Janusz Daszczyński. Z drugiego planu - na Woronicza

Ryszarda Wojciechowska
red studio
Nowy prezes TVP Janusz Daszczyński to człowiek nierzucający się w oczy nawet w rodzinnym Trójmieście.

Nie jest typem frontmana. Nie lubi być na świeczniku. To człowiek drugiego planu i pracy - mówią znajomi Janusza Daszczyńskiego.

Nowy prezes TVP pochodzi z Trójmiasta. I swoją przygodę z mediami zaczynał po podpisaniu Porozumień Sierpniowych, współtworząc w Gdańsku opozycyjny tygodnik. Po 1989 roku był dyrektorem gdańskiego Ośrodka Telewizyjnego i szefem PR oraz marketingu towarzystwa ubezpieczeniowego Ergo Hestia w Sopocie. W swojej medialnej karierze już raz był w zarządzie TVP, za czasów prezesury Wiesława Walendziaka i Ryszarda Miazka. Ostatnio Daszczyński pracował jako zastępca komisarza generalnego Sekcji Polskiej przy EXPO 2015 w Mediolanie.

Wybory członków zarządu, w tym prezesa, wzbudzały wiele emocji. Rozpoczęty 30 marca konkurs zaowocował w protesty. Dotyczyły one pominięcia w ostatnim etapie trojga kandydatów: Agnieszki Odorowicz, Jacka Wekslera i Roberta Kozaka. Środowiska kulturalne, stowarzyszone w ruchu Obywatele Kultury, wystosowały list zarzucający radzie nadzorczej TVP kierowanie się kryteriami politycznymi. W efekcie, po tygodniach oczekiwania, na następcę Juliusza Brauna (który też startował w konkursie) wybrano Janusza Daszczyńskiego.

We wszystkowiedzącym internecie niewiele można znaleźć informacji o nowym szefie. Paweł Zbierski, dziennikarz i filmowiec, który poznał Daszczyńskiego przed laty, nie dziwi się temu.

- To nie jest celebryta, typ medialnego konferansjera. To człowiek ciężkiej pracy i drugiego planu - tłumaczy. Jego zdaniem, to nie jest też typ partyjnego ideologa, który będzie lansował tylko jedną opcję.
Zbierski poznał Janusza Daszczyń-skiego przez Lecha Bądkowskiego, pierwszego rzecznika Solidarności.
- Bądkowski z Daszczyńskim założyli wysokonakładowy tygodnik "Samorządność", który się ukazywał w nakładzie 250 tysięcy egzemplarzy - wspomina Zbierski. Dlatego on kojarzy nowego prezesa jako osobę bardzo mocno zainteresowaną sprawami samorządności, decentralizacji władzy i regionalizmu.

Potem drugi raz dane mu było spotkać się z Daszczyńskim, za czasów jego wiceprezesury w TVP. I wtedy też, jak wspomina, można było odnieść wrażenie, że to jedna z nielicznych osób w tej instytucji, które wiedzą, czym są ośrodki regionalne telewizji. Że nie tylko ważna jest Warszawa, ale też Gdańsk, Kraków czy Wrocław.
- Myślał nie tylko w kategoriach warszawskocentrycznych. I to wydaje się obiecujące także dziś. Wiem, że wielu moich kolegów i koleżanek pracujących w telewizji przyjęło ten werdykt z ulgą i zwyczajnie, tak po ludzku, się ucieszyło - mówi Zbierski.

Nadzieje na to, że nowy prezes doprowadzi do renesansu telewizji publicznej i wyciągnie ośrodki regionalne z opłakanego stanu, mają też inni.

Ścieżki Wojciecha Fułka i Janusza Daszczyńskiego przecinały się nieraz.
- Janusz zastąpił mnie w Hestii, kiedy zostałem wiceprezydentem Sopotu - mówi.
Ale kontaktowali się też wtedy, kiedy telewizja publiczna organizowała festiwale piosenki w Sopocie, czy kiedy Fułek był autorem filmów dokumentalnych, kręconych przez Video Studio Gdańsk.
- Miałem wrażenie, że Janusz jako wiceprezes TVP zawsze z ogromną serdecznością asystował przy tych wszystkich filmach, które przychodziły z Gdańska. Ten sentyment do Gdańska był widoczny. Mam nadzieję, że teraz też tak będzie. Bo w Trójmieście jest wiele imprez związanych z telewizją publiczną - tłumaczy Fułek. I przypomina chociażby Festiwal Dwa Teatry, który jest wspólnym dzieckiem Sopotu i TVP.

- To misyjny festiwal, jeden z tych, które powinny być - dodaje.
Janusz Daszczyński ma nie tylko doświadczenie medialne, ale też menedżerskie. To on był odpowiedzialny za pawilon polski w Szanghaju na EXPO 2010, który został świetnie oceniony. Mało kto o tym wie, że wtedy niemal przez rok mieszkał w Chinach. I to też było cenne doświadczenie.

Wojciech Fułek też podkreśla, że nowy prezes nie lubi brylować w mediach. To bardzo pracowity człowiek, który woli pozostawać w cieniu, chociaż na zapleczu wykonuje dobrą pracę. W jego przypadku stare rosyjskie porzekadło "tisze jedziesz, dalsze budziesz" idealnie się sprawdza.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

l
less

Zawieszenie dziennikarki za rozmowę z "pojebem" Glińskim.

Dodaj ogłoszenie