Jak trójmiejska formacja VHS HELL znalazła się w serialu "Rojst 97"

Ryszarda Wojciechowska
Ryszarda Wojciechowska
Udostępnij:
"Teraz do świata filmu wchodzi nowe pokolenie, które dorastało w latach dziewięćdziesiątych. I chętnie opowiada o tym, jak się wtedy żyło. Jednym z tych filmowców jest Jan Holoubek" - mówi Krystian Kujda z trójmiejskiej formacji VHS HELL, konsultant od rekwizytów w serialu "Rojst 97".

Obejrzał pan już serial?
Na razie tylko dwa odcinki. Organizacja Octopus Film Festivalu pochłonęła mnie do reszty. Ale nadrobię.

Warto, bo "Rojst 97" to jeden z najchętniej oglądanych w ostatnim czasie polskich seriali. A pan brał udział w tym sukcesie.
Mój wkład był jednak niewielki. Zostałem konsultantem od rekwizytów. I ogromną frajdę przede wszystkim miałem z tego, że mogłem podzielić się z filmowcami swoją wiedzą na temat lat dziewięćdziesiątych.

Reżyser Jan Holoubek dziękował panu i formacji VHS HELL za pomoc. Ale jak pana znalazł?
Od 11 lat tworzymy projekt VHS HELL, który ma przypominać o popkulturze czasów transformacji w Polsce. Na naszej stronie internetowej prezentujemy różne ciekawostki z tamtych lat. I tak twórcy "Rojsta 97" trafili na nasz ślad. A Jan Holoubek zwrócił się do mnie, żeby skonsultować kilka spraw, które znalazły się w serialu.

VHS HELL dostarczyło też na plan filmowy potrzebne rekwizyty
Po kilku rozmowach z Janem Holoubkiem i Maciejem Ostapińskim, rekwizytorem w serialu, zrobiliśmy selekcję potrzebnych przedmiotów. Spakowałem je do paczki i wysłałem na plan. Były to przede wszystkim różne figurki i zabawki z lat dziewięćdziesiątych, które wtedy fascynowały nastolatków, a teraz znalazły się, na przykład, w scenie, w której pokazywano pokój młodej ofiary, wokół której toczy się śledztwo. Skontaktowałem ich też z kolekcjonerem płyt z rapem i hip-hopem z połowy lat 90. Bo ta muzyka także ma niebagatelne znaczenie w tym serialu. Obserwuję zresztą teraz spore zainteresowanie w kinie okresem transformacji w Polsce. Do niedawna filmowe i serialowe historie osadzone w tamtym czasie były rzadkością. Teraz do świata filmu wchodzi nowe pokolenie, które dorastało w latach dziewięćdziesiątych. I chętnie opowiada o tym, jak się wtedy żyło. Jednym z tych filmowców jest Jan Holoubek.

A jak w pana przypadku narodziło się to zainteresowanie polską popkulturą lat dziewięćdziesiątych?
Popkultura czasów transformacji to dla mojego pokolenia był szalony i wspaniały okres. W latach osiemdziesiątych nie mieliśmy nic. I nagle po roku dziewięćdziesiątym otworzył się przed nami świat. Zachód zalał nas swoimi gadżetami kultury masowej, a my głodni tych nowinek, zachłannie się na nie rzuciliśmy, nie wiedząc początkowo z czym to się "je". Jednak szybko uczyliśmy się, nadrabialiśmy zaległości. Nie mieliśmy dość tych gadżetów.

Wtedy królowały kasety VHS i jak grzyby po deszczu wyrastały wypożyczalnie tych kaset...
Trudno znaleźć lepszy symbol kultury popularnej w Polsce lat dziewięćdziesiątych niż te stare, dobre kasety VHS. Dla wielu to relikt zamierzchłej przeszłości, ale my, fani, o nich pamiętamy.

Co ciekawego ma pan w swojej kolekcji?
Mam wiele zabawek z tamtych czasów, a właściwie podróbek, które imitowały te produkowane na Zachodzie. Można je było kupić w kioskach, drogeriach. Kupowałem i zbierałem. Ale główną częścią mojej kolekcji są kasety wideo, które do tej pory zbieram namiętnie. Do pewnego czasu przedmiotem pożądania były dla mnie filmy, które leżały na półkach wypożyczalni, z oryginalnymi okładkami. Teraz cieszę się, kiedy uda mi się trafić na nagrania telewizyjne z tamtego czasu, a także na prywatne, bo i takie zdarza mi się dostać od kogoś w prezencie.

Pewnie tych kaset ma pan tyle, ile kiedyś było w każdej, szanującej się wypożyczalni.
Mam chyba więcej. One mają dla mnie wartość nie tylko sentymentalną. To także wiedza o tamtym czasie. Bardzo wiele osób lubi, na przykład, filmy Quentina Tarantino. Lecz nie każdy wie, z czego ta twórczość jest utkana. A my na naszych pokazach prezentujemy filmy, które inspirowały takich twórców jak Tarantino. Często jest to kino klasy B, ale jednak wartościowe, bo powstawało z pasji. Bywało, że przy niektórych filmach nie starczało umiejętności aktorom albo montażystom. Ale to nadal kino zaskakujące, zabawne i często odważne w formie.

To z tej fascynacji do popkultury lat dziewięćdziesiątych zrodził się projekt VHS HELL.
Nazwę wziął od instalacji artystycznej z roku 2009 autorstwa Maurycego Gomulickiego, w którym autor wykorzystał moją kolekcję kaset. Ta instalacja znalazła się w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie i nawiązywała do filmowego gustu Polaków z początków lat 90., kiedy rzucaliśmy się z lubością na kino gatunkowe z horrorami i filmami science-fiction na czele. Usłyszałem wtedy, że skoro mam tak dużo filmowych perełek na VHS, to dlaczego nie zorganizować prezentacji dla szerszej publiczności? W 2010 roku postanowiliśmy więc spróbować. Zrobiliśmy dwa pokazy w Gdyni i frekwencja przeszła nasze najśmielsze wyobrażenie. Ale VHS HELL to nie tylko pokazy. Zajmujemy się historią polskiego rynku video, docieramy do osób, które go współtworzyły: lektorów, dystrybutorów, piratów. Zbieramy ich relacje oraz inne relikty z okresu wypożyczalni kaset. Ale film jest najważniejszy i dominują jednak pokazy. Nasze pokazy łączą w sobie tradycję wideo-świetlic z lat osiemdziesiątych., DKF-ów i amerykańskiego kina spod znaku double-feature. Prezentujemy filmy w dwojaki sposób: albo są to pokazy prosto z kaset VHS, z lektorem z taśmy, zwiastunami produkcji wchodzących na polski rynek wideo początku lat dziewięćdziesiątych, albo robimy show i zaproszony lektor na żywo improwizuje dialogi filmowe i komentuje akcję. Generalnie stawiamy na interakcję z publicznością, liczymy na jej udział w zabawie, chcemy, aby nasze pokazy wzbudzały silne emocje.

A potem poszliście jeszcze dalej, tworząc najbardziej nieokrzesaną imprezę filmową w Polsce - Octopus Film Festival. W Gdańsku zakończyła się właśnie jego kolejna edycja.
Na tym festiwalu prezentujemy kino gatunkowe. Nie tylko to sprzed lat, ale także współczesne, często niezwykle ambitne, które przerabia kalki z dawnego kina gatunkowego, ale na swój, autorski sposób, wnosząc świeży powiew. Prezentujemy też kino klasy B, które nadal kochamy.

Mówiąc nieokrzesany, mam na myśli pomysły na efekty specjalne i miejsca projekcji festiwalowych filmów.
Z pokazami specjalnymi wchodzimy w różne rejony miasta, często industrialne, czasami zapomniane. Nasza publiczność kocha te niespodzianki. Specjalnością Octopusa stały się pokazy w niecodziennych miejscach, korespondujących ze sztafażem filmu. Na przykład „Top Gun” pokazywaliśmy w prawdziwym hangarze lotniczym, a „The Witch” w lesie. Był też pokaz z miotaczem ognia przed projekcją "Mad Maksa: na drodze gniewu", a pokaz "Noc żywych trupów" odbył się dla publiczności zamkniętej nocą w centrum handlowym, do tego z gangiem zombie na wrotkach w tle. W ramach seansu ukrytego, wywieźliśmy do portu przeładunkowego widzów, prezentując im "Coś" Johna Carpentera.

Podnieśliście tym samym sposób oglądania filmów do rangi wydarzenia na taką skalę, jak jeszcze nikt w Polsce.
W ostatniej edycji film "Moon" prezentowaliśmy w namiocie sferycznym, który wyglądał kosmicznie, "Turbo Kid" na stoczniowym Dziedzińcu 66A, a na widzów czekał wyjątkowy pokaz jednego z największych klasyków współczesnego kina - "Łowca Androidów" na terenie Elektrociepłowni Gdańsk! Te dymiące kominy, industrialne przestrzenie gdańskiej elektrociepłowni, były wyjątkową oprawą dla tego dzieła Ridleya Scotta, przywołując na myśl filmowe miasto przyszłości. Widzowie uwielbiają nasze seanse ukryte, czyli pokazy, które do ostatniej chwili trzymane są w tajemnicy. Publiczność nie wie, jaki film obejrzy, ani w jakim miejscu.

Ogromną popularnością cieszą się też seanse z lektorem, jak w latach dziewięćdziesiątych.
Podczas ostatniego festiwalu cofnęliśmy się do okresu największej popularności thrillera erotycznego, by razem z Michaelem Douglasem i Sharon Stone poczuć "Nagi instynkt". W naszym przypadku Sharon Stone przemówiła zmysłowym głosem Katarzyny Figury, która przeczytała na żywo dialogi do tego thrillera Paula Verhoevena. Festiwal się więc rozwija, a my się cieszymy, że udało nam się pokazać na tegorocznej edycji aż 10 polskich premier, a cały konkurs stał naprawdę na wysokim poziomie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Dwaj Panowie Pingo - wystawa malarstwa Kołpanowicz&Cruz

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie