Jarosław Wałęsa oficjalnie kandydatem na prezydenta Gdańska. To polityk z ostatniego miejsca i w ostatnim rzędzie

Jarosław Zalesiński
Jarosław Zalesiński
Zaktualizowano 
Jarosław Wałęsa oficjalnie kandydatem na prezydenta Gdańska Karolina Misztal
Październik 2012 r., Krystyna Janda gra prapremierowo w Teatrze Wybrzeże monodram „Danuta W.”, oparty na autobiograficznej książce Danuty Wałęsy. Już w pierwszych minutach, gdy wylicza imiona dzieci państwa Wałęsów, gubi tekst, milknie. Na widowni konsternacja. I wtedy Lech Wałęsa, siedzący z żoną pośrodku jednego z pierwszych rzędów, wykrzyknął na całą salę: - Pani sie nie przejmuje, mnie też sie mylili. Krystynie Jandzie natychmiast przypomniał się dalszy tekst.

Z ośmiorga dzieci Danuty i Lecha Wałęsów jedyną osoba publiczną, na tyle znaną już, że nie sposób pomylić go z kimkolwiek z rodzeństwa, jest dzisiaj Jarosław. Przyszedł na świat po Bogdanie, Sławomirze i Przemysławie, a przed Magdaleną, Anną, Marią Wiktorią i Brygidą.

- Już od małego był chłopakiem z inicjatywą – wspomina Jerzy Borowczak, dzisiaj poseł PO, zawsze blisko z rodziną Wałęsów, już w tych czasach, gdy Wałęsowie gnieździli się w małym mieszkanku na gdańskich Stogach. - Pewnie dlatego, że był z chłopaków najmłodszy.

Inicjatywą i samodzielnością wykazywał się Jarosław Wałęsa nie tylko w dzieciństwie, ale i za młodu. Namówiony do tego przez zaprzyjaźnioną amerykańską rodzinę, mając 19 lat, nieoczekiwanie wyjeżdża do Stanów, gdzie najpierw kończy szkołę średnią, a potem podejmuje studia w College of the Holy Cross w Worcester. Utrzymuje się z rozmaitych zajęć. Do kraju wraca w 2002 r.
Jako kierunek studiów w katolickim college'u wybrał politologię, co nasuwa myśl, że już wtedy myślał, by pójść w ślady sławnego ojca.

- To nie tak – prostuje Jarosław Wałęsa. - Polityka przyszła później. Ojciec politykę nam odradzał. Zawsze powtarzał, że to ciężki kawałek chleba i że za czyjś udział w polityce cenę płaci najbliższa rodzina.

Plan na Brukselę

Niemniej, pierwsze kroki na drodze prowadzącej do polityki, Jarosław Wałęsa stawia u boku ojca.

Prezydent (od 1995 r., po przegranej z Aleksandrem Kwaśniewskim, poza sceną polityczną) zatrudnia go w swoim prowadzonym w Gdańsku biurze jako archiwistę, z pensją ówczesnych 580 zł.
Archiwizowanie dokumentów to oczywiście tylko część zajęć młodego Wałęsy. W biurze, mieszczącym się wtedy w gdańskiej Zielonej Bramie, każdego dnia kłębił się tłum interesantów.

Jarosław Wałęsa z ojcem, Lechem Wałęsą Przemyslaw Swiderski

- Ludzie przychodzili z wszelkimi możliwymi problemami – wspomina Jarosław Wałęsa. - Jednym chodziło o światła na jakimś przejściu dla pieszych, drugim o to, że zostali zwolnieni z pracy. Odsyłałem ich do innych osób w biurze, ale po jakimś czasie pomyślałem: dlaczego nie miałbym się zająć takimi sprawami sam?

To „sam” znaczyło także: bez bezpośredniego wsparcia ojca.

To, zdaje się, w ogóle całożyciowy problem Jarosława Wałęsy, że chciałby osiągnięcia zawdzięczać sobie, a nie nazwisku. Dlatego decydował zawsze, by w tych czy innych wyborach umieszczano go na ostatnim miejscu na liście kandydatów. Od własnego nazwiska uciec jednak nie sposób...

Nieoficjalnie wiadomo było na początku czerwca, że to Jarosław Wałęsa będzie kandydatem PO i Nowoczesnej

- W Parlamencie Europejskim Jarek Wałęsa siedzi w ostatnim rzędzie – opowiada Janusz Lewandowski, europoseł, były komisarz Komisji Europejskiej. - Kiedy więc wyczytywane jest jego nazwisko, wielu posłów obraca się do tyłu, żeby zobaczyć, gdzie siedzi ten sławny Wałęsa.
Zanim Jarosław Wałęsa dostał się do Parlamentu Europejskiego, musiał jednak najpierw poznać smak porażki.

W 2004 r. po raz pierwszy sprawdza wartość swoich akcji na politycznej giełdzie. Postanawia kandydować z listy Narodowego Komitetu Wyborczego Wyborców do Parlamentu Europejskiego. Komitetowi patronuje Maciej Płażyński, polityk niezwykle na Pomorzu popularny. W wyborach parlamentarnych w 1997 r., kandydując do Sejmu z listy Akcji Wyborczej Solidarność, zdobył najlepszy wynik w całej Polsce. Ale w 2004 r. NKKW, jeden z produktów ubocznych rozpadu AWS, zdobywa tylko śladowe poparcie, żaden z jego kandydatów nie wyrobił sobie legitymacji europosła. Na przeprowadzkę do Brukseli Jarosław Wałęsa będzie musiał zaczekać do 2009 roku.

Jarosław Wałęsa kandydatem na prezydenta Gdańska Karolina Misztal

Wypłynąć na szersze polityczne wody udaje mu się rok później. Jest już wówczas członkiem Platformy Obywatelskiej, której jednym ze współzałożycieli był Maciej Płażyński. Kandyduje do Sejmu z ostatniego miejsca i – tym razem zostaje posłem, zdobywając 14709 głosów.

Brukseli nie traci jednak z oczu. Zapisuje się do sejmowej Komisji do Spraw Unii Europejskiej
- Coś było na rzeczy, miał wówczas różne pomysły związane z polityką europejską – wspomina Jerzy Borowczak.
- Już wtedy specjalizowałem się w sprawach europejskich – potwierdza Jarosław Wałęsa. - Pozycjonowałem się. Stwierdziłem, że jeśli chcę zostać europosłem, trzeba się do tego z wyprzedzeniem przygotować.

Planowanie z wyprzedzeniem swojej kariery politycznej to w ogóle umiejętność Jarosława Wałęsy. O Parlamencie Europejskim myślał w Sejmie. A o kandydowaniu na prezydenta Gdańska zaczął przemyśliwać pod koniec swej pierwszej kadencji w Brukseli. Wygadał się z tych planów w programie Kuby Wojewódzkiego w 2013 r. Gdy Wojewódzki zapytał go, czy swojej rosnącej popularności nie chce zdyskontować, kandydując na prezydenta Polski, odpalił: „Najwyżej na prezydenta Gdańska”, po czym zaraz dodał: „Chciałbym jeszcze raz dostać się do Brukseli, to są moje plany. Potem może jakiś samorząd”.

2013 rok: Paweł Adamowicz jeszcze na jedną kadencję, a potem może ja?

Syn wydaje się więc w tym względzie przeciwieństwem swojego ojca, polityka impulsywnego, kierującego się często intuicją, politycznym nosem, który niekiedy podsuwał mu genialne posunięcia, ale też wiele razy zawodził. Jarosław Wałęsa wygląda raczej na polityka planu. Stawia sobie jakiś cel, odległy w czasie, i stopniowo do niego zmierza.
Nim Jarosław Wałęsa został europosłem, po raz drugi dostał się do Sejmu. W przyspieszonych wyborach w 2007 roku zdobywa, znowu z listy Platformy Obywatelskiej, ponad sześćdziesiąt tysięcy głosów. Pomysł na siebie: polityka nie efektownego, tylko efektywnego, zaczyna procentować. Warszawa jest już wtedy dla niego jednak tylko przystankiem w podróży do Brukseli.
Kandyduje do Parlamentu Europejskiego – oczywiście z ostatniego miejsca na liście - w wyborach w 2009 roku. Wynik: 73968 głosów.

Na brukselskich pokojach

Przecieranie brukselskich korytarzy idzie Jarosławowi Wałęsie stopniowo. W dziennikarskim rankingu najlepszych polskich europosłów, ogłoszonym przez dziennik „Rzeczpospolita” w 2010 r., nie został odnotowany ani w grupie najlepszych, ani tych najgorszych europosłów – choć do tej czołówki trafił np. jeden z debiutantów, Rafał Trzaskowski.

W środku peletonu lokował się też Wałęsa w statystykach całej kadencji europarlamentu 2009-2014. Wśród pięćdziesięciu czterech polskich europarlamentarzystów był trzydziesty czwarty w rankingu frekwencji w głosowaniach. Ale już na liście posłów zadających najczęściej pytania był ósmy, w liczbie przemówień plenarnych – jedenasty.
- Bardzo solidny, pracowity – charakteryzuje swojego brukselskiego kolegę Janusz Lewandowski. - Grupa europosłów poza gwiazdami potrzebuje też takich osób do codziennej roboty. Jarek Wałęsa jest w tej swojej robocie bardzo efektywny. Jego pierwsza kadencja to było takie terminowanie. Dzisiaj jest wysoko notowany.

Potwierdzeniem jest sporządzony w 2018 r. roku ranking najbardziej pracowitych polskich europosłów. Jarosław Wałęsa znalazł się w nim w pierwszej piątce

Jako brukselski debiutant Wałęsa szybko się też „spozycjonował”. Z licznych komisji Parlamentu Europejskiego wybrał sobie jako miejsce działań Komisję Rybołówstwa – jak gdyby przewidując, że wróci kiedyś nad Bałtyk i wykazywanie się podobną aktywnością może mu się przydać. Członkiem tej komisji zostaje w listopadzie 2009 r., pod koniec kadencji staje się jej wiceprzewodniczącym. Funkcja ta zostaje mu powierzona ponownie w styczniu 2017 r.

- Niech pan popyta rybaków, co udało mi się osiągnąć – odpowiada Jarosław Wałęsa na wątpliwość, że błyskotliwej kariery w Brukseli nie zrobił. - Wolę zajmować się sprawami ludzi. To dla mnie najlepsza nagroda.

Zapytać rybaków mógłby sam Jarosław Wałęsa, gdy w maju 2011 roku – jak donosił wówczas „Dziennik Bałtycki” - na europosła czekała protestująca załoga władysławowskiej spółki Szkuner. Ale delegacja europarlamentu, choć zjadła lunch w Helu i zwiedziła tamtejsze fortyfikacje, do Władysławowa nie dotarła. Natknęłaby się tam na pikietę protestujących...

Relacje między Komisją Europejską i bałtyckimi rybakami przez wiele lat były niezwykle burzliwe. Jarosław Wałęsa może się jednak rzeczywiście wykazać na tym polu różnymi osiągnięciami.

Np. w 2013 r. wpłynął na zmianę zasad łowienia dorsza w czasie letniego zakazu łowienia tych ryb. W 2016 r. Parlament Europejski przyjął nowy plan zarządzania stadami dorsza, śledzia i szprota. "Jest to szczególnie ważne w obliczu wlewu świeżej, silnie nasolonej wody do Morza Bałtyckiego” - chwalił na swojej stronie europoseł Jarosław Wałęsa niektóre przyjęte rozwiązania. „Zaproponowałem pozostawienie trzech obszarów zamkniętych obejmujące trzy głębie bałtyckie pomimo tego, że tarło odbywa się tylko w głębi bornholmskiej, ponieważ być może ryby powrócą do dwóch pozostałych głębi - landsdorskiej i gdańskiej".

Człowiek z tytanu

Trudno byłoby liczyć na to, by sprawy głębi landsdorskiej i gdańskiej trafiały na pierwsze strony gazet. Mrówcza brukselska praca Wałęsy uchodziła uwagi mediów. Nic się też do młodego europosła nie przykleiło przez te lata, żadna kontrowersja czy – co gorsza – skandal.

Ale raz Jarosław Wałęsa trafił na czołówki gazet i pierwsze miejsce w serwisach informacyjnych.
Wałęsa miał zawsze słabość do motocykli. Taka chłopięca przypadłość, podobnie jak próby gry w zespole muzycznym. Próbował nawet swoich sił na torze żużlowym. 2 września 2011 r. pędzi na motocyklu z Gdańska do Warszawy, przekraczając, wedle ekspertów, dozwoloną prędkość o około 25 h/godz. W okolicach Sierpca na drogę, z pobocza, zza stojącej ciężarówki, wyjeżdża toyota rav 4 i wymusza pierwszeństwo na motocykliście. Jarosław Wałęsa zostaje ciężko ranny, do szpitala trafia w stanie śpiączki. Przejdzie w sumie siedemnaście operacji. Lekarze muszą mu m.in. wszczepić tytanowe elementy (to od tego czasu Jarosław Wałęsa bywa nazywany „człowiekiem z tytanu”). Wypadkiem, operacją, pobytem w szpitalu żyła wtedy cała Polska.

Jarosław Wałęsa po wypadku motocyklowym Fot. Grzegorz Mehring / Polskapresse

Wypadkowi Jarosław Wałęsa zawdzięcza owe tytanowe wkładki, konieczność tłumaczenia się przed prokuratorem z przekroczenia prędkości i – prawie 900 tysięcy odszkodowania, właśnie przyznanego europosłowi. Zawdzięcza też chyba coś jeszcze – sympatię, jaką odczuwa się na ogół dla ludzkiego nieszczęścia. Być może więcej tej sympatii zyskał dzięki wypadkowi, niż dzięki wszystkim wystąpieniom jako wiceszef komisji rybołówstwa.

Wypadkowi zawdzięcza też odrazę do motocykli. Po wyjściu ze szpitala deklarował, że nigdy już na motor nie wsiądzie. - Raz jeden się złamałem – przyznaje – i zająłem miejsce na siodełku. Ale to był motocykl stojący sobie na wystawie...

Dom w Gdańsku

O tym, że w drugiej kadencji europarlamentu, do którego został wybrany w 2014 roku, Bruksela zaczęła mu się przejadać, Jarosław Wałęsa zaczął dawać sygnały już przed kilkoma laty. Nie ukrywa, że ważną rolę odgrywają w tej zmianie nastroju sprawy prywatne. - Bycie europosłem jest ciekawe, dopóki jest się kawalerem – tłumaczy. - Ale kiedy pojawia się rodzina, rozłąki stają się dokuczliwe.

Swoją przyszłą żonę, Ewelinę Jachymek, Jarosław Wałęsa poznał w Brukseli.

Jak twierdzą tabloidy, w przypadku Jarosława była to miłość od pierwszego wejrzenia. Zaskoczonym rodzicom przedstawił ją, gdy po wypadku przechodził rekonwalescencję w szpitalu, a pani Ewelina nie odchodziła od jego szpitalnego łóżka. Cichy ślub w klasztorze sióstr brygidek w Gdańsku państwo młodzi wzięli w czerwcu 2013 r. Początkowo zamieszkali w Brukseli, ale gdy w marcu 2014 roku w jednym z gdańskich szpitali przyszedł na świat ich syn, Wiktor Wałęsa, byli już właścicielami domu w Gdańsku. Związek małżeński na odległość stawał się coraz trudniejszy.

Złośliwi powiedzą może, że Jarosław Wałęsa postanowił kandydować na prezydenta Gdańska dlatego, że założył tu rodzinę. Polityk mógłby się bronić, że zakochał się w mieście na długo przedtem, nim zakochał się w swojej przyszłej żonie. Wszak ukończył nawet kurs przewodnika po Gdańsku... I że myśli o rządzeniu rodzinnym miastem od dobrych kilku lat, jako o kolejnym etapie planowanej kariery politycznej: najpierw Warszawa, potem Bruksela, a potem Gdańsk.
Czy myśli już o etapie kolejnym? Na razie czeka go sprawdzian w wyborach prezydenckich w Gdańsku. Zmierzy się w nich nie tylko z Pawłem Adamowiczem, ale także z Kacprem Płażyńskim, synem Macieja Płażyńskiego, który uczył go, jak stawiać pierwsze polityczne kroki.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 9

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

h
ha,ha,ha

od Nowoczesnej Lubnauer i LIder już Wałesa dał?

B
Byly gdanszczanin !

Jako byly Gdanszczanin z przerazeniem patrze na tych Walesow , Adamowiczow i ta POwska huliganerie , jednak jest to miasto samo w sobie , miasto okropnej patologii !!!

e
emeryt

cienki był Bolek teraz Jarek....

o
obywatel

Gdansk to miasto skorumpowane ! !!!!! tylko PIS MOZE JESZCZE URATOWC GDANSK PRZED TA MAFIA ??

G
Gda

Niestety ta kandydatura to błąd PO. Za to, że chcą rozwalić Gdańsk będę pamiętał przy wyborach parlamentarnych.

Tylko Paweł Adamowicz na prezydenta Gdańska.

k
konsekwencja wyboru

którzy będą zapleczem Wałęsy, a poza tym za poparcie i zrobienie kampanii trzeba się jakoś odpłacić. Np. Piotr Borawski na wiceprezydenta.

G
Gość

Resortowe dzieci pokazuja jaka parodia byla transformacja z PRL do III RP a Jarek Walesa to najmlodsze resortowe dziecko Bolka z Sluzb Bezpieczenstwa !

M
Mario

Czekałem z nadzieją, ale jego występ na konwencji PO mnie rozczarował tak jak ta cała partia zresztą

A
AG

Mam nadzieje ze Gdanszczanie nie sa tak glupi! To ta sama zaraza co trzaskowski z merkel-jugend (nie takie znow jugend) w Warszawie. Ludzie powinni sie zmobilizowac w walce z ta zaraza. Inaczej tego nazwac sie nie da.

Dodaj ogłoszenie