Jacek Gmoch: Nigdy nie istniało coś takiego jak polska myśl szkoleniowa

Mateusz Janiak
Jacek Gmoch uważa, że Adam Nawałka wyciągnął wnioski z katastrofalnego meczu ze Słowacją i już na marzec zbuduje zespół zdolny do walki o udział we francuskich mistrzostwach Europy
Jacek Gmoch uważa, że Adam Nawałka wyciągnął wnioski z katastrofalnego meczu ze Słowacją i już na marzec zbuduje zespół zdolny do walki o udział we francuskich mistrzostwach Europy Bogdan Kulikowski/Polskapresse
- Polska liga jest fantastycznie opakowanym, świetnie sprzedawanym produktem na poziomie czwartej ligi europejskiej. Telewizja bardzo przeciętny towar potrafi pokazać jako coś wyjątkowego. Ale mecz Legii z Lazio bezlitośnie obnażył różnicę między zawodnikami włoskiej drużyny a mistrzami Polski - mówi Jacek Gmoch, były selekcjoner reprezentacji Polski, mistrz olimpijski i srebrny medalista mistrzostw świata w rozmowie z Mateuszem Janiakiem.

W najnowszym rankingu FIFA Polska zajęła 78. miejsce, za Haiti, Togo, Sierra Leone czy Republiką Zielonego Przylądka. Z naszym futbolem jest aż tak źle?
Jakkolwiek by na to patrzeć, jest źle. Oczywiście, ta klasyfikacja nie jest do końca obiektywna, ponieważ trudno stworzyć coś takiego w oparciu o obiektywizm, jednak mimo to - moim zdaniem - pozycja Polski dobrze odzwierciedla siłę naszej piłki. A propos tych notowań, nie podoba mi się to, że do rankingu wliczane są jakieś nic nie znaczące mecze towarzyskie na Cyprze czy w Turcji, które nie mają tak naprawdę żadnej rangi. Branie ich pod uwagę w tworzeniu tych klasyfikacji jest bezcelowe, bo tylko zaciemnia rzeczywisty obraz.

W takim razie dlaczego jesteśmy tak słabi?
Bo zmarnowano wielki potencjał, który wypracowaliśmy w latach 1972-1982. Począwszy od złotego medalu olimpijskiego, który zdobył pan Górski ze mną albo ja z panem Górskim - kolejność nazwisk nie ma znaczenia, bo tworzyliśmy jedną drużynę - a skończywszy na brązowym krążku mistrzostw świata w Hiszpanii, bardzo udanie prezentowaliśmy się na pięciu wielkich imprezach. Dzięki temu rzesza ludzi zdobyła niebagatelne doświadczenie. Żeby z tak dużej liczby zawodników nie wyłoniła się grupa trenerów, która korzystając z wiedzy zdobytej na mundialu czy olimpiadzie, nie zapewniła kontynuacji sukcesów? Poza Kasperczakiem i teraz Nawałką próżno szukać dobrych szkoleniowców.

A Paweł Janas?
Faktycznie, Janas osiągnął ćwierćfinał Ligi Mistrzów z Legią i awansował do mistrzostw świata z kadrą Polski, więc - istotnie - można powiedzieć, że zabłysnął. A poza nim, Kasperczakiem i Nawałką? Nikt. A ilu zawodników zdobyło cenną wiedzę i doświadczenie na dużych turniejach? Ogromna liczba, z której wybiło się zaledwie trzech.

Czyja to wina?
Większość z tych zawodników kończyła odpowiednie szkoły i zdobywała dyplomy, więc trzeba zadać sobie pytanie - kto ich nauczał? Tutaj jest pies pogrzebany. W moim pojęciu to nie oni są winni, lecz nauczyciele, którzy ich kształcili. W tym miejscu tkwi przyczyna niepowodzeń polskiego futbolu. Bo zostało położone szkolenie, które zresztą kuleje do dziś. Oczywiście teraz, dzięki m.in. kursom UEFA, to się powoli zmienia i odpowiednia jakość w końcu przyjdzie do Polski.

Moim zdaniem Ludovicowi Obraniakowi wyrządzono dużą krzywdę

W takim wypadku chyba nie ma co mówić o polskiej myśl szkoleniowej?
Nigdy nie istniało coś takiego! W każdym razie ja się z nią nigdy nie spotkałem. Na przykład moim "zawodowym ojcem" był Czech Jaroslav Vejvoda, którego treningi spisywałem dzień po dniu. Później, gdy musiałem odejść z Legii z powodu kontuzji, notatki zaczął robić Stefan Białas. Kiedy Vejvoda zorientował się, że się tym interesuję, zaczął być jeszcze bardziej otwarty, jeśli chodzi o warsztat. To on wprowadził do zajęć piłkarskich trening interwałowy czy stacyjny. Przecież wcześniej nikt tego nie znał, nie stosował w piłce nożnej.

Wspomniał Pan, że z grupy zawodników, która odnosiła sukcesy w latach 70. i 80., tylko trzech zawodników sprawdziło się w trenerce, a jednym z nich jest właśnie obecny selekcjoner Adam Nawałka. Czy to jest człowiek, który wyciągnie reprezentację Polski z kryzysu?
Ja głęboko wierzę w Adama. Jako jeden z niewielu polskich szkoleniowców zapoznał się bardzo dokładnie z włoską myślą taktyczną i strategiczną. Odbywał tam staże i było to widać w sposobie gry jego drużyn. Może do tej pory nie miał jakichś wielkich sukcesów, ale uważam, że Nawałka jest przedstawicielem nowej fali trenerów, z której w niedługim czasie będziemy mieć duży pożytek. Poza tym znam go dobrze jeszcze z czasów wspólnej pracy w reprezentacji Polski, więc poznałem jego mentalność, charakter, co tylko umacnia moją wiarę w niego. Na pewno nie będzie mu łatwo, ponieważ wszyscy łakniemy sukcesów i przez to brak nam cierpliwości, ale uważam, że sobie poradzi. Z tym że, moim zdaniem, powinno się zwiększyć wpływ selekcjonera na piłkarstwo w Polsce.

W jaki sposób?
Już pewne propozycje permanentnych zmian w szkoleniu trenerów w Polsce miałem okazję przedstawić. Tak, aby u nas odbywało się to w ten sam sposób co w innych krajach Europy. Na przykład gdy pracowałem w Norwegii, to w mojej umowie znajdował się zapis, że muszę brać udział w seminarium dla szkoleniowców wszystkich klubów biorących udział w rozgrywkach pod egidą selekcjonera norweskiej kadry.
Na czym to polegało?
Spotykaliśmy się raz na miesiąc, a każdy z trenerów znał temat spotkania wcześniej i wysuwał swoje propozycje rozwiązania danego problemu. Następnie dyskusja wyłaniała najlepszy pomysł. Wspólnie dochodziliśmy do optymalnego założenia, a w związku z dzieleniem się wiedzą każdy zyskiwał.

Według Pana w Polsce też powinien powstać taki mechanizm?
Absolutnie.

Wracając do Adama Nawałki. Nowego selekcjonera dotknęła fala krytyki po meczach ze Słowacją i Irlandią. Słusznie?
Adam szczególnie w pierwszym meczu podjął ryzyko, którego ja bym nie podjął. Moim zdaniem, grając tak odważnie, ryzykował za wiele, ale zrozumiał swój błąd, bo w drugim spotkaniu skorygował go i zmienił skład oraz sposób gry. Dlatego ja jestem przekonany, że już w marcu będziemy mieli gotową drużynę, która będzie umiała walczyć o udział w mistrzostwach Europy we Francji.

Pierwsze powołania nowego selekcjonera Pana przekonały?
Moim zdaniem Nawałka kierował się pomysłem, który stosowaliśmy kiedyś, czyli tzw. konsultacjami. Z tym że nie można tego odnosić do dzisiejszych czasów, bo wtedy było inaczej. Można było zawiesić ligę, a ja na takich konsultacjach organizowanych w Warszawie oraz Chorzowie mogłem sprawdzić mnóstwo zawodników od trzeciej ligi w górę i wiedziałem, kim dysponuję. Dzięki takim sprawdzianom udało się wyłowić wielu zawodników, którzy później zadomowili się w pierwszej reprezentacji. Przykładem takiego piłkarza jest obecny dyrektor Szkoły Trenerów Stefan Majewski, wyciągnięty przez nas z Bydgoszczy. Podejrzewam, że właśnie coś takiego chciał zrobić Nawałka. Chciał sprawdzić, kto z naszej ligi nadaje się do kadry. Z tym że ja na coś takiego bym się nie odważył. Przecież gdyby nie świetna postawa Artura Boruca ze Słowacją, zaliczylibyśmy solidne lanie.

Było o powołanych, to teraz czas na tych, których zabrakło na ostatnim zgrupowaniu kadry. Jak Pan ocenia zamieszanie wokół Ludovica Obraniaka?
Ja już komentowałem tę sprawę, tylko mój głos utonął wśród wrzasków tych, którzy Obraniaka krytykowali. Przede wszystkim pomocnik Bordeaux nigdy nie miał predyspozycji, żeby być mesjaszem polskiej piłki, dlatego nie można go traktować jako jedynego winnego przegranych eliminacji. Tymczasem właśnie tak się to robiło. Zaczęto się nad nim pastwić, co mi nigdy nie pasowało. Uważam, że było to nie w porządku, tak po ludzku. Bierze się chłopaka i zrzuca mu na barki odpowiedzialność za całą reprezentację, potem zaczyna mu się wytykać rzekome problemy z integracją. Moim zdaniem wyrządzono Obraniakowi dużą krzywdę.

Nie jest trochę tak, że mu po prostu nie zależy na grze dla Polski?
Gra w reprezentacji Polski to coś wyjątkowego i trzeba to zrozumieć. Występy w kadrze narodowej to w pewnym sensie apostołowanie. Dlatego jeśli ktoś nie ma odpowiednich "kwalifikacji", nie chodzi mi tutaj o umiejętności czysto piłkarskie, w ogóle nie powinien być brany pod uwagę. Myślę, że tego Obraniakowi nikt nie wytłumaczył. Ktoś powinien z nim przysiąść i wyjaśnić mu, na czym polega gra w klubie, a na czym w reprezentacji. Widocznie, kiedy Obraniak był na zgrupowaniach, nikt nie mówił dobrze po francusku. (śmiech)

Myśli Pan, że stąd wynikła odmowa przyjazdu na ostatnie zgrupowanie?
Tak. Jeśli on nie zrozumiał różnicy między kadrą narodową a klubem, to nie można się na niego gniewać. Dlatego uważam, że powinno dojść do spotkania, bez udziału mediów, podczas którego wyjaśnią mu, co to znaczy gra z orzełkiem na piersi.

Na koniec muszę zapytać o Legię i jej fatalną postawę Lidze Europy.
Nie tylko Legia, ale w ogóle cała polska liga jest fantastycznie opakowanym, świetnie sprzedawanym produktem na poziomie czwartej ligi europejskiej. Kapitalną robotę wykonuje telewizja, która bardzo przeciętny towar potrafi pokazać jako coś wyjątkowego. Mecz z Lazio bezlitośnie obnażył różnicę między zawodnikami włoskiej drużyny a mistrzami Polski. Przede wszystkim w wyszkoleniu technicznym. Mnie, jako legioniście, przykro było na to patrzeć.

Wideo

Materiał oryginalny: Jacek Gmoch: Nigdy nie istniało coś takiego jak polska myśl szkoleniowa - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie