Jan Błachowicz wrócił do Polski z pasem UFC. "Nie myślę o kolejnej walce. Cieszę się tym, co zdobyłem"

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Jan Błachowicz
Jan Błachowicz Tomasz Dębek
To wciąż do mnie nie dociera. Od walki do powrotu do Polski spałem może dwie godziny – podkreśla Jan Błachowicz, który w sobotę został mistrzem UFC wagi półciężkiej. Na lotnisku kibice zgotowali mu królewskie powitanie.

Takie okazje nie zdarzają się często. W poniedziałek po południu na warszawskim Lotnisku Chopina wylądował świeżo upieczony mistrz UFC kategorii półciężkiej Jan Błachowicz (27-8). Przywitali go kibice z całej Polski. Niektórzy wstali z samego rana i jechali do stolicy, by pogratulować 37-latkowi osiągnięcia największego sukcesu w historii męskiego MMA w naszym kraju. Wcześniej mistrzynią wagi słomkowej była Joanna Jędrzejczyk (16-4). Polska trafiła do grona krajów z dwoma czempionami największej organizacji mieszanych sztuk walki na świecie. Więcej miały tylko Kanada, Brazylia i USA.

- Po pierwszym kopnięciu na korpus czułem, że rywal zwolnił, a walka fajnie się układa. Kiedy w drugiej rundzie złamałem mu nos, wiedziałem że koniec przyjdzie szybko. Chwilę później było po wszystkim. Cały czas nie dociera do mnie to, czego dokonałem. Moja droga do tego pasa była bardzo długa. Nadal nie wiem, czy to się dzieje naprawdę. Od walki spałem może dwie godziny. Nawet w samolocie się nie udało. Trudno opisać moje emocje. To trzeba przeżyć - cieszył się na lotnisku Błachowicz.

Polak na sobotniej gali UFC 253 w Abu Zabi pokonał Dominicka Reyesa (12-2). Wcześniej Amerykanin przegrał tylko z długoletnim mistrzem dywizji półciężkiej Jonem Jonesem (26-1), i to po kontrowersyjnym werdykcie. „Bones”, który zwakował pas i ogłosił przejście do wagi ciężkiej, po pięciu rundach zaciekłej walki z Reyesem wygrał minimalnie na punkty. Błachowicz skończył robotę w niespełna 10 minut. W międzyczasie bezlitośnie okopał rywalowi żebra i złamał mu nos.

- Jest duża satysfakcja. Wygrać szybko, zarobić hajs i wrócić do domu, to zawsze najlepszy scenariusz - uśmiecha się polski mistrz UFC. - Ale to nie tylko moja zasługa. Na ten sukces złożyła się praca sparingpartnerów, trenerów i mojej menedżerki. Walka przebiegła dokładnie tak, jak się spodziewaliśmy. Ważne było też wsparcie przyjaciół i kibiców - dodaje.

– Każdy trener chce mieć zawodnika, który zostaje mistrzem świata. Dla nas to spełnienie zawodowe i bardzo duży sukces. A jednocześnie potwierdzenie, że dobrze wykonujemy naszą pracę. Długo pracowaliśmy z Jankiem. Jak widać, obraliśmy dobrą drogę – skomentowali trenerzy Błachowicza z warszawskiego WCA Fight Team, Robert Jocz i Robert Złotkowski.

ZOBACZ TEŻ:

Szanse na powrót Jonesa do wagi półciężkiej są niewielkie. Nowy mistrz miał walczyć ze zwycięzcą pojedynku Thiago Santos (21-7) - Glover Teixeira (31-7), ten dwukrotnie odwoływano już z powodu zakażenia koronawirusem najpierw jednego, a później drugiego z Brazylijczyków. Kolejny termin walki wyznaczono na 7 listopada. Błachowicz będzie pewnie trzymał kciuki za Santosa. W lutym 2019 r., na gali w Pradze przegrał z „Marretą” przez techniczny nokaut w trzeciej rundzie. Później rywale się jednak zaprzyjaźnili, kiedy nasz zawodnik walczył w Brazylii z „Jacare” Souzą, trenował właśnie u Santosa. Mimo sympatii chętnie skorzysta jednak z okazji na rewanż za jedyną porażkę w dziewięciu ostatnich walkach.

- Na razie nie myślę o kolejnym występie. Chcę się nacieszyć tym, co zdobyłem. Ale na pewno fajnie byłoby wziąć rewanż z "Marretą". Zobaczymy, jak się to wszystko poukłada. W grudniu ma urodzić mi się syn. Teraz będę się szykował na to wydarzenie. Zapowiada się większe wyzwanie niż walka. W tym sporcie nigdy nie można być czegoś na 100 proc. pewnym, ale w tym roku raczej już nie zawalczę - zaznacza mistrz UFC, który podczas sobotniego starcia nie odniósł większych urazów.

ZOBACZ TEŻ:

– Jak to po walce, jestem trochę obolały, mam jakieś siniaki. Gdybym chciał, mógłbym jutro wrócić na salę treningową. Ale nie chcę. Będziemy świętować, zrobię sobie dwa tygodnie przerwy od treningów. Zobaczymy, co później. Na pewno wiele będzie się działo – zapewnia Polak.

Po sześciu latach i 15 walkach (10 zwycięstw, pięć porażek) w UFC „Cieszyński Książę” stał się niekwestionowanym królem wagi półciężkiej. – Czy będzie zmiana pseudonimu? To już się chyba stało – uśmiecha się Błachowicz.

Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Trwa głosowanie...

Czy zwycięstwo Błachowicza to największy sukces w historii polskiego MMA?

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

Kościoły zdrowego ciała, siłownie obeszły przepisy

Wideo

Materiał oryginalny: Jan Błachowicz wrócił do Polski z pasem UFC. "Nie myślę o kolejnej walce. Cieszę się tym, co zdobyłem" - Sportowy24

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie