"Jak pokochałam gangstera?”. Czy film mógł powstać bez zgody czwartej żony? Radca prawny Wiktor Witkowski komentuje

Agnieszka Kostuch
Agnieszka Kostuch
Udostępnij:
„Jak pokochałam gangstera?” od kilkunastu dni podbija platformę Netflix. Czy film mógł powstać bez zgody żony? Wiktor Witkowski z Kancelarii Jedliński, Bierecki i Wspólnicy zdradził nam, jak wygląda to z punktu widzenia prawa.

W styczniu na platformie Netflix swoją premierę miał film „Jak pokochałam gangstera?”, którego głównym bohaterem jest Nikodem Skotarczak. Historia została przedstawiona według scenariusza Krzysztofa Gurecznego i Macieja Kawulskiego. Drugi z wymienionych panów odpowiadał też za reżyserię. W rozmowie z Onetem podkreślił, że nie jest to kino biograficzne, tylko inspirowane postacią słynnego Nikosia.

— To nie jest kino biograficzne, tylko inspirowane jego postacią. Dlatego niczego nowego pod względem faktograficznym nie wnosi — komentował Maciej Kawulski — Nie skupialiśmy się jednak na akcjach, które zostały przedstawione w gazetach, a raczej na tych, o których media nie pisały i które nie znalazły się w blasku fleszy. Pokazujemy jego seksualną prywatność, w którą wszyscy chcieli zajrzeć, ale nikt nie mógł. A ten film taką możliwość daje. Pokazaliśmy go z innej strony, z punktu widzenia kobiet. Przedstawiliśmy go jako człowieka, w którego życiu kobiety i kochliwość miały ogromne znaczenie.

„Jak pokochałam gangstera?”. Czy film mógł powstać bez zgody czwartej żony?

Z wizją reżysera nie zgadza się czwarta żona Nikodema Skotarczaka, Edyta, która publicznie kilka razy zabrała głos w tej sprawie. Zaznaczała, że w jej ocenie bardzo kłamliwie ukazano legendarną postać jej męża.

- Nie rozumiecie, ale ja również nie rozumiem, z jakiego powodu tak bardzo kłamliwie ukazano legendarną postać „Nikosia”, począwszy od lat 90., kiedy byliśmy już razem, i dlaczego mnie i nasze dzieci wymazano z historii życia Nikodema, pomijając nas całkowicie w tym filmie. Chociaż byłam jego czwartą żoną i największą miłością (z wzajemnością). Cieszył się, że w końcu ma po raz pierwszy w życiu normalną kochającą rodzinę, o której marzył i której zawsze mu brakowało.

Czy taki film bez zgody żony mógł powstać? Z takim pytaniem zwróciliśmy się do Wiktora Witkowskiego, który na co dzień współpracuje z Kancelarią adwokatów i radców prawnych Jedliński, Bierecki i Wspólnicy z siedzibą w Gdyni. Powiedział, że by film o danej osobie, która nie żyje, mógł zostać stworzony, powinno się uzyskać zgodę najbliższej rodziny oraz najbliższych osób.

- Chcąc sporządzić scenariusz, w pierwszej kolejności trzeba mieć zgodę najbliższej rodziny – komentuje Wiktor Witkowski w rozmowie z Dziennikiem Bałtyckim. — Dlaczego? Dlatego, że pamięć o zekranizowanych postaciach może być szczególnie istotna dla jej osób najbliższych. Brak zgody może stanowić naruszenie tzw. „dóbr osobistych”, co z kolei może skutkować odpowiedzialnością cywilnoprawną w przypadku gdy naruszenie będzie miało charakter obiektywny. Instytucja „dóbr osobistych” jest uregulowana w artykule 23 Kodeksu cywilnego. Przedmiotowy katalog stanowi katalog otwarty, w którym może znaleźć się nieskończona ilość dóbr osobistych podlegających ochronie prawnej. Wśród takich podstawowych zasad, które przychodzą mi na myśl, warto wymienić cześć, dobre imię, kult pamięci po bliskiej zmarłej osobie, intymność, prywatność życia, ochrona tradycji rodzinnych polegających na pielęgnowaniu pamięci po zmarłym przodku.

Witkowski dodał, że prawo artysty do swobodnej twórczości podlega pewnym granicom.

- Zgadzam się z komentarzem pana Macieja Kawulskiego, iż jako twórca filmu fabularnego był uprawniony do skorzystania z pewnej „swobody artystycznej”, jednakże podkreślenia w ty miejscu wymaga, iż twórcy skupili się m.in. na „seksualnej prywatności” głównego bohatera, co może stanowić naruszenie granicy twórczej. Rozumiem, że w dzisiejszych czasach robi się filmy o postaciach, których życiorys może „odbiegać” od przyjętych norm. Rozumiem również pewne zabiegi artystyczne mające na celu zwiększenie sprzedaży danego produktu, jednakże twórczość nie może naruszać praw podmiotowych osób trzecich. Z prawnego punktu widzenia cała sytuacja jest dość skomplikowana, gdyż dochodzi do starcia prawa artysty do swobodnej twórczości oraz prawa każdego człowieka do ochrony kultu pamięci osoby zmarłej.

Radca prawny wspomniał też, że scenarzysta lub reżyser powinni zadbać o to, by historia bohatera mieściła się w granicach rozsądku.

- Zgoda osoby najbliższej to jedno, a twórczość reżysera, scenarzysty czy osoby piszącej skrypt, to zupełnie co innego. Powinna się ona mieścić w pewnych granicach rozsądku. Chyba że jest zgoda rodziny na taką, a nie inną treść, gdyż dążenie artystów do nieograniczonej swobody twórczej nie znajduje aprobaty prawa. Granice są każdorazowo wyznaczane przez podstawowe dobra drugiego człowieka oraz zasady współżycia społecznego.

Witkowski powiedział nam, kogo powinno się dostać „zielone światło” na stworzenie takiego materiału.

- Zgodę na stworzenie filmu o osobie zmarłej powinny wydać osoby najbliższe, czyli małżonek, dzieci i rodzice, jeśli żyją. Mogą to być również osoby niespokrewnione lub niespowinowacone pod warunkiem, iż łączyła je z głównym bohaterem szczególna relacja stanowiąca obiektywną podstawę przyznawania jej ochrony prawnej w ramach art. 23 Kodeksu cywilnego (np. konkubina). Pozyskanie takich zgód leży w interesie osoby, która tworzy dany film. Dlaczego? Dlatego, że stworzenie utworu, jakim jest film, czy chociażby książka jest etapem długotrwałym oraz kosztownym. Natomiast, konsekwencje w postaci różnych roszczeń prawnych powstaną w momencie publicznego udostępnia dzieła, tj. w momencie gdy polubowne metody rozwiązywania sporów mogą okazać się spóźnione.

Radca prawny wyjaśnił nam, co wówczas może się stać.

- Jeżeli taka osoba się znajdzie, to ma prawo, zgodnie z art. 45 Konstytucją RP, złożyć sprawę do sądu. Wówczas to sąd będzie badał, czy doszło do obiektywnego naruszenia dóbr osobistych oraz dokona oceny jego naruszenia. Odpowiedzialność twórcy z tytułu naruszenia może być niezwykle dotkliwa bowiem osoba, której dobra zostały naruszone, może domagać się zgodnie z art. 24 Kodeksu cywilnego: zaniechania naruszeń, chyba że nie jest ono bezprawne, usunięcia skutków naruszeń, w szczególności złożenia oświadczenia o odpowiedniej treści, zapłaty zadośćuczynienia lub zapłaty sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

Wiktor Witkowski powiedział, że nie sądzi, by w przypadku filmu „Jak pokochałam gangstera?”, byłaby możliwość zaniechania naruszeń poprzez wstrzymanie emisji.

- W przypadku takiego filmu byłoby to najdalej idące orzeczenie, ale jest ono możliwe. Kodeks dopuszcza takie rozstrzygnięcie. Natomiast, wątpię, aby sąd orzekł wstrzymanie emisji, bowiem jest to uzależnione od całokształtu zebranego materiału dowodowego, do którego na obecnym etapie nie mamy dostępu.

Dodał jednak, że w pełni rozumie zachowanie czwartej żony Nikodema, Edyty Skotarczak. Powiedział, że gdyby znalazł się na jej miejscu, zachowałby się podobnie, tj. sprzeciwiłby się bezprawnemu naruszaniu dóbr osobistych polegających na naruszaniu kultu zmarłej osoby.

- Osobiście będąc na miejscu pani Edyty Skotarczak, zachowałbym się podobnie. Uważam, że ma ona prawo domagać się ochrony prawnej na podstawie art. 24 w zw. z art. 23 Kodeksu cywilnego. W celu dochodzenia swoich praw ww. będzie musiała sprecyzować, jakie konkretnie w jej ocenie dobro osobiste zostało naruszone. Natomiast ww. artyści, będą musieli wykazać, iż ich dzieło z obiektywnego punktu widzenia nie godzi w określone dobro osobiste. W toku ewentualnego procesu sąd będzie badał przeciwstawne interesy twórcy oraz osoby pokrzywdzonej. Sąd porówna prawo artysty do „nieskrępowanej” twórczości zmierzającej do pokazania prawdy z prawem przysługującym osobie bliskiej. Z tym zastrzeżeniem, że prawo artysty będzie badane m.in. pod kątem zasadności ujawniania życia intymnego bohatera filmu.

Wiktor Witkowski ujawnił też, co zaleciłby reżyserowi, gdyby zapytał go o zdanie w momencie, w którym scenariusz jeszcze nie powstał.

- Udzielając pomocy prawnej, kieruję się zasadą minimalizacji ryzyka powstania sporu sądowego. Z tego też względu w momencie pisania scenariuszu zaleciłbym reżyserowi konsultację z żoną oraz osobami najbliższymi bohatera filmu, a następnie pozyskanie odpowiedniej zgody na ekranizację. Oczywiście pozyskanie takiej zgody byłoby związane z gratyfikacją finansową osoby jej udzielającej. Natomiast, jej zasadniczą zaletą byłoby uniknięcie prawnego nieporozumienia. W przypadku braku możliwości poradziłbym, aby zmienić dane osobowe głównego bohatera w taki sposób, aby ten nie był rozpoznawalny.

Widzieliście już film „Jak pokochałam gangstera?”.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Dwaj Panowie Pingo - wystawa malarstwa Kołpanowicz&Cruz

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Odpowiedź jest prosta: film nie mógł w takiej formie powstać bez zgody żony. Co to w ogole jest? Jak pokochałam gangstera, kto to niby opowiada? Poza tym - gangstera? A był skazany za kierowanie albo udział w grupie? No nie. Kawulski mam nadzieję, że żona Nikosia zrobi coś z tym i za to odpowiesz w każdy możliwy sposób. Tak po ludzku rzecz ujmując Kawulski zrobił świnstwo na które nie ma żadnego wytłumaczenia
m
mecenas D.
Dokładnie, ja to na miejscu tej wdowy wnosiłbym sprawę do Sądu Okręgowego celem ochrony dóbr osobistych, a najpierw wezwał polubownie Kawulskiego do zapłaty kilkuset tysięcy zadośćuczynienia i przeprosin oraz usunięcia naruszajacych dobra fragmentów filmu
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie