Jacek Charmast: System leczenia narkomanów na Pomorzu jest niedorzeczny [ROZMOWA]

rozm. Dorota Abramowicz
Jacek Charmast
Jacek Charmast Archiwum prywatne
Z Jackiem Charmastem, współautorem raportu rzecznika praw osób uzależnionych, rozmawia Dorota Abramowicz.

"Pomorze posiada od lat jedną z najbardziej niedorzecznych struktur lecznictwa, wśród podobnych do niego regionów europejskich" - napisał Pan w opublikowanym przed kilkoma dniami raporcie dotyczącym m.in. metod i kosztów leczenia narkomanii w Polsce. Nie za ostro?
Na pewno nie. Zanim sformułowałem tak radykalny wniosek, wcześniej przeprowadziliśmy gruntowną analizę wydatków przeznaczonych na leczenie osób uzależnionych. W Polsce ponad 60 procent pieniędzy, przeznaczanych przez NFZ na leczenie, trafia na utrzymanie zamkniętych ośrodków. Na Pomorzu jest to już 90 procent pieniędzy funduszu. Tymczasem Krajowy Program Przeciwdziałania Narkomanii na lata 2011-2016 wskazuje, zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia, priorytety w leczeniu osób uzależnionych. Są to kolejno: leczenie ambulatoryjne, terapia substytucyjna, postrehabilitacja polegająca na krótkim pobycie w hostelach oraz redukcja szkód (zapobieganie zakażeniom narkomanów, dbanie, by nie zamarzali na ulicach). Te ostatnie działania mają na celu ograniczenie bardzo dużych wydatków, przeznaczonych później na leczenie narkomana.

A co z ośrodkami zamkniętymi, wypromowanymi pod koniec lat 70. XX wieku przez Marka Kotańskiego, założyciela Monaru?
Sama pani mówi, że ośrodki stacjonarne zaczęły powstawać przed ponad 30 laty, gdy obowiązywał model - najpierw odtrucie, potem zamknięty ośrodek. Przez te lata zmienił się obraz polskiej narkomanii, zmieniły się poglądy lekarzy i terapeutów. Najważniejszym jednak argumentem przemawiającym przeciw faworyzowaniu zamkniętych ośrodków jest analiza kosztów i skuteczności leczenia.

To porozmawiajmy o pieniądzach...

Proszę bardzo. Koszt leczenia jednego pacjenta w takim ośrodku to średnio 40 tysięcy złotych. Koszt leczenia ambulatoryjnego to 1,5 tysiąca złotych. Aż 87 proc. pacjentów opuszcza stacjonarne placówki przed zakończeniem leczenia. Z 13 procent tych, którym udaje się zakończyć terapię, ponad połowa wraca na leczenie. Można więc mówić o skuteczności mniejszej niż 10 procent. To poziom samowyleczenia. Gdyby pani wynajęła garaż, postawiła tam łóżka dla 10 uzależnionych i nie poświęcałaby im prawie wcale uwagi, być może jeden z tych dziesięciu porzuciłby nałóg.

Dlaczego tak mało osób udaje się wyleczyć?
Ośrodki mogłyby osiągnąć wyleczalność na poziomie 20 proc., pod warunkiem że działałyby zgodnie ze wskazaniami WHO. Na razie mamy w nich nadpodaż pacjentów. Nasz system leczenia działa tak jak zakład wulkanizacyjny sypiący gwoździe na drogę. Pacjent z epizodem narkotykowym przychodzi do poradni, ale nie otrzymuje tam pomocy, bo brakuje ludzi, pieniędzy, nie ma kto go przyjąć. Odbija się od drzwi. Wszyscy czekają, aż spadnie na dno i jego szanse na wyleczenie spadną z 40 proc. do 5 proc. Wtedy z otwartymi ramionami przyjmuje go zamknięty ośrodek.

Dlaczego oszczędny zwykle do bólu NFZ godzi się na wydawanie pieniędzy na droższe i mniej skuteczne leczenie, zamiast na pomoc ambulatoryjną?
Ze strachu przed świadczeniodawcami, którzy nie dopuszczają do skrócenia czasu terapii. Są to dwie duże organizacje pozarządowe - Monar i Karan - utrzymujące się ze środków publicznych. Prowadzone przez nie ośrodki zapewniają tym organizacjom 80-90 proc. przychodów, to są dziesiątki milionów złotych. Ostatnio otrzymałem podziękowanie z jednego z oddziałów funduszu za podanie wyliczeń i danych, które być może wpłyną na zmianę obecnej polityki. Obawa przed narażeniem się tym organizacjom występuje także wśród urzędników Ministerstwa Zdrowia, innych resortów, samorządowców.

Fundusz nie boi się gniewu pacjentów chorych na serce, którym zamyka poradnie, nie czuje strachu w związku z artykułami dotyczącymi zbyt niskiego finansowania hospicjów, a miałby się bać organizacji prowadzących ośrodki dla narkomanów?

NFZ nie chce szumu, bo wiadomo, co się dzieje, gdy zostają obcięte pieniądze na leczenie narkomanów. Od razu do mediów trafia wizja katastrofy epidemiologicznej. Tak naprawdę żaden z urzędników nie wie, o co naprawdę chodzi w leczeniu narkomanów. Z kolei np. sam Monar nie dopuszcza do zarządu osób, związanych z leczeniem ambulatoryjnym. Tam rządzą szefowie ośrodków stacjonarnych.

Monar to synonim miejsca, gdzie pomaga się osobom uzależnionym, powstały o nim dziesiątki artykułów, książki, filmy. Chce Pan uderzyć w legendę Marka Kotańskiego?
Też byłem przez jakiś czas członkiem Monaru, w którym działają setki wspaniałych terapeutów. Ludzi, szkolących się przez 2 lata, by profesjonalnie pomagać uzależnionym. Jest jednak w tej organizacji grupa osób, która nie pozwala im się rozwijać.

Czy w tle zarzutów opublikowanych w raporcie nie pojawia się aby konflikt personalny?

W Krajowym Biurze Przeciwdziałania Narkomanii nie ma mowy o jakimkolwiek konflikcie personalnym z przedstawicielami Monaru. Tu w grę wchodzą kwestie merytoryczne. Są wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia, które nijak nie przystają do oferty tych organizacji. Uważają one, że tylko izolacja na kilka lat może pozwolić na wyleczenie narkomana. W efekcie niektórzy z nich spędzają w ośrodkach stacjonarnych nie rok, a nawet siedem lat.

Wróćmy do Pomorza, gdzie - według Pana, jako autora raportu - jest jeszcze gorzej, niż w innych regionach kraju.

Jeśli na tle Europy Polska ma kuriozalny system leczenia narkomanów (co trzeci Europejczyk leczony w zamkniętym ośrodku jest Polakiem), to dwa województwa - pomorskie i zachodniopomorskie - są już absolutną osobliwością. W tych województwach zlokalizowano prawie 800 miejsc w ośrodkach stacjonarnych, czyli ok. 30 procent wszystkich, funkcjonujących w Polsce! Liczba miejsc w ośrodkach stacjonarnych na Pomorzu przewyższa analogiczne liczby miejsc w większości państw UE.

Może wynika to z potrzeb?
Nie ma tu większych potrzeb niż gdzie indziej. Tylko 10 proc. pieniędzy z NFZ przeznaczanych jest na inną formę leczenia! Wynik ten jest okupiony znacznym niedoborem innych świadczeń, w tym brakiem postrehabilitacji i detoksykacji, obłożonym lecznictwem substytucyjnym. Nadprodukcja jednych usług oznacza zubożenie nakładów na inne. W Trójmieście działają dwie znakomite placówki (w Gdyni i Monaru w Gdańsku), świadczące pomoc ambulatoryjną. Są one niesamowicie obłożone. Co stoi na przeszkodzie, by zabrać część pieniędzy ośrodkom stacjonarnym i przeznaczyć je na dodatkowe dwa, trzy etaty i wynajęcie dodatkowej powierzchni? To byłoby logiczne, skoro koszt leczenia pacjenta w ambulatorium jest 20 razy niższy.

Czy liczy Pan na to, że raport rzecznika praw osób uzależnionych coś zmieni?
Mam nadzieję. Nasz raport nie miał na celu atakowania kogokolwiek, a jedynie przedstawienie faktów. Chcemy, by wreszcie było przestrzegane prawo, czyli zalecenia przyjęte w Krajowym Programie Przeciwdziałania Narkomanii na lata 2011-2016.

W środowym, papierowym wydaniu "Dziennika Bałtyckiego" zamieścimy rozmowę z Jolantą Łazugą-Koczurowską, przewodniczącą Zarządu Głównego Stowarzyszenia MONAR.

d.abramowicz@prasa.gda.pl

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze 13

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Matka

Obyś nigdy nie musiał z tym walczyć

T
Tomasz

Potwierdzam. Leczenie narkomanii w Polsce to fikcja. Dzięki narkomanowi armia ludzi ma całkiem dobrą, dobrze płatną pracę. Personel nie musi się wysilać, bo nikt nie płaci im za wyniki wyleczenia. Pacjęt albo się wyleczy sam albo wraca z powrotem a z nim pieniądze.
Pozdrawiam.

P
Piotr

Monar stawia na znachorstwo i szarlatanerię. Jeśli leczenie to na zachodzie.

w
wiecek

Pana sponsoruje lobby substytucyjne, to dobry biznes sprzedawać narkomanom taki zamiennik narkotyków - legalny taki:) samozwańczy rzecznik - śmieszny jest a sam w ośrodku się leczył!

j
ja

Najlepiej byc Egoista i myslec o sobie..... Ludzie potrzebuja pomocy
Jeden ma problem zdrowotny inny psychicznym. Kazdy jest inny. Ty tez!

???

wszedłem na strone tego JUMP chciałem zobaczyć co ludzie piszą na forum co myślą sami zainteresowani, a tam 0 ruchu, dużo tematów pozakładanych (wiekszość po angielsku) i absolutnie 0-0-0 odpowiedzi czy jakiejkolwiek dyskusji.. :(

a
adam

witam, ma pytanie i liczę że Pan zechce udzielić mi odpowiedzi, bo jestem ciekaw.
szczerze mówiąc nie wnikam czy był Pan pacjentem Monaru czy nie bo to dla sprawy bez znaczenia,i wogóle mnie to nie interesuje ( choć może i w Pana aktualnym pogladzie i raporcie byłby to fakt przeważający na Pana korzyść), pytanie brzmi: Dlaczego nie starał się Pan przez te wszystkie lata stworzenie "innej" swojej, sieci poradni, ośrodków które by przyciągnęły bardziej uwagę NFZ i potencjalnych pacjentów- niż Monar?.. przecież to prawo rynku i konkurencji, to proste. Monar by wymarł sam, a nowo stworzone poradnie dzialaly by preznie wg zalecen WHO i Pana. Po co wbijać w ramy Monaru (coś co po prostu z Monarem sie nie kojarzy? ).. przepraszam jeżeli w jakiś sposób Pana obraziłem, ale wygląda to trochę jakby Pan chciał wejść na łódź na wzburzonym morzu i zrobić z niej piramidę na pustyni. Czasem prościej robić coś od nowa, od 0. a jezeli to jest dobre, efekty beda szybko widoczne. niz inwestowac i meczyc sie na "cudzą " strukturą aby z niej stworzyć złote jajo. Pozdrawiam Serdecznie! Adam

s
sprawiedliwy

Warto sprawdzić kto go opłaca, najpierw sam był pacjentem a teraz mianował się Rzecznikiem. Reprezentuje chyba koncern farmaceutyczny bo pacjentów na pewno nie. Zobaczcie na stronie Jump 93 zakładka raporty ile pieniędzy przeznaczają na wynagrodzenia. To wszystko to fikcja za tyle pieniędzy zrobił pseudo raport na podstawie 94 pacjentów w 35.000.000 milionowym kraju żenada

R
Rool

A po jaka cholere ich w ogole leczyc ? Zloty strzal i w piach ... To tylko niepotrzebne obciazenie podatnikow . Chinczycy wiedza co z takimi robic :-)

G
Gość

1.Niech MEN ignoruje nowoczesną profilaktykę, a przede wszystkim sprawdzone w świecie programy rekomendowane przez ekspertów Krajowego Biura Przeciwdziałania Narkomanii (np. Unplugged). Szkoły zamiast na profilaktykę, niech postawią na ściganie dzieciaków, testy, kontrolę, pogadanki ignorujące przekonania młodych ludzi. Zamiast pomocy dzieciom, rekomendujemy wyrzucenie ze szkoły.
2.Niech 90 % placówek leczenia uzależnień, nadal odrzuca stosowanie nowoczesnych programów i metod terapii, w tym programów specjalistycznych dla użytkowników konopi, amfetaminy, terapię substytucyjną. Strońmy nadal od programów redukcji szkód, od szeroko stosowanego w Europie dialogu motywującego. Niech NFZ podtrzymuje tak jak dotąd, postawioną na głowie strukturę „narkotykowych” świadczeń leczniczych, czyli nadal niech przeznacza 60-90 % nakładów finansowych na relatywnie największą w świecie bazę leczenia stacjonarnego a resztki na jedną z najuboższych w Europie baz leczenia ambulatoryjnego i substytucyjnego. Nie róbmy sobie nic z tego, że się z nas śmieją i co 3-4 leczony stacjonarnie (zarazem długoterminowo i bez leków) Europejczyk jest Polakiem.
3.Bądźmy nadal nie zainteresowani efektami pracy placówek terapeutycznych, przede wszystkim najbardziej kosztownymi ośrodkami stacjonarnymi. Niech nas nie obchodzi, ile na nie łożymy i co w zamian zyskujemy. Niech nas nie interesuje to, że kosztujący, ok. 1 miliona złotych ośrodek, może nie mieć żadnych istotnych efektów swoich działań i żadnych problemów z uzyskaniem kontraktu z NFZ.
4.Należy podnieść kary za posiadanie, przynajmniej dwa razy. Ignorujmy fakt, że już mamy najsurowsze w Europie prawo, relatywnie najwięcej zatrzymań i skazań za posiadanie (w ciągu dekady wzrost o 1500%) i zarazem jeden z najwyższych w UE progres używania konopi. Wzmożone ściganie niech zwiększy liczbę osób poszkodowanych przez prawo, osób z poczuciem ogromnej krzywdy, spowodowanej karą niewspółmierną do winy. Niech ich złość na państwo i ogłupiałe od wódki społeczeństwo (w tym terapeutów) przeradza się tak jak dotąd, w działania polityczne i nieprawdopodobną promocję marihuany.
5.Niech politycy, nadal nie próbują się dowiadywać, jakie zmiany są potrzebne systemom redukcji popytu i podaży na narkotyki i jak te systemy powinny współpracować. Niech każdą debatę na ten temat, zamieniają na plebiscyt, kto z narkotykami, kto przeciw. Nadal w każdej debacie narkotykowej, a zwłaszcza dotyczącej stanowienia prawa wykorzystują tragedie rodzinne (rozpacz matek) i epatują wizją dziesięciolatków ze skrętem.
6.Zamiast nowoczesnych, ambulatoryjnych programów profilaktyczno-terapeutycznych, nadal opierajmy lecznictwo na pół-izolacyjnych ośrodkach prowadzonych przez niereformowalne, scentralizowane molochy NGO-osowskie. Przekazujmy nadal 50% „narkotykowych” nakładów NFZ, dwóm największym stowarzyszeniom, których wewnętrzna struktura świadczeń jest kpiną z potrzeb społecznych, pojmowaniem na opak krajowych strategii ochrony zdrowia. Oddajmy, któremuś z szefów tych organizacji dyrektorowanie Krajowym Biurem ds. Przeciwdziałania Narkomanii.
7.Pozwólmy, by terapeuci nadal szczuli społeczeństwo na osoby uzależnione, krzewiąc marginalizację i stygmatyzację poprzez doradzanie wyrzucania uzależnionych dzieci z domu czy dyskredytację działań z zakresu redukcji szkód oraz pomocy socjalnej uzależnionym.
8.Dalej twierdźmy, że marihuana jest takim samym narkotykiem, jak heroina czy crack. Może nasze dzieci wreszcie to pojmą (zgłupieją) i zaczną inicjację od najgroźniejszych substancji. Nadal ignorujmy przekonania młodych ludzi dotyczące narkotyków. Sami pijmy alkohol, palmy tytoń i głównie wtedy moralizujmy o narkotykach.
9.Niech aktywiści organizacji legalizacyjnych wmawiają nadal każdemu gimnazjaliście, że palenie konopi nie powinno mieć żadnego negatywnego wpływu na jego zdrowie.

s
szekla

"Coraz więcej wskazuje na to, że Ruch Palikota zmieni nazwę; ostateczna decyzja zapadnie na październikowym nadzwyczajnym kongresie partii"- oto ewidentne skutki "spożywania małpek" w miejscach publicznych

p
pepe

ten harmast to też w monarze się leczyl. Chyba dali mu w kość.hehe

P
Polihistor

na "leczenie" narkomanów?
Niech sami stawią czoła wyzwaniu - jeśli chcą zerwać z nałogiem.
Albo umrą.
Aut - aut.
Są znacznie bardziej potrzebujący.

Dodaj ogłoszenie