Jacek Rybicki: Przekonać ludzi, zmienić rząd ROZMOWA

Jarosław Zalesiński
P. Świderski/archiwum DB
Manifestacje związkowe były sukcesem. Co teraz zrobi Solidarność? Z Jackiem Rybickim, członkiem Komisji Krajowej i członkiem Prezydium Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność, rozmawia Jarosław Zalesiński.

Ostatnie manifestacje w stolicy central związkowych to ich bezdyskusyjny wizerunkowy sukces. Minister pracy wyciąga teraz rękę do związków i proponuje powrót do rozmów w Komisji Trójstronnej. Solidarność powinna to zaproszenie przyjąć?

Moim zdaniem, nie powinna. Z Komisji Trójstronnej wyszliśmy z określonymi postulatami. A poza tą pustą wyciągniętą dłonią ministra żadnej rzeczywistej propozycji współpracy nie ma.

Postulaty Solidarności dotyczyły wieku emerytalnego, uelastycznienia czasu pracy, umów śmieciowych i płacy minimalnej.

I powinniśmy w tych obszarach powrócić do dialogu. Przypomnę, że problem wieku emerytalnego nie został tak naprawdę poprzedzony żadną głęboką analizą, a szermowanie przez niektórych liberalnych ekonomistów wyliczeniami sięgającymi 2060 roku jest absurdem.

Dlaczego? System emerytalny to problem długofalowy.

Ale dzisiaj powinniśmy się zająć przede wszystkim demografią. Gdybyśmy postawili jako państwo na politykę prorodzinną, nasza sytuacja nie tylko w 2060, ale już w 2030 byłaby całkiem inna.

Politykę prorodzinną to i poprzednie rządy nie za bardzo rozbudowały. Nie wszystko to "wina Tuska".

Oczywiście, to procedury długofalowe i nie da się ich zaklajstrować jednym czy drugim gestem, w rodzaju becikowego czy wydłużenia urlopów macierzyńskich. I nie chodzi w tym tylko o ZUS i emerytury. Tymczasem sumuje się jedynie słupki, z których wynikają jakieś liczby, i rzuca się społeczeństwu te liczby po to, by zaszokować perspektywą krachu systemu emerytalnego.

Postulujecie też o ozusowanie wszystkich rodzajów umów. Pracodawcy przekonują, że podniesie to koszty pracy i wpłynie na bezrobocie.

W Polsce są jedne z najniższych kosztów pracy w Europie. Oczywiście, możemy próbować za wszelką cenę jeszcze bardziej te koszty obniżać, tylko że zrobimy to czyimś kosztem, nie tylko pracownika, ale i ZUS-u, a także popytu, który napędza gospodarkę. Albo weźmy jeszcze pod uwagę tak zwany elastyczny czas pracy. To skok na 8,5 mld, bo tyle wypłacono za nadgodziny w ubiegłym roku. Wprowadzenie elastycznego czasu pracy spowoduje, że w dużej mierze, nie wiemy jeszcze w jakiej, te 8,5 mld nie zostanie wypłacone, bo nadgodziny zostaną rozłożone w tym elastycznym czasie pracy na cały rok.

Ale w ten sposób pracodawca zachowa miejsca pracy.

Nie jest to wcale takie pewne. Z drugiej zaś strony państwo nie robi nic, żeby np. zmienić jedno z najbardziej liberalnych w Europie rozwiązań, czyli opodatkowanie 19-procentowym podatkiem kontraktów menedżerskich. Ktoś, kto zarabia 200 tys. miesięcznie, płaci 19 proc. podatku. Ministerstwo Finansów wyliczyło, że gdyby kontrakty były normalnie opodatkowane, budżet państwa zyskałby, wedle różnych szacunków, od 15 do nawet 25 miliardów rocznie.

Zamiast skoku na nadgodziny skok na kontrakty?

Ja tylko porównuję kwoty. Z jednej strony wyciąga się łapę po te 8,5 mld za nadgodziny, a z drugiej strony nie robi się nic, aby ograniczyć ewidentnie szkodliwe dla budżetu opodatkowanie kontraktów.

Moglibyśmy sobie tak dyskutować o każdym z postulatów Solidarności, ale prawda jest taka, że nikt nie daje wam szansy, by rząd się nimi zajął. Bo się nie zajmie. Jaki zatem macie scenariusz dalszych działań?

O tym pewnie zadecyduje sztab protestacyjny. Wydaje mi się, że możliwe są dwie linie działania. Po pierwsze - musimy przekonać ludzi do swoich racji. Manifestacje były elementem takich działań. Musimy przekonać ludzi, że walczymy nie o garstkę związkowców, którzy chcą mieć lepiej kosztem innych, tylko tak naprawdę walczymy o zrównoważony rozwój kraju.

A druga linia działań?

Uważamy, że możliwości działania układu rządzącego wyczerpały się. Rozpoczęliśmy więc zbieranie podpisów pod wnioskiem o samorozwiązanie Sejmu. Owszem, symboliczne, bo nie ma to żadnego umocowania prawnego, niemniej chcemy w ten sposób dać wyraz opinii publicznej. Przypomnę, że ta władza kilka milionów podpisów Polaków, złożonych w różnych sprawach, do tej pory lekceważyła.

Sam Pan stwierdza, że to nie ma żadnej mocy prawnej. Aby zmienić rząd, trzeba mieć odpowiednią większość w parlamencie. A związki nie mają tam żadnej reprezentacji.

Ale mają sojuszników. Ci sojusznicy, od prawa do lewa, popierali wiele inicjatyw związkowych. Mam nadzieję, że ludzie te deklaracje zapamiętają i że nie są to wypowiedzi ad hoc, tylko poparcie zobowiązujące wtedy, gdy któraś z tych sił obejmie władzę.

Dzięki tym czy innym siłom politycznym doprowadzić do rządowego przesilenia, a potem, w zamian za poparcie, szukać możliwości realizacji z kimś waszych postulatów w nowym Sejmie - taki byłby plan działań?

(namysł) To byłby, jak sądzę, optymalny kierunek. Ale zdaję sobie sprawę, że nie będzie to łatwe, ze względu na potencjalny przyszły układ parlamentarny. Politycy bardzo ostrożnie wypowiadają się o ewentualnym samorozwiązaniu parlamentu, nie wiedząc, jaki może być jego przyszły kształt. Ale z drugiej strony wydaje się, że dla opozycji znacznie bardziej obiecująca jest sytuacja, kiedy parlament ma skróconą kadencję, bo to pokazuje wypalenie się pewnej większości.

Czyli trzeba przekonać całą opozycję, że jej interes leży w skróceniu kadencji Sejmu.

Chyba że obecna władza jednak zdecydowałaby się na zmianę polityki i wyciągnęłaby rękę z realną ofertą dialogu. Obawiam się jednak, że to prognoza z dziedziny political fiction.

Jeszcze nie tak dawno political fiction wydawałaby się wspólna manifestacja Solidarności i OPZZ. A jednak...

Jak byśmy nie patrzyli na te dwa związki i ich rodowód, do obu zapisują się pracownicy, którzy tak samo są zatrudniani na umowach śmieciowych czy dostają minimalną płacę. Fakt, iż w Warszawie w manifestacji wzięły udział trzy związki, jest tylko dowodem na to, że to rzeczywiście głos ludzi pracy. A skąd się wzięła ta jedność? Dla mnie symbolicznym i gorzkim "podsumowaniem" polityki rządu wobec pracowników jest to, co stało się w Grójcu...

Nie można uogólniać jednostkowego, patologicznego przypadku.

Jasne, ale chyba nie do końca jednostkowym przypadkiem jest ogłoszenie, które widziałem na jednym z portali internetowych. Pracodawca poszukiwał ochrony na budowie. Po liście wymagań pojawiła się, bez żadnych zahamowań, oferta płacy: 2,40 za godzinę. Jeśli nie Grójec, to w każdym razie to 2,40 jest gorzkim podsumowaniem polityki tego rządu wobec pracowników. Polityki, która zasadza się na pomyśle, że nasz rozwój oprzemy na konkurowaniu dzięki taniej sile roboczej. To ślepa uliczka. Niemieccy chadecy po wojnie, w zrujnowanych Niemczech, nie wybrali tego modelu, proponowanego przez liberałów, i oparli swoją politykę - na tyle, na ile to było możliwe - na windowaniu płac, po to między innymi, by wymusić innowacyjność gospodarki.

Na jakiej zasadzie?

Ano takiej, że jeśli pracodawca nie musi inwestować w rozwój poprzez innowacyjność, tylko konkuruje dzięki taniej sile roboczej i na tym opiera swój zysk, to oczywiście wybierze tę drogę. A jeśli taka filozofia budowania naszej konkurencyjności i naszego rozwoju będzie wspierana przez państwo, to w to pójdziemy. Tylko, powtarzam, to droga donikąd. 2,40 za godzinę jest symbolicznym podsumowaniem tej drogi.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 8

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bolo

A czy niedoszła gwiazda Lola zdążyła już kurs tańca na rurze zaliczyć? Do 67 latek i emerytury daleko, trzeba mieć jakiś zawód poza "miłosnym"!

L
Lola

Czy niedoszły wicepremier za rządów AWS, Jacek Rybicki zdąrzył już dokończyć swoje studia nauczycielskie aby w końcu podjąć jakąś pracę, czy będzie do emerytury wozić się w solidarności jako działacz związkowy i to za niezłą kasę ?.

L
Lola

Czy niedoszły wicepremier Rybicki ( za czasów AWS ) zdążył już dokończyć swoje studia pedagogiczne, czy do emerytury będzie się woził na dobrze płatych posadach związkowych ?.

A
AJB

Przecież tacy złobrzydzeni mają swojego idola, tego Sedesa z Bakelitu z dostojnym wolem. Tu ... osram, i wszystko jasne! Głosujesz na właściciela partii, nie ma żadnej ściemy, a przy okazji wybierasz tę całą zaćpaną hołotę, jak ich najbliższy im ideologicznie towarzysz Miller określił. Nawet najbardziej upośledzeni umysłowo wybiórcy Palikota, zobrzydzeni POPISEM mają więc pole do popisu i nie mogą narzekać na brak alternatywy. A jest jeszcze Heil MillerPartei, Wylla Wszystkich Towarzyszy pełniących obowiązki Polaka Kalysza, czy jakoś tak. No i towarzysz Olek Pijolek z fąflami z Ordynackiej, jest PEEZEL Limuzyńskiego, Posada Jest Najważniejsza, Solidna Posada i pomniejsze kanapowe partyjki. Do wyboru do koloru. A i tak, jak znam życie, to połowa wybiórcuf okaże się kretynami i idiotami myślącymi że absencja to nie jest w gruncie rzeczy najgorszy z najgorszych wybór. Ale za tych wybiorą ci którzy ich tak złobrzydzili. I to jest taki chichot historii i ironia losu!;)

A
AJB

Za to na widok aktualnego "tego człowieka " który jest wicepłemiełem, to nie tylko ręce, ale i spodnie opadają! I nóż się w kieszeni sam otwiera!O premierze przez przyzwoitość i dobre wychowanie nie wspomnę. Ale jak widzę ten ryży, wyliniały łeb, to trudno mi jest powstrzymać odruch wymiotny!

z
zobrzydzony PO&PiS

..jak nie zmienia ordynacji wyborczej, w której głosy zdobywa X, a wchodzi tusk albo kaczynski to mam w d... ich demokracje i wybory = dla mnie nie ma róznicy miedzy kretynem a wariatem!!!!!

w
wsa

podobno ten człowiek miał być kiedyś wicepremierem!!!

w
wsa

podobno ten człowiek miał być kiedyś wicepremierem!!!

Dodaj ogłoszenie