reklama

Jaki pacjent, takie lekarstwo

Jolanta Gromadzka-AnzelewiczZaktualizowano 
prof. dr. hab. Roman Kaliszan
prof. dr. hab. Roman Kaliszan
Z prof. dr. hab. Romanem Kaliszanem, kierownikiem Katedry Biofarmacji i Farmakodynamiki Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, rozmawia Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

Jesień tuż-tuż... Co by mi Pan doradził na przeziębienie?
Mnie pomaga paracetamol w dużych dawkach, ale to wcale nie oznacza, że i panią szybko postawi na nogi. Może lepsza okaże się aspiryna?

Niby dlaczego?
Są osoby, na które paracetamol nie działa w ogóle. Nie tylko zresztą ten powszechnie stosowany medykament przeciwgorączkowy i przeciwbólowy, ale wiele innych leków ordynowanych pacjentom bez recepty czy na receptę, jak na przykład statyny. Jednemu obniżą poziom cholesterolu, drugiemu ani trochę. Dzieje się tak, bo każdy z nas jest inny, inaczej toleruje używki, choćby alkohol, ale również leki. W zamierzchłych czasach aptekarze przyrządzali mikstury według recepty skomponowanej przez lekarza dla każdego chorego oddzielnie. Były to terapie "indywidualne", potem uległy one standaryzacji, bo powstał przemysł farmaceutyczny. Teraz wracamy w pewnym sensie do tamtych, dawnych czasów.

Cofamy się?
Nie mamy innego wyjścia. O ile w roku 1996 wprowadzono do leczenia na całym świecie 53 nowe substancje (leki), to już w 2006 roku - tylko 22. Powoli wyczerpują się możliwości poszukiwania leków dobrych dla wszystkich. Ponadto badania epidemiologiczne dowodzą, że większość leków wykazuje swoje pełne działanie tylko u 30-50 procent pacjentów. Musimy więc szukać sposobów, by dobierać lek indywidualnie do pacjenta. Nie nazwałbym tego jednak "cofaniem się". Dobieranie leku, ale również jego dawki, odstępów czasu, w których należy go podawać, pozwala osiągnąć największą korzyść terapeutyczną i ograniczyć do minimum skutki uboczne. Przy takich lekach jak paracetamol, które mają duży margines bezpieczeństwa, nie ma większego znaczenia, czy zażyjemy 500, 750 czy 1000 mg preparatu. Jest jednak mnóstwo innych preparatów, które w zależności od dawki - działają jak lek lub trucizna. Lub jednym pomagają, a drugim szkodzą. Pojawia się coraz więcej głosów, że "ofiarą" tego stał się popularny lek przeciwbólowy rofecoxib [handlowa nazwa Vioxx - przyp. red.]. Został on wycofany po serii tragicznych zgonów pacjentów, jednak milionom ludzi pomagał. Prawdopodobnie szkodził osobom o określonych cechach genetycznych. I tu dochodzimy do sedna sprawy.

Czyli dobierania leku nie do wagi, płci, wieku pacjenta, a jego cech genetycznych?
Otóż właśnie. "Właściwy lek dla właściwego pacjenta we właściwej dawce". To podstawowa zasada "medycyny personalizowanej", zwanej też medycyną osobniczo zoptymalizowaną. Zgodnie z nią powinniśmy wyrzucić do śmieci ulotkę dołączoną do opakowania leku, która zaleca, by zażywać go np. trzy razy dziennie po 200 mg, a lek, dawkę i sposób stosowania dobrać indywidualnie do każdego pacjenta. Bo jednemu na ból głowy pomoże paracetamol, drugiemu - kwas acetylosalicylowy, czyli aspiryna, a trzeciemu - naproksen.

Pytanie, jak to zrobić w praktyce?
O to już pytać nie trzeba. Na całym świecie jak grzyby po deszczu wyrastają firmy, które oferują usługi w zakresie biologii molekularnej.
W oparciu o diagnostykę molekularną, czyli analizę takich cech jak genom, fenotyp, indywidualny profil metaboliczny konkretnego pacjenta, ocenią one indywidualną wrażliwość na lek i tym samym zasugerują, czy używać dany preparat, czy inny. Internet pełen jest adresów takich firm, wystarczy im przesłać pocztą próbkę śliny, fragment włosa. To nie żadne "czary mary", w marcu 2007 r. senator Barack Obama przedstawił Kongresowi USA projekt ustawy, która miałaby zapewnić Amerykanom dostęp do medycyny personalizowanej. Biologia molekularna rozwija się w zawrotnym tempie, testy diagnostyczne tanieją z dnia na dzień. Sprawdzają predyspozycje wrodzone, nabyte, potrafią wykryć w genach np. nietypowe białko lub że brakuje mu enzymu, co spowoduje, że nie będzie on reagował na lek. Lada chwila będą i u nas. A tak naprawdę już są. Wielu producentów, głównie biofarmaceutyków, czyli leków produkowanych z zastosowaniem metod inżynierii genetycznej, a wykorzystywanych głównie w onkologii, oferuje je wraz z zestawem diagnostycznym.

Czy to dlatego np. herceptyny - skutecznego leku na raka piersi - nie wolno podawać bez testu genetycznego?
To bardzo dobry przykład, bo o herceptynie słyszało wiele kobiet. W pewnym momencie okazało się, że herceptyna jest skuteczna jedynie u ok. 25 proc. kobiet, które mają określony receptor estrogenowy - HER2. U chorych, które go nie mają, lek w ogóle nie zadziała. Onkolodzy sprawdzają więc za pomocą specjalnego testu genetycznego, czy chora ma nadekspresję genu i dopiero potem decydują, czy podać jej herceptynę. To ważne, bo leki onkologiczne, szczególnie biofar-maceutyki, są po pierwsze bardzo drogie, po drugie - wykazują działania uboczne. Firma farmaceutyczna dostarcza lek wraz z testem.

Ale chyba na tym traci?
To prawda, że firmy farmaceutyczne nie są zbyt zainteresowane rozwojem medycyny personalizowanej, bo ogranicza ona grono pacjentów korzystających z leków. A im większa liczba odbiorców, tym większy zysk. Liczony w setki miliardów dolarów.

Ale firma, która sama przyznaje, że jej lek nie jest dla wszystkich, działa na swoją niekorzyść...

Oczywiście. Chyba że lek jest bardzo skuteczny - ma wtedy swoją "niszę", co oznacza, że dla określonej grupy chorych jest jedyną szansą. Tak jest w przypadku herceptyny. Pojawiło się też wiele innych nowych leków onkologicznych dostępnych z testami, jak choćby stosowane w przypadku bardzo groźnej odmiany raka płuca - gefitinip i erlotinip (Iressa, Terceva). Te leki trafiają już do klinik onkologicznych w Polsce. Taka zindywidualizowana farmakoterapia jest przyszłością.

Tylko w onkologii?
W każdej specjalności medycznej. Odnosi się to do wszystkich leków, łącznie z antybiotykami.

To może lekarze nie będą już potrzebni?
To czarny scenariusz, ale częściowo może się sprawdzić. Lekarz zbada chorego, postawi diagnozę. Pacjent prześle kroplę śliny do laboratorium, które określi jego profil molekularny i dobierze mu najbardziej optymalne leki.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie