Jerzy Gajewski, prezes i właściciel NDI SA, najlepszym menedżerem 2011 roku na Pomorzu!

red.
- Tylko ludzie bez wyobraźni nie widzą zagrożeń - z Jerzym Gajewskim, prezesem i właścicielem firmy NDI SA w Sopocie, najlepszym menedżerem 2011 roku na Pomorzu, rozmawia Ryszarda Wojciechowska.

Ależ ma Pan piękny widok z okna gabinetu. Co tam z okna. To ściana ze szkła, przez którą widać Grand Hotel w całej okazałości. Długo się pracuje na taki gabinet i widok?
Czas nie ma tu nic do rzeczy. Mógłbym nawet powiedzieć, że ten widok jest przypadkiem. Ale dokładniej mówiąc, to raczej konsekwencja przebudowy centrum Sopotu, którą się zajmowaliśmy. Przebudowa to było marzenie prezydenta Jacka Karnowskiego, a my jako firma wygraliśmy przetarg i realizowaliśmy to jego marzenie. W rezultacie w tym miejscu mamy swoją siedzibę. Ale, jak każdy egoista, wolałbym mówić o widoku na hotel Sheraton, który był w naszym projekcie.

Wszystkiego nie można mieć.

To prawda. Grand Hotel to symbol Sopotu i tego nie da się zmienić.

Kiedy przeczytałam, że Pana firma otrzymała dwa razy z rzędu nagrodę Diamenty Forbesa, pomyślałam: ciekawe, jak też wyglądają te diamenty.
Byłaby pani rozczarowana. Bo ta nagroda tylko tak ładnie się nazywa. I z prawdziwymi diamentami nie ma nic wspólnego. Przyjemnie jednak było ją odbierać. Bo to dowód na to, jak bardzo się rozwinęliśmy, mieszcząc się w tych "diamentowych" kryteriach.

Zobacz laureatów poprzednich edycji konkursu

Jaka jest dobra strona bycia menedżerem? Gabinet, władza, pieniądze?
Pozycja lidera jest przyjemna. Daje wpływ na strategię, metody realizacji, kształtowanie zespołu. A to, co pani wylicza, jest moim zdaniem drugorzędne. Ma znaczenie, ale nie dotyczy tylko prezesa. Przy właściwej organizacji pracy członkowie zespołu zarządzającego firmą też mają gabinety, władzę i pieniądze.

Jedni w biznesie odnoszą sukcesy, innym się nie udaje. Pana firma trwa już ponad 20 lat. Jest jakiś klucz do sukcesu?
Nie ma klucza ani recepty. Tu się nie postępuje w zdefiniowany sposób. Jest wiele osób i firm, które odniosły sukces nie mniejszy niż ja. Nie sądzę więc, żebyśmy byli jacyś nadzwyczajni.

Zobacz wszystkich przedsiębiorców nominowanych do tytułu Menedżer Roku (GALERIA)

Ale myśli Pan czasami - firma to ja, to mój sukces?
Firma to nie tylko ja. W tej chwili odgrywam w niej nawet mniejszą rolę niż przed laty. Teraz liczą się zespoły, na które pracowaliśmy wspólnie dwadzieścia lat. Ta struktura wspaniale funkcjonuje. Tak dobrze, że ja już nie muszę osobiście wszystkiego pilnować. Nie muszę być liderem każdego projektu. W naszej firmie jest wiele osób, które samodzielnie prowadzą różne projekty. A ja, na szczęście, mogę poświęcać znacznie więcej czasu na przyjemności.

CZYTAJ TAKŻE:

Oni zajęli II miejsce w konkursie Top Menedżer 2011. ROZMOWA z z Ireneuszem Ćwirko i Krzysztofem Kulczyckim ze Stoczni Crist
Trzecie miejsce w konkursie Top Menedżer 2011 dla Tomasza Kloskowskiego, prezesa Portu Lotniczego Gdańsk [ROZMOWA]
Top Menedżer 2011: Zobacz nominowanych do nagrody (GALERIA)
Jerzy Gajewski, prezes i właściciel NDI SA, najlepszym menedżerem 2011 roku na Pomorzu!
Zobacz laureatów poprzednich edycji konkursu

I nie ma Pan takiej ochoty, żeby to wszystko kontrolować?
Trzeba mieć zaufanie do ludzi. Po latach doświadczeń wiem, że praca jest tylko wtedy dobrze wykonana, jeśli ktoś, kto ją wykonuje, czerpie z niej przyjemność. A jeśli się nie ma wielkiego wpływu na pracę i na decyzje, to trudno mówić o przyjemności. Dlatego w naszej firmie inni też podejmują decyzje, o których nawet ja nie wiem.

NDI SA to, najkrócej mówiąc, firma deweloperska.
Równie dobrze można powiedzieć, że to firma... dziwna.

Też na "d".
Ale powiedziałem dziwna, bo na ogół deweloper kojarzy się głównie z budowaniem mieszkań. Co prawda, my też zaczęliśmy budować całkiem niedawno apartamenty w małej skali, natomiast jesteśmy deweloperem w takim sensie, że wymyślamy projekty inwestycyjne. A to już inna sprawa. Od tych projektów zaczęliśmy nasze największe sukcesy.

Firma mieści się w Sopocie, ale działa na terenie całego kraju.
Tutaj jest zakorzeniona. Ale tak naprawdę w Sopocie zaistnieliśmy dopiero niedawno dzięki projektowi przebudowy centrum miasta. Do tego doszła jeszcze inna nasza inwestycja w regionie - autostrada A1. To dla nas wielka frajda. Bo przez wiele lat próbowaliśmy coś tutaj robić. I się nie udawało.

Dlaczego się nie udawało?
Szczerze mówiąc, nie wiem. Nie mieliśmy szczęścia. Prowadziło to do wielu sporów, a w niektórych przypadkach nawet do awantur.

A jak już ruszyło, to na dobre.
No tak, nawet z hukiem.

Teraz ma Pan okazję patrzeć na to przebudowane centrum codziennie. Jest Pan z niego zadowolony tak po ojcowsku?
Nie wiem, czy mogę mówić o ojcowskim zadowoleniu. Ale mam dużą frajdę, kiedy patrzę na Sheraton czy Dom Zdrojowy. Oczywiście, jednym się podoba, innym nie. Tak jest zawsze. Mnie cieszy fakt, że sam projekt się przebił.

To była najważniejsza w ostatnich latach sopocka inwestycja.
Nie tylko duża w skali regionu, ale też w skali kraju. Inwestycja za ponad 100 milionów euro nie tak często się w Polsce zdarza.

I śpi się spokojnie przy takiej inwestycji za 100 milionów euro?
Śpi się dobrze (śmiech). Zawodowe działania nie spędzają mi snu z powiek.

Ładnie brzmi - mieć dystans. Tylko jak to zrobić?
Spodziewa się pani ode mnie jakiejś rady? Nie wiem. Ostatnio grałem w golfa w towarzystwie z bardzo znanym zawodnikiem. Kiedyś jednym z czołowych golfistów świata. I mówię do niego: - Sam, jak ty to robisz, że tak grasz? A on na to: - Nie wiem, mogę ci to pokazać, ale nie potrafię ci tego wytłumaczyć.

Ten dystans pewnie z wiekiem przychodzi?
Myślę, że dystans pojawił się w moim życiu dość wcześnie. Zdarzało mi się robić poważne rzeczy, kiedy miałem dwadzieścia parę lat. Jako młody inżynier w biurze projektowym jeszcze w latach siedemdziesiątych stałem się samodzielnym pracownikiem. Jako generalny projektant prowadziłem spore inwestycje. I nigdy nie towarzyszyły temu jakieś wielkie emocje. Tak mi się przynajmniej wydawało.

Żadnych obaw przy takich projektach nie ma?
Obawy to zupełnie inna sprawa. Tylko ludzie bez wyobraźni nie widzą zagrożeń. Nie da się niczego dobrze zrobić, jeśli się nie widzi ryzyka. Inna sprawa, czy człowiek się tego boi i rezygnuje, czy pokonuje obawy.

Przed naszą rozmową chował Pan płyty z grą w golfa, żartując, że to... zabawki. Ten golf to poważna sprawa?
W moim przypadku można być tylko amatorem golfistą. Człowiek musi mieć pasje w życiu. Przez wiele lat, niemal codziennie, grywałem w tenisa. Kiedy straciłem oko, nie mogłem już grać. Wtedy padło na golfa. Gram z wielkim sercem i zaangażowaniem. Co wcale nie znaczy, że mi to dobrze wychodzi.

A te biznesowe porażki?
Dużo ich było.

Ale chętnie Pan o nich mówi?
Nie milczę, kiedy jestem o to pytany. Bo nie ma sukcesu bez porażek. W biznesie procentowo się więcej rzeczy przegrywa, niż wygrywa. W pracy szczególnie takiej jak nasza, gdzie w grę wchodzi często kooperacja ludzi i firm, ryzyko, że się coś nie uda, jest duże.

Czego przez lata nauczył się Pan o biznesie?

W tym słowie nie ma nic nadzwyczajnego. Zaimportowaliśmy je. Brzmi dobrze i chętnie się nim wszyscy posługujemy. Ale biznes to przede wszystkim praca. Oczywiście, kiedy człowiek czemuś przewodzi, kiedy czymś kieruje i ma przyjemność w wytyczaniu celów, to jest frajda. Ale przy tej frajdzie mamy także odpowiedzialność. I koło się zamyka. Biznes nie różni się jednak od wielu innych zajęć. Tyle że tu się wszystko najczęściej robi na własny rachunek. W tej chwili to już nawet nie ja, tylko żona zarządza operacyjnie firmą. I szczerze mówiąc, robi to znacznie lepiej ode mnie. Bo ja nie mam serca do szczegółów.

CZYTAJ TAKŻE:

Oni zajęli II miejsce w konkursie Top Menedżer 2011. ROZMOWA z z Ireneuszem Ćwirko i Krzysztofem Kulczyckim ze Stoczni Crist
Trzecie miejsce w konkursie Top Menedżer 2011 dla Tomasza Kloskowskiego, prezesa Portu Lotniczego Gdańsk [ROZMOWA]
Top Menedżer 2011: Zobacz nominowanych do nagrody (GALERIA)
Jerzy Gajewski, prezes i właściciel NDI SA, najlepszym menedżerem 2011 roku na Pomorzu!
Zobacz laureatów poprzednich edycji konkursu

A do czego miał Pan serce?
Do tworzenia zespołu. To było dla mnie wyzwanie. Mamy pracowników, którzy przyszli do nas tuż po studiach. Zostali z nami i dziś są dyrektorami. W zeszłym roku obchodziliśmy 20-lecie istnienia. Na imprezie dla wszystkich pracowników oglądaliśmy film o spółce nakręcony 10 lat temu oraz zdjęcia z różnych etapów życia firmy. Ciekawie było zobaczyć, jak pracowaliśmy kiedyś.

Szef lubi wiedzieć dużo o pracownikach?
Szef musi niewątpliwie czuć zespół. Emocje, jakie towarzyszą pracy, muszą być podobne. I zaangażowanie w projekt. To dla mnie w zespole najważniejsze. Ale ludzie mogą mieć różne temperamenty. To jak w gotowaniu. Nie wystarczy sam przepis. Trzeba to jeszcze umieć dobrze zrobić.

Ten największy sukces Pana firmy to przebudowa Sopotu?
Jest parę projektów, które odegrały w życiu firmy rolę szczególną. Myślę, że bardzo ważny był nasz pierwszy projekt, w którym uczestniczyliśmy, czyli hotel Sheraton w Warszawie. Nie odgrywaliśmy tam jakiejś szczególnie znaczącej roli. Firma była wtedy tak naprawdę na dorobku, kilkuosobowa. Ale my współpracowaliśmy z partnerami, od których można się było wiele nauczyć. W konsekwencji współtworzyliśmy wszystkie pozostałe hotele Sheraton w Polsce.

Każdy projekt jest ważny, dopóki się nad nim pracuje?
Każdy projekt jest inny. Sopocki był o tyle istotny i inny, że w grę wchodziła relacja publiczno-prywatna. Co potem odbiło się echem. Z tego powodu mieliśmy wiele pomówień i dochodzeń. To były dla nas mało przyjemne sytuacje.

Tu się dystansu nie da złapać?
Osobiście nie byłem przesłuchiwany, ale moi niektórzy pracownicy tak. Przeżywaliśmy to mocno. Chociaż wiedzieliśmy, co zrobiliśmy, a czego nie zrobiliśmy. W związku z tym nie było obaw, że coś nam grozi. Ale cała ta atmosfera wokół była ciężka i przygniatająca. Kiedy się czytało, jak różni ludzie nieodpowiedzialnie rzucali pomówienia, to przyjemnie nie było. Ale to już za nami. Zostanie po nas ten zmieniony Sopot. Czasami w środkach komunikacji miejskiej zdarza mi się być anonimowym świadkiem rozmowy. I słyszę, jak ludzie chwalą to, jak zmieniliśmy oblicze miasta. Oczywiście, nie tylko same laurki padają. Ale niektóre opinie są naprawdę przyjemne.

CZYTAJ TAKŻE:

Oni zajęli II miejsce w konkursie Top Menedżer 2011. ROZMOWA z z Ireneuszem Ćwirko i Krzysztofem Kulczyckim ze Stoczni Crist
Trzecie miejsce w konkursie Top Menedżer 2011 dla Tomasza Kloskowskiego, prezesa Portu Lotniczego Gdańsk [ROZMOWA]
Top Menedżer 2011: Zobacz nominowanych do nagrody (GALERIA)
Jerzy Gajewski, prezes i właściciel NDI SA, najlepszym menedżerem 2011 roku na Pomorzu!
Zobacz laureatów poprzednich edycji konkursu

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Rekord upadłości w 2021 roku

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

W wyniku wprowadzenia zmian w parkowaniu przy zachodniej części ul. Podwale ściągano po 600zł za holowanie na parking miejski.
Gratuluję pomysłowości pomnażanie kapitału Panie Jerzy Gajewski.

M
Moole

Logel M.

Dodaj ogłoszenie