Jak robią to paprotki, czyli o seksie roślin

Gabriela Pewińska
Rysował B. Brosz
Ponoć storczyk jest najbardziej perwersyjnym z kwiatów, motyl niezłym kochankiem, a ludzie mogą być uczuleni na seks traw! Czy rośliny mają jakieś życie erotyczne?

W kwestii życia erotycznego zwierząt sprawa jest, wydawałoby się, prosta. Chociaż też, jak się okazuje, nie do końca. Dyrektor zoo w Oliwie Michał Targowski opowiedział mi kiedyś historię, jak to tapirami opiekowała się tutaj młodziutka asystentka:

- Pewnego dnia przybiegła spanikowana do sekretariatu i nalegała, by natychmiast wezwać weterynarza, bo u jednego z tapirów pojawiła się straszna narośl, przepuklina, coś dziwnego i strasznego! Jakby... piąta noga. Nikt z nas nie wpadł na to, że zobaczyła to, czego pewnie mogliby pozazdrościć tapirom niektórzy mężczyźni. Ale tak tapiry mają. Gdy poczują wolę bożą, to, zanim dopadną samicę, łażą z tą "piątą nogą" po wybiegu, straszą ludzi, niczym ten jamnik, co to cierpi srodze i wlecze po podłodze... A tapir ma do tej podłogi - ja wiem? - z pół metra! A propos. Za czasów zimnej wojny w Ustce zdarzyła się ponoć niesamowita historia. Któregoś dnia morze wyrzuciło na plażę trąbę słonia. Wezwano ekologów, panikowano, że to pewnie z Zachodu perfidnie nam tę trąbę podłożyli, że ta dziwna przesyłka spowoduje jeszcze jakąś zarazę. Ogrodzono teren. Wezwano weterynarzy. Przyjechali. Obejrzeli. A to nie była żadna trąba, tylko, zwyczajnie... końskie przyrodzenie.

Tyle, jeśli chodzi o życie erotyczne zwierząt. Prof. dr hab. Piotr Rutkowski z Uniwersytetu Gdańskiego postanowił naszą wiedzę w dziedzinie pojęcia erotyki poszerzyć. Jego wykład w ramach Kawiarni Naukowej Bałtyckiego Festiwalu Nauki wzbudził jakiś czas temu niemałą sensację. Nic dziwnego, nosił tytuł "Życie erotyczne roślin". Występ profesora reklamowano tak: "Spotykane prawie na każdym kroku kwiaty roślin są ściśle związane z jednym z najciekawszych i najbardziej skomplikowanym procesów w przyrodzie: zapylaniem. Wykład omawia niezwykle fascynujące, a często nieco perwersyjne relacje łączące rośliny i zwierzęta je zapylające, ukazuje zróżnicowanie budowy kwiatów pułapkowych i naśladowczych, jak również zapylanych tylko przez jeden gatunek zwierzęcia. Ukazuje, czym różnią się kwiaty zapylane przez ptaki od tych zapylanych przez owady i nietoperze oraz dlaczego samce pewnych błonkówek tak usilnie chcą kopulować z kwiatami określonych gatunków storczyków".
Do sopockiego hotelu Rezydent, gdzie z wykładem przybył profesor, waliły tłumy właścicieli domowych paprotek i hodowcy parapetowych storczyków. Zapewne i alergicy, którym nawet do głowy nie przyjdzie, że stali się ofiarą, by tak rzec, roślinnej gry wstępnej. Przyszli młodzi, starsi, studenci i studenci Uniwersytetu Trzeciego Wieku, zakochani przytulali się pod ścianą, w hotelu zabrało krzeseł... Stali więc ponad godzinę, chłonąc chciwie każde słowo profesora. Stałam i ja. Ktoś potem zasugerował - a gdyby tak doświadczenie erotyczne roślin przenieść na nasz, człowieczy, grunt? Nic z tego. Nie da się.

- Weźmy taki storczyk z rodzaju Drakaea z Australii - to najbardziej perwersyjna z roślin - głosił profesor. - To storczyk, który częścią kwiatu, warżką, przypomina samicę błonkówek, zapylających go owadów. Samica żyje w glebie, drąży kanały, do których składa jaja. Wychodzi na powierzchnię tylko raz, w celu odbycia lotu godowego. Samiec podlatuje, obejmuje samicę odnóżami i przenosi na inne miejsce w powietrzu, zapładniając. Wspomniane storczyki upodobniły się właśnie do tej odbywającej lot godowy samicy. Skołowany samiec, któremu wciąż się wydaje, że spotkał swoją wybrankę, próbuje unieść kwiat w powietrze. Warżka trzyma się sprężyście, frustracja samca rośnie, ciągnie ją coraz silniej, wykonując przy tym wahadłowe ruchy, aż w końcu użyje takiej siły, że przekoziołkuje i uderzy plecami o prętosłup kwiatu. Jest to, wbrew pozorom, sprytnie i perwersyjnie zaplanowane, daje pewność roślinie, że ów samiec jest z gatunku, na którym jej właśnie zależało. Z pyłkiem na grzbiecie będzie zapylał inne kwiaty.

Poruszenie na sali wzbudziły słowa profesora jakoby...
- Zapylanie, u większości roślin, to jest uczciwa wymiana handlowa. Owady za przeniesienie pyłku dostają od roślin pokarm w formie nektaru, pyłku. Ale część roślin, przykro to mówić, oszukuje! Niby ogłasza, że będzie coś w zamian, a potem okazuje się, że nic z tego. To oszustwo wynika najczęściej z chęci zwabienia tych owadów, które do kwiatów dających nektar i pyłek by nie przyleciały, bo na przykład odżywiają się padliną bądź żerują na owocnikach grzybów. Wtedy roślina musi wykształcić taki kwiat lub cały kwiatostan, który wygląda jak obiekt przez owada pożądany. I owady dają się tym oszustom zwieść! Są to też rośliny, które nie oferują pokarmu, ale zatrzymują owady na jakiś czas w sobie, wewnątrz kwiatu. To rośliny o kwiatach pułapkowych. Taki przytrzymany w kwiecie lub kwiatostanie owad zostaje mocno oblepiony pyłkiem, który niesie do innych kwiatów. Cwaniactwo? Ale cwaniactwo przynoszące zyski! Można by się spierać, która z tych możliwości jest lepsza - czy być uczciwym i uczciwie dawać pokarm za zapylenie, co robi większość roślin, czy kłamać, nie mając innej możliwości, by pozyskać owada?

Sopocki wykład zmienił też życie samego profesora. Pierwszy raz przyszło mu udzielać wywiadów. A dziennikarze zadawali przedziwne pytania...
Na przykład - czy motyl jest dobrym kochankiem?
- Świetnym! - odpowiadał profesor, nie tracąc naukowego rezonu i wygłaszając słowa z absolutną powagą.
- Najlepszym? - nie odpuszczał dziennikarz.
- Bez niego nie byłoby możliwe przeniesienie pyłku. Ale jak się motyl czuje w tej roli, tego nie wiemy.
- Lepszy motyl niż, dajmy na to, taki zwykły, gruby bąk? - drąży redaktor.
- Najlepiej w tej roli sprawdzają się błonkoskrzydłe, czyli pszczoły, osy, trzmiele. Te, które nie tylko żywią się nektarem, ale również zbierają pyłek do koszyczków na goleniach, celem przeniesienia go do uli czy gniazd, są zwykle najlepszymi kochankami roślin. Ale niezłe są w tym też motyle, a także kolibry, których dieta oparta jest wyłącznie na nektarze. Poszukując go, odwiedzają wiele kwiatów, tym samym przenosząc pyłek.
Ktoś się troszczył o życie erotyczne domowego fikusa. Pytał: Czy on jest skazany na samotność, panie profesorze?
- Raczej tak... Fikusy mają specyficzną biologię zapylania. Mogą go dokonać tylko drobne błonkówki, czyli bleskotki. A odpowiednich bleskotek w domu raczej pani nie ma.
- Wpuścić ich przez okno nie można?
- Niestety.
- To skąd je wziąć?
- To drobne owady żyjące pospolicie w klimacie cieplejszym, tropikalnym, proszę pani...
- Czyli erotyczna pustynia?
- Przykro mi...

Los erotyczny paprotki, którą chciał na wykład profesora Rutkowskiego przynieść inny profesor, przedstawiał się zgoła inaczej...

- Z paprotką raczej uważałbym - zastrzega Piotr Rutkowski. - Ta roślina zarodnikowa nie potrzebuje bleskotek. Natomiast zdobiące nasze domy egzotyczne rośliny kwiatowe, niestety, raczej skazane są na niepowodzenie. Chociaż znam osobę hodującą kaktusy, która wystawia je na zewnątrz, na patio czy do ogródka. Jest wtedy możliwość, że zostaną one zapylone własnym pyłkiem przez nasze krajowe gatunki owadów, mimo że są to dla nich rośliny zupełnie nieznane, obce, ktoś jakby z innej kultury, z innego kraju...
Jakaś pani stwierdziła, że po wykładzie profesora baczniej zacznie się teraz przyglądać swoim roślinom w ogrodzie. A nuż coś zobaczy, podpatrzy, usłyszy... Profesor nie daje się zwieść wyobrażeniom.

- Gdy patrzymy na ukwieconą łąkę, zwykle po prostu podziwiamy piękno kwiatów, rzadko zastanawiamy się natomiast, czemu to kwiatowe piękno służy. A ono jest po to, by zwabić owady zapylające. Gdyby roślina mogła być zapylana w jakiś inny sposób, na przykład przez wiatr, tak piękne, kolorowe, pachnące kwiaty nie powstałyby. Ten nektar, jaki produkuje roślina, to jest dość spory wydatek energetyczny, który musi ponieść, aby być dla owada atrakcyjna. Stąd konieczność wyróżnienia się w tłumie, stąd desperacja, by koniecznie przyciągnąć któregoś do siebie, by nie stracić szansy na zapłodnienie. Co warte podkreślenia - nie ma roślin niepotrzebnych! Żaden organizm nie żyje w samotności, każdy czuje się potrzebny. Niektóre z roślin jednak muszą się ostro napracować, by pozyskać partnera. Jeszcze gorzej mają te, które skazane są na łaskę wiatru, bo prawdopodobieństwo trafienia pyłku jest nieznaczne. Rośliny te starają się zrobić wszystko, by to prawdopodobieństwo zwiększyć, więc produkują więcej ziaren, co zwykle odczuwają ludzie, którzy mają alergię na trawy...

I na zakończenie. Fakt, że rośliny też uprawiają życie erotyczne, nie powinno, mimo wszystko, zakłócić diety wegetarian.

- Coś w końcu jeść trzeba - kwituje profesor. - Zresztą są wśród roślin też takie organizmy, które powstały po to tylko, by je zjeść...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie