Jasnowidz z Człuchowa, Krzysztof Jackowski odpowiada na listy [PRZEPOWIEDNIE DLA CZYTELNIKÓW]

opr. Tadeusz Woźniak
Elżbieta C.: - Piszę do Pana, żeby dowiedzieć się, co było przyczyną rozpadu naszego małżeństwa oraz czy mogę mieć nadzieję, że mąż wróci? A jeśli nie, to czy będę w stanie jakoś ułożyć sobie życie? Zaczęło się wszystko od tego, że mąż pojechał do sanatorium. Przebywając tam, praktycznie się z nami nie kontaktował - ze mną i dwójką naszych dzieci. Od razu przeczuwałam, że powodem tego milczenia jest zdrada. Kiedy wrócił,  nic nie mówiłam, czekałam, aż on coś powie, ale się nie przyznał. Podejrzałam SMS-y w jego komórce i wtedy miałam już pewność. Przyparty do muru przestał się wypierać. Na pytanie, dlaczego to zrobił, podawał głupie odpowiedzi, śmieszne powody, że:  kłóciłam się z nim, nie gotowałam obiadów, nie sprzątałam. Wymyślił nawet takie usprawiedliwienie, że zmuszałam go do uprawiania seksu, że miał go za dużo i dlatego uciekał ode mnie. To może śmiesznie brzmi, ale mnie nie było do śmiechu, przeszłam poważne załamanie nerwowe, a nawet lekarz stwierdził stan zaburzenia psychicznego. Wtedy rzeczywiście wszczynałam kłótnie, ale to był już skutek jego postępowania, mąż dobrze wiedział, że to minie, że wcześniej tak się nie awanturowałam, to był skutek jego postępowania, który on podaje jako powód pozostawienia mnie i rodziny. Stan na dziś jest taki, że od trzech miesięcy nie mieszkamy razem i nasz związek stopniowo obumiera. Mąż właściwie nas nie odwiedza, telefonuje też dość rzadko i zachowuje się dziwnie. Nieraz mówi, że tęskni za nami, że mu nas brakuje, do mnie odzywa się per kochanie, a następnym razem mówi, że nic do nas nie czuje, że jestem głupia i chora, że nie powinnam zajmować się dziećmi. Kiedy mu odpowiadam: to zajmij  się ty, on mówi, że już nic nie czuje do nas . Zaproponowałam, byśmy oboje poszli do poradni małżeńskiej, spróbować ratować nasz związek, bo ja już nie wiem, o co mu chodzi. Powiedział, że nie pójdzie, bo nie będzie przy mnie się zwierzał. Nie mam pojęcia, czy mąż żyje z tamtą kobietą, czy po prostu ma mnie dość i odszedł sobie?Krzysztof Jackowski: - Rozpad waszego związku zaczął się dawno. Bardzo mało było w nim czułości, a nawet wzajemnego szacunku. Oboje prześcigaliście się we wzajemnym nieszanowaniu się. Można powiedzieć, że to był od dawna chory związek. Gdy tylko nadarzyła się okazja, mąż z niej skorzystał. On bardziej od Pani chciał czegoś innego, innego związku, Pani - może ze względu na dzieci - zależało na utrzymaniu formalnych więzi. Pyta Pani, czy jest możliwy powrót męża i odbudowa waszego związku. Jest możliwy, bo ta zdrada to raczej epizod. Owszem, po pewnym czasie mąż zechce wrócić, ale będzie to jeszcze bardziej kaleki związek. Czy Pani o to chodzi? Ja na Pani miejscu machnąłbym ręką na to, co było i poszukałbym innego mężczyzny, spróbował zbudować inny związek, bo razem stanowicie trującą mieszankę, albo raczej wybuchową. Na normalny, dobry związek w przypadku waszej pary szansy raczej nie ma.
Elżbieta C.: - Piszę do Pana, żeby dowiedzieć się, co było przyczyną rozpadu naszego małżeństwa oraz czy mogę mieć nadzieję, że mąż wróci? A jeśli nie, to czy będę w stanie jakoś ułożyć sobie życie? Zaczęło się wszystko od tego, że mąż pojechał do sanatorium. Przebywając tam, praktycznie się z nami nie kontaktował - ze mną i dwójką naszych dzieci. Od razu przeczuwałam, że powodem tego milczenia jest zdrada. Kiedy wrócił, nic nie mówiłam, czekałam, aż on coś powie, ale się nie przyznał. Podejrzałam SMS-y w jego komórce i wtedy miałam już pewność. Przyparty do muru przestał się wypierać. Na pytanie, dlaczego to zrobił, podawał głupie odpowiedzi, śmieszne powody, że: kłóciłam się z nim, nie gotowałam obiadów, nie sprzątałam. Wymyślił nawet takie usprawiedliwienie, że zmuszałam go do uprawiania seksu, że miał go za dużo i dlatego uciekał ode mnie. To może śmiesznie brzmi, ale mnie nie było do śmiechu, przeszłam poważne załamanie nerwowe, a nawet lekarz stwierdził stan zaburzenia psychicznego. Wtedy rzeczywiście wszczynałam kłótnie, ale to był już skutek jego postępowania, mąż dobrze wiedział, że to minie, że wcześniej tak się nie awanturowałam, to był skutek jego postępowania, który on podaje jako powód pozostawienia mnie i rodziny. Stan na dziś jest taki, że od trzech miesięcy nie mieszkamy razem i nasz związek stopniowo obumiera. Mąż właściwie nas nie odwiedza, telefonuje też dość rzadko i zachowuje się dziwnie. Nieraz mówi, że tęskni za nami, że mu nas brakuje, do mnie odzywa się per kochanie, a następnym razem mówi, że nic do nas nie czuje, że jestem głupia i chora, że nie powinnam zajmować się dziećmi. Kiedy mu odpowiadam: to zajmij się ty, on mówi, że już nic nie czuje do nas . Zaproponowałam, byśmy oboje poszli do poradni małżeńskiej, spróbować ratować nasz związek, bo ja już nie wiem, o co mu chodzi. Powiedział, że nie pójdzie, bo nie będzie przy mnie się zwierzał. Nie mam pojęcia, czy mąż żyje z tamtą kobietą, czy po prostu ma mnie dość i odszedł sobie?Krzysztof Jackowski: - Rozpad waszego związku zaczął się dawno. Bardzo mało było w nim czułości, a nawet wzajemnego szacunku. Oboje prześcigaliście się we wzajemnym nieszanowaniu się. Można powiedzieć, że to był od dawna chory związek. Gdy tylko nadarzyła się okazja, mąż z niej skorzystał. On bardziej od Pani chciał czegoś innego, innego związku, Pani - może ze względu na dzieci - zależało na utrzymaniu formalnych więzi. Pyta Pani, czy jest możliwy powrót męża i odbudowa waszego związku. Jest możliwy, bo ta zdrada to raczej epizod. Owszem, po pewnym czasie mąż zechce wrócić, ale będzie to jeszcze bardziej kaleki związek. Czy Pani o to chodzi? Ja na Pani miejscu machnąłbym ręką na to, co było i poszukałbym innego mężczyzny, spróbował zbudować inny związek, bo razem stanowicie trującą mieszankę, albo raczej wybuchową. Na normalny, dobry związek w przypadku waszej pary szansy raczej nie ma.
Jasnowidz z Człuchowa, Krzysztof Jackowski odpowiada na listy Czytelników "Dziennika Bałtyckiego". Zapraszamy do korzystania z naszego pośrednictwa - tel. 889 239 323 lub t.wozniak@prasa.gda.pl. Adres do wysyłki: Tadeusz Woźniak, Urząd Pocztowy Gdynia 24, ul. 2 MPS 11, 81-624 Gdynia, skr. 21.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie