reklama

Jacek Taylor: Adwokat "gęgaczy"

Barbara SzczepułaZaktualizowano 
Jacek Taylo r z Lechem Wałęsą przed gmachem gdańskiego sądu . Zdjęcie z 1984 r. , prawdopodobnie  zrobiono je podczas "procesu gdańskiego"
Jacek Taylo r z Lechem Wałęsą przed gmachem gdańskiego sądu . Zdjęcie z 1984 r. , prawdopodobnie zrobiono je podczas "procesu gdańskiego" Archiwum domowe Jacka Taylora
Mecenas Jacek Taylor kończy dziś 70 lat. Barbara Szczepuła przypomina niektórych spośród więźniów politycznych, których bronił

Jacek Taylor został opozycjonistą z winy dziadka, słynnego ekonomisty Edwarda Taylora. Uczniem profesora i jego doktorantem na uniwersytecie w Poznaniu był bowiem przed wojną Zdzisław Jeziorański. Jeziorański bywał w domu u swego promotora i zaprzyjaźnił się z jego synem Leonem.

Gdy na początku lat siedemdziesiątych Leon Taylor pojechał ze swoim synem Jackiem na tydzień w Alpy, do domku Jeziorańskich, gospodarz na wstępie nakazał Jackowi, by nazywał go wujem i przez te kilka dni indoktrynował go tak, że młody prawnik wrócił do kraju jako przekonany wróg socjalizmu. Jacek Taylor mówi, że został kimś pomiędzy ordynansem a adiutantem Jana Nowaka-Jeziorańskiego, dyrektora sekcji polskiej Radia Wolna Europa. Odwiedzał go kilkakrotnie, także w Monachium, zawsze jednak z dala od siedziby RWE, która była pod stałą obserwacją polskiego wywiadu. Robił nawet korektę "Kuriera z Warszawy".

***

Kontakty Jacka Taylora z Wolnymi Związkami Zawodowymi Wybrzeża (o których usłyszał w Wolnej Europie, oczywiście) zaczęły się od obrony przed sądem Andrzeja Gwiazdy, któremu zrobiono sprawę o pobicie dziecka. Dał klapsa chłopakowi, który przed blokiem złamał nowo posadzone drzewko. "Anioł stróż" Gwiazdy z SB był motorem postępowania karnego i świadkiem w sądzie. A Taylor wykazywał, że świadek oskarżenia to nie oburzony sąsiad ani przypadkowy przechodzień, ale esbek. Mimo to Gwiazda został skazany.

Aleksandrowi Hallowi, który przysłuchiwał się rozprawie, z miejsca spodobał się odważny adwokat. - Wprawdzie był wtedy związany z WZZ, ale miał pozytywne nastawienie do wszystkich odłamów opozycji. Zaprzyjaźniliśmy się - wspomina Hall.

Stał się jednym z najbardziej znanych obrońców w procesach politycznych w Polsce. Bronił opozycjonistów i robotników. Zaprzyjaźnił się z Zofią i Zbigniewem Romaszewskimi, z Jackiem Kuroniem, współpracował z Biurem Interwencyjnym KOR, którego celem było gromadzenie i przekazywanie opinii publicznej wiedzy na temat łamania prawa w Polsce przez władze państwowe oraz niesienie ofiarom represji pomocy prawnej, finansowej i lekarskiej. Robił to razem z innymi znakomitymi obrońcami: Władysławem Siłą-Nowickim, Janem Olszewskim, Stanisławem Szczuką i Andrzejem Grabińskim. Jego mieszkanie na Żabiance stało się miejscem spotkań, na których Janusz Szpotański czytał swoje teksty, a Kuroń opowiadał anegdoty, bo życie "gęgaczy" nie ograniczało się przecież tylko do knucia przeciw "cichym" i ich mocodawcom.
W maju roku 1980 mecenas Taylor bronił razem z mecenasem Siłą-Nowickim nieżyjącego już dziś Dariusza Kobzdeja oraz Tadeusza Szczudłowskiego, których po trzeciomajowej manifestacji pobito, zatrzymano i oskarżono o "tamowanie ruchu i zakłócania porządku publicznego". W manifestacji wzięło udział kilkaset osób, a Kobzdej w płomiennym przemówieniu żądał wolnych wyborów dziś, a niepodległości - jutro, choć przecież komuna trzymała się mocno, a Solidarność miała powstać dopiero za kilka miesięcy.

Mecenas Siła-Nowicki przywołał podczas rozprawy proces Filomatów: - Młody Plater napisał wtedy na tablicy "Niech żyje Konstytucja 3 maja" i od tego zadrżał tron! A Taylor apelując do sumienia sędziów cytował "Kwiaty polskie" Tuwima i wzywał, by nie akceptowali bicia opozycjonistów. - Wygłosił piękną mowę obrończą - wspomina Aleksander Hall.

Sąd okazał się niewrażliwy na historię i poezję. Kobzdej i Szczudłowski dostali po trzy miesiące aresztu. Stali się jednak bohaterami.

***

12 grudnia 1981 roku Jacek Taylor był akurat na imieninach Olka Halla, gdy od Adama Hodysza nadeszła okrężną drogą wiadomość, że w nocy będzie rozprawa z Solidarnością. O północy wyłamano drzwi w jego mieszkaniu, ale bezpieka go nie zastała. Do maja ukrywał się. Następnie w porozumieniu z Bogdanem Borusewiczem ujawnił się. Był potrzebny, proces gonił proces, a adwokaci mieli ręce pełne roboty.

***

W tak zwanym procesie gdańskim oskarżeni byli: Bogdan Lis, Adam Michnik i Władysław Frasyniukiem. Za co? Za spotkanie z Wałęsą. Zarzut brzmiał: "przygotowanie do obalenia ustroju". Tymczasowa Komisja Koordynacyjna była bestią, która miała pożreć socjalizm. Przed sądem w Gdańsku oskarżonych bronili: Orlikowska, Kilian, Olszewski, Skowrońska, Maj, Karziewicz, Zabarnik-Nowakowska i Taylor.

Rozprawa zaczęła się od skandalu, bo okazało się, że z sali rozpraw Sądu Wojewódzkiego przeciągnięto za oknami kable, by zapewnić ekipie warszawskich esbeków bezpośredni podgląd procesu. Usiłowano rewidować adwokatów w poszukiwaniu magnetofonów.
- Prawie wszystkie sprawy polityczne przegrywaliśmy - wspomina Taylor - ale naszą rolą tak naprawdę było robienie rozgłosu, bo to chroniło więźniów.
W sprawie KOR-u w czerwcu 1984 roku w Sądzie Wojskowym w Warszawie sądzono Kuronia, Michnika, Romaszewskiego i Wujca. Nie wpuszczono na salę publiczności, a wiekowi członkowie KOR, jak ksiądz Zieja, profesor Lipiński i Aniela Steinsbergowa, trzymani przez innych pod ręce, stali przed drzwiami. Wreszcie na salę wpuszczono żony oskarżonych i matkę Wujca. - Proszę sobie wyobrazić, że wniosła na salę mały nadajnik, który podczas rozprawy rozpoczął nadawanie! Po godzinie, gdy odpowiednie służby się połapały, mieliśmy niezły cyrk.

***

Irenka Tabeau nie chciała obalać ustroju ani nie knuła przeciw władzy ludowej. Miała dwadzieścia parę lat, męża, małe dziecko i pożyczała kolegom książki. Zgromadziła sporą bibliotekę, w tym książki "Kultury" paryskiej. Ktoś doniósł i Irenę oskarżono o to, że: "…w okresie od stycznia do listopada 1983 roku przez wypożyczanie książek i nielegalnych druków szkalujących PRL działała w celu wywołania niepokoju publicznego". Siedziała w śledztwie pół roku, po czym skazano ją na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu. A oto kilka tytułów, którymi mogła wywołać niepokój publiczny: "Transatlantyk" Gombrowicza, "Czy diabeł może być zbawiony?" Kołakowskiego, "Getto walczy" Edelmana i inne równie groźne pozycje.

***

Ania Maćkowiak była uczennicą i redagowała podziemną szkolną gazetkę. Aresztowano ją 5 marca 1983 roku o świcie. Jej mama, pani Emilia, cała we łzach przybiegła do mecenasa. Zaraz poszedł do prokuratury i udało mu się zobaczyć Anię prowadzoną na przesłuchanie.

Niezwłocznie wrócił do pani Emilii. Najważniejsza wiadomość była zła: Ania zostanie w więzieniu. Prosi o sweter, odmówiła zeznań. Pani Emilia natychmiast otarła łzy i odzyskała całą energię! Bo Ania w chwili próby zachowała się wzorowo. A to była sprawa honoru.

***

Działacza Solidarności, Edmunda Krasowskiego aresztowano w październiku 1985 roku w Elblągu. W celi zaczął głodować. Na znak protestu przeciw temu, co działo się w kraju!

- Głoduj sobie do usr….ej śmierci - powiedział mu prokurator Janikowski, który oskarżył go o kolportaż ulotek i redagowanie podziemnego pisma Solidarności.
Po dwu miesiącach w więzieniu zjawił się mecenas Taylor. Dlaczego on? Bo był najlepszym obrońcą - mówi mi Edmund Krasowski. - Zresztą w Elblągu nie było adwokata, który odważyłby się bronić więźniów politycznych. Miałem poczucie, że się mną naprawdę zajmuje, opiekował się także moją mamą, która była zdruzgotana całą tą sytuacją. Gdy wnoszono mnie na rozprawy, bo nie mogłem chodzić, osłabiony głodówką, mama płakała, mecenas Taylor wołał: Jak można sądzić człowieka w takim stanie!?

Krasowski głodował przez 145 dni, to była jedna z najdłuższych głodówek w kraju. Z czasem przewieziono go do więzienia przy Rakowieckiej w Warszawie. Przestał głodować dopiero wówczas, gdy otrzymał z Rzymu list od arcybiskupa Dąbrowskiego, który prosił, by głodówkę przerwać. Napisał list wyjaśniający swoje postępowanie, który mecenas Taylor przemycił z więzienia. Już wieczorem przeczytano go w Radiu Wolna Europa.

Ostatecznie Krasowski nie został skazany. - Zawdzięczam to właśnie Jackowi - mówi. - To bardzo dobry adwokat i odważny człowiek. Zaprzyjaźniliśmy się, był świadkiem na moim ślubie.

***

Gdy Lech Wałęsa otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla Ewa Muża, dyrektorka szkoły w Kuźnicy na Helu, poleciła dzieciom napisać o tym wypracowanie, a w młodszej klasie zrobiła dyktando, by dzieci nauczyły się trudnego słowa "laureat". Nie tylko przestała natychmiast być dyrektorką szkoły, ale w ogóle wyleciała z pracy. Zatrudniono ją dopiero w 1989 roku.

***

4 sierpnia 1982 roku w dniu odwiedzin nie wpuszczono przybyłych z daleka rodzin do więzienia w Kwidzynie, w którym osadzono internowanych działaczy Solidarności. Związkowcy na znak protestu urządzili kocią muzykę, uderzając łyżkami w miski. Klawisze pobili za to sto czterdzieści osób, wiele bardzo ciężko. Siedmiu pobitym zrobiono sprawę karną za rzekome wzniecenie buntu. Był wśród nich Radek Sarnicki z Zamościa, chłopiec chyba osiemnastoletni. Pobito go do nieprzytomności, miał obrzęk mózgu, odbite nerki i uszkodzoną siatkówkę w jednym oku. Do czerwca 1983 roku trzymano go w więzieniu. Potem wyemigrował do Kanady.

***

- Trudno zapomnieć o tych licznych krzywdach - kończy rozmowę Jacek Taylor - których nie mogliśmy lub nie umieliśmy naprawić.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

R
Radek Costa-Sarnicki

Jestem jednym z tych nazwisk wymienanych w artykule. Nazwisko troche me sie zmienilo (chcialem zobaczyc usmiech na twarzy mojej zony), ale dalej jestem "rozpoznawalny". To ze mecenas Jacek Taylor and mecenas Sila-Nowicki byli moimi obroncami w czasie procesu kwidzynskiego, bylo niesamowitym przezyciem samym w sobie dla osiemnastoletniego chlopaka. Legendy staly na sali sadowej w mojej obronie, w moim imieniu. To bylo i jest i bedzie ze mna zawsze, chociaz szczegoly powoli sie zamazuja. Tak czy inaczej: panie Jacku - dziekuje!

Z powazaniem,

Radek Costa-Sarnicki

Dodaj ogłoszenie