Jacek L. Komuda - Pierwsza Szabla Polskiej Literatury

Redakcja
Jacek L.  Komuda pisze o sarmatach i strzyże się po sarmacku. Tylko z wąsów musiał zrezygnować  po zdecydowanym proteście żony
Jacek L. Komuda pisze o sarmatach i strzyże się po sarmacku. Tylko z wąsów musiał zrezygnować po zdecydowanym proteście żony Grzegorz Mehring
Przyjął tytuł Pierwszej Szabli Polskiej Literatury, chociaż szabelką kiepsko włada. Woli pisać ku przestrodze, a nie jak Sienkiewicz, ku pokrzepieniu serc. Ma podgolony po sarmacku czub i własnego konia. Z pisarzem i historykiem Jackiem L. Komudą rozmawia Ryszarda Wojciechowska

Niezły z Pana oryginał.
Znam lepszych od siebie. Chociaż przyznaję nieskromnie, że piszę rzeczy oryginalne. Bo dzisiaj mało kto zajmuje się literaturą historyczną, zwłaszcza dotyczącą Polski szlacheckiej XVII wieku.

Pan sam siebie nazwał Pierwszą Szablą Polskiej Literatury?
Wymyślili to moi wydawcy. Tak naprawdę nie jestem pierwszą szablą. Nawet dziesiątą w kraju nie jestem. Wiem, jak szabelkę trzymać, jak się nią zastawić, ale ustępuję pola innym, wyśmienitym szermierzom. Ale za to nie jestem ostatni w jeździe konnej. Często uczestniczę w rekonstrukcjach bitew XVII wieku, głównie jako kawalerzysta.

Ten udział w rekonstrukcjach to dla zabawy?
Nie tylko. Jako pisarz mam szansę poczuć smak takiej bitwy. Zobaczyć bitewną krew, pot i łzy. To wszystko umowne rzecz jasna.

Czemu wybrał Pan sobie Polskę szlachecką?

Jestem pisarzem, ale także historykiem po Uniwersytecie Warszawskim, obecnie na studiach doktoranckich. I dla mnie to piękny czas w historii naszego kraju - czas polskiej potęgi. Miałem już dość tej rodzimej martyrologii - Katynia, wiecznych opowieści o tych, którzy nas zdradzili, okłamali, wybili, wymordowali. Chciałem pisać o czymś, co by podbudowało nas jako naród, a nie dołowało. Dołowania mamy dość.

Ku pokrzepieniu pisał już Sienkiewicz. Więc Pan może tylko ku przestrodze.
Sienkiewicz pisał w zupełnie innej rzeczywistości, kiedy Polska była podzielona, pod zaborami. Wtedy nie mógł pisać inaczej niż tylko ku pokrzepieniu. Nie mógł wspominać o rodzimych wadach i przywarach, bo odezwałyby się głosy w stylu: no proszę, słusznie Polska została podzielona, skoro to taki naród. Byłby to dobry argument dla przeciwników państwowości polskiej.

A Pan dzisiaj jak o tamtej Polsce pisze?
Z sercem. Ale oczywiście mam problem. Ponieważ u nas się utarło, że każdy, kto o tamtej historii pisze inaczej niż Sienkiewicz, czyli nie tak bogoojczyźnianie i nie na kolanach, ojczyznę krytykuje. Czy nawet ośmiesza.
Więc jak?
Ja pokazuję, jak naprawdę wyglądało życie w Polsce szlacheckiej. To życie codzienne, które Sienkiewicz często w swoich powieściach pomijał. Poza tym moi bohaterowie nie są tak krystalicznie czyści jak jego. Dzisiaj już nikt nie uwierzy w rycerzy tylko klepiących zdrowaśki na kolanach i broniących aż do krwi ostatniej przygranicznych stanic.

Pana bohaterowie są z krwi, kości i z wad ulepieni?
Ja pokazuję prawdziwych, krwistych facetów z tamtych czasów, którzy często, owszem bronili Polski za darmo, ale też mieli swoje za uszami.

A takich postaci nie ma w naszej literaturze?
Jest mało. Sienkiewicz poza Kmicicem, który upada, ale się podnosi, innych bohaterów mocno koloryzował. Potem wielu autorów, a od czasu wydania "Trylogii" naliczyłem na rynku polskim około 80 powieści traktujących o Polsce szlacheckiej, podobnie pisało. Nie przebili się więc do zbiorowej świadomości. Z ciekawszych autorów, którym się to udało, na uwagę zasługuje Józef Hen i jego "Przypadki starościca Wolskiego". Hen napisał też "Crimen" - historię kryminalną z Polski szlacheckiej. Ale większość chciała naśladować Sienkiewicza.

A Pan nic z Sienkiewicza nie bierze?
Dzielę wspólnie z Sienkiewiczem pewną tradycję szlachetczyzny. Ja, podobnie jak on, też odwołuję się do literatury staropolskiej, do Paska, do pamiętników i listów z tamtych czasów. Ale ja jeszcze dodatkowo sięgam do XVII-wiecznej literatury faktu, pisanej już nie tak barokowym językiem, a raczej chropawym, potocznym bardzo. W moich powieściach przeczyta pani nie tylko o walkach za ojczyznę, ale też o zwadach i awanturach pijackich.

Wielkie miłości są?
Oczywiście. Ale przede wszystkim jest dużo tej ciemniejszej strony życia. Tym samym życia prawdziwszego. Sam Jan Chryzostom Pasek, z którego czerpie się wiedzę o tamtym czasie jak ze skarbnicy, w pamiętnikach przemilczał parę rzeczy na swój temat. Z jego pamiętników wynika, że był człowiekiem niezwykle cnotliwym, dobrym gospodarzem, wspaniałym mężem. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę źródła sądowe z tamtej epoki, to widzimy też innego Paska - warchoła, który czasami najeżdżał sąsiadów. Człowieka, który przyłapawszy sąsiada polującego na jego gruncie, kazał mu zjeść upolowanego zająca na surowo, za karę. Zresztą pod koniec życia Pasek został skazany na banicję.

I co to znaczy?
Nie można pisać powieści jedynie na podstawie pamiętników. Dla mnie jednym z najciekawszych źródeł tamtego okresu są księgi sądowe. Tam mamy dopiero piękną galerię warchołów, zwad, zajazdów i awantur. Ale to też nie może być jedyne źródło dla pisarza. Bo wtedy tamta Polska jawiłaby się jako kraj samych morderców i gwałcicieli. Co nie jest prawdą. Powiedzmy, że na Kujawach w XVII wieku liczba zabójstw wahała się w granicach 5 na 100 tysięcy mieszkańców, a w naszych czasach 8. To statystyka.
Jacy więc byli mieszkańcy Polski szlacheckiej?
Obyci ze śmiercią i cierpieniem. Trzeba było walczyć o to, żeby godnie żyć.

Jest coś, co łączy tamte czasy z obecnymi?
Na przykład szacunek dla honoru. Tyle, że dzisiaj ten szacunek jest ważny dla niewielkiej części społeczeństwa.

Wtedy chyba też.
Ale za to decydował o przynależności do elity. Jeśli ktoś nie był szlachcicem, a potrafił się jak szlachcic zachować, mógł przeniknąć do stanu szlacheckiego. Jeśli ktoś chciał należeć do elity, musiał się jak elita zachować. A dzisiaj? Proszę bardzo, byle cham, który ma pieniądze, uważa, że on może być chamem, człowiekiem niegodnym honoru. I że to inni mają równać do niego. Ten prezent przyniosła nam demokracja. Inna rzecz, że my teraz żyjemy tak, jakbyśmy spoglądali na świat przez szybę. Siedzimy sobie spokojnie. Nie mamy w życiu większych wyzwań. Nasze pokolenie nie przeżyło wojny. A tamte czasy? To były nieustanne wojny, zajazdy, potyczki, boje, pojedynki.

Śmierć na wyciągnięcie ręki.
I przez to ich wszystkie uczucia, namiętności były tak bardzo wyraziste, tak głębokie. To nie była przyjaźń jak z Facebooka. Wtedy przyjacielowi ratowało się życie. Powtarzam, honor to był honor. Starano się dotrzymywać słowa. Jeśli je złamano, kary były surowe, jak za niedotrzymanie obietnicy małżeńskiej. Sam Pasek przyznaje, że musiał się spowiadać, a potem srogo pokutować za niedotrzymanie takiej obietnicy, którą - jak mętnie opisuje - złożył w Danii pewnej protestantce.

Nie ożenił się z nią?
Nie, uciekł z Danii, po tym jak go koledzy przekonali, że z heretyczką to nie jest fajnie po ślubie. Ale ksiądz w Polsce, słysząc od niego o tej złamanej obietnicy, zadał mu za tę ucieczkę sprzed ołtarza srogą pokutę. Musiał iść Pasek pieszo do Częstochowy. I poszedł.

Panu łatwo przychodzi pisanie tych powieści?
To jest droga przez mękę, głównie dlatego, że aby wyżyć w Polsce z pisania, trzeba rocznie wydać jedną, dwie książki.

I Pan to robi.
Lubię pisać. Pomaga mi to, że jestem historykiem. Niektórzy pisarze pracują nad jedną powieścią dwa, trzy lata, bo tak długo szukają wiedzy w źródłach historycznych. Ja wiem, gdzie co znaleźć i jak się posługiwać archiwum. Fakt, że w pewnym sensie zdradziłem środowisko historyków. Nie jestem jednak typem naukowca, który tylko bada. Ja XVII wiekiem żyję. I dzięki tym książkom mogę go odtwarzać.
No tak, widać, że Pan żyje XVII wiekiem. Ta sarmacka fryzura, podgolona głowa jak u szlachcica.
Jeszcze były wąsy. Ale musiałem zgolić, bo żona nie znosi. Jedyne ustępstwo, jakie na mnie wymusiła.

A dom też Pan zamienił na warownię?

Żyję z literatury i utrzymuję z niej rodzinę. Ale część domu przypomina składnicę XVII-wiecznego sprzętu wojskowego. Bo jak już mówiłem, działam w ruchu odtwarzającym formacje wojskowe z tamtego okresu. Mam więc szable, stroje, pistolety. Niektóre rzeczy się przydają, kiedy je opisuję. Mogę od razu wziąć do ręki.

Czasami na spotkania autorskie przychodzi Pan ubrany jak szlachcic.
Zdarza się. Nawet mam swojego konia bojowego w Warszawie. Razem bierzemy udział w bitwach. Ale już na spotkania autorskie wspólnie nie jeździmy (śmiech).

Pan ma jednego bohatera, który się w tych Pana powieściach przewija. To niejaki Dydyński - małopolski szlachcic awanturnik.
To prawda, ale już z nim skończyłem. Myślę, że go do końca wyeksploatowałem. Teraz w moich opowiadaniach i powieściach bohaterem będzie niejaki Samuel Zborowski - syn tego Samuela, ściętego w 1584 roku w Krakowie, uznanego za największego polskiego warchoła. Ale moim zdaniem niesłusznie, ponieważ Samuel był przede wszystkim ofiarą intrygi politycznej swoich braci, bardziej rozgarniętych od niego politycznie. Tak naprawdę stał się ofiarą nagonki Zamoyskiego na Zborowskich, który chciał za wszelką cenę udowodnić, że przygotowują zamach na króla. Wybrał Samuela, najdzielniejszego, ale i najgłupszego z braci.

Dlaczego więc syn, a nie ojciec będzie bohaterem Pana książek?
Nie chciałem tykać starego Samuela. Wziąłem na warsztat młodego, który żył z piętnem klątwy ojca. To też ciekawe.

Czy chciałby Pan, żeby którąś z Pana powieści czy opowiadań sfilmowano?
Wie pani, że to chyba marzenie każdego pisarza. Ale mało realne. Polskie kino historyczne nie jest w szczytowej formie. A poza tym filmowcy pewnie by się bali brać na warsztat coś, co nie jest lekturą szkolną. I coś, co nie powiela tego sienkiewiczowskiego mitu. Ale dosłownie przed kilkoma dniami skończyłem pisać scenariusz filmowy, na zamówienie dystrybutora i producenta SPI Polska.

Kto jest bohaterem tego scenariusza?
Najsławniejszy polski rycerz - Zawisza Czarny. Oni chcą nakręcić o nim film. Ale co dalej z tym będzie? Poczekamy, zobaczymy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie