Jarzyny i owoce

    Jarzyny i owoce

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Z Wojciechem Misiuro - choreografem, rozmawia Gabriela Pewińska
    Twoi fani żałują, że nie ma już Teatru Ekspresji. A przecież dobre rzeczy nie mogą trwać wiecznie...

    Nigdy nie wiadomo, czy ten teatr nie odrodzi się na nowo, czy nie odzyska rangi, świeżości. I siły. Czas na tworzenie czegoś podobnego mamy doskonały - absolutny marazm. Jest wielu artystów, którzy są przygotowani na robienie wspaniałych rzeczy. Jednak wszystko to obwarowane jest brakiem zainteresowania i wizji ze strony polityków, władz. To nie daje napędu twórcom. Ofiarą tego padł choćby jeden z moich byłych tancerzy Grzegorz Bzdyl. Okazało się, że Gdańsk nie jest zainteresowany jego teatrem. A Łodź jest. Dlatego wciąż intensywnie marzę o moim teatrze. Jak wtedy, w latach 80. Z tych marzeń zrodził się Teatr Ekspresji.

    Kiedy premiera?

    Na razie przygotowuję przedstawienie w Operze Bałtyckiej. To dla mnie zaszczyt. To tam natknąłem się kiedyś na prawdziwą, wielką sztukę w osobie Janiny Jarzynówny-Sobczak - artystki europejskiego formatu, i kontynuację jej działań, talentu w osobie Alicji Boniuszko. Na luty przygotowuję jedną z części męskiego wieczoru baletowego "Mens Dance". Ale chciałbym też kiedyś pokazać na tej scenie coś, co byłoby mocno związane z Jarzynówną i Boniuszko właśnie. Bo te dwie niezwykłe damy uświęciły tę scenę. To tu zaczął się polski balet. Dziś za mało się o tym mówi.

    Masz już jakiś pomysł?

    Chciałbym oprzeć się na przedstawieniach, które były Jarzynówny największym sukcesem, i opowiedzieć je językiem swojego tańca. Ale też wykorzystać fakt, że jest Alicja Boniuszko... I z nią spotkać się na scenie.

    Ona już o tym wie?

    Może... Jest dla mnie, i zawsze była, inspiracją. Niezwykła osobowość, piękna kobieta. Jej geniusz polega też na tym, że ona się w ogóle nie starzeje.

    Janina Jarzynówna widziała przedstawienia Teatru Ekspresji?
    Moi mistrzowie byli na moich spektaklach, co było dla mnie przerażające i porażające. Ale obeszli się ze mną łagodnie. Dali mi też ogromną siłę i kopa. Jarzynówna powiedziała o moim teatrze piękną rzecz: Dynamiczny bezruch... Gdy występowaliśmy we Wrocławiu, przyszedł na spektakl Henryk Tomaszewski. Po przedstawieniu zachował się świetnie, bo po swojemu - po prostu uciekł. Ale ja znałem Tomaszewskiego pięć lat i wiedziałem, że to była dobra reakcja.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo