Jak jest w szpitalu psychiatrycznym? Pacjentka psychiatryka opowiada o swoich doświadczeniach

Anna Bartosiewicz
Anna Bartosiewicz
Cottonbro / Pexels.com
Udostępnij:
Polskie psychiatryki cieszą się złą sławą. Pacjenci rzadko wychodzą na spacery i mają utrudniony dostęp do terapii indywidualnej. Nie zawsze też są dobrze traktowani przez pielęgniarki. Ponadto osoby trafiające na oddziały zamknięte często otrzymują bardzo silne leki, które utrudniają im normalne funkcjonowanie. Dla niektórych z nich pobyt w szpitalu oznacza okres wegetacji i marazmu. Pacjentka dwóch mazowieckich szpitali psychiatrycznych podzieliła się z nami swoimi doświadczeniami.

Co jakiś czas w mediach toczą się dyskusje na temat Instytutu na Sobieskiego w Warszawie, Oddziału Psychiatrycznego dla Dzieci w Józefowie czy Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim. Czym polskie placówki publiczne zasłużyły sobie na złą sławę? Poprosiliśmy o rozmowę Alinę (21 lat), która przebywała w na oddziałach zamkniętych w Warszawie i Radomiu.

Rozmowa z Aliną, 21-letnią studentką z Warszawy, pacjentką Instytutu Psychiatrii i Neurologii przy ul. Jana III Sobieskiego 9 w Warszawie oraz Samodzielnego Wojewódzkiego Publicznego Zespołu Zakładów Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej im. dr Barbary Borzym w Radomiu

W 2021 r. leczyłaś się w szpitalach psychiatrycznych w Warszawie i Radomiu. Jak trafiłaś do szpitala na Sobieskiego i jak długo tam przebywałaś?
W zeszłym roku kilkukrotnie zemdlałam na uczelni i w domu. Zgłosiłam się z tym problemem do internisty. Dostałam skierowanie na neurologię i psychiatrię - lekarz nie wiedział, gdzie będą wolne miejsca. Stwierdził, że w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie też będę miała możliwość konsultacji neurologicznej.

Najpierw udałam się na izbę przyjęć na neurologii, ale zbadali mnie tam jedynie pod kątem padaczki i stwierdzili, że jej nie mam. Potem zgłosiłam się do szpitala na Sobieskiego. Od razu trafiłam na ostry oddział zamknięty i zostałam poddana farmakoterapii. Przebywałam tam przez ok. 3 tygodnie.

Jak wspominasz swój pobyt w szpitalu?
Nawet jak się źle czujesz albo masz problemy zdrowotne, lekarze i pielęgniarki zakładają, że „masz coś z głową”. Miałam taką sytuację, że zemdlałam, a pielęgniarka, która była na dyżurze, uznała, że „udaję, bo się uśmiecham”. Nakrzyczała na mnie, że „sieję zamęt wśród pacjentów”. Później przyszedł sanitariusz, który pomógł mi się położyć, podniósł mi nogi do góry i odbył rozmowę z pielęgniarką. Gdy poczułam się lepiej, kazali mi wstać, mimo że mówiłam, że nadal kręci mi się w głowie. Później chcieli mi dać lek przeciwlękowy.

Brałaś leki, które ci podawano?
Tak, ale źle się po nich czułam, np. nie mogłam wyostrzyć wzroku. Po trzech tygodniach wypisałam się ze szpitala na własne życzenie.

Czy podczas pobytu na oddziale psychiatrycznym w Warszawie miałaś zapewnioną stałą pomoc psychologa?
Rzadko miałam spotkania z psychologiem. Na oddziale przebywali psycholodzy stażyści. Chodzili i pytali, czy ktoś chce porozmawiać. Gdy zgłosiło się chęć rozmowy psychologowi, mniej więcej raz w tygodniu znajdował czas.

Jak długo trwała taka rozmowa?
Spotkanie z psychologiem trwało 45 minut. Oprócz tego co drugi dzień odbywały się spotkania ze stażystami.

Czy kontynuowałaś leczenie po wypisaniu się ze szpitala na Sobieskiego?
Później trafiłam do Radomia, na Oddział Leczenia Zaburzeń Nerwicowych, Zaburzeń Osobowości i Odżywiania. Tam zmienili mi leki.

Jak wyglądało twoje przyjęcie na oddział?
Lekarze w Radomiu stwierdzili, że mam 2 kg nadwagi. Zalecili mi dietę 1500 kalorii. Bardzo mnie namawiali, żebym się zgodziła. Mówili, że z nadwagą trzeba walczyć i pytali, czy na pewno tego chcę. Przystałam na ich propozycję, ale było mi ciężko. Wiecznie chodziłam głodna.

Czytałam, że w niektórych szpitalach pacjentom nie wolno trzymać w pokoju telefonów, ani ładowarek. Jak było w Twoim przypadku?
Tylko na oddziałach dziecięcych zabierają telefony, chociaż w Radomiu na oddziale ogólnym podobno też je zabierają i wyznaczają konkretne pory, kiedy można korzystać z urządzenia. Generalnie można było mieć wszystko. Nie było nawet krat w oknach, ponieważ przebywałam na oddziale terapeutycznym.

Natomiast na Sobieskiego można było przynosić na oddział różne rzeczy, ale przeszukiwano torby i plecaki. Pacjentom nie wolno było mieć maszynek do golenia, ładowarek, ani ostrych przedmiotów. Co do ładowarek, faktycznie są one zabierane podczas przyjęcia na oddział, ale łatwo można je odzyskać. Wystarczy poprosić o ładowarkę. Teoretycznie należy ją oddać, ale w praktyce pacjenci trzymają je cały czas u siebie. Nikt tego  nie pilnuje.

Wróćmy do pobytu w Radomiu. Jakie zajęcia miałaś podczas pobytu w ośrodku?
Codziennie mieliśmy różne zajęcia. Raz w tygodniu odbywały się spotkania z psychologiem sam na sam. Terapia indywidualna trwała pół godziny. Oprócz tego cztery razy w tygodniu mieliśmy zajęcia z terapii grupowej. Każde spotkanie trwało dwie godziny. Dwa razy w tygodniu chodziłam na psychorysunki i psychodramy, po półtorej godziny każde.

Jak wyglądał twój typowy dzień w szpitalu?
Najpierw mieliśmy dwie godziny terapii grupowej, potem dwie godziny terapii rekreacyjnej. W tym czasie mogliśmy np. wyjść na dwór, ale zajęcia polegały głównie na integracji w grupie. Później miałam półtorej godziny psychorysunku i godzinę zajęć samorządowych. Czasem zamiast psychorysunku lub zajęć samorządowych mieliśmy muzykę rekreacyjną albo psychoedukację.

Na czym polegała psychoedukacja?
Dostawaliśmy tekst lub fragment książki do przeczytania, a później rozmawiamy na temat tej lektury.

Możesz powiedzieć coś więcej o terapii rekreacyjnej i zajęciach samorządowych?
Jedynie na tych zajęciach mieliśmy opcję wyjścia na dwór. Jeśli chodzi o zajęcia rekreacyjne, to cała grupa musiała chcieć iść na spacer. W przeciwnym razie nie dochodził do skutku. Natomiast w ramach zajęć samorządowych wybierało się jedną osobę, która animowała czas wolny. Każdego dnia ktoś musiał się zgodzić przyjąć tę rolę. W tym czasie mogliśmy wyjść na spacer, ale pod warunkiem, że osoba prowadząca tego chciała. Równie dobrze mogła się nie zgodzić, np. stwierdzić, że dzisiaj na zajęciach będziemy oglądać film i zostaniemy w ośrodku.

Co można było, a czego nie wolno było robić w szpitalu?
Na pewno nie można: zawiązywać relacji romantycznych, zażywać narkotyków, ani pić alkoholu. Nie wolno też się okaleczać, ale podczas mojego pobytu w szpitalu te przepisy były mocno „naciągane”. Jak się okaleczysz, powinni cię przenieść na oddział ogólny, ale robili dużo wyjątków. U nas na oddziale było 15 osób. Mniej więcej ⅓ pacjentów okaleczała się, a z każdym tygodniem takich osób przybywało.

Jak to?
Jak się na to patrzy, w głowie coś może przeskoczyć. Przychodzi taki moment, kiedy zastanawiasz się, czy nie jest to fajne rozwiązanie, skoro inni tak robią.

Jak często chodziliście na spacery i przebywaliście na świeżym powietrzu?
Z tym różnie bywało. Pewnego razu jedną z dziewczyn wyrzucono ze szpitala, ponieważ wykryto u niej amfetaminę w moczu. Z tego powodu przez trzy tygodnie mieliśmy zakaz jakichkolwiek wyjść i odwiedzin, mimo że tę osobę od razu wyrzucili. Testowali też losowo wybranych pacjentów na obecność narkotyków w moczu, ale u nikogo innego nic nie wykryto.

Jak długo przebywałaś w szpitalu w Radomiu?
Byłam na oddziale przez dwa miesiące. Wypisałam się z niego na własne życzenie.

Co wpłynęło na twoją decyzję?
Po oddziale zaczął krążyć wirus. Źle się czułam, bolało mnie gardło i zapytałam, czy mogę nie iść na zajęcia. Nie uzyskałam zgody. Jako argument usłyszałam, że nie mogę zostać w pokoju, gdyż „cała masa osób poszła na zwolnienie z powodu złego samopoczucia, a tak naprawdę wszyscy chodzą na palarnię, na papieroski”. Zirytowało mnie to. Pomyślałam, że dostało mi się za inne osoby, chociaż nawet nie palę.

Dlatego się wypisałaś?
Czułam się zmęczona tym, co działo się w szpitalu. Każdego tygodnia musiała być jakaś „drama”: albo przygody z narkotykami, albo ktoś nagrywał terapię albo kogoś wyrzucano, bo się zakochał, a takie relacje są zabronione. Niektóre osoby, które „coś nabroiły”, przenosili na oddział ogólny.

Gdybyś miała wybór, chciałabyś wrócić do szpitala?
Nie. Wolę funkcjonować w realnym życiu niż „przeczekując” je na oddziale.

Co masz na myśli?
Szpital sprawia, że człowiek staje się trochę oderwany od rzeczywistości. Gdy żyłam w zamknięciu, raz na dwa tygodnie ktoś do mnie przyjeżdżał i nie mogłam samodzielnie decydować, dokąd chcę pójść.

Czy wiesz, jak pobyt w szpitalu wyglądał przed pandemią?
Przed pandemią koronawirusa było inaczej. W ramach zajęć rekreacyjnych można było pójść do kina albo na basen. Ja trafiłam na oddział w pandemii, a do tego latem, gdy była piękna pogoda. Nie mogliśmy opuszczać szpitala i wszystkie zajęcia odbywały się na jego terenie.

Myślisz, że pobyt w szpitalu coś ci dał?
Jeśli chodzi o szpital na Sobieskiego, w mojej opinii pobyt tam prędzej może pogorszyć niż poprawić twój stan zdrowia, ale leczenie w Radomiu pomogło mi, ponieważ mogłam posłuchać wypowiedzi osób, które przeżyły coś podobnego co ja, a nie tylko formułek wypowiadanych przez psychologa. Jednak na dłuższą metę przebywanie w zamknięciu jest męczące.

Co jeszcze dała ci terapia w Radomiu?
Gdy żyje się w takim zamknięciu, można bardziej skoncentrować się na sobie; na tym, co w tobie siedzi i co cię trapi. Pobyt na oddziale pomógł mi dotrzeć do tego rdzenia i podjąć decyzję o kontynuowaniu terapii.

Gdzie teraz się leczysz?
Teraz chodzę do Mokotowskiego Centrum Zdrowia Psychicznego w Warszawie. Moja psycholog powiedziała, że powinnam odstawić leki, które biorę, ponieważ mam przez nie problem z koncentracją.

Jak szybko udało ci się zapisać na wizytę?
Czekałam na przyjęcie dwa lata. Na szczęście mój termin zbiegł się w czasie z wypisaniem mnie ze szpitala w Radomiu. Żeby kontynuować terapię, wzięłam urlop dziekański, ponieważ spotkania odbywają się w trakcie moich zajęć na studiach.

Co obejmują twoje spotkania w Mokotowskim Centrum Zdrowia Psychicznego?
Raz w tygodniu mam terapię indywidualną. Chodzę też na terapię grupową.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Białko mikrobiologiczne ratunkiem dla planety?

Wideo

Materiał oryginalny: Jak jest w szpitalu psychiatrycznym? Pacjentka psychiatryka opowiada o swoich doświadczeniach - Strona Kobiet

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie