaną pierwszym wyborem dla chorych zgłaszających niepokojące objawy, jednak zlecenie na badania molekularne będzie możliwe już na podstawie teleporady. - Dziękuję lekarzom rodzinnym w Polsce za otwartość i rzetelny dialog. Nasze stanowiska bardzo się różniły na początku rozmów, ale w poczuciu odpowiedzialności, wypracowaliśmy rozwiązanie - podkreślił Adam Niedzielski, minister zdrowia.

Na początku września nowy minister zdrowia Adam Niedzielski przedstawił długo wyczekiwaną strategię walki z epidemią koronawirusa, która jesienią nałoży się na sezon infekcyjny grypy, a także innych chorób zakaźnych dróg oddechowych. Po wielu tygodniach zapowiedzi poznaliśmy dokument zakładający, że to lekarze rodzinni będą stanowić pierwszy kontakt dla osób podejrzewających u siebie zakażenie SARS-CoV-2. Takie rozwiązanie miało przede wszystkim odciążyć placówki zakaźne, które od pół roku są szturmowane przez chorych, u których często jeszcze nie potwierdzono nowego wirusa.

Trwa głosowanie...

Czy lekarze rodzinni powinni stać na pierwszej linii frontu walki z COVID-19?

Decyzja podjęta ze zrozumiałych przesłanek doprowadziła do prawdziwej burzy w środowisku lekarzy rodzinnych, którzy w pierwszej kolejności podnosili kwestię braku wcześniejszych konsultacji w sprawie takiego rozwiązania. Następnie pojawiła się konkretna krytyka ścieżki przyjęć. Pacjent, u którego rozwija się podejrzana infekcja, miał bowiem po odbytej teleporadzie i w razie nieustępujących objawów, stawić się na badanie fizykalne w przychodni i dopiero na tej podstawie lekarz mógłby wystawić skierowanie na badania molekularne.

Czytaj także

- W praktyce oznacza to ogromne zagrożenie dla poradni POZ, które nie są przystosowane do przyjmowania pacjentów zakaźnie chorych, bo większość z nich nie jest wyposażona w śluzy, filtry i izolatki. Nie ma tu analogii do grypy, bo lekarze rodzinni przed sezonem się szczepią przeciwko tej chorobie - Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego.

Dodatkowo istniało zagrożenie, że w kolejce w przychodni spotkają się pacjenci z koronawirusem, chorzy na grypę, a także osoby zdrowe, w tym seniorzy i dzieci, którzy np. oczekują na szczepienia. Takim rozwiązaniom sprzeciwiło się również Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

Jest porozumienie. Co oznacza dla pacjentów?

W poniedziałek doszło do spotkania strony Ministerstwa Zdrowia i środowiska lekarzy rodzinnych. Szczęśliwie osiągnięto porozumienie, o czym poinformowano na specjalnej konferencji prasowej.

- Nasze rozmowy toczyły się w doskonałej atmosferze i były wyrazem troski o naszych pacjentów. Staraliśmy się wypracować rozwiązanie, które będzie dobra dla wszystkich, zarówno dla chorych zarażonych wirusem SARS-CoV-2, jak i dla pozostałych, którzy muszą się znaleźć w naszych przychodniach i bezpiecznie się leczyć - podkreślił dr Michał Sutkowski, prezes warszawskich lekarzy rodzinnych.

Czytaj także

Wypracowane wspólnie rozwiązanie zakłada zmianę pierwotnej ścieżki postępowania w przypadku infekcji wywołanej koronawirusem. Lekarz rodzinny nadal ma stanowić pierwszy kontakt dla pacjenta podejrzewającego u siebie rozwijającą się chorobę COVID-19, natomiast medyk będzie mógł zlecić badania już po przeprowadzonej teleporadzie, w oparciu o charakterystyczne objawy.

- Pacjent z wysokim klinicznym prawdopodobieństwem #COVIDー19 (temp. powyżej 38, kaszel, duszność, i utrata węchu lub smaku), będzie mógł być kierowany na test PCR po teleporadzie w POZ- potwierdził Dominik Lewandowski, Prezes Młodzi Lekarze Rodzinni przy Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

Pojawiły się również wątpliwości, czy włączenie lekarzy rodzinnych do systemu zgłaszania pacjentów na badania nie doprowadzi do paraliżu punktów wymazowych i laboratoriów. Resort zdrowia zapewnia jednak, że system powinien dać sobie radę z nowym wyzwaniem.

- Nasz potencjał testowania wynosi około 50 tys. te dziennie. Mamy ponad 260punktów drive-thru. Wydłużyliśmy również godziny pracy tych punktów - zapewnił Adam Niedzielski, minister zdrowia.

Jakie błędy najczęściej popełniamy nosząc maseczki?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mela

To prosta droga do paraliżu przychodni POZ. Po pierwsze - jeśli zaproszony na badanie pacjent okaże się dodatni - personel, który miał z nim kontakt będzie wysyłany na kwarantannę. Po drugie - w przychodniach obowiązuje zwiększony reżim sanitarny, więc czas potrzebny na przyjęcie "podejrzanego" pacjenta to co najmniej 30 minut - przebieranie się personelu, dezynfekcja powierzchni, wietrzenie itp. Co oznacza przyjmowanie w sezonie infekcyjnym dwóch pacjentów na godzinę. Wolne miejsca będą kończyły się po 15 minutach od otwarcia rejestracji a czas oczekiwania na wizytę znacznie się wydłuży. No chyba, że wojsko ustawi przed wszystkimi przychodniami namioty, tak jak to jest w szpitalach :)

I po trzecie jeśli będzie potrzeba zbadania pacjenta wysłanego na kwarantannę z powodu infekcji COVID u któregoś z domowników - lekarz będzie musiał pojechać do zainfekowanego domu, ponieważ osoby na kwarantannie / w izolacji nie mogą nigdzie wychodzić. Należy spodziewać się, że - szczególnie starsi - lekarze nie będą się na to zgadzać przy braku specjalistycznych środków ochrony osobistej - bo tych przychodnie POZ nie posiadają. Gratuluję pomysłu.

Dodaj ogłoszenie